P. 1
pz34_2007

pz34_2007

|Views: 1.223|Likes:
Publicado porENAK9000

More info:

Published by: ENAK9000 on Mar 23, 2009
Direitos Autorais:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

05/10/2014

pdf

text

original

TYGODNIK

NR 34 (552) 19 SIERPNIA 2007 CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

FORUM: W afgańskich kleszczach str. 10

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

www.zolnierz-polski.pl

PRACOWNICY WOJSKA: Jak jest, każdy widzi str. 46 SŁUŻBA ZDROWIA: Gdyby choroba wzięła górę str. 20

KULISY: LEOPARDY W ALEJACH str. 28

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

PROMOCJA PODOFICERSKA
Przez jedenaście miesięcy uczyli się przedmiotów ogólnowojskowych, specjalistycznych, a także etyki, gospodarki rynkowej w pododdziale, ochrony środowiska i języka angielskiego. Poznawali armię, swój rodzaj wojsk, trudną sztukę dowodzenia. Zwieńczeniem ich trudów i wysiłków w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych była uroczysta promocja, która odbyła się 10 sierpnia
STR. 32

TEMAT NUMERU

KIEDY POLSKA NIE ZGINĘŁA
Gdy Winston Churchill z uznaniem wyrażał się o polskich lotnikach, komplementując ich słowami: „jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym”, odrobinę mijał się z prawdą. W 1940 r. Polacy ocalili tylko Wielką Brytanię. W 1920 r. najprawdopodobniej uratowali całą Europę STR. 4

„Za mało, żeby żyć, za dużo, żeby umrzeć” – hasło tegorocznej kwietniowej manifestacji pracowników wojska wciąż pozostaje aktualne. Tym bardziej że ok. 32 proc. z 50-tysięcznej grupy zawodowej to osoby żyjące na granicy ubóstwa
STR. 46

PRACOWNICY WOJSKA

WOJSKO PZL-130

FORUM

MISJE

W AFGAŃSKICH KLESZCZACH
Niechęć części państw NATO do wspierania misji w Afganistanie objawia się bolesnym brakiem sił do walki z talibami. Na dodatek mająca dbać o bezpieczeństwo obywateli afgańska policja i nieliczne siły zbrojne są skorumpowane i niewyszkolone STR. 10
Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Norbert Bączyk, Piotr Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Paulina Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof

ORLIK JESZCZE POWALCZY
Tegoroczne lato to bardzo pracowity czas dla żołnierzy z Radomia. W tamtejszym ośrodku szkolenia lotniczego trenują kandydaci na przyszłych wojskowych pilotów, a do tego loty wznowił zespół akrobacyjny Orlik STR. 16
Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Opracowanie stylistyczne: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Aleksandra Ogłoza, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80; reklama@redakcjawojskowa.pl

TYGODNIK

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 415 200; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 34/2007

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

WOJSKA LĄDOWE

ŁZY I POWRÓT DO NORMALNOŚCI
VIII zmiana PKW Irak powróciła do kraju. Na wrocławskim lotnisku Strachowice, gdzie lądowały samoloty z polskimi żołnierzami, wylało się wiele łez STR. 34

MARYNARKA WOJENNA

PSIA WACHTA
Rodan, Banan, Zadra i Kastor służą w Bazie Technicznej Marynarki Wojennej. Każdy z nich ma tam budę i miskę świeżej wody. W dobie wszechobecnej elektroniki, czujników i kamer jednostki wojskowe nie zrezygnowały z usług najlepszego przyjaciela człowieka, psa STR. 38

Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 13.08 .2007 r. Zdjęcie na okładce: M. Kluczyński/M. Dmowski Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

Nakład: 20 000 egz.

zable do boju, lance w dłoń. Bolszewika – goń, goń, goń!” – tak 87 lat temu zagrzewali się do boju polscy ułani. Słowa piosenki ostatecznie zostały przekute w rzeczywistość. Młode państwo polskie odparło sowiecki najazd. Rocznica tego wydarzenia jest dziś obchodzona jako Święto Wojska Polskiego, które należy do najważniejszych – obok narodowego Święta Niepodległości i Święta Konstytucji 3 Maja – świąt państwowych w Polsce. Mimo że od czasów, kiedy kształt granic i istnienie naszego kraju zależały od krwi przelewanej na polach bitew rozsianych po całym świecie, minęło kilkadziesiąt lat, Polacy wciąż pamiętają, jak wielką rolę odegrali żołnierze w historii naszego kraju. Symbolem wolności państwa jest dla nas nieustannie żołnierz z orłem na czapce. 15 sierpnia to dobry moment na refleksję nad polską armią i zadanie sobie pytania, jakie dziś jest nasze wojsko. Na pierwszy rzut oka sytuacja nie jest zła. Armia ma ogromny kredyt zaufania – siedmiu na dziesięciu Polaków deklaruje, że myśli ciepło o polskich żołnierzach. O takiej popularności większość innych instytucji publicznych może tylko pomarzyć. Polscy żołnierze codziennie zdają na piątkę egzamin z gotowości bojowej na trudnych misjach w Iraku i Afganistanie, chwaleni są również za aktywność w Kosowie, Bośni i Hercegowinie, Syrii czy Libanie. Sprzęt armii, wbrew docinkom sceptyków, jest modernizowany, o czym świadczą nie tylko zakupy myśliwców czy KTO, ale również znacznie mniej spektakularna poprawa w zakresie wyposażenia indywidualnego żołnierzy. Jednym słowem – sielanka. Czy aby na pewno? Niestety, jest i druga strona medalu. Polacy armii ufają, ale na służbę w wojsku patrzą z przymrużeniem oka. Przed II wojną światową o karierze oficera, ba, podoficera wielu mogło tylko pomarzyć. Dziś brakuje chętnych do wkładania polskiego munduru. Młodzi Polacy wolą sprawdzać się w biznesie albo zasilać szeregi PKW Irlandia. Otwarcie granic związane z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej postawiło szybką profesjonalizację polskiej armii pod znakiem zapytania. Wszyscy znamy powiedzenie, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi, z całą pewnością chodzi o pieniądze. Ale czy tylko o pieniądze? Chyba jednak nie – gdyby tak było, w Polsce już dawno zabrakłoby rąk do pracy, bo proste przeliczniki są dla naszego kraju bezwzględne; jeszcze długo poziom życia w krajach starej UE będzie wyższy niż u nas. Jednak pieniądze to nie wszystko – poza tym, wbrew narzekaniom, żołnierze zawodowi na tle innych profesji naprawdę nie są finansowymi outsiderami. Fakt – żołnierz armii amerykańskiej zarabia kilka razy więcej, ale np. dziennikarz w USA też zarabia przeciętnie pięć razy więcej niż w Polsce. A jednak my piszemy tutaj. Pieniądze to naprawdę nie wszystko. Problemem dzisiejszej armii jest w dużej mierze odziedziczony po PRL-u obraz wojskowej rzeczywistości. Mimo że żyjemy w wolnej Polsce od 17 lat, w cywilu wciąż z przekąsem przypomina się porzekadło, że „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Armię postrzega się jako skostniałą biurokrację, odporną na zmiany i upływ czasu. Swego rodzaju państwo w państwie, w którym wszystko jest „po linii i na bazie”. W którym codzienność polega na wykonywaniu sprzecznych z logiką rozkazów. Na armię wciąż zbyt często patrzy się z zewnątrz przez pryzmat głośnej niegdyś „Samowolki” Feliksa Falka. Do takiej armii chętni nie będą się garnąć. Czy możemy to zmienić? W dużej mierze – tak. Musimy jednak pamiętać, że poza wojskiem jest jeszcze inny świat. I on się zmienia. Kiedyś w prywatnych korporacjach obowiązywała zasada: szef ma zawsze rację. Dziś, w dobie szybkiego postępu technologicznego, którego jeden człowiek nie jest w stanie objąć, szef zmienia się w menedżera, który zanim przedstawi swoją rację, słucha podopiecznych, często znacznie bardziej kompetentnych niż on. Kiedyś ideałem porządku była organizacja biurokratyczna, w której wykonanie każdej czynności potwierdzano toną wypełnionych formularzy. Dziś, kiedy trzeba działać szybko, normą staje się zadaniowa i elastyczna organizacja pracy. Kiedyś, kiedy media były znacznie słabsze niż dziś, każda grupa zawodowa mogła niemal bez przerwy posługiwać się swoim żargonem – dziś w kontaktach ze światem zewnętrznym trzeba mówić językiem, który zrozumie przeciętny Kowalski. Proste? Proste. A to klucz do sukcesu. Dlatego w dniu Święta Wojska Polskiego życzę nam wszystkim – żołnierzom i pracownikom wojska, aby armia, w której służymy, stała się instytucją na miarę XXI w. „Szable do boju, lance w dłoń. Rzeczywistość – goń, goń, goń!”.

„S

Szable w dłoń

nr 34/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT NUMERU
W historii Polski trudno jest znaleźć drugą zwycięską bitwę o tak ogromnym znaczeniu. Ze zwycięstwem odniesionym na przedpolach Warszawy równać się może chyba tylko wiktoria wiedeńska króla Jana III Sobieskiego, która powstrzymała tryumfalny marsz wojsk tureckich w głąb starego kontynentu. Wtedy jednak polscy husarze wzięli udział w bitwie jako element chrześcijańskiej koalicji. Nad Wisłą, w 1920 r. walczyliśmy sami, bo trudno za realne wsparcie uznać obecność małej grupy francuskich doradców wojskowych.

Dziki wschód
W latach 1919–1920 sytuacja młodej Rzeczypospolitej na jej wschodniej granicy była dość problematyczna. O ile kształt granicy zachodniej można było negocjować metodami dyplomatycznymi podczas konferencji wersalskiej, o tyle w kwestii

Gdyby Zachód rozumiał interesy Polski, bolszewicy zostaliby pokonani i mocarstwo stanowiące przez ponad siedemdziesiąt lat największe zagrożenie dla wolnego świata nigdy by nie powstało.

Kiedy Winston Churchill z uznaniem wyrażał się o polskich lotnikach, komplementując ich słowami: „jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym”, odrobinę mijał się z prawdą. W 1940 r. Polacy ocalili tylko Wielką Brytanię. W 1920 roku najprawdopodobniej uratowali całą Europę.
wschodniej granicy nie było za bardzo z kim negocjować. Biała, carska Rosja nie miała już faktycznie żadnej kontroli nad krajem, a władze bolszewickie, nieuznawane przez kraje Europy Zachodniej, nie były stroną wersalskich negocjacji. Dlatego też Polska musiała wziąć sprawy związane z ustaleniem granicy wschodniej we własne ręce. Zasada była prosta – tam gdzie stanęła stopa polskiego żołnierza, tam była Polska. Wbrew pozorom w 1919 r. większe zagrożenie dla Polski od walczących o władzę bolszewików stanowiło odrodzenie caratu. Rosja carska była bowiem sojusznikiem mocarstw zwycięskich – Francji i Anglii, a jednocześnie dość sceptycznie podchodziła do kwestii niepodległości Polski. Było tajemnicą poliszynela, że carscy dyplomaci, z cichym poparciem Francuzów, nie chcieli nawet słyszeć o wschodniej granicy Polski wykraczającej poza linię Bugu, a najchętniej widzieliby nasz kraj okrojony do napoleońskiego Księstwa Warszawskiego. To m.in. dlatego w 1919 r. marszałek Piłsudski zawarł rozejm z bolszewikami i mimo nacisków Zachodu odmówił wsparcia „białych” w toczącej się w tym kraju wojnie domowej. Być może gdyby Zachód rozumiał wówczas intere4 Polska Zbrojna

Kiedy Polska nie zginęła
A R T U R B AT K I E W I C Z

sy Polski, bolszewicy, którzy wciąż walczyli o kontrolę nad krajem, zostaliby pokonani i mocarstwo stanowiące przez ponad siedemdziesiąt lat największe zagrożenie dla wolnego świata nigdy by nie powstało. Stało się jednak inaczej.

Od euforii do dramatu
Rok później sytuacja była już zupełnie inna. Rządy komisarzy ludowych umocniły się i Lenin, wbrew przedrewolucyjnym deklaracjom o samostanowieniu narodów i komunistycznym raju bez wojen, zaczął poważnie myśleć o eksporcie rewolucji. Kluczem do zajęcia Europy miało być połączenie się z komunistami niemieckimi, którzy w tym czasie walczyli o władzę w Niemczech. Na drodze do spełnienia ma-

rzenia, o którym wiek wcześniej pisał Marks, stanęła Polska. Aby uprzedzić atak, na początku 1920 r. marszałek Piłsudski po negocjacjach z ukraińskimi narodowcami postanowił rozpocząć ofensywę na Ukrainie. Jak przekonują historycy, liczył przy tym, że bolszewicy będą starali się go powstrzymać i do decydującej bitwy dojdzie z dala od serca polskiego państwa. Bolszewicy jednak koncentrowali siły na północ od nacierających wojsk polskich. To m.in. dlatego w kwietniu bez większych walk Polacy zajęli Kijów. W tym momencie doszło do dramatycznego zwrotu – ofensywę rozpoczęli bolszewicy. Wojsku polskiemu groziło, że zostanie okrążone i odcięte od dróg aprowizanr 34/2007

a na południu zatrzymał się pod Lwowem. Poza tym każdy z dowódców sowieckich chciał mieć jak największe udziały w zwycięstwie i niektórzy odmawiali (sic!) przekazania swoich jednostek Michaiłowi Tuchaczewskiemu w decydującym momencie bitwy. Udana kontrofensywa znad Wieprza przerwała tę szeroką linię i spowodowała, że tym razem groźba okrążenia zawisła przed całym północnym skrzydłem armii bolszewickiej. Bolszewicy zostaliby w tym miejscu całkowicie rozbici, gdyby nie przychylność Niemiec, którzy pozwolili wycofującym się wojskom sowieckim przejść przez teren Prus Wschodnich, nie rozbrajając ani nie internując bolszewickich żołnierzy.

Obrońcy Europy
Pociag pancerny „Pierwszy Marszalek” zdobyty przez Wojsko Polskie w 1920 r.

W bitwie warszawskiej największe siły polskie skoncentrowano za Wieprzem. Licząca ok. 46 tys. żołnierzy grupa uderzeniowa złożona była z najlepszych dywizji legionowych i wielkopolskich.

cji. Rozpoczął się dramatyczny odwrót. Europa Zachodnia z rosnącym przerażeniem obserwowała jak komunistyczna rewolucja zbliża się do jej bram. Zamiast jednak wesprzeć Polskę militarnie, zaczęto z bolszewikami negocjować. Efektem tego było powstanie koncepcji tzw. linii Curzona, według której wojna miała się zakończyć ustanowieniem granicy polsko-sowieckiej na Bugu i częściową demilitaryzacją Rzeczypospolitej. Dla Polski oznaczałoby to wyrok śmierci – bolszewicy zdążyli już kilka razy zademonstrować, że jakiekolwiek traktaty mają dla nich wartość mniejszą niż papier, na którym zostały sporządzone. Przyjęcie warunków wynegocjowanych w belgijskim Spa skończyłoby się zapewne tym, że po kilku miesiącach pokoju Rosja Sowiecka wznowiłaby ofensywę. Polska warunki odrzuciła.

Pycha ukarana
„Jak jednolity, niewzruszony mur stanąć musimy do oporu. O piersi całego narodu rozbić się ma nawała bolszewizmu. Jedność, zgoda i wytężona praca niech skupią nas wszystkich dla wspólnej sprawy! Żołnierz polski, krwią broczący na froncie, musi mieć to przeświadczenie, iż
nr 34/2007

stoi za nim cały naród, każdej chwili gotowy przyjść mu z pomocą. Chwila taka nadeszła” – pisał 3 sierpnia 1920 r. w odezwie do polskiego narodu Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz marszałek Józef Piłsudski. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Wtedy jednak doszło do rzadko spotykanej w historii mobilizacji. Namiastkę jej możemy znaleźć w „Przedwiośniu” Stefana Żeromskiego, gdzie widzimy, jak komunizujący Cezary Baryka wstępuje w szeregi armii „pańskiej” Polski broniąc jej przed najazdem armii robotniczo-chłopskiej. Niepodległa Polska okazała się dla naszych przodków ważniejsza niż spory i niesnaski polityczne. Ramię w ramię walczyli o Warszawę socjaliści i narodowcy. O samej bitwie warszawskiej napisano już tomy, o jej decydującym epizodzie można też przeczytać w innej części tego numeru „Polski Zbrojnej”. Bolszewików zgubiły w dużej mierze pewność siebie i brak wojskowej dyscypliny. Wbrew rozkazom sowieccy dowódcy, w euforii wynikającej z łatwo dotychczas odnoszonych zwycięstw, znacznie rozciągnęli front, który zaczynał się na północy, kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Warszawy,

Dlaczego wynik bitwy warszawskiej był tak ważny, że ambasador brytyjski w Warszawie nazwał ją „osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata”? Dla ówczesnej Polski bitwa o Warszawę była swoistym „być, albo nie być”. Gdyby stolica upadła, bolszewicy natychmiast „zainstalowaliby” tu komunistyczny rząd polski, który prawdopodobnie ogłosiłby powstanie Polskiej Republiki Rad i włączył ją do tworzącego się Związku Sowieckiego. Po zaledwie dwóch latach Polska straciłaby niepodległość. Ale śmiertelne zagrożenie zawisłoby wtedy również nad Europą. Bolszewicy wkroczyliby wówczas do ogarniętych powojennym chaosem Niemiec, wsparli tamtejszych – bardzo silnych w tym czasie – komunistów i doprowadzili do powstania komunistycznych Niemiec wciąż jeszcze posiadających ogromny potencjał przemysłowy i militarny. Rewolucyjnej armii niemiecko-sowieckiej z całą pewnością nie zdołałaby się oprzeć Francja, która poniosła ogromne straty w I wojnie światowej, ani tym bardziej inne mniejsze europejskie państwa (zwłaszcza że niektóre – tak jak chociażby Węgry – same były zagrożone przewrotem komunistycznym). Komunizm rozlałby się szerokim strumieniem od Władywostoku po Gibraltar. Dla Europy byłaby to ekonomiczna i społeczna tragedia. Na Ukrainie prowadzona terrorystycznymi metodami kolektywizacja pochłonęła być może nawet 10 mln ofiar. Ile ofiar pochłonęłaby kolektywizacja ogólnoeuropejska? Jakie rozmiary osiągnąłby stalinowski terror w skali całej Europy? Jakie byłyby koszty walki z nieludzkim ustrojem w skali całego kontynentu? Dzięki Polsce, dzięki setkom tysięcy ochotników, którzy w tych trudnych chwilach bez słowa sprzeciwu przywdziewali mundury młodej polskiej armii, są to py tania czysto hipotetyczne. Polska Zbrojna 5

WYDARZENIA ZAPIS
ołnierzom składam życzenia najprostsze, ale najważniejsze – żołnierskiego szczęścia, które jest niezbędne w tej profesji. Szczególne słowa kieruję do Państwa rodzin. Służba wojskowa to nie tylko zawód, ona wymaga wyrzeczeń. Waszym najbliższym życzę więc wytrwałości i optymizmu, gdy jesteście na misjach czy poligonach. Wierzę, że po Waszym powrocie najbliżsi będą dumni z ludzi, którzy dla wspólnego bezpieczeństwa narażają zdrowie i życie. Święto Wojska Polskiego jest okazją do powtórzenia odpowiedzi na pytanie: po co nam wojsko? Nasi żołnierze służą na niezwykle ciężkich, najtrudniejszych od zakończenia II wojny światowej, misjach w Iraku i Afganistanie. Ludzie z biało-czerwonymi flagami na mundurach dbają także o bezpieczeństwo mieszkańców Libanu, Kosowa, Bośni, Wzgórz Golan. Za granicą służy 3,5 tysiąca Polaków. Polska jako duży kraj, mający ambicje być ważnym w Europie, powinna angażować wojsko w podnoszenie międzynarodowego bezpieczeństwa. To wynika z naszych zobowiązań wobec Organizacji Narodów Zjednoczonych, UE i sojuszu północnoatlantyckiego. Ale jest też bardzo ludzki wymiar tego zaangażowania. Nasi rodacy ginęli w zamachach w Nowym Jorku, w Londynie czy Madrycie. Dlatego musimy powstrzymać terrorystów! Jest to szczególnie aktualne w czasach, gdy bez żadnych ograniczeń wyjeżdżamy do pracy na drugi koniec Europy, a wypoczywamy w najdalszych zakątkach globu. Okopanie się między Bugiem a Odrą nie zapewni nam bezpieczeństwa. Jako żołnierze walczycie z międzynarodowym terroryzmem i dzięki temu dbacie Państwo o przyszłość Polski i Polaków. Z wyrazami głębokiego szacunku Aleksander Szczygło, minister obrony narodowej

Ż

Nominacje generalskie
Z okazji Święta Wojska Polskiego osiemnastu oficerów polskiej armii otrzymało z rąk prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, na wniosek ministra obrony Aleksandra Szczygło, nominacje na stopnie generalskie.

T

rzy generalskie gwiazdki przypiął gen. dyw. Andrzej Błasik. Na stopień generała dywizji mianował prezydent gen. bryg. Romana Polko i gen. bryg. Krzysztofa Załęskiego. Pierwsze generalskie lampasy otrzymali płk Janusz Adamczak, płk Tomasz Bąk, płk Zbyszek Czerwiński, płk Mieczysław Gocuł, płk Andrzej Knap, płk Andrzej Przekwas, płk Jan Rajchel, płk Andrzej Sobieraj, płk Sławomir Szczepaniak, płk Adam Świerkocz i płk Zbigniew Tłok-Kosowski.

Natomiast na stopień kontradmirała zostali mianowani kmdr Ryszard Demczuk, kmdr Waldemar Głuszko, kmdr Stanisław Zarychta i kmdr Jarosław Zygmunt. Ponadto gen. broni Bronisław Kwiatkowski został wyznaczony na stanowisko dowódcy operacyjnego sił zbrojnych, a płk Zbigniew Tłok-Kosowski objął funkcję szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w miejsce zwolnionego z tego stanowiska gen. dyw. Zbigniewa Głowienki. (ann) trwał na posterunku, oczekując na pomoc medyczną. – Nie czuję się bohaterem. Każdy żołnierz zrobiłby na moim miejscu to samo – skwitował swój czyn sierż. Mendel. Także st. kpr. Sawicki jest zdania, że zachował się tak, jak każdy wojskowy powinien się zachować, wykonując zadanie bojowe. Do księgi honorowej zostali wpisani 14 bm. także st. sierż. Tomasz Murkowski, zabity w ataku na konwój w listopadzie ub.r. w Iraku, kpr. Piotr Nita, który zginął w lutym br. wskutek eksplozji miny pułapki, i kpr. Tomasz Jura, zabity w kwietniu br. przez kolejną minępułapkę. Uhonorowani zostali także dowódcy – m.in. Korpusu Zmechanizowanego gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, organizator szkolenia lotniczego gen. bryg. pil. Tadeusz Kuziora i dowódca okrętu podwodnego „Bielik” kmdr por. Sławomir Wiśniewski. (ATU) ogólnowojskowym – 113 miejsc, rakietowym i artylerii – 27, przeciwlotniczym – 20. Natomiast w Wojskowej Akademii Technicznej czekało 186 indeksów na ośmiu kierunkach – elektronika i telekomunikacja – 50, mechatronika – 51, budownictwo oraz mechanika i budowa maszyn – po siedem, geodezja i kartografia – 21, lotnictwo i kosmonautyka – pięć, logistyka – 30 oraz o połowę mniej na chemii. Zarejestrowało się 527 kandydatów (w tym 68 kobiet i 15 żołnierzy), przyjęto 186 osób, wśród których znalazło się 18 pań i pięciu wojskowych. Wszędzie przyszli podchorążowie musieli zdać test z WF i odbyć rozmowę kwalifikacyjną stwierdzającą predyspozycje do studiów

Żołnierze z honorem

Ż

ołnierze powinni być dumni ze swojej służby w Iraku – powiedział minister Aleksander Szczygło, przedstawiając sierż. Arkadiusza Mendla (z prawej) z 2 Brygady Saperów i st. kpr. Mariusza Sawickiego z 3 Batalionu

Rozpoznawczego 16 Dywizji Zmechanizowanej – wyróżnionych wpisem do Księgi Honorowej MON. Minister podkreślił, że ich odwaga i wykonywanie zadań w niezwykle trudnych warunkach misji irackiej są godne najwyższego uznania. Sierż. Mendel na wyróżnienie zapracował, ratując z narażeniem własnego życia rannego kolegę. Natomiast st. kpr. Sawicki, mimo że odniósł ciężkie rany, wy-

W drodze do gwiazdek
Wyższe szkoły wojskowe nie mogły w tym roku narzekać na brak zainteresowania ofertą edukacyjną dla przyszłych żołnierzy.

N

a stacjonarne studia rekrutację prowadziły cztery uczelnie. Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych przygotowała dla maturzystów 90 miejsc. Zapełniono wszystkie – wnioski złożyło ponad 400 osób, w tym blisko 50 kobiet. Pilotami samolotów zostaną 32 osoby – w tym siedem pań, śmigłowców – 26 (dwie dziewczyny), kontrolerami ruchu lotniczego – 19 młodych ludzi, w tym trzy kobiety,

a nawigatorami naprowadzania – 13 (dwie panie). Akademia Marynarki Wojennej też znalazła chętnych na wszystkie 45 miejsc – 30 na wydziale nawigacji i uzbrojenia okrętowego i 15 na wydziale mechaniczno-elektrycznym na kierunku mechanika i budowa maszyn. Na nawigację dostało się dziewięć pań, a na mechanikę trzy. WSO Wojsk Lądowych prowadziła rekrutację na studia I stopnia w korpusach:

6 Polska Zbrojna

JAROSAW WIŚNIEWSKI

nr 34/2007

Bagienny Katorżnik
ROWY melioracyjne, bagna i zalane podlery – tak wyglądała blisko siedmiokilometrowa trasa trzeciego „Biegu Katorżnika” zorganizowanego 11–12 bm. w Kokotku k. Lublińca przez Wojskowy Klub Biegacza „Meta” i 1 Pułk Specjalny Komandosów z Lublińca. Wystartowało ponad 500 osób. Rozegrano też konkurencję Galernik Team, w której triumfowała drużyna Sztabu Generalnego WP,

15

T
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

Rosomak na minie

przed reprezentacją serwisu maratonypolskie.pl i Drużyną Podkowy. Drużyna „Polski Zbrojnej” zajęła 13 miejsce spośród 17 startujących. Natomiast team MON był czwarty, a Biura Bezpieczeństwa Narodowego – 14. – Bieg i wysiłek, jaki trzeba włożyć w pokonanie tego dystansu, pokazuje, jak trudna jest służba żołnierzy jednostek specjalnych. – powiedział minister Aleksander Szczygło, wręczając podkowy najlepszym biegaczom. (ad)

ransporter opancerzony Rosomak wjechał w Afganistanie na minę. Pojazd został uszkodzony, na szczęście żaden z jadących nim polskich żołnierzy nie ucierpiał. Zdarzyło się to 11 bm., kiedy polsko-amerykański patrol, wracający do bazy Sharan po rozbrojeniu miny pułapki, został ostrzelany z broni ręcznej. Zgodnie z procedurami w miejsce ostrzału wyruszył patrol sił szybkiego reagowania. KTO Rosomak najechał na

minę, która uszkodziła koło. Nie udało się też uruchomić ponownie silnika wozu. Wezwano specjalistyczny sprzęt z bazy Sharan, który doholował uszkodzony pojazd. Rosomak był jednym z transporterów, na którym zainstalowano już dodatkowy stalowo-kompozytowy pancerz. W bazach w Afganistanie trwa właśnie montowanie na transporterach dodatkowych pancerzy, które ma się zakończyć w ciągu dwóch tygodni. (ATU)

D
AW WIŚ N IEWSKI

Z BBN do MSWiA

otychczasowy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysław Stasiak objął 8 bm. stanowisko ministra spraw wewnętrznych i administracji po dymisji wcześniejszego ministra Janusza Kaczmarka. Obowiązki szefa BBN-u pełni teraz dotychczasowy jego zastępca – gen. bryg. Roman Polko. Na razie nie wiadomo, kto na stałe zasiądzie w fotelu szefa biura. (ad)

na uczelni wojskowej oraz motywacje do zawodu oficera. Pozostałe etapy egzaminu były różne. Na WAT kandydaci na żołnierzy zawodowych nie zdawali już żadnych innych egzaminów, otrzymywali tylko punkty za oceny uzyskane w czasie egzaminu maturalnego lub – w przypadku, gdy nie zdawali danego przedmiotu na maturze – oceny końcowe ze szkoły średniej. Pod uwagę była brana matematyka, fizyka z astronomią, chemia, język angielski i polski. Dla walczących o powołanie do służby kandydackiej w Akademii Marynarki Wojennej liczyły się stopnie maturalne z matematyki oraz angielskiego. Ci, którzy takiej matury nie zdawali, musieli przystąpić do testów z tych przed-

miotów. Natomiast w WSOWLąd brano pod uwagę ocenę z matematyki – z matury lub egzaminu, wszyscy zdawali też język angielski na poziomie SPJ 2121. Dęblińska szkoła przewidziała testy z matematyki i fizyki lub punkty z tych przedmiotów na nowej maturze oraz test z angielskiego na poziomie SPJ 2121. Tutaj pod uwagę brano także dorobek lotniczy. Trochę mniej chętnych zgłaszało się na roczne studium oficerskie dla absolwentów wyższych uczelni. Tylko w WSOSP na 91 miejsc w korpusie lotnictwa (w specjalności inżynieryjno-lotniczej), radiotechnicznym i przeciwlotniczym wnioski złożyło 210 osób (w tym 50 kobiet). Zapełniono wszystkie miejsca, przy tym dostało się

26 pań. Dęblińska szkoła przewiduje natomiast dodatkową rekrutację absolwentów wyższych uczelni do studium dla przyszłych pilotów. Zgłoszenia przyjmowane są do 24 bm. Wolne miejsca ma też WSO we Wrocławiu, gdzie pod koniec sierpnia odbędzie się dodatkowy nabór kandydatów w korpusach – ogólnowojskowym, łączności i informatyki, rakietowym i artylerii, inżynierii wojskowej, obrony przed bronią masowego rażenia oraz logistyki. Aby się dostać do studium, trzeba przejść badania lekarskie, zdać egzamin z angielskiego na poziomie SPJ 2222, test ze sprawności fizycznej oraz odbyć rozmowę kwalifikacyjną. (ad)

sierpnia 1920 r. to wyjątkowa data w historii, dzień szczególnej chwały oręża polskiego – bitwy warszawskiej, która ocaliła niepodległość odrodzonego państwa. Heroizm tamtych dni jest źródłem głębokiego patriotycznego przekazu i wzorem cnót oraz wartości kształtujących postawy współczesnych żołnierzy. Obchodzone co roku w tym dniu, dla upamiętnienia zwycięskich zmagań, Święto Wojska Polskiego to najlepszy czas na podziękowanie oraz uhonorowanie wszystkich, którzy sumienną służbą i pracą wnoszą niezaprzeczalny wkład w umacnianie obronności, dając dowód oddania Polsce. Wyrazy najwyższego uznania kieruję pod adresem tych, którzy żołnierski mundur noszą na co dzień. Służba to nie tylko zaszczyt i przywilej, ale przede wszystkim poświęcenie. Dziękuję za codzienny wysiłek oraz sumienność, z jaką strzeżecie bezpieczeństwa Ojczyzny. Szczególnie pozdrawiam wszystkich żołnierzy wypełniających obowiązki poza granicami kraju. Doceniając Wasz trud i profesjonalizm, życzę wytrwałości, satysfakcji z realizacji zadań oraz szczęśliwego powrotu do domu. Oddaję hołd wszystkim poległym żołnierzom, którym przyszło ponieść najwyższą ofiarę życia podczas służby. Pamięć o Nich pozostanie na zawsze w naszych sercach. W tym szczególnym dniu nie może zabraknąć podziękowań oraz wyrazów szacunku dla Kombatantów, którzy z poświęceniem walczyli o prawo do suwerennej Ojczyzny. Rezerwistom, pracownikom wojska życzę zadowolenia z pracy i służby, a także dalszych sukcesów w wypełnianiu odpowiedzialnych obowiązków. Wszystkim żołnierzom życzę niezawodnego zdrowia, szczęścia oraz wszelkiej pomyślności. Gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego

JAROSŁ

WOJCIECH KALISZCZAK

nr 34/2007

Polska Zbrojna 7

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
J.WIŚNIEWSKI

10 tys.
10
tys. – o tyle zostanie zmniejszona liczba poborowych w przyszłym roku – zapowiedział 8 bm. minister Aleksander Szczygło. Teraz do wojska wciela się co roku ok. 70 tys. młodych osób. Pobór ma być jednak stopniowo zmniejszany i w efekcie zawieszony w 2012–2013 r., gdy – według planów rządu – polska armia stanie się w pełni profesjonalna. – Zaoszczędzone pieniądze zostaną przeznaczone na uzawodowienie wybranych batalionów – wyjaśnił Szczygło. (ann)

LICZBA TYGODNIA

PIOTR BERNABIUK

T

Zapomniane misje
żeń kosowskich Albańczyków do niepodległości. Zaznaczył też, że na wycofanie międzynarodowych wojsk jest na razie za wcześnie. – Wszyscy oczekują rozstrzygnięć dotyczących przyszłości Kosowa. Rozbudzono – moim zdaniem zbyt mocno – nadzieje Albańczyków na niepodległość. W najbliższym czasie na pewno nie będzie można wycofać wojsk – dodał szef MON. Kolejnym etapem wizyty na Bałkanach była Bośnia i Hercegowina, gdzie 9 bm. szef MON odwiedził polskich żołnierzy pełniących służbę w misji EUFOR. (ATU)

C

Pług na karabin

a misja jest równie ważna jak inne, w których uczestniczą polscy żołnierze. Zbyt często jednak zapominamy, że dotyczy ona części Europy przez wiele lat skazanej na ostre konflikty etniczne. Nasi żołnierze dbają, by nie powtórzyła się sytuacja z końca lat 90. – powiedział minister Aleksander Szczygło 8 bm. po spotkaniu z żołnierzami służącymi w XVI zmianie PKW KFOR w Kosowie. Podczas rozmów z wojskowymi minister podkreślił, że misje na Bałkanach są ważne, zwłaszcza w obliczu nadchodzących wyborów i dą-

NAPISALI DO NAS

W

nr. 33 Polski Zbrojnej ukazał się artykuł o Centrum Reagowania Epidemiologicznego SZ zawierający pewne nieścisłości, które mogą wprowadzić w błąd czytelnika „PZ”. W artykule stwierdza się, że CRESZ „jest to największa i najnowocześniejsza jednostka specjalizująca się w wykrywaniu i identyfikacji broni biologicznej w Polsce”. Pragnę w tym miejscu przypomnieć czytelnikom o wiodącej w tym zakresie roli Ośrodka Diagnostyki i Zwalczania Zagrożeń Biologicznych WIHiE w Puławach, autentycznie przygotowanego do identyfikacji czynników broni biologicznej. Ośrodek powstał w tym celu w 2002 r., w wyniku współpracy z USA. Strona amerykańska wyposażyła placówkę w nowoczesny sprzęt, a amerykańska agencja DARPA przeznaczyła środki na roczne staże kadry naukowej. Ośrodek jako jedyny w siłach zbrojnych dysponuje stacjonarnym laboratorium trzecie-

go stopnia hermetyczności. Należy ponadto wspomnieć o doświadczeniu tamtejszej kadry. Ich praca była wielokrotnie pozytywnie oceniana zarówno w ramach ćwiczeń NATO, jak i UE. W kolejnej części artykułu następuje stwierdzenie, że od pierwszej zmiany w Iraku funkcjonuje wystawione i szkolone przez CRESZ Mobilne Laboratorium Biologiczne. Otóż pierwsza misja MLB miała miejsce w 2003 r., kiedy CRESZ jeszcze nie istniał. Koncepcja utworzenia MLB, a także jego wyposażenie powstały w Puławach. Także pierwsza zmiana załogi MLB została wystawiona przez WIHiE. Odnosząc się do szkoleń, to właśnie pracownicy ośrodka przygotowywali kolejne zmiany MLB do pełnienia tej służby w Iraku, w tym również kadrę CRESZ. Prof. dr hab. Michał Bartoszcze, szef ODiZZB WiHiE, zastępca dyrektora WIHiE

ałkiem nie tak dawno temu moją ulubioną lekturą o tematyce wojskowej był wydawany co pół roku poradnik drukowany w masowo wykupywanym dzienniku: Sto sposobów na uniknięcie zasadniczej służby wojskowej. Przestałem go czytywać po tym, jak nauczyłem się wszystkich tricków na pamięć. W okresie, kiedy wszyscy zakładali firmy doradcze, chciałem nawet uruchomić biuro porad dla analfabetów w wieku poborowym, którym udzielałbym odnośnych porad. Nie wypaliło! – jak mawia kolega artylerzysta. Nie wypaliło z takiego powodu, że wszyscy wówczas, piśmienni i niepiśmienni, stali w kolejce do wojska. Ponoć w rejonach objętych szczególnym bezrobociem zakładano znane jedynie z przekazów historycznych kolejki społeczne, do których zapobiegliwi rodzice wpisywali niemowlęta. Również do szkół oficerskich, nie mówiąc o podoficerskich, waliły tłumy ochotników. Na jedno miejsce było więcej chętnych niż do akademii sztuk pięknych – przebierać, wybierać! Niespodziewany prezent od losu rozbudził nam zarówno apetyty, jak i wyobraźnię. Trochę na jawie, trochę we śnie tworzyliśmy wówczas zawodowstwo i elity. Z nonszalancją nowobogackich, w okresie etatowych błędów i wypaczeń wywalaliśmy do cywila jeden zestaw sprawdzonych już i wyszkolonych „termitów”, czyli żołnierzy nadterminowych, przekonani, że bez trudu skompletujemy drugi. Szastaliśmy kapralami na prawo i na lewo, bo na podoficerkę napierały tłumy. Nikt się nie przejmował, że młodzi, ambitni ludzie przegrywają z biurokratyczną nieudolnością, z kadrowym zamieszaniem, z kwitami. Rozrzutność nie miała granic. Minęło lat niewiele, i dziś, bez najmniejszej satysfakcji odnotowuję fakt, że już wszystko wróciło do normy. Zmiana koniunktury rynkowej zaskoczyła nas jak zwykle. Dziś bierzemy wszystkich, którzy nie potrafią się wymigać, więc dramat rozgrywa się za dramatem: dzieci płaczą za ojcem uprowadzonym „w kamasze”, opuszczona ziemia jęczy, bo gospodarz pług na karabin zamienił... Jak dawniej, media drą łacha z „systemu” naboru obywateli do służby wojskowej, którego ofiarami w czasie posuchy padają osobnicy ułomni na ciele i umyśle. W „systemie” piekło, bo cywile zrzucają winę na wojskowych, wojskowi na cywilów. Ktoś przytomny woła: Wcielamy wszystkich, jak leci, albo zamykamy koszary! Bardzo byłoby to wszystko razem śmieszne, gdyby nie dramaty ludzkie i ogólnie ponury obraz rzeczywistości. Szkoda, że nie potrafię zręcznie rysować, gdyż wymyśliłem sobie taki obrazek satyryczny – stoi płowowłose chłopię z rozdziawioną buzią, w jednej rączce ściska bilet lotniczy do Londynu, w drugiej „bilet” do wojska. I nie wie!!! Sprostowanie W artykule Włodzimierza Kalety „Z głowy na nogi” opublikowanym w 29. numerze „PZ” pojawiła się nieścisłość. Ratowników medycznych dla wojska szkoli Szkoła Podoficerska Służb Medycznych w Łodzi, a nie, jak sugerował autor artykułu, Centrum Szkolenia Wojskowych Służb Medycznych. Za pomyłkę serdecznie przepraszamy. (Red.)

8 Polska Zbrojna

nr 34/2007

BEZPIECZEŃSTWO FORUM

nr 34/2007

Polska Zbrojna 9

FORUM MISJE
Niechęć części państw NATO do wspierania misji w Afganistanie objawia się bolesnym brakiem sił do walki z talibami. Na dodatek mająca dbać o bezpieczeństwo obywateli afgańska policja i nieliczne siły zbrojne są skorumpowane i niewyszkolone. Sytuacja taka sprawia, że talibowie rosną w siłę. To główne tezy raportu opracowanego na zlecenie brytyjskiego parlamentu.
ARTUR BILSKI

Niemcy odmawiają wysyłania swoich wojsk do walki z talibami na południe Afganistanu, podobnie zresztą jak Francja, Hiszpania, Włochy czy Turcja. – Muszę przyznać, że niepokoi mnie sytuacja, kiedy solidarność sojuszu w kwestii wsparcia operacji afgańskiej jest naruszana – mówi Egon Ramms, szef Połączonego Dowództwa NATO w Brunssum. Działamy w jednej drużynie i, według mnie, nie powinno być takich zachowań. Dotyczy to również niemieckiego kontyngentu, który jest jednym z najliczniejszych w ISAF. W północnym Afganistanie stacjonuje ponad 3 tys. naszych żołnierzy. Jako niemiecki generał w strukturach NATO będę się starał

przekonać polityków w Berlinie do zmiany tej decyzji i wysłania żołnierzy na południe kraju do walki z talibami – zapewnia. Innego zdania jest szef Dowództwa Regionalnego Północ ulokowanego w Mazar-e Sharif niemiecki generał brygady Josef Blotz. 50-letni oficer kieruje obszarem wielkości połowy Polski, zamieszkanym przez 6 mln ludzi. Ma do dyspozycji około 3 tys. żołnierzy. Tutaj stacjonują m.in. samoloty rozpoznania Tornado. Uśmiecha się, kiedy pytam o niemiecki brak solidarności i niechęć do walki z talibami. – Nie widzę potrzeby – mówi – by zmieniać mandat i wysyłać moich żoł-

nierzy do walki z talibami. Nie rozumiem tych wszystkich narzekań na nasz kraj. Kiedy w 2001 r. jako pierwsi obejmowaliśmy ten obszar Afganistanu, nikt nie mógł przewidzieć, że będzie to najspokojniejsza część tego rozległego państwa – dodaje. – Do tej pory zainwestowaliśmy w rozbudowę bazy 130 mln euro, wybudowaliśmy nowoczesny szpital polowy za 20 mln. To wszystko stanowi poważne zaplecze logistyczne dla ISAF-u – przekonuje – i zostanie po nas, kiedy stąd wyjdziemy. Mamy bardzo dobry kontakt z władzami afgańskimi, choć często nie przejawiają one żadnej inicjatywy i musimy im mówić, co mają robić. Niestety, policja jest skorumpowana i niewyszkolona, panuje ne-

ARTUR BILSKI/US DOD

W afgańskich
10 Polska Zbrojna
nr 34/2007

kleszcza

potyzm, co podważa zaufanie do władz. To kwestia mentalności, którą trudno zmienić – uważa generał Blotz. – Oprócz talibów wielkim zagrożeniem są mafia narkotykowa, przemytnicy i handlarze bronią, a także przywódcy plemienni z dużymi ambicjami, dla których rządy prawa oznaczają koniec ich nielegalnych interesów – dodaje. Handlarze narkotyków mają się jednak dobrze. Według ONZ, w tym roku na skutek niejasnej i niekonsekwentnej polityki ISAF wobec upraw opium jego zbiory będą rekordowe. – Jestem za tym, by zwalczać produkcję narkotyków – komentuje zaistniałą sytuację gen. Egon Ramms. W szerszym zakresie powinni to jednak robić sami Afgańczycy. Jestem też za tym, żeby kontrolować część upraw i skupować plony od afgańskich chłopów, by legalnie sprzedawać je międzynarodowemu przemysłowi farmaceutycznemu do wyrobu środków przeciwbólowych. Pomoże to kontrolować uprawy, jak również przysporzy dochodów afgańskim chłopom i jednocześnie odetnie talibom możliwości finansowania kampanii wojskowych – twierdzi Ramms. 

Obietnice

N

iemcy, podobnie jak Francja, Hiszpania, Włochy czy nawet Turcja, odmawiając wsparcia sojuszu w tym krytycznym momencie, rzucają na szalę nie tylko losy afgańskiej misji, ale i wiarygodność NATO. 12 września 2001 r., dzień po ataku

terrorystycznym na USA zaplanowanym w Afganistanie, ambasadorzy państw NATO zgromadzeni na specjalnym posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej jednogłośnie uchwalili art. 5 traktatu waszyngtońskiego (o wzajemnej pomocy

w razie zagrożenia) i poparli USA w walce z al Kaidą i talibami w Afganistanie, oferując wszelką możliwą pomoc. Teraz jednak, kiedy trzeba realnie tę pomoc dostarczyć, sojusznicy wykruszają się jeden po drugim.

zach
nr 34/2007

h

Oprócz talibów wielkim zagrożeniem są mafia narkotykowa, przemytnicy i handlarze bronią, a także przywódcy plemienni z dużymi ambicjami, dla których rządy prawa oznaczają koniec ich nielegalnych interesów

Polska Zbrojna 11

FORUM MISJE
Na legalną uprawę opium nie pozwala jednak afgańska konstytucja. Dowódca Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa gen. Dan McNeil wylicza inne problemy: brakuje mu 2 tys. żołnierzy do walki z talibami, nie może się doprosić obiecanych śmigłowców od krajów sojuszu i w końcu brakuje pieniędzy na projekty humanitarne, jak choćby wspieranie uchodźców. – Kraje NATO odwracają się do nas plecami – mówi o sytuacji, w jakiej znalazły się międzynarodowe siły w Afganistanie. stwa, zdawałoby się, że wylądowaliśmy na księżycu. Po prawej stronie niewielkie wypalone słońcem wzniesienia, a po lewej płaskie półpustynne przestrzenie. W oddali piękne zaśnieżone majestatyczne góry. – Tam jest granica z Pakistanem – krzyczy w moim kierunku niemiecki sierżant. Stamtąd nadchodzą talibowie. Dzieci przyjaźnie do nas machają. Zdawałoby się – sielanka. Tak jednak nie jest. Sierżant obraca nerwowo karabin maszynowy to w jedną to drugą stronę, przeszukując niebezpieczne sektory. Atak może nadejść z każdej strony. W tym roku zginęło już 50 żołnierzy z sił ISAF, w tym 25 Amerykanów, ale giną też cywile. W Afganistanie nastąpił znaczny wzrost kach lub zostało zamordowanych przez rebeliantów. HRW twierdzi, że około 70 proc. zamachów bombowych dokonywanych jest w południowych i południowo-wschodnich prowincjach Afganistanu: Helmandzie, Kandaharze, Uruzganie, Zabulu, Paktii, Paktice i Kunarze. Organizacja oskarża również siły międzynarodowe o niepodejmowanie dostatecznych środków ostrożności w czasie operacji przeciwko rebeliantom, które zapobiegłyby stratom wśród cywilów.

Na patrolu
Jadę z żołnierzami na rutynowy patrol, żeby przyjrzeć się życiu Afgańczyków.

Nędza na pustyni
Patrol wjeżdża do jednego z obozów przy drodze z Kabulu do Bagram. Upał – ponad 40 stopni w słońcu. Kamizelka i hełm przeszkadzają. Do wojskowych pojazdów od razu podchodzą dzieci, prosząc o jedzenie i wodę. Niemcy starają się wysłuchać wszystkich. Mieszkańcy obozów skarżą się, że nikt o nich nie pamięta. Prosili wielokrotnie gubernatora Kabulu o jakiekolwiek wsparcie. Niestety, nic nie wskórali. Teraz mówią bezradnym niemieckim żołnierzom, że nie mogą tak dłużej żyć, bez wody i jedzenia, w nędznych namiotach pokrytych folią. – Jeśli nikt nam nie pomoże i nie da pracy, będę zmuszony przyłączyć się do talibów, żeby wykarmić moją rodzinę. Jeśli twoje dzieci głodują, to jesteś gotów wysadzić się w powietrze, żeby nie słyszeć ich płaczu – mówi do mnie jeden z nich. Zastanawiam się, gdzie właściwie znajduje się front walki w Afganistanie. Czy na północy, gdzie Niemcy próbują umocnić bezpieczeństwo przez mało spektakularną obecność wojskową i patrole, a także współpracę z lokalnymi władzami, czy może na południu, gdzie żołnierze amerykańscy, brytyjscy, kanadyjscy i polscy zmagają się z talibami, ponosząc ofiary? A może właśnie tutaj, 25 km od Kabulu, gdzie przy drodze do Bagram całe rodziny, zapomniane przez wszystkich, nie mają nic oprócz pustynnego słońca i nieznośnych tumanów kurzu? Tutaj nietrudno wmówić tym nędzarzom, że świat jest zły. Przyszłość Afganistanu będzie z pewnością zależała od nich, a bardziej od tego, jaką wizję swojego życia wybiorą. Na pustyni widać jak na dłoni, że wojskowa obecność oddziałów międzynarodowych w Afganistanie to tylko część tamtejszych problemów. Niemiecka odmowa solidarności z NATO w kwestii walki z talibami ma swoje uzasadnienie i swoich zwolenników, ale budzi wiele kontrowersji w samym sojuszu. Pamiętać trzeba, że krucha niemiecka stabilizacja w północnej części kraju rozleci się jak domek z kart w momencie, gdy talibowie wyprą NATO z południa i wschodu Afganistanu. 
nr 34/2007

NIELICZNE afgańskie siły zbrojne są skorumpowane i niewyszkolone.

W tym roku zginęło już 50 żołnierzy z sił ISAF, w tym 25 Amerykanów, ale giną też cywile. W Afganistanie nastąpił znaczny wzrost liczby ataków i zbrodni wojennych popełnianych przez rebeliantów na ludności cywilnej
W tumanach kurzu wyjeżdżamy z bazy. Kierowcy pędzą ulicami, byle tylko nie stanąć w korkach i nie dać się wyprzedzić cywilnym pojazdom, bo grozi to samobójczym atakiem. Jedziemy drogą z Kabulu w kierunku Bagram. Dookoła niesamowite widoki. Gdyby nie porozrzucane przy drodze nędzne domo12 Polska Zbrojna liczby ataków i zbrodni wojennych popełnionych przez rebeliantów na ludności cywilnej – poinformowała w swoim raporcie organizacja broniąca praw człowieka – Human Rights Watch. W sumie w tym roku w Afganistanie poniosło śmierć około trzech tysięcy cywilów. Co najmniej 669 spośród nich zginęło w zamachach, zasadz-

ARTUR BILSKI (2)

NA CELOWNIKU

Pancerny

góral
Czy trudno było Panu zamienić szarotkę na husarskie skrzydła? – Taki jest los żołnierza, że musi iść tam, gdzie dostanie rozkaz. Mnie po piechocie górskiej, lekkim związku taktycznym, przyszło służyć w jednostce ciężkiej i o wiele większej niż 21 Brygada Strzelców Podhalańskich.

Rozmowa z gen. bryg. MIROSŁAWEM ROZMUSEM, zastępcą dowódcy 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej im. Króla Jana III Sobieskiego
– Przedmioty te są bliskie mojemu sercu, gdyż to pamiątki rodzinne. Czasami rzut oka na nie uspokaja. Są jak talizmany. Jestem zwolennikiem kontynuowania tradycji kawaleryjskich przez jednostki pancerne. W naszej dywizji są one szczególnie pielęgnowane przez poszczególne oddziały i pododdziały. Wnioskuję, że nie miał Pan kłopotu z aklimatyzacją w Żaganiu? – Łatwo wdrożyłem się w nowe obowiązki. Nie było to trudne, gdyż siłą tej dywizji są wspaniali ludzie. Podwładni, którzy rozumieją, czego się od nich oczekuje, a jednocześnie nie boją się przełożonego. Potrafią przedstawiać swoje propozycje bez obawy, że komuś się to nie spodoba. To scheda po generale Waldemarze Skrzypczaku, który tego od nich oczekiwał. – Tutaj wszyscy zostali tak nauczeni, że nikt nie straszył podwładnego, nie zmuszał do robienia rzeczy, których nie powinno się robić. Każdy mógł się wypowiedzieć, przedstawić swój punkt widzenia czy propozycję, ale ostateczną decyzję podejmował dowódca. W takich warunkach łatwiej się dowodzi. Po wyjeździe dowódcy dywizji gen. dyw. Pawła Lamli do Iraku staraliśmy się zrealizować wszystkie stojące przed dywizją zadania. Czy dobrze je wykonaliśmy, nie mnie to oceniać. Wspomniał Pan o Iraku. Dywizja wystawiła kontyngenty dla dwóch najważniejszych misji zagranicznych? – Nasi żołnierze z VIII zmiany PKW Irak powrócili do kraju. Teraz najważniejszy jest dla nas Afganistan. Wysłaliśmy już pierwszą zmianę w rejon misji i przygotowujemy drugą. Ze względu na specyfikę operacji wystawiamy kontyngent wspólnie z 6 Brygadą Desantowo-Szturmową. Używany w Afganistanie sprzęt, kołowe transportery opancerzone Rosomak, powoduje, że opieramy się na 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej. Czyli brygada ta staje się jednostką ekspedycyjną? – Wstrzymałbym się z tak daleko idącym określeniem, ale z pewnością
nr 34/2007

Dążymy do eliminacji sztuczności w szkoleniu i pokazówek. Czynimy tak od czasu, gdy dywizja wystawiała czwartą zmianę do Iraku

Skąd obok elementów góralskich wzięły się szable i siodło w Pańskim gabinecie? Czy tylko dlatego, iż jest to dywizja z „kawalerią” w nazwie? 14 Polska Zbrojna

jednostek. Jednak zależy to również od charakteru misji, zadań, jakie nas podczas niej czekają. Do tego musimy dostosować wysyłane siły. Stąd czasami pojawia się konieczność sprowadzenia specjalistów, których nie ma kompania czy batalion. Jako dowódca jestem zwolennikiem wysyłania zwartych pododdziałów. Czy udaje się pogodzić przygotowania do misji z bieżącym szkoleniem jednostek pozostających w kraju? – Obecnie programy szkolenia pozwalają nam na dobór tematyki szkoleń. Wplatamy w nią zagadnienia, które są nam potrzebne do wykonywania zadań poza granicami Polski. Staramy się szkolić ludzi w warunkach możliwie najbliższych tym, jakie zastaną w rejonie misji. Dążymy do eliminacji sztuczności w szkoleniu i pokazówek. Czynimy tak od czasu, gdy dywizja wystawiała czwartą zmianę do Iraku.

w dotychczasowym systemie, starając się najefektywniej wykorzystać to, co posiadamy. W przyszłości pozostanie to, co potrzebne nam jest do prowadzenia walki. Przygotowujecie się już na defiladę w Warszawie? – Dywizja jest przygotowana nie tylko do defilady. Myślę, że należałoby pokazać posiadany przez nas sprzęt, czołgi Leopard 2 czy transportery Rosomak, bo jest nowoczesny i nie musimy się go wstydzić. Poza tym każdy obywatel ma prawo zobaczyć, czym dysponuje wojsko, że nie jest to tylko „kałasznikow i saperka”. Byłby to też sposób na pokazanie podatnikom, na co wydawane są ich pieniądze. Niestety, z tą nowoczesnością bywa u nas różnie. – Miejmy świadomość, że nie uda się zrobić wszystkiego z dnia na dzień. Modernizacja to proces wieloletni. Czas potrzebny jest chociażby na przetestowanie nowego sprzętu. Najlepszymi jego recenzentami są żołnierze. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś słucha ich opinii i wyciąga odpowiednie wnioski. A że tak jest, świadczy zmieniające się wyposażenie indywidualne i umundurowanie, a także inny sprzęt uzbrojenia. Czołgistom na przykład przydałyby się nowe kombinezony zamiast czarnych drelichów. – Oni bardzo na to liczą. Na polu walki nie może być widoczna wyraźna różnica w wyglądzie i wyposażeniu piechura czy czołgisty. Kombinezony pancerniaków muszą być w takim samym kolorze jak mundury polowe. Obecnie używane czarne ubiory nie mają jakichkolwiek walorów maskujących. Wręcz przeciwnie, ściągają ogień przeciwnika. A czy w dywizji ciężkiej jest miejsce dla lekkich pojazdów pancernych? – Na pewno tak. Wszak mamy pododdziały rozpoznawcze, gdzie taki sprzęt by się nam przydał. Oczywiście poza pojazdami opancerzonymi potrzebne są też inne. Większa różnorodność wyposażenia ułatwia jednostce wykonywanie różnych specyficznych zadań, zwiększa jej potencjał bojowy. 
Rozmawiał Tadeusz Wróbel

17 WBZ i 10 BKPanc będą jednostkami świetnie przygotowanymi do wykonywania zadań poza granicami kraju. Czy jesteście w stanie wystawić na potrzeby operacji za granicą zwarte pododdziały? – Tak, pozwala na to wysoki poziom profesjonalizacji części naszych

Co od tego czasu się zmieniło? – Nowe wyposażenie, zmiany w szkoleniu taktycznym i ogniowym, więcej strzelań sytuacyjnych, ale zmiany są też w innych obszarach, jak np. szkolenie medyczne. Znaczące zmiany zaszły też w strukturze samej dywizji. – 30 czerwca rozformowana została 15 Brygada Kawalerii Pancernej. W tej chwili dywizja ma trzy brygady, w tym dwie pancerne. Wcześniej z 11 Dywizji odszedł 4 Pułk Przeciwlotniczy. W jego miejsce pojawił się 69 pułk z Leszna. Tym samym obecnie dywizja zakończyła restrukturyzację. Choć trwa jeszcze dostosowywanie struktur np. w 17 WBZ do nowego sprzętu bojowego. Powstał już Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych. Teraz słyszy się o reformie logistyki jednostek bojowych. – Rzeczywiście istnieją plany, by jednostki przygotowujące się do walki przestały zajmować się sprawami pokojowego zaopatrzenia i tym podobnymi. Na razie jednak działamy

Modernizacja to proces wieloletni. Czas potrzebny jest chociażby na przetestowanie nowego sprzętu. Najlepszymi jego recenzentami są żołnierze. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś słucha ich opinii

ROMAN PRZECIS

ZEWSKI

nr 34/2007

Polska Zbrojna 15

WOJSKO PZL-130
Tegoroczne lato to bardzo pracowity czas dla żołnierzy z Radomia. W tamtejszym ośrodku szkolenia lotniczego trenują kandydaci na przyszłych wojskowych pilotów, a do tego loty wznowił zespół akrobacyjny Orlik. Wbrew opiniom o krytycznej sytuacji sprzętowej, nad Radomiem ciągle można oglądać samoloty z biało-czerwoną szachownicą.
NORBERT BĄCZYK

Wschodnie rogatki Radomia, ciepły początek sierpnia. Za niespełna miesiąc na terenie tutejszej 1 Komendy Lotniska na Sadkowie ma się odbyć „Air Show”. Jednak i teraz wojskowe lotnisko nie jest strefą ciszy. Co jakiś czas po okolicy rozchodzi się charakterystyczne buczenie turbośmigłowych silników Motorlet Walter M-601. To oczywiście startują lub lądują samoloty PZL-130 Orlik TC I, które ćwiczą do wspomnianych pokazów. Umieszczony tu 2 Ośrodek Szkolenia Lotniczego, podległy WSO Sił Powietrznych, jest ich wyłącznym użytkownikiem. Do tego dziś są to jego jedyne statki powietrzne. Obecnie, gdy mówi się tyle o problemie szkolenia pilotów na bojowe samoloty wielozadaniowe, ma się na myśli głównie konieczność kupienia nowych maszyn LIFT (Lead In Fighter Trainer – samolot treningu zaawansowanego). A przecież to zagadnienie jest równie ściśle związane z przyszłością radomskich PZL-130.

Orlik jeszcze
Gotowi do lotu
ba sprawnych maszyn jest ruchoma – wyjaśnia pułkownik. Faktycznie, na początku sierpnia loty wykonywało jednocześnie prawie dziesięć samolotów. W pewnym momencie w powietrzu znalazł się nawet zespół akrobacyjny Orlik w sile siedmiu maszyn. Jeśli ktoś uważa, że to mało, powinien najpierw przyjrzeć się zagadnieniom dotyczącym liczby ludzi służących w Radomiu i eksploatacji PZL-130. 2 Ośrodek wyszkolił już w tym roku (loty na Orlikach odbywają się na drugim roku w WSOSP) dziesięciu pilotów, którzy w najbliższej przyszłości być może zasiądą za sterami samolotów bojowych lub transportowych. Takie szkolenie trwa cztery miesiące, a wspomniana dziesiątka odbyła je między kwietniem a lipcem. Wylatali po 80–90 godzin, kilka razy więcej spędzili na zajęciach teoretycznych. Obecnie w Radomiu szkoli się następnych 15 kandydatów; w kategorii pilot samolotu transportowego i odrzutowego. Większość zakończy kursy we wrześniu, a ostatnia piątka – w październiku. Dzięki temu w 2007 r. radomski ośrodek przekaże do dalszego szkolenia planowo 25 nowych pilotów, każdego z nalotem ponad 80 godzin na Orliku. A ponieważ instruktorów jest zaledwie 28 (!), a loty trzeba wykonywać od południa po środek nocy, i tak do szkolenia uda sie jednorazowo zaangażować nie więcej niż kilka, może kilkanaście samolotów. Dodatkowo PZL-130 Orlik to samolot eksploatowany według resursu kalendarzowego i godzinowego. Kiedyś resurs kalendarzowy potrafił na tym samolocie wyczerpać się przed godzinowym, ale to już przeszłość. Teraz Orliki eksploatuje się intensywnie, a rekordzista spędził w czasie jednej doby 13 godzin w powietrzu. Zatem, aby nie wyczerpać szybko resursów godzinowych, technicy co jakiś czas zmieniają maszyny spośród puli niewymagających jeszcze głównego remontu, dzięki czemu większa liczba maszyn starcza na dłużej. Z jednej strony 2 Ośrodek nie podrywa jednorazowo w powietrze nawet połowy swych samolotów, z drugiej – startują one na tyle często, iż w tym roku kursanci wylatają na nich ponad 2 tys. godzin.

TC II, czyli drugie życie
Choć liczba Orlików czekających na remont główny przewyższa liczbę sprawnych samolotów, sprawa nie stoi w miejscu. W zeszłym roku EADS PZL Warszawa-Okęcie, producent i serwisant płatowców, przekazał trzy wyremontowane samoloty TC I, a w tym roku cztery. W kwietniu dwa TC I, a w lipcu do ośrodka przyjęto dwa testowane od dawna samoloty PZL-130 TC II (łącznie do lotów można obecnie dopuścić 15 TC I oraz dwa TC II). TC II ma bardziej wydajny silnik Pratt & Whitney PT6-25C oraz nieco zmieniony płatowiec. Jeśli chodzi o czas, jaki może spędzić w powietrzu, między remontami, TC II przewyższa TC I o 30 proc. Cokolwiek dobrego powiedzieć o TC II, to i tak nie rozwiązuje on kwestii wstępnego przygotowania pilotów Jastrzębi. Konieczna jest jeszcze głębsza modernizacja Orlika, która swego czasu miała symbol TC III, zakładająca montaż nowej awioniki z ciekłokrystalicznymi monitorami czy nawet przygotowanie maszyny do działań bojowych przez odpowiednie doposażenie kabiny oraz montaż podwieszeń. Mówiąc jednak o jakichkolwiek modernizacjach, trzeba widzieć je w ogólnym synr 34/2007

O sprawności technicznej Orlików krążą różne plotki. Fakt – na 37 maszyn formalnie będących w ewidencji aż 20 czeka na remont główny. Jednak pewna część z nich nie figuruje w etacie ośrodka, gdyż ten ma tylko 28 Orlików. Z tego 17 maszyn można przygotować do pracy, choć latają nie wszystkie jednocześnie. – Sprzęt, który mamy, zabezpiecza szkolenie – mówi dowódca 2 Ośrodka płk pil. Jerzy Chojnowski. – Treningi prowadzone są na bieżąco i już zrealizowaliśmy 75 proc. tegorocznego planu. Szkolenie odbywa się zgodnie z harmonogramem i bez opóźnień. Na stałe w gotowości mamy po kilka samolotów, na ogół cztery do sześciu, ale licz16 Polska Zbrojna

ze powalczy
stemie szkolenia i eksploatacji statków powietrznych. Bowiem, przykładowo, jak na razie na dwóch radomskich TC II latają tylko instruktorzy, „ucząc się” tych samolotów. Nie opracowano jeszcze procesu przeszkolenia technicznego pod ten wariant Orlika dla podchorążych. A ma on przecież „tylko” nowy silnik czy nieco zmienione właściwości lotne. W przypadku wdrażania TC III trzeba było jeszcze mocniej ingerować w system szkolenia, także ten stosowany w Dęblinie. I trzeba to robić nadal. Orliki, jeśli zostaną na czas i fachowo zmodernizowane, mogą polatać jeszcze wiele lat, zapewniając naszemu lotnictwu kolejne zastępy pilotów. 
Konieczna jest jeszcze głębsza modernizacja Orlika, która swego czasu miała symbol TC III, zakładająca montaż nowej awioniki z ciekłokrystalicznymi monitorami czy nawet przygotowanie maszyny do działań bojowych (TC I w przypadku konfliktu nie ma żadnego zastosowania bojowego) przez odpowiednie doposażenie kabiny oraz montaż podwieszeń

Z kalendarza eksploatacji
PZL-130 ORLIK, dzieło PZL Warszawa-Okęcie (dziś EADS PZL Warszawa-Okęcie), zaczął latać w polskim lotnictwie w pierwszej połowie lat 90. Ostatni egzemplarz, o numerze 052, dostarczono w 2002 r. Obecnie Siły Powietrzne mają 37 takich samolotów, z czego 28 na etacie 2 Ośrodka Szkolenia Lotniczego w Radomiu. Reszta to rezerwa. Podstawową odmianę TC 1 można eksploatować przez 20 lat bądź 6 tys. godzin spędzonych w powietrzu. Remonty główne należy wykonywać co tysiąc godzin lub osiem lat. W przypadku TC 2 samolot po remoncie głównym można eksploatować kolejne dziesięć lat lub 1,5 tys. godzin. Co sto i dwieście godzin samolot poddawany jest w Radomiu obsłudze okresowej.

nr 34/2007

Polska Zbrojna 17 Polska Zbrojna 17

ARTUR BARTKIEWICZ (2)

Zbyt niski ekwiwalent, na który nie godzi się kadra, nie jest dla Wojskowej Agencji Mieszkaniowej jedynym problemem do rozwiązania. Stale maleje liczba oddawanych do użytku mieszkań. Armii brakuje kwater

MIESZKANIA WOJSKO

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

NIECHCIANY EKWIWALENT
PIOTR GOZDEK

Skończyło się wieloletnie oczekiwanie zawodowej kadry w kolejce po ekwiwalent pieniężny za rezygnację z kwatery służbowej. W kasach Wojskowej Agencji Mieszkaniowej pieniędzy jest w bród. Mimo to nie ma chętnych do odbioru gotówki. Powód? Niskie stawki przeliczeniowe, które nijak mają się do uwarunkowań na dynamicznym rynku nieruchomości. – Proponowana przez WAM w Krakowie wycena jest bardzo niska – mówi st. chor. sztab. rez. Jan Modzelewski, były żołnierz zawodowy. – Mieszkam w Katowicach. W ramach ekwiwalentu mogę dostać jedynie 1630 zł za jeden metr kwadratowy. Przy takiej wycenie nie stać mnie na kupno mieszkania w moich rodzinnych stronach. Na przykład we Wrocławiu za metr kwadratowy muszę zapłacić 8 tys. zł. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Warszawie. Tutaj oferowany przez stołeczny WAM ekwiwalent za rezygnację z kwatery wynosi zaledwie 2,7 tys. zł za metr kw., podczas gdy cena rynkowa jednego metra kwadratowego w niektórych częściach miasta sięga 10 tys. zł. Zbyt niski ekwiwalent, na który nie godzi się kadra, nie jest dla Wojskowej Agencji Mieszkaniowej jedynym problemem do rozwiązania. Stale maleje liczba oddawanych do użytku mieszkań. Armii brakuje kwater. Kadra, zamiast godnie wypoczywać po służbie, gnieździ się w wieloosobowych internatach. O odejściu do cywila myślą żołnierze kontraktowi, dla których otrzymanie własnego lokum było jednym z kryteriów wstąpienia w szeregi armii. Wielu młodych zawodowych podoficerów praktycznie nie ma szans na prywatność, nie mówiąc już o intymności. Zawodową służbę w jednostce wojskowej muszą łączyć z życiem osobistym toczącym się w wieloosobowej izbie żołnierskiej. – W wojsku jestem już od blisko siedmiu lat – mówi Mirek, dowódca drużyny, zawodowy kapral 25 Brygady Kawalerii Powietrznej służący w Nowym Glinniku. – Nie mam mieszkania, choć jestem zawodowym żołnierzem od dwóch lat. Rodzina mieszka nieopodal Nowego Sącza w Małopolsce, ja – w jednostce. Pokój dzielę z sześcioma żołnierzami szeregowymi i podoficerami, głównie nadterminowymi. nych do posłów KON zaznaczył, iż: „WAM przystąpiła do własnych realizacji. Tylko w bieżącym roku oddaliśmy ponad 300 mieszkań. Przewidujemy, że w 2008 wybudujemy ich ponad tysiąc. Średnia cena pozyskanego w ten sposób mieszkania będzie niższa niż proponują nam kontrahenci”. Pułkownik odniósł się także do problemu ekwiwalentu. Według niego to, że żołnierze nie przystępują do podpisania umowy dotyczącej tego świadczenia, spowodowane jest np. planowanym przeniesieniem służbowym do innej miejscowości, w której obowiązuje wyższa stawka, oczekiwanym awansem zawodowym, a tym samym wyższym stopniem lub zmianą uprawnień czy też planowanym powiększeniem rodziny. Na 5049 osób uprawnionych do ekwiwalentu na koniec 2006 r. 2390 w ogóle nie myśli o jego pobraniu. Wielu chce wziąć go dopiero w 2020 r.”.

O kwaterach w sejmie
Problematyce mieszkaniowej w wojsku przyjrzeli się parlamentarzyści. Podczas czerwcowego posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej dotyczącego m. in. rozpatrzenia sprawozdania budżetu państwa za ubiegły rok poseł Janusz Zemke podkreślał, iż kadra nie odbiera ekwiwalentu pieniężnego za brak kwatery. „Liczy na to, że Ministerstwo Obrony Narodowej i sejm złamią się i podniosą stawki ekwiwalentu. Ustawa o zakwaterowaniu sił zbrojnych została uchwalona trzy lata temu. Od tego czasu w sposób zasadniczy zmieniła się sytuacja na rynku mieszkań. W chwili obecnej ekwiwalent nie jest atrakcyjny dla żołnierzy, zwłaszcza w dużych miastach. Jeśli nic nie zrobimy, może dojść do paradoksu. Co roku będziemy przeznaczali na ekwiwalent za brak kwatery ponad 200 mln zł. Jednak nie rozwiąże to problemu, gdyż osoby oczekujące w kolejce na przydział kwatery nie będą go brały”.
nr 34/2007

Co zrobi MON
Zamiarem WAM było wypłacenie ekwiwalentu mieszkaniowego do 2010 r. Wiadomo już, że tak się nie stanie, choćby dlatego, że stawki świadczeń są zależne od garnizonu i wynoszą od 900 do 2700 zł za metr kwadratowy. Dla wielu jest to niesprawiedliwe. Sprawiedliwa, choć mało opłacalna, jest za to odprawa mieszkaniowa, jednakowa dla wszystkich. W tym roku wynosi ona 2304,90 zł za metr kwadratowy. Niestety, z prostych obliczeń wynika, iż nie jest ona opłacalna dla żołnierzy służących w Warszawie oraz innych dużych garnizonach. Zmiana ustawy o zakwaterowaniu w siłach zbrojnych z założenia miała uzdrowić sytuację mieszkaniową kadry. Tak się jednak nie stało.  Polska Zbrojna 19

Mniej niż planowano
Plany WAM były ambitne. W ubiegłym roku agencja miała wybudować ponad 600 mieszkań. Skończyło się na 200 wykończonych i 184 w stanie surowym. Zawiedli nieuczciwi kontrahenci, którzy w umowach przedwstępnych zgodzili się na 2470 zł za metr kwadratowy mieszkania, zaś w roku budżetowym zażądali blisko 4 tys. zł, zmieniając tym samym planowane wydatki agencji. Doradca WAM płk Leszek Łuczak w słowach skierowa-

SŁUŻBA ZDROWIA
O obecnym systemie wojskowej służby zdrowia i nadzoru medycznego nad kadrą zawodową można powiedzieć, że nie ma go wcale. Kiedy w końcu lat 90. powstały kasy chorych, skończyły się książeczki zdrowia żołnierzy zawodowych, ułatwiono dostęp do wojskowych specjalistów i wprowadzono monitoring schorzeń. Zapanowała wolna amerykanka, a stan zdrowia kadry zawodowej wymknął się spod kontroli resortu. Powie ktoś, że ciągle istnieje system badań okresowych, którym poddać się musi każdy mundurowy. To prawda, jednak każdy w wojsku doskonale wie, że gdy ktoś w trakcie takich badań chce z różnych względów ukryć chorobę, może to zrobić bez problemu. Mało tego, fora internetowe pełne są porad, jak łatwo można oszukać komisję lekarską, również tę badającą żołnierzy przed wyjazdem na misje. Jeśli żołnierz zawodowy, mając perspektywę awansu czy wyjazdu na misję, utajnia swoje schorzenia, np. nadciśnienie, wrzody dwunastnicy czy podobne, nie stanowi to żadnego zagrożenia dla innych. Gdy jednak wojskowy – dowódca oficer – w prywatnych gabinetach potajemnie leczy jakąś chorobę psychiczną, uzależnienie od narkotyków czy zaawansowany alkoholizm, wtedy sytuacja staje się niebezpieczna. Żołnierz ten bardzo często odpowiada przecież za ludzi, ma dostęp do broni, materiałów wybuchowych i wielu innych niebezpiecznych narzędzi. zagrażający innym, nie zdementował żaden z wielu lekarzy, z którymi rozmawialiśmy. Nie zrobili tego psychiatrzy ani szefowie komisji lekarskich z Wrocławia, ani nawet nowy szef Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia, który – co optymistyczne – widzi problem i potrzebę zmiany całego systemu medycznego w wojsku. Niedawno w „Gazecie Wyborczej” pojawił się artykuł potwierdzaający, jak dziurawe jest sito wojskowej kontroli medycznej. Gazeta doniosła o historii żołnierza, który został wcielony do wojska mimo stwierdzonej i udokumentowanej schizofrenii paranoidalnej. Rzecz dotyczy co prawda żołnierza służby zasadniczej, ale w końcu przeszedł on przez komisję poborową, a następnie lekarską podczas wcielenia w jednostce. Już po dwóch dniach służby trafił do szpitala psychiatrycznego, bo nie podobało mu się w koszarach. Co by się jednak stało, gdyby utajniał chorobę, gdyby po jakimś czasie dostał broń i trafił na wartę? Czy nie byłby zagrożeniem? Ci sami psychiatrzy w mundurach zwracają także uwagę, że w wojsku nie ma okresowego systemu kontroli psychologicznej czy psychiatrycznej kadry zawodowej. Co kilka lat przed obliczem psychologa musi stanąć kierowca zawodowy i przejść odpowiednie badania kontrolne. Takim samym kontrolom poddawani są górnik, operator dźwigu i reprezentanci wielu innych zawodów oraz obowiązkowo osoba ubiegająca się o pozwolenie na broń. Tymczasem żołnierz zawodowy po jedynym badaniu przed przyjęciem do armii żadnych badań psychologicznych przechodzić już do końca służby nie musi.

PSYCHIATRZY ALARMUJĄ
Wojskowi psychiatrzy sygnalizują, iż w prywatnych gabinetach ich cywilnych kolegów coraz liczniej zaczynają pojawiać się pacjenci w mundurach. Naszych przypuszczeń, że w szeregach armii mogą służyć ludzie chorzy, a nawet potencjalnie
SYLWIA GUZOWSKA

System wojskowej służby zdrowia kuleje. Żołnierz leczy się, gdzie chce i jak chce. Jeśli w cywilnym gabinecie leczy wrzody dwunastnicy, to pół biedy. Gorzej, gdy potajemnie leczy schizofrenię lub inną chorobę psychiczną.

20 Polska Zbrojna

nr 34/2007

Doc. dr hab. n. med. Stanisław Ilnicki – kierownik Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, od dawna zwracał uwagę na potrzebę dokładniejszej selekcji i badań ludzi wyjeżdżających na misje. Z braku odpowiedniej liczby specjalistów oraz czasu docent proponował, aby wprowadzić dla wyjeżdżających odpowiednio przygotowaną ankietę, w której pod odpowiedzialnością karną żołnierz musiałby wpisać, czy nie leczył się psychiatrycznie, a jeśli tak, to gdzie i jakiego typu miał schorzenia. Docent Ilnicki twierdzi, że czasami większym zagrożeniem dla ludzi podczas misji wojennej od chorego psychicznie może być wojskowy uzależniony od alkoholu. Zdaniem psychiatry, w tym względzie w polskiej armii także robi się nie-

wiele, a pijący nie są objęci pomocą i leczeniem, lecz restrykcjami.

MA BYĆ LEPIEJ...
Płk dr n. med. Andrzej Wiśniewski od niedawna pełni obowiązki szefa Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia. Jako doświadczony lekarz i administrator placówek medycznych zna jednak doskonale problemy medyczne wojska. Uważa, że istniejącą do tej pory wolną amerykankę w lecznictwie wojskowym trzeba jak najszybciej zmienić. Pułkownik zapewnia, że tak się stanie. Wprowadzone zostaną zarządzenia nakazujące kadrze zawodowej korzystanie wyłącznie z lecznictwa wojskowego. – Szczególną uwagę będziemy zwracać na ludzi wracających z misji. Oni muszą być najpierw dokładnie przebadani w woj-

skowych ośrodkach. Jeżeli będą wymagali leczenia, będzie ono prowadzone tylko w resortowych szpitalach, a cały proces powrotu do zdrowia zakończy się przed wojskową komisją lekarską – powiedział pułkownik. – Na takie systemowe rozwiązania szukamy jednak pieniędzy. Mamy nadzieję, że szybko się z tym uporamy. Dla kadry zawodowej ma zostać stworzony jednolity model opieki medycznej. Szpitale wojskowe staną się placówkami wiodącymi dla wojsk w danym rejonie. Będą im podlegały izby chorych z jednostek oraz pracujący tam lekarze. Zdaniem pułkownika, wojskowi będą mieli w tych szpitalach pierwszeństwo w dostępie do świadczeń. Wszystkie inicjatywy zmian powinny zostać zaakceptowane do końca roku, a w przyszłym – wcielane w życie. Obecnie toczą się w tej sprawie rozmowy z Narodowym Funduszem Zdrowia i innymi instytucjami. Pułkownik Wiśniewski zapewnia, że kadra zawodowa po zmianach systemu lecznictwa nie będzie mogła leczyć się, gdzie chce. Stan zdrowia żołnierzy ma być monitorowany. Zarządzenia resortowe zmienią niektóre przepisy o ochronie zdrowia psychicznego. Stan zdrowia oficera czy podoficera wykonującego ważne zadania, latającego na przykład samolotem czy też obsługującego inne skomplikowane uzbrojenie, nie może być tylko jego osobistą sprawą. – Chcemy przywrócić wojskową służbę zdrowia żołnierzom. Za to, że ciężko służą, narażają się, jeżdżą na misje, muszą mieć odpowiednie przywileje – dodał pułkownik – Nie może być tak, że kiedy zadzwonią z więzienia, to szybko wykonujemy tomograf czy inne drogie badanie, a żołnierz na takie samo badanie musi czekać wiele tygodni. 

nr 34/2007

Polska Zbrojna 21

WOJSKO MISJE

Żołnierz bez dystynkcji
Nie noszą dystynkcji na naramiennikach, ale tak jak inni członkowie PKW Afganistan noszą polskie mundury. Ich zadaniem jest ułatwienie kontaktu z miejscową ludnością. Afgańskich tłumaczy – bo o nich mowa – można spotkać w polskiej grupie bojowej stacjonującej w Sharanie. Jednym z nich jest Aminullach Yacob.
Aminullach opowiada, że tradycją w Afganistanie jest noszenie długiej brody przez starszyznę. To pokłosie wyznawanego w tym kraju islamu, którego założycielem był brodaty prorok Mahomet. Noszenie długiej brody jest dobrze widziane zwłaszcza w prowincji Paktika, gdzie stacjonują polscy żołnierze. Jest to zarazem jedna z najbiedniejszych prowincji Afganistanu. Blisko sto procent kobiet nie uczęszcza tutaj do szkół. Dziewczynki mogą się pokazywać na ulicy tylko do 11. roku życia. Potem pracują w domu, zajmują się zwierzętami oraz uprawą ziemi. Wówczas chodzą wyłącznie w czadorach, a świat obserwują przez niewielki otwór na oczy. W wieku 14–15 lat są już gotowe do tego, by wyjść za mąż. Zamężna kobieta może pokazywać się poza domem tylko z mężem lub kimś z najbliższej rodziny. Aminullach dodaje, że Afgańczycy są TRADYCJĄ W AFGANISTANIE jest noszenie długiej brody przez starszyznę. To pokłosie wyznawanego w tym kraju islamu, którego założycielem był brodaty prorok Mahomet. narodem wyjątkowo gościnnym. Gdy w domu znajdzie się przybysz, nawet jeśli zięki stypendium udzielo- ka, a także działań mających na celu po- nie był zaproszony, traktowany jest przez nemu przez Uniwersytet wstrzymanie talibów i ich wpływu na gospodarza jako członek rodziny przez caWarszawski Aminullach miejscową społeczły czas pobytu. Afganistan dzieli się rozpoczął w 2002 r. studia ność. Ostatnio zajmoPodczas przejazdów w Instytucie Stosunków wał się m.in. opracoprzez miejscowości kulturowo Międzynarodowych. Na wywaniem ulotek. zwracają uwagę cmenświat przyszedł jednak w Panyshir, północ- Czasami jeździ też i językowo na dwie części: tarze. Na kamiennych nej prowincji Afganistanu, w rodzinnym z dowódcą grupy na północ i południe. Bliższa kopcach powiewają zamieście afgańskiego bohatera narodowego patrole bojowe. zwyczaj niebieskie flanaszym standardom Ahmada Shah Masuda. To dzięki temu mógi. Pytam Aminullawi płynnie w języku dari i właśnie dlatego cywilizacyjnym jest północ, cha, jaka jest ich rola. Gościnnie i... podczas studiów dostał ofertę, jaką rzadko – To znaczy, że zmarły niekobieco kieruje się do studentów. ze stolicą w Kabulu. Nie bez wciąż przebywa wśród O ojczystym kraju swoich – wyjaśnia mi wpływu na to pozostaje tłumacz. W samym sercu zdarzeń opowiada bardzo chęt– Pewnego dnia dostałem telefon z pro- nie. Podkreśla, że Af- fakt, że jest to część kraju On też nie wyklucza pozycją współpracy w ramach Polskie- ganistan dzieli się kulpowrotu do swojego znacznie bogatsza go Kontyngentu Wojskowego – wspomi- turowo i językowo na kraju. Umowę o pracę na tłumacz. Zgodził się. W kwietniu te- dwie części: północ w surowce mineralne, takie podpisał na pół roku, go roku znalazł się w Bagram, a stamtąd i południe. Bliższa naz możliwością przedłujak gaz, ropa naftowa otrzymał przydział do PGB Sharana. Od szym standardom cyżenia. Możliwe, że tak tego czasu jako tłumacz jeździ z naszy- wilizacyjnym jest półsię stanie, ponieważ doi węgiel mi żołnierzami. Najczęściej do guberna- noc, ze stolicą w Katychczas współpraca tora prowincji, komendanta policji czy bulu. Nie bez wpływu na to pozostaje układa się bardzo dobrze. Potem jednak też dowódcy stacjonującej w Sharanie fakt, że jest to część kraju znacznie bo- chciałby dokończyć studia w Polsce i podjednostki armii afgańskiej. Jest obecny gatsza w surowce mineralne, takie jak jąć pracę w Ambasadzie Afganistanu przy dyskusjach dotyczących opracowy- gaz, ropa naftowa, węgiel i kamienie w Warszawie lub afgańskim MSZ. wania planów rozwoju prowincji Pakti- szlachetne. Mariusz Konarski 
JACEK MATUSZAK

D

22 Polska Zbrojna

nr 34/2007

WOJSKO INTERWENCJE
Restrukturyzacja w wojsku to proces ciągły. W tym roku duże zmiany zajdą w brygadach obrony terytorialnej, które przeformowane zostaną w bataliony. Za tym pójdą przetasowania kadrowe. Na przykład w Białymstoku, gdzie stacjonuje 18 Brygada OT, etat znajdzie jedynie dwóch oficerów starszych. Pozostali szczęścia muszą szukać gdzie indziej. W niewiele lepszej sytuacji znaleźli się także kapitanowie reprezentujący korpus oficerów młodszych. Pięciu z nich zostanie na miejscu, ale ośmiu (nie licząc dwóch, którzy złożyli właśnie wypowiedzenia stosunku służbowego) musi iść w Polskę. Tylko gdzie? Jak się okazuje – z tej transformacji najbardziej powinni być zadowoleni podporucznicy i porucznicy. Dla nich jest tu najwięcej wolnych etatów. Por. Marek Kawecki: – Gdy tylko usłyszałem o wakatach w Białymstoku, natychmiast zacząłem starać się o powrót do swojej byłej jednostki. Ppłk Krzysztof Rogacz, zastępca dowódcy 18 BOT: – Porucznika Kaweckiego zapamiętałem dobrze. To chłopak, który realizuje się w polu, w bezpośrednim działaniu z żołnierzami. Może dlatego tak bardzo przeżywam teraz to, że biurokratycznie chce się mu wystawiać rachunek za dyspozycyjność. Wiedział, że tylko niektórzy z dowódców plutonów mogą liczyć na pozostanie w brygadzie, i dlatego dawał z siebie wszystko. Pododdział odpłacał mu bardzo dobrymi wynikami w szkoleniu. Chyba dlatego był pewniakiem. Nikt nie wątpił, że „Kawecki będzie się tu rozwijał”. Cztery lata temu się ożenił. Po roku otrzymał służbowe „M”: 38 metrów, dwa pokoje. Dwa lata temu przekonał się, że w wojsku może zdarzyć się wszystko. Chociaż przełożeni z brygady widzieli go dalej w Białymstoku, to Dowództwo Wojsk Lądowych pisało mu inny scenariusz wojskowej kariery: zostanie szefem sekcji personalno-wychowawczej w batalionie budowy mostów 2 Pułku Komunikacyjnego w Inowrocławiu. Oficer personalny, zastrzegający sobie anonimowość: – Porucznik miał pecha. Akurat w tym czasie szukano stanowisk dla absolwentów studium oficerskiego przy wrocławskiej WSO. Jego etat miała objąć pani podporucznik. Niestety, nie objęła. Wiem, że przez miesiąc plutonem dowodził dowódca drużyny, a później – aż do teraz – stanowisko pozostaje nieobsadzone.

Odsłona pierwsza – służbowa
Kawecki: szczupły, wysoki, energiczny, z dowódczą charyzmą. Próbuje swoich sił na wielu polach. Także w zawodach, które zarezerwowane są dla wyczynowców bądź żołnierzy sił specjalnych. On, z życiorysem wojskowym zapoczątkowanym akurat w OT, zawsze był widoczny, zawsze się liczył. Wrocławską WSO pożegnał pięć lat temu. Po promocji został dowódcą plutonu piechoty zmotoryzowanej w 18 BOT.

Uwaga: powrót do garnizonu, w którym już pełniło się służbę, może sporo kosztować! Z tej lekcji każdy może wyciągnąć pewne wnioski...

ROMAN PRZECISZEWSKI

24 Polska Zbrojna

nr 34/2007

Akt drugi – trochę rodzinny
W Inowrocławiu na Kaweckiego czekało darmowe miejsce w internacie. Kilka metrów namiastki domu, standardowe wyposażenie i współlokatorzy – pięciu kaprali. Cóż, służba nie drużba. Płk Marek Sarnowski, dowódca 2 Pułku Komunikacyjnego: – Kawecki szybko zaadaptował się w nowej jednostce. Widać było, że jest zaangażowany i bardzo się stara. Inaczej odbierała to Monika, jego żona. W Białymstoku została sama. Była w ciąży. Życie na dwa domy sporo kosztowało. Gdy urodziła Krzysia, mieli gotowy plan na przyszłość: niedawno wykupioną kwaterę służbową w Białymstoku sprzedadzą, dobiorą kilkadziesiąt tysięcy złotych kredytu i kupią mieszkanie w Toruniu. Dlaczego akurat w Toruniu? Bo w tym mieście jest jej rodzina, a Marek będzie miał blisko do Inowrocławia. Bez najmniejszych kłopotów uzyskali kredyt w banku i zaraz kupili nowe „M”. Wydawało się, że już nic nie przeszkodzi w byciu razem. Jednakże Kawecki dowiedział się o wolnym stanowisku w swojej byłej, akurat przeformowywanej brygadzie. Wróćmy do Białegostoku, zaproponował. Monika się krzywiła. Nie chciała tego powrotu. Nie zamierzała tułać się po Polsce. Jego argumenty były jednak silniejsze: – Ja się tam zrealizuję, odżyję, tam będę sobą – mówił. I znowu, jak na zawołanie, miał gotowy plan działania: dopiero co kupione mieszkanie w Toruniu sprzedadzą i za kilka miesięcy kupią nowe, w Białymstoku. Na razie on zamieszka tam w internacie, a ona znowu – ale już z synem – będzie żyć przyszłą przeprowadzką. I czeka ich zaledwie kilka miesięcy rozłąki.

Płk Sarnowski: – Kilka razy rozmawiałem z Kaweckim. Szczerze mówiąc, chciałem zatrzymać go w pułku, bo był dobry. Ale po męsku postawił sprawę, i go zrozumiałem. Chcąc nie chcąc, wyraziłem więc zgodę na jego służbowe przeniesienie do Białegostoku.

Scena trzecia – z przepychankami
Ppłk Rogacz lubi sięgać do wojskowych klasyków. Teraz otwiera pamiętnik generała Stanisława Sosabowskiego w miejscu, gdy ten po trzech latach daremnego czekania na przejęcie pułku melduje się u gen. Stachiewicza, szefa Sztabu Głównego, i prosto z mostu oznajmia: „moim obowiązkiem jest robić, obowiązkiem zaś moich przełożonych jest dbać o moje sprawy osobiste, takie jak awans i przydziały”. Zatem, zaznacza ppłk Rogacz, dowództwo brygady zrobiło wszystko, by należycie przyjąć por. Kaweckiego z powrotem. Między innymi zgodnie z rozporządzeniem MON złożyło do Oddziału Regionalnego WAM w Warszawie wniosek o zakwaterowanie na czas pełnienia obowiązków na danym stanowisku w Białymstoku. A że potem przyszedł zimny prysznic, to wyłącznie wina Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Mjr Andrzej Kirmuć, mąż zaufania 18 BOT: – Ustawa o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP stanowi wprost: jeżeli żołnierz zawodowy zostawia rodzinę w jednym garnizonie, to w nowym miejscu pełnienia służby należy mu się darmowy internat. W przypadku por. Kaweckiego WAM najpierw zastosowała tę zasadę, a później zaczęła szukać dziury w całym.

Ppłk Krzysztof Rogacz: – Kawecki przejął nowe obowiązki na początku lipca. W pierwszych dniach sierpnia zameldował się, mówiąc, że ma problem. Kierownik internatu wystawił mu bowiem fakturę za miesiąc pobytu. W sumie kilkaset złotych. Jeżeli nie zapłaci, to wejdą mu na pensję, usłyszał. Nie dowierzałem: dlaczego ten oficer ma płacić za internat? Zwróciłem się do Oddziału Regionalnego WAM w Warszawie. W odpowiedzi usłyszałem, że Kawecki nie ma prawa do darmowego lokum w Białymstoku, gdyż w tym garnizonie wykupił już mieszkanie i nie może liczyć na żadne ulgi. O płatne miejsce w internacie może zaś się tylko starać. W każdym innym garnizonie miałby kwaterę za darmo, ale w Białymstoku, skąd się wyprowadził, musi sięgnąć do kieszeni. Gdy stwierdziłem, że to jest kpina i że o sprawie powiadomię „Polskę Zbrojną”, usłyszałem, że prawo jest prawem i że żadne interwencje na nic się nie zdadzą.

Kurtyna opada – happy end
Z oficjalnego pisma ORWAM w Warszawie wynika jasno: por. Kawecki powinien wystąpić o odpłatne miejsce w internacie garnizonowym w Białymstoku. Na tym koniec, kropka. Po kilku dniach telefonujemy do ORWAM i się przedstawiamy. Dopiero po kilkunastu sekundach miła pani optymistycznie przerywa milczenie: – Proszę pana, to jedna wielka pomyłka. Pan porucznik Kawecki – bez względu na garnizon – ma prawo do darmowego internatu. Faktura, którą mu wystawiono, zostanie anulowana. Po co więc były te pisma, telefony i nasza interwencja? 

ROMAN PRZECISZEWSKI (2)

nr 34/2007

Polska Zbrojna 25

WOJSKO BROŃ CHEMICZNA

HELKOM

z opóźnionym zapłonem
TOMASZ GOS

Broń chemiczna zatopiona na dnie Bałtyku znów budzi emocje. Budowa Gazociągu Północnego może naruszyć skorodowane bomby i doprowadzić do katastrofy ekologicznej.
Problem z bronią zatopioną w Bałtyku podczas II wojny światowej pojawił się już w 1947 r., kiedy to duńska załoga kutrów rybackich wyłowiła bojowe środki trujące. W następnych latach rybacy coraz częściej natrafiali na taką broń. Zdarzało się też, że samo morze wyrzucało na brzeg pojemniki z bronią chemiczną, np. u wybrzeży Danii, Szwecji, Niemiec, Polski, Litwy czy Łotwy. W 1955 r. na plaży w Darłówku znaleziono nieszczelną bombę lotniczą z iperytem. Poparzyło się 120 dzieci, w tym kilkanaścioro bardzo ciężko. Dwa lata temu iperyt znaleźli rybacy z Władysławowa. Czterech z nich z rozległymi, trudno gojącymi się poparzeniami wylądowało w Szpitalu Marynarki Wojennej w Gdyni. 26 Polska Zbrojna W 1992 r. miało miejsce zdarzenie, które doprowadziło do wnikliwych badań Bałtyku pod kątem znajdujących się w nim bomb z trującymi substancjami. Wówczas to w pobliżu Dueodde na Bornholmie znaleziono zakopaną na plaży 250-kilogramową bombę chemiczną z iperytem siarkowym. W efekcie w 1993 r. powołano w ramach Komisji Helsińskiej (HELCOM) specjalną Grupę Roboczą ds. Zatopionej Amunicji Chemicznej (HELCOM CHEM). rzu Bałtyckim”. Na polecenie HELCOM-u raport opracowały cztery państwa: Dania, Szwecja, Rosja i Niemcy. Jak wynika z tego dokumentu, największe składowiska broni chemicznej znajdują się na południowy wschód od Gotlandii, na wschód od Bornholmu i na południe od cieśniny Mały Bełt. Niektóre pociski zrzucane ze statków znajdowały się w drewnianych skrzyniach, dlatego część z nich została przeniesiona przez wodę w inne miejsca. Przeprowadzone analizy chemiczne nie wykazały jednak obecności szkodliwych substancji chemicznych w organizmach ryb, które jemy. Komisja ustaliła także, że nie
nr 34/2007

BEZPIECZNE ŻOŁĄDKI
Dwa lata później Komisja Helsińska zatwierdziła „Raport w sprawie broni chemicznej zatopionej w Mo-

HELCOM
Komisja Helsińska jest organem wykonawczym odpowiedzialnym za Konwencję o ochronie środowiska morskiego obszaru Morza Bałtyckiego – znaną jako konwencja helsińska, która została podpisana w 1974 r. przez wszystkie kraje Morza Bałtyckiego, a w 1992 r. przez nowo powstałe kraje nadbałtyckie i Unię Europejską. Konwencja helsińska jest pierwszą międzynarodową umową biorącą pod uwagę wszystkie aspekty ochrony środowiska morskiego.
W ramach programu opracowanego przez HELCOM CHEM, wody Bałtyku są monitorowane m.in. w celu zlokalizowania bomb i składowisk broni chemicznej.

rek. – Z pewnością nie będzie to obojętne dla flory i fauny Bałtyku. Już obserwuje się wzrost stężenia arsenu nie tylko w rejonach zatopienia, ale również na trasach transportu – dodaje. Dane co do ilości tych środków chemicznych w Bałtyku wahają się od 30 do 60 tys. ton, z czego samego iperytu jest ok. 13 tys. ton.

NIEZNANE OBIEKTY
warto wyławiać bomb, ponieważ bardzo wysokie jest ryzyko zakażenia środkami chemicznymi przy unieszkodliwianiu tej broni. HELCOM nie zaleca więc wydobywania bomb na powierzchnię, zanim nie pojawią się nowe rozwiązania techniczne umożliwiające bezpieczne przeprowadzenie całej operacji. Gazociąg, który ma połączyć Rosję z Niemcami, osiągnie długość prawie 1,2 tys. km. Będzie składał się z dwóch nitek o przepustowości 55 mln m sześc. gazu dziennie. Pierwsza z nich ma zostać zbudowana do 2010 r., kolejna – dwa lata później. Trasa wiedzie przez Głębię Bornholmską, gdzie po II wojnie światowej zatopiono tysiące ton broni chemicznej. Kilka dni temu adm. Władimir Masorin, dowódca rosyjskiej marynarki wojennej, w wywiadzie dla gazety „Krasnaja Zwiezda” powiedział, że specjaliści Rosyjskiej Floty Bałtyckiej na zamówienie Gazpromu opracowali program oczyszczenia dna morza na odcinku, na którym ułożony będzie gazociąg. Specjaliści floty zbadają dno Bałtyku, zlokalizują główne przeszkody, takie jak niewybuchy, broń chemiczna i wraki statków, oraz przygotują mapę, na której zaznaczą miejsca położenia tych obiektów. Zaproponują też drogi obejścia miejsc, w których spoczywają pozostałości broni chemicznej i zatopionych statków.

IPERYT (GAZ MUSZTARDOWY) – ogólna nazwa kilku bojowych środków trujących o działaniu parzącym, których nazwa pochodzi od miejscowości Ypres w Belgii, gdzie w 1917 r. Niemcy użyli po raz pierwszy tego rodzaju związku chemicznego. Iperyty powodują, że na skórze pojawiają się pęcherze i trudno gojące się rany, wywołują także porażenie dróg oddechowych i płuc, prowadzące często do śmierci. Działanie par iperytu na oczy powoduje zwykle wyleczalną ślepotę, zaś w stanie ciekłym – nieodwracalną utratę wzroku. Iperyt słabo rozpuszcza się w wodzie. Dawka śmiertelna przez skórę wynosi 40–60 mg/kg ARSEN – pierwiastek chemiczny z grupy półmetali. Wykorzystywany m.in. w produkcji bojowych środków trujących (luizyty). Jego nadmiar powoduje niezwykle silne zatrucia. Wszystkie związki arsenu mają właściwości rakotwórcze. Objawy zatrucia przewlekłego występują zwykle po kilku latach. Mogą być nimi liczne nowotwory skóry, płuc, nerek, wątroby, a niekiedy i pęcherza moczowego.

ZNOWU GROŹNE
Sprawa zatopionej broni chemicznej zaczęła jednak znowu budzić emocje w związku z budową Gazociągu Północnego. Będzie on bowiem przebiegał w miejscu, gdzie zatopiono chemiczną amunicję, lub w jego okolicach. Według Tadeusza Kasperka z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, największe zagrożenie dla środowiska naturalnego mogą stanowić bojowe gazy trujące, np. iperyt siarkowy bądź azotowy. – Naruszenie skorodowanej amunicji przyspieszy uwalnianie się środków trujących do morza, powodując większe ich stężenie w wodzie – uważa Tadeusz Kaspenr 34/2007

Admirał Masorin powiedział, że sfilmowano dno morskie i odkryto sześć dużych obiektów, których nie było na wcześniejszych mapach nawigacyjnych – sześć zatopionych łodzi torpedowych z amunicją oraz dwa obiekty historyczne (jakie, nie wiadomo). Odkryto też ok. 600 mniejszych nieznanych obiektów.  Polska Zbrojna 27

ARCH. ORP CZAJKA

KULISY DEFILADA
TO BĘDZIE NA JWIĘKSZY OD DZIESIĘCIOLECI POKAZ

ANNA DĄBROWSKA

Już dawno Warszawa nie widziała takiej defilady, jaka planowana jest na tegoroczne Święto Wojska Polskiego. To będzie prawdziwa gratka dla wielbicieli armii. Parada ma też przybliżyć dzisiejsze polskie siły zbrojne tym, którzy na co dzień nie interesują się wojskowością.
Resort obrony odpiera zarzuty, że szykuje demonstrację militaryzmu. – Kiedy armia ma się pokazać, jak nie w swoje święto? – pytają w MON. Zdaniem resortu obrony 15 sierpnia to właśnie znakomita okazja do promocji polskiego wojska. Zresztą podobne uroczystości organizowane są też w innych krajach – w 28 Polska Zbrojna Stanach Zjednoczonych w Dzień Niepodległości 4 lipca czy we Francji 14 lipca, w rocznicę zburzenia Bastylii.

DOŁEM ROSOMAKI, GÓRĄ JASTRZĘBIE
Główną atrakcją parady stanie się z pewnością pierwszy od wielu lat przejazd przez miasto ciężkiego sprzętu woj-

skowego. Co prawda w ubiegłym roku na defiladzie także można było zobaczyć sprzęt zmechanizowany, ale tylko kołowy. Tym razem w kolumnie – obok bojowych wozów piechoty, kołowych transporterów opancerzonych Rosomak, BRDM-ów czy samochodów Hummer – przejedzie też 13 czołgów Leopard i czołgi Twardy. Nad głowami warszawiaków mają zaś przelecieć śmigłowce oraz myśliwce wielozadaniowe F-16. Paradę zainaugurują jednak oddziały piesze. Jako jedni z pierwszych będą szli, jak zapowiada resort obrony, weterani nanr 34/2007

POLSKIEGO ORĘŻA

Wojsko maszeruje
Defilady wojskowe są nieodłącznym elementem obchodów świąt państwowych w wielu krajach europejskich.
TA D E U S Z W RÓ B E L

Gwardia Republikańska podczas defilady 14 lipca w Paryżu

szych misji pokojowych. – Chcemy pokazać, że ich doceniamy – tłumaczy podsekretarz stanu w MON Jacek Kotas. Natomiast „misjonarze”, którzy byli ranni, oraz rodziny żołnierzy, którzy zginęli podczas służby na misjach, zostaną zaproszeni na trybuny. Ulicami stolicy przemaszerują nie tylko polscy wojskowi. Po raz pierwszy w paradzie defilować będzie też pododdział francuski. Jest to swoista rewizyta żołnierzy z tego państwa w zamian za udział naszych wojsk w święcie 14 lipca na Polach Elizejskich. 
nr 34/2007

ajbardziej znane defilady wojskowe odbywają się w stolicach Rosji i Francji. W tym roku 9 maja, w dniu uznawanym przez Rosjan za datę zakończenia II wojny światowej, przez plac Czerwony w Moskwie przemaszerowało około 7 tys. żołnierzy, przejechały pojazdy, a nad głowami przeleciały samoloty i śmigłowce. Mniejsza, ale barwniejsza była defilada na paryskich Polach Elizejskich 14 lipca, w rocznicę zburzenia Bastylii. Wzięło w niej udział ponad cztery tysiące wojskowych i policjantów. Obok żołnierzy francuskich przed trybuną honorową przemaszerowali reprezentanci sił zbrojnych wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. Nad Paryżem przeleciało kilkadziesiąt samolotów i śmigłowców. Akcenty europejskie były też podczas defilady w Brukseli, która odbyła się tydzień później. Uczestniczyło w niej około 1700 żołnierzy. W Wielkiej Brytanii okazją do parady wojskowej są obchodzone tradycyjnie w drugą sobotę czerwca urodziny królowej. Wojsko uświetnia też obchody świąt narodowych w Grecji i we Włoszech. W tym ostatnim kraju wielka defilada odbywa się 2 czerwca z okazji Dnia Republiki. Ulicami Rzymu maszerowuje kilka tysięcy żołnierzy. Jednak największe tego typu uroczystości miały miejsce w tym roku w Gruzji, podczas

obchodów Dnia Niepodległości. 26 maja aleją Rustaveli maszerowało 12 tys. żołnierzy służby czynnej i 3,5 tys. rezerwistów. Zaprezentowano też nowy sprzęt, m.in. 80 samochodów terenowych Land-Rover, 19 kołowych transporterów opancerzonych BTR80 i tuzin armatohaubic Dana. Na stolicą Gruzji przeleciały też wojskowe samoloty i śmigłowce. Na tym nie koniec tegorocznych parad wojskowych. Z reguły niewiele mniejsza od paryskiej jest defilada w Madrycie organizowana 12 października. Uświetnia ona święto narodowe Hiszpanii. Data ta upamiętnia odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Jest to jednocześnie święto religijne, Matki Boskiej El Pilar, patronki Hiszpanii. Pod koniec tego miesiąca można liczyć na paradę w Grecji. Tu okazją jest przypadająca 28 października rocznica agresji faszystowskich Włoch w 1940 r. 1 grudnia natomiast jest defilada w Bukareszcie. Po obaleniu komunistycznego reżimu wprowadzono nowe święto – Dzień Jedności, na pamiątkę zjednoczenia w 1918 r. z Królestwem Rumunii Transylwanii, Besarabii i Bukowiny. Oczywiście defilady wojskowe nie są ewenementem europejskim. Odbywają się, z zasady regularnie, na wszystkich kontynentach. Okazje po temu są bardzo różne. Najczęściej to święta państwowe bądź sił zbrojnych. 

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

Polska Zbrojna 29

TADEUSZ WRÓBEL

KULISY DEFILADA

Próba przed świąteczną defiladą na poligonie w Wesołej

KAWALERIA JAK NOWA wódcy i pięciu ułanów, oraz sekcja tręJednym z barwniejszych elementów pa- baczy – dowódca i dwóch ułanów. rady od kilku już lat są kawalerzyści. Nie Szwadronowi przybyło też obowiązzabraknie ich też w ków – od końca czerwParada 15 sierpnia będzie tym roku, mimo że ca br. kawaleria nie Szwadron Kawaletylko uczestniczy z pewnością testem rii Wojska Polskiew uroczystościach go czeka wiele wytrzymałości dla nawierzchni wojskowych i patriozmian, przede tycznych, ale także warszawskich ulic. Ciężki wszystkim organiasystuje przy powitazacyjnych. Szwa- sprzęt na gąsienicach zostanie niu głów państw oddron – na razie podwiedzających Polskę. przywieziony do Warszawy W ten sposób powróoddział 3 Batalionu Zabezpieczenia Docono do kawaleryjna lawetach kolejowych. wództwa Wojsk Ląskich tradycji wystadowych – ma znaleźć się w przyszłości wiania konnej asysty honorowej podw Batalionie Reprezentacyjnym WP. Ar- czas uroczystych wizyt. mia przejęła w tym roku także konie od TEST NA WYTRZYMAŁOŚĆ agencji rolnej, dotąd od niej wypożyczane. Jak informuje wiceminister Kotas, zaParada 15 sierpnia będzie z pewnośpadła również decyzja, aby zwiększyć cią testem wytrzymałości dla naliczbę wierzchowców z 30 do 48. wierzchni warszawskich ulic. Ciężki Na razie w szwadronie jest siedem sprzęt na gąsienicach zostanie przywiesekcji kawalerii, każda złożona z do- ziony do Warszawy na lawetach kole-

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (2)

jowych, a na samo miejsce defilady – na drogowych. Dalej czołgi pojadą same. Wojsko zapewnia jednak, że nie zniszczą jezdni – pojazdy będą miały ochronne nakładki na gąsienicach, w miejscach nawrotów zostaną rozłożone specjalne maty osłaniające nawierzchnię. Dlatego pokaz może się odbyć nawet wtedy, gdy będzie bardzo gorąco. Natomiast to, czy zobaczymy na niebie F-16 i śmigłowce, zależy od aury. Przy niesprzyjającej pogodzie ich przelot może zostać odwołany. Jest jeszcze jedna nowość. Paradę, która rozpocznie się o drugiej po południu, będzie można podziwiać nie jak dotychczas na pl. Piłsudskiego, ale w Al. Ujazdowskich i na ul. Belwederskiej. Kto nie zdąży dokładnie obejrzeć sprzętu, jakim dysponuje nasza armia, w trakcie defilady, nie powinien się martwić. Część pojazdów będzie można bowiem podziwiać także później – podczas festynu zorganizowanego na Agrykoli. 

S I Ł A

I

S Z Y K
Wielkie defilady zorganizowano m.in. w roku 1937 i 11 listopada 1938 r. z okazji dwudziestolecia odzyskania niepodległości. Wzięły w nich udział wszystkie rodzaje broni. Obraz ułanów, piechoty i sunących pojazdów wśród powagi sztandarów i proporców, w aurze biało-czerwonych barw, robił na oglądających piorunujące wrażenie. (dm)

dernizacji i rozbudowy armii w latach 30. Dochodziło do tego, że defilady odstawowym zadaniem tych głość państwową. Pierwsze defi- urządzano z okazji np. przekazania wojsku nowego typu sauroczystości było ukazanie lady odbywały się przy huku armochodów ciężarowych. Taka – tak potencjalnemu wrogowi, mat i palbie karabinów maszyuroczystość odbyła się na Polu jak i własnemu społeczeństwu nowych. W latach 20. zaczęto Mokotowskim w Warszawie – mocy zbrojnego ramienia pań- organizować ich coraz więcej, w 1934 r., kiedy przed wielotystwa, jakim była armia. lecz te z pierwszej dekady niesięczną publicznością przedefiW II Rzeczypospolitej odrodzone podległości nijak się miały do lowała kolumna kilkudziesięciu Wojsko Polskie stanowiło czynpotężnych wojskowych pochowozów Renault MN. nik gwarantujący byt i niepodle- dów urządzanych z okazji mo-

Demonstracja siły stanowiła od zawsze główny powód organizowania defilad wojskowych w dawnych czasach.

P

30 Polska Zbrojna

nr 34/2007

ochrona URZĄDZEŃ I INFORMACJI
Zapraszamy Państwa do odwiedzenia naszych stoisk na tegorocznym MSPO w Kielcach.

Firma JAKUSZ od 22 lat zajmuje się projektowaniem, produkcją i sprzedażą urządzeń związanych z szeroko pojętym BEZPIECZEŃSTWEM. Jesteśmy firmą prywatną, której działalność opiera się wyłącznie na kapitale polskim, a tradycje siegają lat czterdziestych ubiegłego wieku. Na bazie własnego działu konstrukcyjno-technologicznego oraz współpracy z wieloma instytutami naukowo-technicznymi powstały urzadzenia i instalacje chroniące przed włamaniem, podsłuchem i podglądem elektromagnetycznym oraz przed skutkami wybuchu.

oBUDoWa EKranUJĄca na ZESTAW SZYFRATOR + FAKS

STanoWISKo KoMPUTEroWE W KLASIE TEMPEST

PrzyKłaD oBUDoWy WyKonanEJ Wg InDyWIDUalnEgo ProJEKTU.

oBUDoWy I STanoWISKa SPEłnIaJĄ norMy SErII aMSg.

oBUDoWa EKranUJĄca TYPU RAcK 19’’

KaBIna EKRAnUJĄcA

rozMIary I WyPoSażEnIE DoPaSoWanE Do PoTrzEB KlIEnTa – ochrona UrzĄDzEń różnEgo roDzaJU.

ochrona SErWEroWnI I PUnKTóW PrzETWarzanIa InforMacJI. na zDJęcIU: zaKłaDoWE laBoraTorIUM KoMPaTyBIlnoścI ElEKTroMagnETycznEJ UznanE PrzEz Jc DBTI aBW oraz BT SKW

JaKUSz, UL. PRZEMYSłOWA 40, 83-400 KOścIERZYnA TEL. +48 (58) 686 31 01, FAx +48 (58) 686 49 09, SEKRETARIAT: 660 745 148 WWW.JaKUSz.coM.Pl, hanDloWy@JaKUSz.coM.Pl KoncESJa MSWIa nr B414/2003

EMc-laB, TEL.WEWn. 27 EMc-SySTEM, UL.AKAcJOWA 34, 81-520 gDYnIA TEL./FAx: + 48 58 664 94 53 EMc@EMc-SySTEM.coM.Pl

W

W

W

.

J

a

K

U

S

z

.

c

o

M

BETon-laB EXPlo-laB UL.DłUgA 41 83-315 SZYMbARK

.

P

l

NASZYM AAAAAAA OKIEM AAAAAAAA

32 Polska Zbrojna

nr 34/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
BOGUSŁAW POLITOWSKI

a placu apelowym wrocławskiej uczelni do wręczenia aktów mianowania na pierwszy stopień podoficerski stanęło 68 absolwentów. Było wśród nich 17 starszych szeregowych zawodowych, którzy szkolili się w ramach trzymiesięcznego kursu pilotażowego. Aktu wręczenia mianowań w imieniu szefa Sztabu Generalnego WP dokonał komendant-rektor

Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu gen. bryg. Kazimierz Jaklewicz. Nowo promowani absolwenci będą w różnych jednostkach Wojsk Lądowych pełnić obowiązki dowódców drużyn. W sumie mury tej szkoły opuściło już około 300 wysokiej klasy dowódców specjalistów. Wśród tegorocznych absolwenNa uroczystość podoficerską przybyli dowódcy jednostek Garnizonu Wrocław, przedstawiciele korpusu podoficerskiego, duchowni oraz – co zrozumiałe – bardzo licznie najbliżsi, a także przyjaciele promowanych. To właśnie rodzinom podczas składania gratulacji przypadł w udziale zaszczyt odsłonięcia słuchaczom naramienników, na których widnieją ich nowe stopnie wojskowe.

tów najwyższą lokatę uzyskał kpr. Marcin Badziak. Tuż za prymusem, pod względem wyników w szkoleniu i nauce, uplasowali się kpr. Roman Kusiński oraz kpr. Paweł Szymajdak. Pilotażowy trzymiesięczny kurs z najwyższą lokatą ukończył kpr. Artur Strzelczyk. Wszyscy wymienieni podczas uroczystości otrzymali nagrody rzeczowe.

Przez 11 miesięcy uczyli się przedmiotów ogólnowojskowych, specjalistycznych, a także etyki, gospodarki rynkowej w pododdziale, ochrony środowiska i języka angielskiego. Poznawali armię, swój rodzaj wojsk, uczyli się trudnej sztuki dowodzenia. Zwieńczeniem ich trudów i wysiłków w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych była uroczysta promocja, która odbyła się 10 sierpnia.

BOGUSŁAW POLITOWSKI (2)

Polska Zbrojna 33

WOJSKA LĄDOWE

Trudno oddać atmosferę powitań. Z pewnością więcej można wyczytać ze zdjęć…

VIII zmiana PKW Irak powróciła do kraju. Na wrocławskim lotnisku Strachowice, gdzie lądowały samoloty z grupami polskich żołnierzy, wylano wiele łez. Ze szczęścia na widok powracających ojców, mężów, synów płakały dzieci, żony, matki. Oczy szkliły się też i ojcom „misjonarzy”.
Minister Aleksander Szczygło, witając grupę żołnierzy, która przyleciała z dowódcą tej zmiany gen. dyw. Pawłem Lamlą, życzył im w przyszłej służbie awansów i satysfakcji z wykonywanej pracy. Dziękował również im i ich rodzinom, że dzielnie znosili trudy rozłąki. Po półrocznej misji dla żołnierzy i ich najbliższych nastał czas powrotu do normalności. Niełatwo w ciągu kilku minut opowiedzieć o półrocznej służbie w Iraku. Żołnierze, dzieląc się wrażeniami, wcale nie kryli, że wrócili z trudnej misji. Dla niektórych najgorsza była rozłąka z najbliższymi, dla innych monotonia codziennego życia. Na misjach najwięcej kłopotów z adaptacją do nowych warunków mają żołnierze, którzy wyjeżdżają po raz pierwszy. Wie coś na ten temat ppłk dr Andrzej Dylong z Centralnej

Łzy i powrót do
34 Polska Zbrojna
nr 34/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA

FLESZ
ŚWIĘTOSZÓW. Podczas obchodów Święta 10 Brygady Kawalerii Pancernej im. gen. broni Stanisława Maczka, które odbyły się w dniach 3–4 sierpnia, decyzją ministra obrony narodowej 2 Batalion Czołgów zmienił nazwę na 24 Batalion Ułanów, przyjął imię Hetmana Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego, a kanclerz i Kapituła Orderu Wojennego Virtuti Militari dokonali przeniesienia Krzyża Srebrnego na replikę sztandaru. Obchody święta swoją obecnością zaszczycili m.in. minister Janusz Krupski – kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, członkowie Kapituły Orderu Wojennego VM na czele z kanclerzem orderu gen. bryg. w st. spocz. Stanisławem Nałęcz-Komornickim, dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak oraz liczna grupa kombatantów z kraju i zagranicy. Święto było też okazją do powitania żołnierzy brygady – uczestników VIII zmiany PKW Irak.

DOWÓDCĘ VIII ZMIANY PKW IRAK gen. dyw. Pawła Lamlę na wrocławskim lotnisku Strachowice witała rodzina i ulubiony pies.

Grupy Wsparcia Współpracy CywilnoWojskowej w Kielcach, dla którego służba w VIII zmianie PKW Irak była czwartą misją w karierze. Pierwszą odbył w 1993 r. na Wzgórzach Golan, a kolejne w Kosowie i Afganistanie. – Wyjeżdżając po raz czwarty na misję, aspekty rodzinne związane z rozłąką ustępują aspektom zawodowym – twierdzi ppłk Dylong. – Rozstanie z rodziną przeżyłem najbardziej przed 14 laty, kiedy po raz pierwszy wyjeżdżałem na misję. Wtedy byłem poza krajem 12 miesięcy. Służba miała zupełnie inny charakter, inny był też kontakt z rodziną. Nie było internetu, a i dzwonić do kraju mogliśmy tylko raz w tygodniu. Po dwóch–trzech minutach

rozmowy trzeba się było żegnać. A teraz MON stworzyło wojsku bardzo dobre warunki kontaktu z najbliższymi. Jest internet i możliwość rozmawiania z rodzinami za pomocą różnego rodzaju komunikatorów. Dzięki temu kontakt z najbliższymi jest częstszy i łatwiejszy. W kraju „misjonarze” udają się na zasłużone urlopy. Jednak mimo iż dokładnie znają datę powrotu z misji, trudno jest im wcześniej zaplanować rodzinne wyjazdy na wczasy czy jakieś wycieczki. – Najpierw musimy przejść badania lekarskie, których wyniki nie muszą być dla nas pomyślne – wyjaśnia ppłk Dylong. – Czasami trzeba je powtarzać. Należy liczyć się z tym, że pewien odsetek żołnierzy wraca z misji z jakimiś niedyspozycjami chorobowymi, które mogą skutkować zwolnieniem lekarskim. Nie jest więc tak łatwo zaplanować sobie urlop. Poza tym pierwsze dni po powrocie z misji są dla nas

JACEK SZUSTAKOWSKI/SYLWIA GUZOWSKA (6)

bardzo trudne, gdyż musimy wyzbyć się pewnych nawyków – dodaje. Na misji żołnierz mógł się skoncentrować wyłącznie na służbie. Nie musiał chodzić do sklepu po produkty żywnościowe. Posiłki jadał w stołówce. Nie miał takich obowiązków jak na co dzień w domu. – Na misji przyzwyczajamy się do pewnych zachowań, których trzeba się wyzbyć po powrocie do kraju – mówi ppłk Dylong. – Musimy zmienić nawyki, w czym bardzo mogą nam pomóc nasi najbliżsi. Wracamy do domu, wracamy do pracy i musimy normalnie funkcjonować. Tak jak przed wyjazdem. 

do normalności
nr 34/2007

Polska Zbrojna 35

SIŁY POWIETRZNE
zef szkolenia WOSzK w Zakopanem, popularnego Gronika, mjr Czesław Studencki przygotowuje program trzytygodniowego szkolenia lotników, które poświęcone będzie wyłącznie przetrwaniu w ekstremalnych warunkach. Pomysłów na organizację ciekawych zajęć dostarczył mu udział w najbardziej ekstre-

JAC E K S Z U S TA KOW S K I

Wojsko musi być przygotowane nie tylko do walki, ale i przetrwania na terytorium przeciwnika. Nic więc dziwnego, że w związku z tym do programu zajęć w Wojskowym Ośrodku Szkoleniowo-Kondycyjnym „Gronik” w Zakopanem wprowadza się coraz więcej elementów poświęconych sztuce przetrwania.

malnym rajdzie przygodowym w Polsce, który w maju był rozgrywany w Tatrach, Gorcach, na Podhalu i Spiszu. Na trasie „The North Face Adventure Trophy 2007” mjr Studencki startował w zespole z jednym z dziewięciu instruktorów wf. z WOSzK por. Tomaszem Bartkowiakiem. Pokonanie 236 km trasy, na którą składało się 15 km biegu na orientację, 13 km pływania kajakiem, 138 km jazdy rowerem górskim oraz 70 km pieszo, zajęło duetowi z Gronika 37 godz. i 51 min. – Doświadczenia wy-

Walka mocy
niesione z rajdu zamierzamy z Tomkiem przenieść do systemu szkolenia z przetrwania – mówi mjr Studencki. – Nie będziemy robić rajdu na podobnej trasie. Ktoś, kto jest mocny fizycznie, może nie dać rady, bo w pewnym momencie nie potrafi przełamać swoich słabości i odpadnie z rywalizacji. W tego typu imprezach nie jest dyshonorem zejście z trasy. Jednak jeśli ma się mocną psychikę, w momencie, kiedy organizm mówi dość, gdy najłatwiej podnieść ręce do góry i powiedzieć: zrobiłem, co mogłem i na więcej mnie nie stać, to właśnie wówczas zaczyna się walka mocy z niemocą. Mjr Studencki był zdziwiony, że na trasie „The North Face Adventure Trophy 2007” spotkał tylko kilku żołnierzy, gdyż jego zdaniem tego typu impreza jest wprost wymarzona dla wojska. – Człowiek na takim rajdzie poznaje swoją psychikę, jest świadom tego, ile może wytrzymać, jakie drzemią w nim możliwości – mówi. – Przekonuje się, że warto pokonać swój organizm,

WOSzK GRONIK WCZORAJ I DZIŚ
PRZED 50 LATY NA BAZIE OBIEKTU GRONIK KOŁO ZAKOPANEGO, NALEŻĄCEGO DO CENTRALNEGO WOJSKOWEGO KLUBU SPORTOWEGO, UTWORZONO WOJSKOWY OŚRODEK KONDYCYJNY DLA PERSONELU LATAJĄCEGO. Po dziewięciu latach zmieniono jego nazwę na Wojskowy Ośrodek Szkoleniowo-Kondycyjny, ale zadania, które w 1957 r. postawili kadrze nowo sformowanego ośrodka minister obrony narodowej oraz dowódca Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej Obszaru Kraju, się nie zmieniły. W rozkazie o sformowaniu WOK minister obrony zaznaczył, że „w celu wzmocnienia kondycji psychofizycznej personelu latającego Wojsk Lotniczych oraz podniesienia jego odporności na trudy związane z wykonywaniem lotów” ośrodek ma organizować dwutygodniowe obowiązkowe obozy kondycyjne. Po kilku latach obozy zmieniły się w typowe turnusy szkoleniowe, które wydłużono do trzech tygodni, i tak pozostało do dzisiaj. Niezmiennie pobyt w WOSzK jest obowiązkowy. Personel latający raz w roku musi szkolić się w ośrodku w Zakopanem lub w drugim – w Mrągowie.

36 Polska Zbrojna

nr 34/2007

FLESZ
POWIDZ. 7 sierpnia w dowództwie 3 Brygady Lotnictwa Transportowego odbyła się uroczystość przekazania obowiązków dowódcy 3 BLTr. Do czasowego pełnienia obowiązków dowódcy brygady wyznaczony został szef sztabu 3 BLTr ppłk dypl. Robert Zalewski. Przekazanie obowiązków odbyło się w obecności dowódcy Sił Powietrznych gen. dyw. pil. Andrzeja Błasika. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele władz lokalnych, dowódcy jednostek Garnizonu Powidz, przedstawiciele służb mundurowych oraz kadra i pracownicy dowództwa brygady. Dotychczasowy dowódca 3 BLTr gen. bryg. pil Sławomir Kałuziński został wyznaczony na stanowisko zastępcy szefa sztabu ds. wsparcia Dowództwa Komponentu Sił Powietrznych w Ramstein, Niemcy.

JACEK SZUSTAKOWSKI (2)

z niemocą
który odmawia posłuszeństwa. Jeśli zrobi to żołnierz na polu walki, skrajnie wyczerpany, pójdzie ten kilometr czy dwa dalej, to może dzięki temu uratuje swoje życie.

PERSONEL LATAJĄCY, W PRZECIWIEŃSTWIE DO POZOSTAŁEJ KADRY ZAWODOWEJ, DWA RAZY W ROKU ZDAJE EGZAMINY ZE SPRAWNOŚCI FIZYCZNEJ. RAZ, TAK JAK WSZYSCY, A DRUGI – NA ZAKOŃCZENIE TURNUSU W JEDNYM Z DWÓCH W POLSCE WOJSKOWYCH OŚRODKÓW SZKOLENIOWO-KONDYCYJNYCH (ZAKOPANE I MRĄGOWO)
w Mrągowie). Egzamin w WOSzK jest o wiele trudniejszy. W Groniku za przygotowanie kursantów do egzaminu odpowiada dziewięciu wszechstronnie wyszkolonych instruktorów. Każdy z nich zdobył uprawnienia państwowe do prowadzenia zajęć specjalistycznych w kilku dyscyplinach sportu, a niektórzy z nich są na dodatek przewodnikami tatrzańskimi. Zdaniem por. Tomasza Bartkowiaka (instruktor sportów halowych, pływania, narciarstwa, tenisa ziemnego, samoobrony, strzelectwa sportowego i kajakarstwa), normy, które muszą wypełnić zdający, aby zaliczono im turnus w WOSzK na ocenę bardzo dobrą, są wysokie. – Porównując nasz egzamin z dorocznym dla całej kadry, to w WOSzK personel latający musi się nieźle napocić, aby zdać na „5” – mówi por. Bartkowiak. Kursanci muszą się sprawdzić w takich konkurencjach jak: uginanie ramion w podporze, leżąc przodem (nogi na ławeczce), podciąganie się na drążku, skłony tułowia w przód z leżenia tyłem (w ciągu 2 min), skok w dal z miejsca, bieg 10x10 m, bieg zygzakiem, pływanie na 50 m st. dowolnym i walka wręcz. I tak np. w najmłodszej grupie wiekowej (do 30 lat), aby dostać piątkę za skok w dal z miejsca, trzeba skoczyć 250 cm. Kadra powyżej 46 lat na „5” w tej konkurencji musi uzyskać wynik  210 cm, a na „3” – 175 cm.

POZNAŃ. Będzie mniej startów z Krzesin, a samoloty będą podchodziły bardziej stromo, żeby nie latać zbyt blisko domów mieszkańców Marlewa – to obietnica, jaką na wspólnym spotkaniu złożył dowódca 2 Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu gen. bryg. pil. Włodzimierz Usarek przedstawicielom Stowarzyszenia Ekologicznego Marlewo. – Łączy nas dialog. Chcemy, żeby mieszkańcom Marlewa mieszkało się lepiej – mówił gen. Usarek. W spotkaniu w dowództwie 2 BLT wzięli udział wojewoda wielkopolski Tadeusz Dziuba i przedstawiciele stowarzyszenia. – Chcieliśmy spotkać się i porozmawiać o problemach mieszkańców Marlewa. Staramy się zrozumieć, że przeszkadza im hałas i że martwią się o swoje bezpieczeństwo. Chcemy rozwiać ich obawy, zapewnić, że samolot jest bezpieczny i nie zagraża im katastrofa – mówił po spotkaniu gen. Usarek.

Utrzymać sprawność
O lotnikach mówi się, że mają końskie zdrowie i są sprawni fizycznie. Gdyby było inaczej, przynajmniej na początku ich przygody z lotnictwem, w ogóle nie przeszliby ostrej selekcji do dęblińskiej „Szkoły Orląt”. Z kolei w dalszej karierze kłopoty zdrowotne lub ze zdaniem egzaminów ze sprawności fizycznej oznaczałyby zakaz latania, co wiąże się choćby ze stratami w ich budżecie domowym. Piloci dbają więc o zdrowie i starają utrzymywać wysoką sprawność fizyczną. – Większość osób, które przyjeżdżają do nas na trzytygodniowe turnusy, może się pochwalić dobrą lub bardzo dobrą sprawnością – podkreśla mjr Studencki. Personel latający, w przeciwieństwie do pozostałej kadry zawodowej, dwa razy w roku zdaje egzaminy ze sprawności fizycznej. Raz, tak jak wszyscy, a drugi – na zakończenie turnusu w jednym z dwóch w Polsce wojskowych ośrodków szkoleniowo-kondycyjnych (drugi jest
nr 34/2007

WARSZAWA. W sierpniu w Dowództwie SP zlikwidowano stanowisko zastępcy dowódcy sił powietrznych oraz wprowadzono zmiany na różnych stanowiskach, również tych najwyższego szczebla. Pod nieobecność dowódcy funkcję zastępcy będzie pełnił szef sztabu. Ze stanowiska szefa wojsk lotniczych – zastępcy szefa szkolenia odszedł m. in. do Sztabu Generalnego WP gen. bryg. pil. Leszek Cwojdziński, a jego obowiązki objął dotychczasowy zastępca szefa sztabu SP gen. bryg. pil. Ryszard Hać.

Oprac. G.P

3 Batalion Zabezpieczenia Dowództwa Wojsk Lądowych ogłasza nabór do SZWADRONU KAWALERII – konnego pododdziału reprezentacyjnego na stanowiska w korpusie szeregowych zawodowych. Więcej informacji: dowódca szwadronu, tel.: (0-22) 773 34 74 Sekcja personalna, tel.: (0-22) 6878 501, (0-22) 6878 849.

Polska Zbrojna 37

MARYNARKA WOJENNA

KRZYSZTOF W YGNAŁ

wachta
obiektach lub na dojściach do nich. – Może schować się w swoim domku – żartuje pan Kluczyński. – Czasem się tam zdrzemnie, ale sen ma lekki i nie trzeba go budzić na siłę jak wartownika. A cywila wyczuwa z daleka. Na marynarzy w mundurach nie zwraca większej uwagi. Po powrocie z posterunku zazwyczaj idzie spać. Psy karmione są raz dziennie. Jedzą suchą karmę, psie konserwy mięsne, jaja, warzywa. Opiekunowie gotują im ciepły obiad z dodatkiem ryżu i makaronu. Jednorazowa porcja jedzenia dla psa to cztery do pięciu litrów karmy. Muszą być nakarmione nie później niż dwie godziny przed służbą. Owczarki niemieckie w ciągu dnia współpracują ze swoimi przewodnikami. Ich szkolenie jest procesem ciągłym. Uczy się je więc warowa-

Rodan, Banan, Zadra i Kastor służą w Bazie Technicznej Marynarki Wojennej. W dobie wszechobecnej elektroniki, czujników i kamer, jednostki wojskowe nie zrezygnowały z usług najlepszego przyjaciela człowieka – psa.
Psy patrolowo-wartownicze strzegą terenu Bazy Technicznej Marynarki Wojennej. Malowniczo położone kilkanaście hektarów, ogrodzone mocnym płotem i zabezpieczone urządzeniami elektronicznymi, znajduje się pod stałą kontrolą. Kiedy zapada ciemność, owczarki niemieckie szybciej od najdoskonalszego sprzętu wyczuwają obecność ludzi i alarmują swoich opiekunów donośnym szczekaniem. sztab. w st. spocz. Henryk Kluczyński. Mogą pracować do ośmiu godzin na dobę. W miejscu pełnienia służby mają budę i miskę ze świeżą wodą. Może swobodnie poruszać się w promieniu 50 metrów przy

Nos Rodana
Wszystkie psy w Bazie Technicznej MW mają imiona. Służą tu Blank, Tank, Banan, Zadra, Kastor, Drops, Rodan i Zambo. Za miskę ciepłej strawy i dobre słowo opiekuna strzegą terenu jednostki. – Psy wystawiane są na posterunki po południu – mówi wieloletni przewodnik Rodana st. chor.

Ostra selekcja

N

38 Polska Zbrojna

KRZYSZTOF WYGNAŁ (2)

ie każdy pies może zostać wojskowym wartownikiem. W Ośrodku Tresury Psów Służbowych Straży Granicznej w Lubaniu Śląskim odbywa się ostra selekcja. Hodowcy czworonogów wystawiają na sprzedaż swoich wychowanków. Każdy z nich musi mieć ukończony rok życia, ale nie więcej niż dwa lata. Po wstępnej kontroli, podczas której ocenia się budowę ciała psa, uzębienie i charakter, można przystąpić do bardziej szczegółowego badania. Pies musi już sporo umieć, na przykład aportować. Sprawdza się również reakcję na huk. Psi kandydat do służby nie powinien bać się odgłosu strzału. Przeprowadza się również próbę obrony przewodnika. Jeśli zaskoczy go pozorant, pies nie może się cofać. Powinien zaatakować przeciwnika i pogryźć go. Jeśli tak się nie zachowa, może być zdyskwalifikowany. Po pomyślnym przejściu wstępnych testów zwierzę zaczyna uczyć się dalej. Kurs z przewodnikiem trwa pięć miesięcy. W tym czasie człowiek i zwierzę poznają się, nabierają do siebie zaufania, zaczynają współpracować. Oboje uczą się przeszukiwania terenu, konwojowania, pracy na posterunku. Przewodnik dowiaduje się, jak dbać o psa, utrzymywać go w dobrej kondycji, karmić, szczotkować. Po ukończonym kursie i zaliczonych egzaminach przewodnik przyjeżdża z psem do macierzystej jednostki. Zwierzę dostaje atest na dwa lata. Po tym okresie wraca do szkoły tresury na kolejny miesiąc. To ostatnie szkolenie.

nr 34/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
przewodnikowi za symboliczną złotówkę, może też być sprzedany komuś, kto potrafi się z nim zaprzyjaźnić. Może też zostać uśpiony, ale to się nigdy nie zdarzyło. Nikt by tego nie zrobił. Psi emeryt żyje więc do końca swoich dni. A dopóki jest zdrowy, dopóty pozostaje psem służbowym. Każdy z nich ma swój dowód osobisty, w którym odnotowywane są choroby psa, szczepienia i leczenie. Najważniejszym zapisem jest jednak: „zdolny do służby”. Psy mają różne charaktery. Niektóre są milczące, inne ruchliwe. – Nasze zwierzaki – dodaje pan Henryk – są nadzwyczaj spokojne. Nie znaczy to, że są łagodne. Nauczyły się, że swojego pana muszą bezwzględnie bronić. I zawsze to zrobią, niezależnie od okoliczności. Za miskę strawy i dobre słowo. W Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, gdzie umiejscowiona jest jednostka, żyją zwierzęta leśne. Są dziki, sarny, lisy. One mogą spokojnie przechodzić nieopodal psów, nie wzbudzając ich reakcji. Natomiast obecność człowieka wyczuwają zawsze. Wszyscy przyznają, że posiadanie psów wartowniczych się nie opłaca. Sporo kosztuje ich zakup, szkolenie, utrzymanie i wynagrodzenie opiekunów. Jednak przyznają też, że obecność czuwającego z człowiekiem zwierzęcia odstraszy niejednego intruza. 

nia, czołgania, aportowania. Przebiega z nimi tor przeszkód. Każdego dnia trzeba też zadbać o higienę psa, wyczyścić go, wyszczotkować. Zajmuje to prawie godzinę. Przewodnicy z psami patrolują również strefy ochronne. – Nie mogę powiedzieć, jak często to robią – mówi pan Henryk – ale w ciągu nocy wychodzą na patrol kilkakrotnie. Przewodnik zawsze prowadzi swojego pupila na smyczy z nałożonym kagańcem. – Zdarzyło się – wspomina pan Kluczyński – że ktoś przeszedł przez ogrodzenie jednostki. Psy były od razu zaniepokojone, zaczęły ostro ujadać. Wyszedł patrol z psem i już po chwili przyprowadzono przerażonego delikwenta, którego namierzył Rodan. Ma dobry nos i wciąż służy, chociaż mógłby już przejść na emeryturę.

FLESZ
SZCZECIN. W czasie trwającego od 4 do 7 sierpnia finału słynnych regat The Tall Ships` Races 2007 w Szczecinie zacumowała rekordowa liczba żaglowców, a wśród ORP „Iskra”. Oprócz głównych aktorów regat – czyli największych żaglowców świata, swój udział w organizacji i zabezpieczeniu tego morskiego święta miały również okręty oraz pododdziały brzegowe 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Okręt transportowo-minowy ORP „Poznań” i kuter transportowy KTr-852 udostępnione zostały do zwiedzania, podniesiono na nich Wielką Galę Banderową i Świetlną.

Za miskę strawy i dobre słowo
Psy wartownicze mogą pełnić obowiązki przez dziesięć lat. Po tym czasie decyzję o dalszej służbie zawsze podejmuje lekarz weterynarii. – Rodan ma już trzynaście lat – mówi Kluczyński – i w dalszym ciągu jest czujnym psem, który z powodzeniem sprawdza się na posterunku. Dopóki lekarz mu pozwala, będzie służył. A jaka jest dola psiego emeryta? – Jest kilka możliwości – mówi st. chor. Marcin Rychwicki. Może zostać oddany swojemu

GDYNIA. W zorganizowanym przez Brygadę Lotnictwa Marynarki Wojennej szkoleniu spadochronowym wzięło udział ponad siedemdziesiąt osób z różnych formacji. Szkolenie dla instruktorów spadochronowych, personelu latającego i etatowych skoczków rozpoczęło się 30 lipca w Gdyni Babich Dołach. Uczestnicy szkolenia przypomnieli sobie podstawowe zasady obowiązujące w szkoleniu spadochronowym, a więc dotyczące przebiegu wstępnego i bezpośredniego przygotowania do skoków oraz oddania skoku na ląd i do wody z samolotu An-28 TD i śmigłowca W3.

Każdy pies ma swój dowód osobisty, w którym odnotowywane są choroby, szczepienia i leczenie. Najważniejszym zapisem jest jednak: „zdolny do służby”


nr 34/2007

Polska Zbrojna 39

ŻANDARMERIA WOJSKOWA
Czy kolor może mieć wpływ na życie? Okazuje się, że tak. Przykładem jest Feliks Dołgań, który został żandarmem, bo urzekły go żółte wypustki na kołnierzykach munduru tej formacji.

Feliks Dołgań urodził się 28 września 1914 r. w wielodzietnej rodzinie w Zabytowie koło Zamościa. Od dzieciństwa przejawiał duże zdolności plastyczne. Po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował naukę w szkole rzeźbiarskiej w Kołomyi. – Liczyłem na to, że po szkole będę wykonywał rzeźby w kościołach, ale przyszedł kryzys gospodarczy. Ze względu na trudną sytuację materialną rodziny nie mogłem też rozpocząć studiów plastycznych. Zgłosił się więc na ochotnika do wojska. Dostał przydział do ciężkiej artylerii, jednak już po dwóch miesiącach, zgodnie z wcześniejszym życzeniem, został przyjęty do 1 Kompanii w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu.

Żandarm z duszą artysty
SY LW I A G U ZOW S K A

Kanarkiem być
Dlaczego żandarmeria? Twierdzi, że urzekło go umundurowanie i fakt, że to było takie inne wojsko. Naukę wspomina bardzo dobrze. – Wszędzie było słychać: Dołgań, zacznij śpiewać; Dołgań, pokaż, jak wykonuje się „prezentuj broń” itp. Stawiano mnie za wzór. Byłem po prostu sprytny. Jako jeden z niewielu pokonywałem bez kłopotu wszyst40 Polska Zbrojna

kie przeszkody w Ośrodku Sprawności Fizycznej, nawet tzw. ścianę płaczu. W Grudziądzu Feliks Dołgań namalował dla komendanta ppłk. Stanisława Sitka obraz przedstawiający marszałka Piłsudskiego naturalnej wielkości. Centrum ukończył z wynikiem bardzo dobrym. 10 lipca 1934 r. jako prymus zdecydował się na Brześć nad Bugiem, gdzie mieszkała jego żona z dzieckiem. Rozpoczęła się zwykła służba w 9 Dywizjonie Żandarmerii – ochrona sztabów, patrole, czynności dochodzeniowo-śledcze, interwencje w czasie awantur ulicznych. Po wybuchu II wojny światowej dostał przydział mobilizacyjny na dowódcę polowego posterunku żandarmerii do ochrony Sztabu Armii Łódź. Do jednostki jednak nie dotarł z powodu walk. Spod Łowicza, zgodnie z kolejnymi rozkazami, przedostał się pieszo do Warszawy. Trafił na ul. Rakowiecką do ochrony Sztabu Armii Obrony Warszawy. – Sztab był przystosowany do warunków wojennych. W podziemiach znajdowało się kilkadziesiąt pomieszczeń. Budynek miał własny prąd i wodę. Często meldunki w sztabie składał prezydent

Warszawy Stefan Starzyński, ówczesny szef Obrony Cywilnej Warszawy. Zjawiał się nawet o pierwszej w nocy. Zastanawiałem się wtedy, kiedy on śpi… W końcu przyszedł dzień kapitulacji. To wspomnienie jeszcze dziś sprawia, że w oczach pana Dołgania pojawiają się łzy i łamie mu się głos. Kilku oficerów sztabowych wyjechało ustalać warunki poddania się. – Ostatnia odprawa odbyła się na parterze, w jadalni. Stojąc przy drzwiach, wszystko słyszałem. Gen. Juliusz Rómmel przedstawiał warunki kapitulacji. Wszyscy płakali. Ostatnie słowa dowódcy brzmiały: „Bądźmy dobrej myśli. Polska jeszcze powstanie”. – Jeszcze Polska nie zginęła… – rozległo się. Potem rozpoczęła się wielka tułaczka, głód i niewiadoma…

Droga przez mękę
Pan Feliks znalazł się wśród 14 tys. wysyłanych na wschód od Bugu. Szli pod eskortą samochodów z karabinami maszynowymi. Każdy dostawał kawałek chleba i napój. Na szczęście Niemcy pozwalali ludności dostarczać im jedzenie. Najczęściej spali na łąkach. Podczas postoju w Czersku Dołgań, nie zastanawianr 34/2007

jąc się długo, poszedł do znajdującej się stałem od swojego dowódcy polecenie nieopodal szopy. Było w niej mnóstwo wykonania planów niemieckich magamebli. Ułożył się do snu w szafie. – Ra- zynów. Musiałem w nich zaznaczyć no obudził mnie Niemiec. Strach zajrzał m.in., z jakich materiałów są te budynki mi w oczy. Myślę, zastrzeli mnie. Zaczą- i co jest w nich przechowywane. Trudłem mówić po niemiecku. To miało wte- nym zadaniem było zebranie informacji dy bardzo duże znaczenie. Wyjąłem zdję- o kobiecie, która pracowała w kancelarii cie żony i dziecka. Ulitował się – puścił młyna i chciała wstąpić do Kedywu. mnie. Kamień spadł mi z serca… W czasie powstania warszawskiego był Dni robiły się coraz krótsze i zimniej- kurierem Lubelskiej Delegatury Rządu sze. Wieczorami powstawały setki ognisk. Londyńskiego. Wykonywał wiele nieMaszerujący żołnierze byli coraz bardziej bezpiecznych zadań, m.in. musiał dostarwycieńczeni. Męczyły czyć bardzo ważną ich głód, wszy, czer- Przed wojną żandarmów i pilną przesyłkę dowonka. Po 18 dniach wództwa AK z Lublinazywano potocznie na do Otwocka. rozpoczęła się podróż pociągiem towarowym W 1944 r., po wejkanarkami, do granicy, gdzie zostaściu do Polski wojsk li przekazani Sowietom. od charakterystycznych sowieckich, dla dzia– Pierwszy raz widziałających w konspirażółtych wypustek łem takich żołnierzy. cji zagrożenie nie Niektórzy wyglądali go- na kołnierzach munduru zmalało. Później, rzej od nas. Karabiny w okresie Polski Lumieli na sznurkach. Jeden miał buty okrę- dowej, gdziekolwiek Feliks Dołgań cone drutem, bo odpadały mu podeszwy. pracował, zawsze podawał życiorys odNiemiecki żołnierz, robiąc zbiórkę w sze- powiednio zmieniony. Nie mógł napiregu, kazał stojącemu obok Sowietowi do- sać, że służył w żandarmerii, że działączyć do nas. Gdy któryś z nas powie- łał w Kedywie AK i był kurierem. dział, kto to jest, natychmiast go przeproPo zakończeniu II wojny światowej sił. Sowieci szybko zaczęli nas uświada- pracował na PKP, następnie w „Społem” miać, że właśnie zostaliśmy przez nich i centrali tekstylnej. Przez 17 lat był szeoswobodzeni. Potem jechaliśmy wagona- fem reklamy i dekoratorem w Wojskomi towarowymi do większych miast. wej Centrali Handlowej w Lublinie. W końcu dotarłem do żony i dziecka. – W tej pracy mogłem w końcu wykorzystać swoje wykształcenie i umiejętFakty długo przemilczane ności. Jednak moją pasją było i nadal Wkrótce przedarł się z powrotem za jest malarstwo. Całe życie maluję. MoBug – do Lublina, gdzie podjął pracę je prace wzbudzały zainteresowanie. Pow elewatorze zbożowym przy ulicy pularność zdobyłem w ambasadzie JaKrochmalnej. Znajdowały się tam naj- ponii. W 1981 r. dostałem z Ministerwiększe magazyny wojskowe zaopatru- stwa Kultury i Sztuki zaświadczenie jące niemiecki front wschodni. – Rozpo- uprawniające mnie do prowadzenia cząłem równolegle działalność konspi- działalności artysty plastyka. Moje obracyjną w Kedywie Armii Krajowej Lu- razy znajdują się w wielu domach. Dwa blin-Południe. Kontaktowałem się przekazałem Ojcu Świętemu. Kilka z por. Stefanem Czornym, ps. „Krystyn”. ofiarowałem również żandarmom – końPracowałem na szóstym piętrze elewato- czy Dołgań i uśmiecha się, patrząc na ra, więc miałem idealną widoczność. Do- niedokończony obraz. 
OSTATNIO, 24 LIPCA, ODWIEDZILI PANA FELIKSA ŻANDARMI. Komendant główny Żandarmerii Wojskowej gen. bryg. Jan Żukowski wręczył 93-letniemu żandarmowi m.in. szkarłatny beret. – Ma Pan od dzisiaj beret żandarmerii, więc będziemy nad Panem czuwać. Chcemy się zaangażować, pomóc – powiedział generał. Żandarmi będą wnioskować o awansowanie por. w st. spocz. Feliksa Dołgania.

FLESZ
SZCZECIN. 5 sierpnia na lotnisku w Goleniowie OŻW w Szczecinie sprawdził bagaże żołnierzy z Wielonarodowego Korpusu Północ–Wschód w Szczecinie, powracających z misji w Afganistanie. Jednocześnie, przy pomocy funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej Policji w tym mieście, sprawdzono autokary przewożące żołnierzy. Żadnych środków odurzających ani materiałów wybuchowych nie znaleziono.

USTKA. 3 sierpnia do PŻW w Ustce wpłynęła informacja, że szer. Radosław R. z Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej przywłaszczył sobie dwanaście telefonów komórkowych (należących do nowo wcielonych żołnierzy). Wszystkie odzyskano.

WARSZAWA. Nowym zastępcą komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej został płk Jarosław Janczewski, dotychczasowy komendant Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej. Płk Janczewski objął nowe obowiązki 6 sierpnia. Dotychczasowym zastępcą był gen. bryg. Krzysztof Busz, który 2 sierpnia przeszedł do rezerwy kadrowej. Oprac. GP

Pomoc dzieciom
Na podstawie art. 9 ustawy z 15 marca 1933 r. o zbiórkach publicznych (DzU nr 22, poz. 162 z późn. zm.) Komitet Organizacyjny do Przeprowadzenia Zbiórki Publicznej przy Dowództwie 6 Brygady Desantowo-Szturmowej w Krakowie ogłasza, że przeprowadził ogólnopolską zbiórkę publiczną na rzecz dzieci st. sierż. Andrzeja Gabły i jego małżonki Jolanty, tragicznie zmarłych 24 maja 2006 r. w wypadku komunikacyjnym. Zbiórkę przeprowadzono na podstawie decyzji ministra spraw wewnętrznych i administracji nr 74/2006 z 18 lipca 2006 r. Podczas akcji przeprowadzonej od 1.08.2006 r. do 31.07.2007 r. zebrano 63 604,05 zł. W związku z wydaniem decyzji administracyjnej na przeprowadzenie zbiórki publicznej poniesiono koszty w łącznej wysokości 78,10 zł, które wydatkowano na opłatę skarbową i opłacenie przelewu. Pozostałą kwotę zużytkowano w następujący sposób: • wysokość środków finansowych wydanych na edukację – 10 521,00 zł; • wysokość środków finansowych wydanych na pomoc socjalną – 1 135,00 zł; • niewykorzystane środki finansowe w okresie trwania zbiórki – 51 869,95 zł. Pozostałe środki finansowe zostaną wykorzystane w okresie roku od dnia zakończenia zbiórki. przewodniczący Komitetu Organizacyjnego płk dypl. Wojciech Jania

SYLWIA GUZOWSKA (2)

nr 34/2007

Polska Zbrojna 41

PO SŁUŻBIE

KOMANDOSI
OD KUCHNI
Barwne opisy, soczysty język, galeria niesamowitych postaci – to tylko niektóre zalety tej książki.
ANNA DĄBROWSKA

Kto sięgnie po publikację Piotra Bernabiuka, oczekując kompendium wiedzy o jednostkach specjalnych, encyklopedycznego opracowania o uzbrojeniu i szkoleniu z chronologicznie ustawionymi datami – nie znajdzie w niej tego. Usatysfakcjonowany będzie natomiast czytelnik lubiący gawędy pełne humoru, barwne opisy i opowieść pisaną soczystym językiem.

SPROWADZANIE DO PARTERU
Publikacja poświęcona komandosom, a dokładnie nieistniejącej już 56 Kompanii Specjalnej, powstała po wielu rozmowach naszego redakcyjnego kolegi, wieloletniego dziennikarza „Żołnierza Polskiego” i jednego z twórców polskiej szkoły survivalu, z mjr. Arkadiuszem Kupsem, żołnierzem 56 ks, twórcą systemu walki Combat 56, a w rezerwie organizatorem imprez ekstremalnych, m.in. słynnej „Selekcji”. Autor, czyli „Barnaba”, pisze w niej, jak sam mówi, „o wielkiej pasji i przygodzie ludzi, którzy tworzyli tę jednostkę, być może szalonych, ale bez reszty oddanych służbie”. To prawda – z kart opowieści wyraźnie wynika, że ówczesnym żołnierzom 56 Kompanii chciało się ćwiczyć i choć czasem popełniali błędy, to robili wszystko z zapałem, pasją i poświęceniem. Towarzyszymy im w trakcie szkoleń w lesie i na wodzie, nurkowań, skoków spadochronowych, zajęć linowych, strzelań czy walki wręcz. Czytając, warto zwrócić uwagę na podejście tych żołnierzy do służby. Nikt nie spogląda na zegarek i nie zdejmuje munduru o 15.30. Szkolą się od świtu do zmierzchu, i jeszcze długo potem. Pompki nie są karą, ale ćwiczeniem rozwijającym żołnierza. Wbrew 42 Polska Zbrojna

pozorom nie liczy się też najbardziej siła fizyczna. Przez kompanię przeszły prawdziwe chudziny, które jednak miały „to coś” i wzięte pod specjalną opiekę stawały się herosami. Szkolenie miało wycisnąć z żołnierza ostanie poty – „jeśli pluton nie niósł z taktyki żołnierza na pałatce, zmarnował dzień szkolenia” – pisze Piotr. Dowódcy nie jechali samochodem za grupą, ale szli na przodzie i każdy z żołnierzy marzył, aby być tacy jak oni. W kompanii żołnierz był sprowadzany do parteru i wbijany w błoto, aby narodzić się siłaczem, w myśl zasady, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ciekawie wygląda zderzenie takiej filozofii z wprowadzaną potem w armii humanizacją, kiedy uważano nawet, że lepiej zastąpić sylwetki osób na tarczach strzelniczych figurami geometrycznymi.

NAJGORSZY WRÓG KOMANDOSA
W książce przeczytamy też, jakie wrażenie na komandosach zrobiły – nieznane wtedy powszechnie – oddychające i termoaktywne ciuchy Piotra. Przeczytamy, jak w 56 ks przyjęto transformację ustroju, co robił Kups po rozwiązaniu kompanii, jak powstawał system Combat 56 i kto miał w związku z tym zarzuty do Arka. Sporo miejsca poświęcono także słynnej „Selekcji”. Książka pełna jest niesamowitych postaci, które

„JEŚLI PLUTON NIE NIÓSŁ Z TAKTYKI ŻOŁNIERZA NA PAŁATCE, ZMARNOWAŁ DZIEŃ SZKOLENIA” – PISZE PIOTR

wpłynęły na kształt jednostki albo po prostu zapadły w pamięć. Do barwniejszych należy Józef Koźbiał – pan na Jaworzu, i jego metody wychowawcze. Gdybym miała na coś ponarzekać, to jest tu kilka określeń wziętych z żargonu wojskowego, które nie każdy czytelnik musi zrozumieć. O ile bowiem domyślimy się, co to znaczy „dostać bęcki”, a z kontekstu wynika, że „plemniki” to śmigłowce Mi-2, to już co to są „safiany” (kierowcy, kucharze itp. w wojsku), „tor francuski” (rodzaj toru przeszkód) czy „składak” (rodzaj samochodu sztabowego), trudno rozszyfrować. Może warto było dać na końcu mały słowniczek. Nie zmienia to faktu, że książka wciąga i nie można się od niej oderwać. Najlepsze są opisy ćwiczeń, m.in. kaskad. Dowiemy się, za co milicja aresztowała Barnabę, co to jest zupa śniegowa oraz że największym wrogiem komandosa są komary, staruszki, psy i dzieci (to chyba jeden z najzabawniejszych fragmentów). Akcja jak z Bonda toczy się wartko i trzyma w napięciu, a opowieść pisana ciętym językiem okraszona jest pełnymi humoru uwagami. 
Piotr Bernabiuk: „Mjr Kups o 56. Kompanii Specjalnej”, Wydawnictwo Redhorse 2007

nr 34/2007

Niezwykłe

D

mieszkania

Żołnierska trylogia

SŁOWO KAPELANA

laczego możni tego świata budowali wspaniałe zamki, pałace, wille? Czy była to rozrzutność, zamiłowanie do piękna? A może manifestacja potęgi i bogactwa? Jak stwierdził Norbert Elias, niemiecki socjolog i historyk: „Ludzie zajmujący wysoką pozycję są zobligowani do tego, by posiadać rezydencję, która odpowiednio by się prezentowała. To, co z punktu widzenia burżuazji, której moralność ściśle łączy się z ekonomią, jest jedynie szastaniem pieniędzmi (…), w rzeczywistości jest wyrazem etosu klas wyższych”. Słowo „pałac” oznacza reprezentacyjną budowlę mieszkalną, która – w odróżnieniu do zamku – nie ma wyraźnych cech obronnych. Marcello Morelli, kierując się taką definicją pałacu, przedstawił w tym albumie ponad trzydzieści bardziej bądź mniej znanych rezydencji z prawie całego świata, pośród których nie zabrakło również pałacu w Wilanowie. Autor albumu, oprowadzając nas po tych niezwykłych miejscach, zwraca uwagę nie tylko na przepiękną architekturę, elementy dekoracyjne, meble, obrazy bądź inne dzieła sztuki, ale przedstawia nam postacie z nimi związane. Pałac to przede wszystkim dom i nie powinno się go traktować wyłącznie jak muzeum. Wychodząc z takiego założenia, łatwiej jest nam zrozumieć charakter poszczególnych kompleksów pałacowo-ogrodowych, które odzwierciedlają zainteresowania i namiętności ich mieszkańców. Zatem możemy się dowiedzieć, dlaczego Escorial ma charakter pałacowo-klasztorny i jest zbudowany na planie rusztu, na którym zginął św. Wawrzyniec, bądź dlaczego pałac w Poczdamie nosi nazwę Sans-Souci (franc. „bez trosk”). To odróżnia tę publikację od wielu innych, równie pięknie ilustrowanych albumów. (awis)
Marcello Morelli, „Królewskie pałace”, Arkady, Warszawa 2007

T

o zapadająca w pamięć opowieść o żołnierzach i ich najbliższych, o lojalności, zwycięstwie, zdradzie i miłości. Książka jest pierwszym tomem obejmującej trzy dziesięciolecia militarnej sagi. Opowiada historię czterech wspaniałych oficerskich karier. Młodzi, zdolni i pełni marzeń porucznicy bez wahania walczą wszędzie tam, gdzie są potrzebni – od Europy po Afrykę Północną. Wyruszyli na wojnę jako młodzi chłopcy. Ci, którzy przeżyją, wrócą jako zahartowani w walkach zawodowi żołnierze. Griffin, autor wielu amerykańskich bestsellerów o tematyce wojskowej, z których najsłynniejsze to chyba cykl „Braterstwo broni”, w Polsce znany jest także z dwóch tomów serii „Prezydencki agent” – „Z rozkazu prezydenta” i „Zakładniczka”. W „Porucznikach” umieścił coś dla każdego miłośnika armii – krwawe bitwy, mordercze szkolenia, a także codzienne losy wojskowych rodzin. Następny tom trylogii – „Kapitanowie” – ukaże się niebawem. (ad)
W.E.B. Griffin: „Porucznicy”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007

P

rorok Jeremiasz był realistą. Kapitulacji Jerozolimy się w jego ocenie nie dało uniknąć. Tego oczekiwał Bóg. Niewola miała stać się formą kary za grzech, a jednocześnie szansą oczyszczenia i moralnej odnowy narodu wybranego. Nieprzejednani obrońcy Jerozolimy traktowali więc proroka Jeremiasza jak wroga. Nie umieli przegrywać, a kto chce wyłącznie wygrywać, nie potrafi przyjąć klęski czy porażki. Wolność ojczyzny to wielka wartość. Polega na mądrym prawodawstwie, na szacunku do człowieka, sprawiedliwości. Jeśli tego zabraknie, naród po latach okupacji może znaleźć się w sytuacji jeszcze trudniejszej niż w latach zniewolenia. Dobrze rozumieli to Polacy po upadku powstania styczniowego. Wyciągnęli z klęski właściwe wnioski. Wszyscy patrioci, czy ci na Syberii, czy na emigracji, czy w kraju, zadbali przede wszystkim o wychowanie następnych pokoleń w szacunku do wielkich wartości. Jezus zgodził się na klęskę – na haniebną w oczach współczesnych śmierć na krzyżu. W ten sposób przygotował swoich uczniów do ponoszenia klęski na drodze do osiągnięcia szczęścia bez granic, do ostatecznego sukcesu.

Gawęda ze Stanisławowa

N

a książkę Tarasa Prochaśki – jednego z ciekawszych pisarzy ukraińskich – składają się dwa opowiadania. Pierwsza historia „Z tego można zrobić kilka opowieści” opowiada o losach rodziny autora. Opowieść, w wielu momentach autobiograficzna, zbudowana z ułamków wspomnień, legend, anegdot i historii z dzieciństwa, przedstawia całą galerię postaci: milczącego dziadunia, ekscentryczną ciotkę, kolegów. Podróżujemy przez wsie, miasteczka, w tym rodzinne miasto autora – Iwano-Frankiwsk (dawny Stanisławów), akademiki, koszary, dzielnice i góry. Podobny, choć bardziej osobisty charakter ma druga część książki zatytułowana „Jak przestałem być pisarzem”. Jednocześnie wspomnienia, do których sięga Prochaśko, pozwalają poznać sytuację społeczną i polityczną Ukrainy oraz Galicji czasów sowieckich. Opowieść napisana jest jako niespieszny monolog kręcący się wokół historii, zdarzeń, osób, swobodnie przeskakujący z tematu na temat, w formie ciągu luźnych skojarzeń. Z jednym tylko nie można się zgodzić – z tej książki można zrobić zdecydowanie więcej niż tylko kilka opowieści. (an)
Taras Prochaśko „Z tego można zrobić kilka opowieści”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007

nr 34/2007

Polska Zbrojna 43

WOJSKO LUDZIE
Rozmowa z kpt. DANIELEM DOBRENKĄ, lekarzem wojskowym z 1 Szpitala Operacji Pokojowych w Bydgoszczy, dowódcą sekcji medycznej IX zmiany PKW w Afganistanie

Upał, hałas

i miny
Gdyby miał Pan opisać Afganistan jednym zdaniem... – Piach, słońce i góry. A zagrożenia? Które z nich było najgorsze? – Psychologicznie – odgłosy wybuchów. W bazie wojskowej Bagram nieustannie było słychać wystrzały i wybuchy dobiegające z pobliskich gór. Po jakimś czasie prawie nauczyłem się, oczywiście dzięki podpowiedziom, rozpoznawać, z czego talibowie lub Amerykanie akurat strzelają. Co jakiś czas słychać było też detonacje wywoływane przez saperów rozminowujących bazę. Jednak przed każdym takim wybuchem ostrzegano nas. Bał się Pan? – Wtedy starałem się o tym nie myśleć. Skupiałem się na swojej pracy i dodatkowych zajęciach. Poza tym żaden z pocisków nie uderzył w tę część bazy, która była zamieszkiwana przez żołnierzy koalicji czy pracowników kontraktowych. Za to dwa miesiące po powrocie do kraju, kiedy w sylwestra strzelały petardy i sztuczne ognie, zastanawiałem się, czemu nie słychać jeszcze amerykańskich śmigłowców, które w podobnej sytuacji leciały „do pracy”. Czy to prawda, że Afganistan jest jednym z najbardziej zaminowanych krajów na świecie? 44 Polska Zbrojna

– Podobno tak. Mogłem się o tym przekonać, jeżdżąc z polskimi saperami na rozminowywanie bazy Bagram. Czasem zboczenie kilka metrów z wyznaczonej trasy mogło zakończyć się nawet utratą życia. Czerwone trójkąty z napisem „mines” znajdowały się wewnątrz bazy niemalże na każdym kroku. Na szczęście w czasie mojej zmiany żadnemu z naszych saperów nic złego się nie stało. Ale miny były wszędzie. Nawet w zaporze z siatki wypełnionej kamieniami (HESCO). Jedna z nich rozsypała się ze starości, a poza kamieniami wypadła z niej także mina. Wypłukiwał je też deszcz spod drogi, którą poruszaliśmy się w bazie. Po co Pan pojechał w takie miejsce? – Taką mam pracę. Ma ona swoje plusy – mogę robić specjalizację, mieć kontakt z medycyną kliniczną, ale są też obowiązki, m.in. wyjazdy na misje. Ten był zresztą moim pierwszym. Dla lekarza taki wyjazd to chyba ciekawe doświadczenie zawodowe? – Tak, ale tylko dla specjalistów z niektórych dziedzin. Na przykład dr Krzysztof Korzeniowski, lekarz z Zakładu Medycyny Morskiej i Tropikalnej Wojskowego Instytutu Medycznego, zebrał w Afganistanie materiały do książki. Podobnie skorzystał z pobytu tam jeden z lekarzy – chirurg, który był ze mną na tej samej zmianie – operował z Amerykanami w ich szpitalu i – jak mówią za-

biegowcy – „nabijał sobie łapę”. Ja jednak robię specjalizację z interny, więc te pół roku oznaczało dla mnie zatrzymanie szkolenia specjalizacyjnego. Dlaczego na misjach brakuje lekarzy? – Ponieważ brakuje ich w armii. Jest też problem ze znalezieniem chętnych cywilnych lekarzy do wstąpienia do wojska. Nie tak łatwo ich ściągnąć, bo pieniądze nie są zbyt duże. Lekarze tłumaczą, że wolą wziąć kilka–kilkanaście dyżurów, by mieć podobne pieniądze, a nikt nie będzie do nich strzelał. Jak ich zachęcić? – Od czasu, kiedy Fenicjanie wynaleźli pieniądze, są one najlepszym spo-

Afgańczycy nie sprawiali na mnie dobrego wrażenia – bez uśmiechu, życzliwości, za to z roszczeniami. Co nie zmienia faktu, że to biedny naród, a dzieci zwykle wyglądają na młodsze, niż są, z powodu złych warunków i niedożywienia
nr 34/2007

sobem zachęty. Dla lekarzy ważna, a może nawet ważniejsza jest też możliwość rozwoju zawodowego. Ja w SzOP-ie mogę się kształcić, odbywać staże specjalizacyjne na oddziałach szpitalnych, a to dzięki mądrej organizacji pracy przez komendanta szpitala płk. Wojciecha Wójcickiego. Jest coś, czego się Pan w Afganistanie nauczył? – Owszem, bardzo dużo o pasożytach przewodu pokarmowego, od kiedy stwierdziliśmy je u części żołnierzy naszej zmiany. To były rutynowe badania? – Nie, sprawa wyszła przypadkiem. Śmialiśmy się z kolegi, który miewał czasami kontakty z Afgańczykami oraz jadł z nimi lokalne potrawy, że na pewno zakaził się tasiemcem nieuzbrojonym, często tam występującym. Potem, żeby go uspokoić, przebadaliśmy go dzięki uprzejmości mjr. dr. Tereka, kierownika laboratorium, w Egipskim Szpitalu Polowym. Stwierdzono obecność jaj pasożytów przewodu pokarmowego. Zbadaliśmy potem wszystkich żołnierzy PKW i u pewnej części stwierdzono zakażenie pełzakiem czerwonki, glistą ludzką lub owsikiem, za to żadnego tasiemca. Nosicielami – bo u nikogo nie pojawiły się objawy chorób – byli żołnierze, którzy wyjeżdżali poza polską bazę oraz korzystali z toalet na zewnątrz. Wszystkich udało się wyleczyć jeszcze na miejscu. Bardzo się z tego cieszę, bo zatrzymano postęp choroby, oraz dlatego, że w kraju prawdopodobnie trudniej jest wykryć i leczyć amebiozę. Jakie inne choroby nękały naszych żołnierzy? – Leczyliśmy głównie drobne urazy, oparzenia słoneczne, ale najwięcej przypadków stanowiły infekcje gardła i górnych dróg oddechowych oraz zaburzenia czynności przewodu pokarmowego. Na brak zajęć nie narzekałem, szczególnie przez pierwsze trzy miesiące, kiedy byłem w naszym kontyngencie jedynym lekarzem na stu żołnierzy. To prawda, że każdego po przyjeździe czeka kilka dni biegunki? – Może nie każdego, ale zdecydowana większość dostaje tzw. biegunki podróżnych spowodowanej przestrojeniem flory bakteryjnej przewodu pokarmowego, zmianą klimatu i kuchni. Do tego dochodzi zagrożenie miejscowymi chorobami.
nr 34/2007

ARCH. DANIEL A DO

– W Afganistanie najgroźniejsza, bo najczęstsza, jest malaria. Na szczęście w trakcie mojego pobytu nie było przenoszących ją komarów; pojawiły się dopiero we wrześniu. Czy można zabezpieczyć się przed malarią? – Tak. Zażywając leki doustne – profilaktyka malaryczna zaczyna się miesiąc przed wyjazdem i trwa do miesiąca po powrocie – oraz stosując środki odstraszające owady. Ochrona przed insektami za pomocą repelentów w płynie czy moskitier to podstawowe działanie profilaktyczne. Warto też zabrać ze sobą elektryczne repelenty podłączane do prądu. W Afganistanie ciężki jest też klimat. Jak sobie z tym radzić? – Kiedy było bardzo gorąco, saperzy zaczynali pracę o 4 rano, aby skończyć ją przed największymi upałami. Amerykanie opracowali nawet specjalne tabelki – przy jakiej temperaturze ile trzeba pić, ile czasu odpoczywać itd. Najważniejszy jest po prostu rozsądek. Warto też pamiętać, że w Afganistanie istotna jest adaptacja do wysokości. Bagram leży 1500 m n.p.m., a Kabul prawie na 2 tys. m. W Polsce nie ma na tej wysokości miejsca na stałe zamieszkanego. U niektórych taki pobyt na wysokości Kasprowego może wywołać nawet chorobę wysokościową. Warto też wziąć ze sobą dobre słuchawki ochraniające. Ja wróciłem stamtąd z urazem akustycznym. Było tak głośno? – Ciągły, przewlekły hałas z lotniska oraz odgłosy wystrzałów i wybuchów. Zetknął się Pan z jadowitymi wężami? – Nie. W bazie ich nie było, bo Amerykanie przestrzegali zasady, aby nie zostawiać resztek jedzenia na zewnątrz budynków. Przyciągałyby one szczury, a za nimi węże. Widywałem za to pająki wielbłądzie, ale one tylko gryzą. Saperzy znajdowali jadowite skolopendry, w magazynach widywano też skorpiony. Ich ukąszenie powoduje m.in. martwicę tkanek. Dlatego trzeba było cały czas uważać. Mieszkający w kontenerach nie mieli tych problemów, za to mieszkając w namiotach, powinno się przed użyciem sprawdzać buty i śpiwory. Zwiedzał Pan trochę? – Nie, tam nie można wyjść poza bazę na przepustkę czy wycieczkę, jak np. w Bośni czy w Libanie. Jeśli już ktoś wyjeżdżał, to w kamizelce kuloodpornej, z bronią i w konwoju.

Ciągłe zamknięcie musi być dołujące? – Trzeba sobie umiejętnie zorganizować czas. Wybór zajęć był bardzo duży. Nie wiem, jak jest w innych bazach, ale Bagram jest ogromne i jest tam właściwie wszystko. Można było pójść do biblioteki, obejrzeć film, poćwiczyć, organizowana była nauka angielskiego, kółka zainteresowań, był nawet salon piękności: fryzjer, kosmetyczka, masaże relaksacyjne.

BRENKO

Dla lekarzy ważna, może nawet ważniejsza od pieniędzy jest możliwość rozwoju zawodowego

A Pan jak spędzał wolny czas? – Rozmawiałem przez internet z żoną, uczyłem się angielskiego i studiowałem książki medyczne zabrane z kraju, żeby nie tracić czasu. Niedługo chcę zdawać egzamin specjalizacyjny. Jacy są Afgańczycy? Czy trudno zdobyć ich zaufanie? – Nie miałem z nimi częstego kontaktu. Miejscowych chorych leczono w Egipskim Szpitalu Polowym i czasem tam zaglądałem. Afgańczycy nie sprawiali na mnie dobrego wrażenia – bez uśmiechu, życzliwości, za to z roszczeniami. Co nie zmienia faktu, iż to biedny naród, a dzieci zwykle wyglądają na młodsze, niż są, z powodu złych warunków i niedożywienia. Po Kabulu jeżdżą jednak również luksusowe samochody, a na miejscowym targu oferowano Amerykanom nowości filmowe na DVD. Powrót do domu po przeszło półrocznej nieobecności był zapewne wspaniały? – Owszem, ale musiałem się przyzwyczaić do normalności. Jeszcze przez kilka tygodni budziłem się w nocy z wewnętrznym niepokojem. Mimo to uważam, iż to żony „misjonarzy”, które zostają w kraju i zajmują się pracą, domem, dziećmi i do tego martwią, czy mężowi nic się nie stało, bardziej przeżywają wyjazdy żołnierzy niż oni sami. 
Rozmawiała Anna Dąbrowska

Polska Zbrojna 45

WOJSKO PROBLEMY
PAULINA GLIŃSKA

„Za mało, żeby żyć, za dużo, żeby umrzeć” – hasło tegorocznej, kwietniowej manifestacji pracowników wojska wciąż pozostaje aktualne. Tym bardziej że ok. 32 proc. z 50-tysięcznej grupy zawodowej to osoby bytujące na granicy ubóstwa.
Do niedawna praca na etacie wydawała się marzeniem. Stała posada, regularnie wpływająca pensja, czegóż więcej chcieć. Czasy się niestety zmieniły. Bezrobocie spada, ofert pracy przybywa i wojskowa posada nie jest już tak atrakcyjna. Tym bardziej że średnie wynagrodzenie netto kształtuje się dziś na poziomie 1120 zł, co jest kwotą niższą od przeciętnego wynagrodzenia w Polsce w pierwszym kwartale tego roku (ok. 1830 zł netto). Pesymistycznie wyglądają też analizy porównawcze, które niestety nie wykazują istotnego wzrostu wynagrodzenia w okresie od wiosny 2003 r. Czy może zatem dziwić fakt, iż poziom niezadowolenia i negatywnych nastrojów w tej grupie jest coraz wyższy? Pesymizm dominujący wśród pracowników wojska potwierdzają wyniki badań Wojskowego Biura Badań Społecznych przeprowadzonych na grupie 653 responZarobki pracowników wojska były niskie i wciąż takie pozostają. Sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna, ale jak tak dalej pójdzie, to być może dojdzie do „rzucania kwitami”. Warto więc może zastanowić się i przemyśleć sytuację tej grupy zawodowej dentów w okresie trwających manifestacji cywilów na przełomie kwietnia i maja 2007 roku (wyniki badań uwzględniają 641 kwestionariuszy ankiet). Pesymizm ten jednak łatwo usprawiedliwić. Bo czy np. osoba po studiach nie ma prawa czuć żalu, że zarabia nieadekwatnie do swoich umiejętności? Jak pisze „Tola” na Niezależnym Forum o Wojsku: „Jeśli chodzi o mnie, to mam dość. Nie mam zamiaru pracować w wojsku za te grosze. Czasem aż mi wstyd, że po studiach zarabiam trzy razy mniej niż robotnik budowlany po podstawówce. W przyszłym roku odchodzę. Jak tak dalej będzie, to życzę armii powodzenia. Nawet żony nowych oficerów to raczej kobiety wykształcone, po studiach, świadome swojej wartości, i myślę, że nie będą już tak chętne do pracy jako pracownik wojska”. Z pewnością wiele w tym prawdy. Tylko podwyżka płac mogłaby być – według 69,2 proc. badanych – swoistym kołem ratunkowym. Aby sytuację poprawić, należałoby także lepiej traktować pracowników wojska (10,5 proc.), stworzyć im możliwość podnoszenia kwalifikacji (9,9 proc.) oraz poprawić warunki pracy (7,5 proc.). Ankietowani wspomnieli także o większych możliwościach awansu zawodowego (4,9 proc.), jak również zwiększeniu ich autonomii decyzyjnej (2,4 proc.). Wtedy być może posada w wojsku stałaby się ponownie pożądana na rynku pracy.

Zyski i straty
Można by się więc zastanawiać, dlaczego, skoro w wojsku jest tak źle, pracownicy nadal w nim tkwią. Powszechne już narzekanie na zbyt niskie wynagrodzenie (a w konsekwencji niską emeryturę), brak możliwości rozwoju zawodowego, awansu, sposób traktowania pracowników wojska, którzy według badanych są niedoceniani, a ich pozycja w stosunku do żołnierzy zawodowych jest zdecydowanie niższa, do niczego przecież nie prowadzi. Okazuje się, że mimo tych wszystkich „strat” badani dostrzegają i korzyści, wśród których pierwsze miejsce zajmuje poczucie bezpieczeństwa zawodowego. Pozostałe zalety wymieniane są rzadziej: normowany czas pracy oraz na bieżąco regulowane świadczenia. Niestety, w co ósmym wskazaniu respondenci nie wymienili żadnych korzyści. Niezbyt budująco wygląda również ocena perspektyw pracy w wojsku. Aż 52,4 proc. badanych uważa, że ich sytuacja zawodowa pozostanie na dotychczasowym poziomie, a tylko co 11 (9 proc.) to zade-

46 Polska Zbrojna

Jak jest, ka
nr 34/2007

GRZEGORZ PREDEL

AAAAAAAA
klarowany optymista, przekonany, że sytuacja w wojsku się poprawi. W obliczu pojawiających się problemów i „walki o lepsze jutro” ważną rolę powinny zatem odgrywać organa przedstawicielskie, w tym przypadku związki zawodowe. Choć trzy czwarte ogółu badanych przyznaje, że funkcjonują one w ich macierzystych jednostkach, to przynależy do nich zaledwie jedna czwarta ankietowanych pracowników (25,9 proc.). Większość z nich uznała, że związki te nie mają żadnego wpływu na rozwiązywanie problemów pracowników wojska. Mniej liczni uważają, że mogą wpływać tylko na niektóre aspekty sytuacji zawodowej. Jedynie 18,9 proc. przekonanych jest o możliwościach wpływu tych organów na rozwiązanie określonych problemów. ności zaledwie ok. jednej czwartej z nich (22,9 proc.). W większości przypadków nie są to duże kwoty – najczęściej do wysokości miesięcznych lub trzymiesięcznych dochodów gospodarstwa. W zdecydowanej większości – ponad trzy czwarte – są natomiast ci ankietowani, których domowy budżet obciążony jest spłatą kredytów. Ze względów finansowych pracownicy wojska sporadycznie korzystają z dóbr kultury. Do kina czy teatru chodzi zaledwie 6,7 proc. ankietowanych. Większość spędza czas wolny, jeżdżąc na rowerze lub spacerując (29,2 proc.) albo też odpoczywając na działce (23,8 proc.), co nie wymaga dużych nakładów finansowych. Część badanych lub członków ich rodzin musiała z powodu braku pieniędzy zrezygnować w ciągu ostatniego roku przede wszystkim z wizyty w teatrze, operze bądź na koncercie (45,5 proc.), z zakupu książki (43,3 proc.), z seansu filmowego w kinie (42,7 proc.), oraz wystawy w muzeum (33,5 proc.). Z tych samych powodów rodziny niektórych pracowników wojska musiały zrezygnować z urlopu, wyjazdów osób dorosłych (64,8 proc.) bądź wyjazdów rodzinnych (52,2 proc.), rzadziej kolonii dzieci (28,9 proc.). Zarobki pracowników wojska były niskie i wciąż takie pozostają. Sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna, ale jak tak dalej pójdzie, to być może dojdzie do „rzucania kwitami”. Warto więc może zastanowić się nad sytuacją tej grupy zawodowej. Zwłaszcza że wojsko przechodzi w ostatnim okresie proces ucywilniania stanowisk. 

AAAAAAA

W

Oszczędni i zadłużeni
Pracownicy wojska negatywnie oceniają także warunki materialne swoich gospodarstw domowych; spora część z nich na co dzień boryka się z problemami finansowymi. W rodzinach większości badanych prowadzi się oszczędny tryb życia, a w gospodarstwie co dziewiątego respondenta i tak nie wystarcza nawet na najtańsze jedzenie i ubranie. Zaledwie 6,4 proc. ogółu badanych żyje bez troski o środki finansowe. Krytyczne oceny warunków materialnych wyjaśniają również wskaźniki określające strukturę gospodarowania środkami finansowymi, w której uderza to, że większość badanych prowadzi oszczędny tryb życia, co pozwala gromadzić oszczęd-

tym roku resort skieruje do nowelizacji ustawy: o zakwaterowaniu sił zbrojnych, o przebudowie i modernizacji technicznej, o finansowaniu SZ oraz o powszechnym obowiązku obrony. Celem zmiany ustawy modernizacyjnej ma być zwiększenie funduszu wynagrodzeń pracowników wojska w latach 2008–2009 o 7 proc. rocznie powyżej średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń ustalonego w ustawie budżetowej. Wliczając waloryzację inflacyjną, pracownicy dostaną co roku o blisko 9 proc. wyższe pensje. Taka podwyżka pochłonie ok. 100 mln zł rocznie.
24 KWIETNIA br. pod Sejm przyszło 3 tys. osób zatrudnionych w wojsku. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Wojska domagał się podwyżek płac, odstąpienia od likwidacji przez ministra obrony zakładów pomocniczych wojska i reformy zatrudnienia emerytowanych wojskowych w resorcie. ZZPW protestował na ulicach pierwszy raz. – Nie mamy innego wyjścia – tłumaczyła wtedy Elżbieta Rutkowska, sekretarz zarządu związku. – Domagamy się płacy w wysokości 75 proc. uposażenia wojskowych – powiedziała Rutkowska. Jak podkreśliła, protestujący nie mogą zrezygnować z walki o swoje prawa.

każdy widzi
nr 34/2007 nr 34/2007

Polska Zbrojna 47 Polska Zbrojna 47

PRZEGLĄD PRASY AAAAAAA AAAAAAAA
MANEWRY Z POLSZCZYZNĄ
Maciej Malinowski
KAROLINA PRYMLEWICZ

jest mistrzem polskiej ortografii, popularyzatorem poprawnej polszczyzny

Dawniej był żołdnierz

Kto cienko śpiewa?

Ż Y C I E

W A R S Z A W Y

C

zy to możliwe, żeby słowo żołnierz nie było rdzennie polskie? Okazuje się, że tak. Wyraz ten pojawił się w polszczyźnie (na początku XVI w.) pod wpływem niemieckiego rzeczownika Söldner (dosłownie ‘służący za soldy’, tzn. za pieniądze). Pierwotnie nie był to jednak żołnierz, tylko żołdnierz. Po prostu do członu żołd (od niem. Sold, z łac. solidus nummus ‘mocny szeląg’) dodano rodzimy przyrostek -nierz. Istniało też (wcześniej) drugie niemieckie zapożyczenie, Soldat, przejęte przez nas w postaci fonetycznej jako zoldat, również oznaczające ‘kogoś służącego za soldy’. Kiedy więc pojawiło się w obiegu słowo żołdnierz, stało się jasne, że musi dojść do zniekształcenia formy zoldat. Zaczęto mówić i pisać zołdat, żołdat, a następnie żołdak. Owej ostatniej formy (utworzonej przez analogię do wojak, tzn. z wygłosowym -ak) nie uważano jeszcze za określenie nacechowane ujemnie, oznaczała ona po prostu ‘żołnierza najemnego pobierającego żołd’. Ostatecznie utrwaliło się w polszczyźnie słowo żołnierz (uproszczono w nim trudną do wymówienia zbitkę spółgłoskową -łdn- do -łn), a z zołdata, żołdata zrobił się żołdak (‘pogardliwie o żołnierzu’). Miejmy jednak na uwadze to, że żołnierz nie jest – jak napisałem na wstępie – słowem rodzimym. Przed wiekami nasi przodkowie posługiwali się bowiem takimi formami jak woj, wój, wojownik, wojak, wojarz. Wszystkie one wywodziły się od czasownika wojować, czyli ‘prowadzić wojnę’. Na taką ‘gromadę wojów’ mówiono – uwaga – (ta) wojska (w domyśle: siła). Później były to (te) wojska, aż wreszcie w XVI w. utrwaliła się forma l. poj. r. nijakiego (to) wojsko.

D

la fanów pieśni żołnierskiej tęskniących za nieodżałowanym festiwalem w Kołobrzegu wygrzebaliśmy informację, że w Serocku (Mazowieckie) rozpoczyna się dziś 4. Przegląd Piosenki Wojska Polskiego. Jak przeczytaliśmy na stronie internetowej, „jego zasadniczym ce-

lem jest promocja amatorskiego ruchu muzycznego działającego pod auspicjami wojskowych instytucji kultury. Weźmie w nim udział blisko stu wykonawców w trzech kategoriach: soliści, zespoły wokalne i wokalno-instrumentalne oraz recitale”. Będzie można na własne uszy zweryfiko-

wać twierdzenia złośliwych, że nasza armia cienko śpiewa. Od redakcji: Chętnie poznalibyśmy tych złośliwych. Na własne uszy słyszeliśmy wielokrotnie i zapewniamy: co jak co, ale wojsko na pewno nie śpiewa cienko. Niedowiarków zapraszamy do Serocka.

Ekstremalni grzybiarze
GAZETA LUBUSKA

Piłkarska dyplomacja

POLITYKA

C

o roku nie brakuje doniesień o groźnych wypadkach na żagańskim poligonie. – Najpierw w lasach były jagody, teraz grzyby. To powoduje, że wielu ludzi łamie zakazy i wchodzi na poligon – mówi major Franciszek Fedczyszyn, zastępca dowódcy ośrodka poligonowego Wojsk Lądowych w Dobrem nad Kwisą. – Apelujemy o zachowanie zdrowego rozsądku. Na poligonie często odbywają się ćwiczenia. Ludzie, którzy wchodzą tu bez naszej wiedzy, mogą stracić zdrowie, a nawet życie – podkreśla mjr Fedczyszyn. Od redakcji: Dołączenie zbierania grzybów pod ostrzałem czołgów lub podjadania jagód w akompaniamencie ognia kaemów do grupy sportów ekstremalnych to ciekawy wkład naszego kraju w rozwój światowego sportu. Teraz czekamy, aż te konkurencje pojawią się na olimpiadzie. Chętni do startu, jak widać, już trenują.

D

owodem dobrej woli ze strony Arabii Saudyjskiej wobec Iraku jest wynik finału Pucharu Azji w piłce nożnej. – Irakijczycy wygrali – powiedział książę Saud al Fajsal, szef saudyjskiego MSZ. Arabia Saudyjska przyłączyła się do inicjatywy George’a Busha, który chce przekonać kraje Zatoki Perskiej, aby pomogły w ustabilizowaniu sytuacji w Iraku. Ponieważ jednak ostatnio na linii Rijad–Waszyngton iskrzyło, a amerykańskie służby wywiadowcze donosiły, że większość terrorystów przenikających do Iraku pochodzi z Arabii Saudyjskiej, postawa księcia jest miłym zaskoczeniem. Książę żartuje, że jego kraj już zrobił pierwszy krok, bo pozwolił wygrać Irakowi mecz. Od redakcji: I teraz wiemy już, czemu Zagłębie Lubin odpadło w eliminacjach Ligi Mistrzów po meczu ze Steauą Bukareszt. Po prostu Polska poprawia swoje relacje z Rumunią.

Podróże kształcą

DZIENNIK

W

góralskiej wiosce na Śląsku Cieszyńskim aż huczy od plotek, że elementy tarczy antyrakietowej zostaną zamontowane w Istebnej. O sprawie napisał „Dziennik Zachodni”. Zaczęło się od tego, że miejscowy muzyk Zbyszek Wałach z kapeli Wałasi pojechał na koncert do Delhi i tam zobaczył w telewizji amerykański program publicystyczny. Mowa była o tarczy antyrakietowej i planach jej lokalizacji. – Pokazano ma-

pę, na której oprócz lokalizacji nad morzem zaznaczono właśnie okolice Istebnej – opowiada Wałach „Dziennikowi Zachodniemu”. Danuta Rabin, wójt gminy, na pytanie dziennikarzy o tarczę i radary reaguje uśmiechem i twierdzi, że nic jej nie wiadomo o amerykańskich planach. A przedstawiciele MON i MSZ uspokajają, że pogłoski o wyrzutniach w Istebnej można potraktować tylko w kategoriach anegdoty.

Od redakcji: Jak widać, o tarczy dyskutuje się już na całym świecie. Nas zastanawia tylko, gdzie Zbyszek Wałach nauczył się języka hinduskiego. – Delhi znajduje się w Indiach, więc mamy wątpliwości, czy program nadawany był w języku polskim, czy angielskim. A przecież, aby z pełnym przekonaniem twierdzić, że tarcza znajdzie się w Istebnej, muzyk musiał doskonale zrozumieć treść audycji. Prawda?

48 Polska Zbrojna

nr 34/2007

POD NASZYM PATRONATEM
NAJWYTRWALSI MIŁOŚNICY TURYSTYKI ROWEROWEJ 28 lipca uczestniczyli w V Rajdzie Rowerowym „W jeden dzień rowerem dookoła Tatr”, zwanym również Rajdem Kurierów Tatrzańskich, który odbył się pod patronatem „Polski Zbrojnej”.

Pętla wokół Tatr
PIOTR BERNABIUK

PIOTR BERNABIUK

Dwustukilometrową górską trasę dookoła Tatr można pokonać tylko w jeden sposób – jechać, nie pozwalając sobie na słabości i kryzysy.
ankiem 28 lipca, spod pomnika Zamoyskiego na zakopiańskich Krupówkach, w zorganizowanym przez Słowaka Frantiska Pitko IV Tatry Tour wystartowało trzystu kolarzy z Czech, Holandii, Niemiec, Słowacji, Polski, USA i Włoch. Wśród nich takie gwiazdy jak znakomity niegdyś Włoch Maurizio Fondriest. Godzinę wcześniej spod wylotu Doliny Kościeliskiej rusza w przeciwną stronę garstka kolarzy, złożona głównie z lekarzy, speleologów, żołnierzy zawodowych i miejscowych ministrantów. Startujemy w V Rajdzie Kurierów Tatrzańskich. Założeniem obu niekonkurujących ze sobą grup jest pokonanie ponaddwustukilometrowej pętli wokół Tatr.

Czerwona latarnia
Patronat „Polski Zbrojnej” zobowiązuje, jednakże zamiast banera reklamującego pismo zabieram ze sobą rower. Nigdy nie przejechałem w jeden dzień dwóch setek kilometrów, nie zaliczałem 12-procentowych podjazdów, a mozolne wspinanie się przez 30 km pod górę znam doskonale z... dopiero co oglądanych relacji z Tour de France. Z Kościeliska, łagodnie opadającą szosą przez Witów i Chochołów, do przejścia granicznego w Suchej Horze mkniemy małym peletonikiem. Na Słowacji jeszcze kilka kilometrów zjazdów,
nr 34/2007

a od Vitanovej zaczyna się wspinaczka Nie mam licznika, bo to zbędny doping, i zgodnie dotąd kręcący zespół się roz- wolę wsłuchiwać się w siebie. Po setce prasza. Wojtek Wasilewski, stabyło nieźle, a widok na Tatry od ry „napieracz” z ekstremalpołudniowej strony stanowił KTO nych rajdów i triatlonów, sowitą zapłatę za wszystTO ZROBIŁ odjechał. Mnie przykie trudy. Hradok to Kpt. Narcyz Sadłoń jest lekapadła pozycja sapoczątek długiej, barrzem. Służył na misji w Libanie, jako motnej „czerwonej dzo długiej i monoratownik pełni dyżury na śmigłowcu latarni”, reszta natonnej wspinaczki w TOPR. Uprawia wiele dyscyplin sportu, tomiast mieszała aż pod Strybskie głównie górskich. Startował w rajdach przymiędzy nami, każPleso. Pięknie, gody, był finalistą Marlboro Adventure dy według swoich ciężko i monotonTeam, wygrał III Selekcję Żołnierza możliwości. Odnie. I coraz mocniej Polskiego. Rajd kurierów tatrzańtąd też każdy bępod górę. skich zorganizował, i wziął dzie miał swoją, odBajeczne zjazdy w nim udział, po rębną opowieść o tej raz piąty. przygodzie. Koniec bajek o twarOd Orawic czekał nas dzielach, po prostu należało wyjątkowo stromy podjazd. kręcić, aż się człowiek przyzwySzybko też dowiedziałem się, co to zna- czai. Na zjazdach było za to bajecznie! czy nachylenie 12 procent – z przodu W Tatrzańskiej Łomnicy skręciłem najmniejszy tryb, z tyłu największy, w kierunku na Łysą Polanę, z mocnym i mielenie pedałami ze świadomością, postanowieniem dotarcia do granicy. Proże jeśli podjazd stanie się jeszcze bar- blem w tym, że po drodze jest Żdiar. Okodziej stromy, będzie po rajdzie. Prowa- ło dychy monotonnej wspinaczki straszlidzać się z rowerem nie miałem zamia- wie dołowało. Wystarczyło popatrzeć ru. Trudny technicznie zjazd nie dał przed siebie, i już przychodziła ochota, wiele odpoczynku. Zaraz podjazd aż aby zsiąść z roweru. Nie patrzyłem, krępod przełęcz Huty i dalej pod Kvaczań- ciłem i nie byłem pewien, która granica ski Wierch. W nagrodę zjazd serpenty- bliżej – Polski czy moich możliwości? Tu, nami z hamowaniem na zakrętach, aż zjeżdżając, można było bez problemów czuć było paloną gumą klocków. Nar- osiągnąć siedem dych. Pod górę nie wiem, cyz Sadłoń, organizator rajdu, na zjeź- czy wyrabiałem piątkę na godzinę. dzie prowadzącym aż do Liptowskiego Granica! Wszystkie „życiówki” pobite. Mikulasza osiągnął prędkość 76 km/h. Wsiadłem do busa.  Polska Zbrojna 49

HISTORIA TRADYCJE
DAMIAN MARKOWSKI

Bitwa warszawska 1920 r. kojarzy się przede wszystkim z surową, wąsatą twarzą marszałka Józefa Piłsudskiego, hordami bolszewików uciekających co tchu spod Warszawy i wielkim zwycięstwem militarnym. Nie pamiętamy jednak, że do godzin wieczornych 15 sierpnia los kraju wisiał na włosku.
„Stajemy do rozstrzygającej bitwy. Świadomy odpowiedzialności za jej wynik, nakazuję wszystkim dowódcom utrzymanie zajmowanej linii. W obronie stolicy i w walce o polskie być albo nie być można tylko bohatersko oddać życie, lecz nie można zhańbić imienia polskiego” – pisał 13 sierpnia 1920 r. gen. Franciszek Latinik, dowódca 1 Armii broniącej przedmościa warszawskiego i samego miasta. Generał dobrze znał sytuację na froncie. Od ponad pięciu tygodni, czyli od czasu klęski nad rzeką Autą, Polacy nieustannie cofali się na zachód pod naporem Armii Czerwonej, ponosząc ciężkie straty. „Jestem w tej chwili tak zmęczony, że nie mogę bardzo myśli zebrać – nie wiem, od czego zacząć – tyle nocy nieprzespanych, ciągle ten huk i terkot. Wyglądamy wszyscy jak prorocy – wychudli, obrośnięci, niewyspani (...). Ludzie giną jak muchy. Najgorzej jest z rannymi...”
KAROLINA PRYMLEWICZ

Klucz do Warszawy
– przedstawiał odwrót 1 Pułku Ułanów Krechowieckich st. ułan Kazimierz Karski w liście do rodziny. Zacięte walki i wyrąbywanie drogi do Wisły znaczyły szlak do niedawna zwycięskiego Wojska Polskiego. Odwrót miejscami przeradzał się w paniczną ucieczkę. Całe bataliony i pułki pierzchały zdemoralizowane na widok kozackich podjazdów. Na początku sierpnia z trudem odtworzono poszarpane dywizje, umocniono wschodnie przedpola Warszawy, tworząc trzy linie obrony. Kluczowym punktem
i wyrazem jest żołnierz. W rocznicę wiekopomnego rozgromienia nawały bolszewickiej pod Warszawą święci się pamięć poległych w walkach z wiekowym wrogiem o całość i niepodległość Polski” – brzmiał rozkaz Szeptyckiego. Święto Żołnierza nigdy nie zostało anulowane żadnym aktem prawnym. Było uroczyście obchodzone w II RP i w okresie II wojny światowej w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie oraz w Wojsku Polskim do 1947 r. Później komunistyczne władze zaniechały jego obchodów, w zamian ustanawiając Dzień Wojska Polskiego (12 października) w rocznicę bitwy pod Lenino. 30 lipca 1992 r. sejm przywrócił Święto Wojska Polskiego na dzień 15 sierpnia. Rocznicy towarzyszą uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie związane z oddaniem czci poległym.
nr 34/2007

Święto Wojska Polskiego

M

inister Spraw Wojskowych gen. broni Stanisław Szeptycki rozkazem nr 126 z 4 sierpnia 1923 r. ustanowił Święto Żołnierza, które miano obchodzić 15 sierpnia, w rocznicę forsowania Wieprza przez 21 Dywizję Górską, co było początkiem zwycięskiego marszu. 15 sierpnia to także dzień przełomu w walkach o Radzymin. „W dniu tym wojsko i społeczeństwo czci chwałę oręża polskiego, której uosobieniem

50 Polska Zbrojna

DWIE ARMIE
Siły Wojska Polskiego i Armii Czerwonej bezpośrednio zaangażowane w decydujące walki o Radzymin 15 sierpnia: Polacy: 10, 11 dywizje piechoty, 1 Dywizja Litewsko-Białoruska, razem: 16 tys. żołnierzy, 220 karabinów maszynowych, 109 dział, 5 czołgów. Rosjanie: 2, 21, 27 dywizje strzeleckie, razem: 14 tys. żołnierzy, 390 karabinów maszynowych, 91 dział.

pierścienia osłaniającego miasto od wschodu był Radzymin, położony tuż za główną linią obronną. Kto opanował tę miejscowość, mógł wyprowadzać działania zaczepne na kierunku Warszawy, Modlina i wideł Bugo-Narwi.

WRÓG U BRAM
„Oddziały Frontu Zachodniego były wycieńczone i osłabione fizycznie, ale silne duchem i nie bały się przeciwnika. Przeciwnik, dwa czy trzy razy silniejszy, nie mógł powstrzymać naszego natarcia. [...] Stawało się jasne, że nie czas myśleć o wahaniach, odpoczynkach, ale że nadszedł czas, kiedy jednym uderzeniem ostatnim trzeba rozstrzygnąć posunięte daleko wypadki” – tak Michaił Tuchaczewski, dowódca sowieckiego Frontu Zachodniego, opisywał przygotowania do ostatecznego rozgromienia Polaków. Rzeczywiście, czerwonoarmistom poważnie dał się we znaki pościg za uchodzącymi dywizjami polskimi, lecz wspomniana kilkakrotna przewaga była po stronie nacierających. Tuchaczewski widział, jak podlegli mu dowódcy forsownym marszem katują swoje jednostki, aby pierwsi mogli sięgnąć po zaszczytne miano zdobywnr 34/2007

ców stolicy Polski. Nie próbował temu przeciwdziałać – był zwolennikiem jak najszybszej rozprawy z „jaśniepańską” Rzecząpospolitą. Od rana 13 sierpnia 21 i 27 dywizje strzeleckie atakowały odcinek głównej polskiej linii obrony na wschód od Radzymina, obsadzony zaledwie przez dwa bataliony 46 Pułku Piechoty z 11 DP. Sowieci, posiadający ponaddwukrotną przewagę liczebną i ośmiokrotną w broni maszynowej, około godz. 17 przełamali opór. Polski pułk został rozbity. Niedobitki próbowały walczyć w Radzyminie. Bezskutecznie. O godzinie 19 miasto padło. Sytuacja była dramatyczna. Szpice sowieckiej 16 Armii znajdowały się 15 km od stolicy. Dowództwo polskie zostało zmuszone do sięgnięcia po odwód – 1 Dywizję Litewsko-Białoruską. W razie niepowodzenia należało się spodziewać bolszewików na Pradze. W nocy Polacy podciągnęli 10 DP, a Rosjanie 2 DS. Wczesnym świtem ruszyło polskie natarcie. W porannej mgle żołnierze 10 DP, uderzając na północ od Radzymina z zamiarem wyjścia na tyły przeciwnika, wpadli na przegrupowujące się pułki sowieckie. Doszło do morderczej walki na bagnety i pięści. Od południa, szosą Warszawa–Radzymin atakowała 1 DLB przy wsparciu pięciu czołgów Renault Ft 17. Podobnie jak poprzedniego dnia, Polacy wdarli się do miasta, ale szybko wyrzucił ich stamtąd kontratak Rosjan. Straty obu stron były ogromne. Mimo to dowództwo polskie rozkazało wieczorem ponowić natarcie. Za wszelką cenę trzeba było zażegnać niebezpieczeństwo wiszące nad Warszawą. Rozpoznanie wysłane przed atakiem stwierdziło, że Armia Czerwona ewakuuje Radzymin. Natychmiast pchnięto do szturmu najbliższe kompanie. Miasto wzięto po krótkiej wymianie ognia. Zdobycie Radzymina, poprzedzone walkami, w czasie których przez trzy dni ginęły tysiące żołnierzy, kosztowało 30 pp... dwóch rannych. Bitwa pod Radzyminem była jedynie nieznaczną częścią wielkiej bitwy warszawskiej, jednakże jej rezultat zadecydował o ocaleniu stolicy. Ewentualna utrata Warszawy mogła przesądzić o wyniku całej wojny. Starcie zakończyło się zwycięstwem Polaków. Stra-

ty WP wyniosły 3042 poległych, rannych i zaginionych. W niektórych oddziałach sięgały 40 proc. Straty rosyjskie były prawdopodobnie o wiele większe. Brygady strzeleckie liczące po trzy pułki każda po bitwie o Radzymin przeformowano w pułki. 

Szyfry wojny
12 sierpnia 1920 r. polski wywiad radiowy przejął wielostronicowy szyfrowy telegram 16 Armii bolszewickiej. Po złamaniu szyfru okazało się, że jest to wielki rozkaz o decydującym natarciu na Warszawę. Punkt czwarty rozkazu podawał: „27 Dywizja Strzelców ma wykonać główne uderzenie, przeprawić się w rejonie przedmieścia Pragi na drugi brzeg Wisły i zająć Warszawę”. Polscy radiowcy na polecenie Sztabu WP przez 48 godzin od chwili rozpoczęcia kontrofensywy znad Wieprza uniemożliwiali bolszewikom łączność radiową. Wchodząc na fale, na których radiowcy sowieccy próbowali nadać depesze, zagłuszali wroga, czytając fragmenty Nowego Testamentu. Ciężka sytuacja 1 Armii pod Radzyminem wpłynęła na przyspieszenie o 24 godziny kontruderzenia wojsk Józefa Piłsudskiego. Chociaż starano się utrzymać datę rozpoczęcia i plany ataku w największej tajemnicy, 13 sierpnia przy poległym pod Dubienką majorze WP Rosjanie znaleźli rozkaz operacyjny do kontrofensywy. Szybko znalazł się on u Tuchaczewskiego, jednak ten... uznał go za celową mistyfikację, gdyż wywiad zapewniał, że wymienione w rozkazie dywizje walczą właśnie na innych odcinkach frontu.
ARCHIWUM (2)

„Do broni” – plakat polski z 1920 r.

Polska Zbrojna 51

MILITARIA TARGI KIELCE
Kielce będą pierwszym miejscem w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie przedstawione zostaną najnowsze osiągnięcia przemysłu zbrojeniowego USA

był wcześniej pokazywany w Polsce.

Seminaria

Zaproszenie do przedstawienia narodowej ekspozycji podczas tegorocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego wystosował do USA w końcu 2005 r. ówczesny minister obrony narodowej Radosław Sikorski, przesyłając list na ręce sekretarza obrony Donalda Rumsfelda. Strona amerykańska przyjęła zaproszenie. Wpływ na tę decyzję miało wiele czynników. Należy do nich bliska współpraca wojskowa między naszymi krajami, udział w globalnej wojnie z terroryzmem i plany ulokowania na polskim terytorium elementów systemu strategicznej obrony antyrakietowej. Dla amerykańskiego przemysłu ważne było to, iż Wojsko Polskie się modernizuje, co wiąże się z planami zakupów nowego sprzętu. Polska jest atrakcyjnym partnerem dla firm z USA, gdyż ma wykształconych pracowników, o dużych kwalifikacjach.

amerykański
TA D E U S Z W RÓ B E L

Salon

Poza pokazem gotowych wyrobów ważnym elementem amerykańskiej prezentacji będą specjalistyczne seminaria. Rozpoczną się one 3 września, w pierwszym dniu MSPO, i będą poświęcone współpracy wojskowej, zaopatrywaniu sił zbrojnych i wspólnemu bezpieczeństwu. Wystąpią m.in. gen. mjr Chris T. Anzalone, zastępca dyrektora Agencji Obrony Rakietowej ds. testów, integracji i wdrożeń; Robert Bruce, dyrektor Atlantyckiej Współpracy Zbrojeniowej w biurze podsekretarza obrony ds. zakupów, technologii i logistyki; Keith Webster, zastępca asystenta sekretarza armii ds. eksportu obronnego i współpracy, a także Jeanne Farmer z Agencji Współpracy Wojskowej (DSCA). Podczas drugiego dnia przed południem seminaria poświęcone

SIKORSKY

W tym roku podczas targów kieleckich prezentowana będzie ekspozycja wyrobów przemysłu zbrojeniowego Stanów Zjednoczonych.
trzeby operacji koalicyjnych” („Developing forces for coalition operations”. Stąd na czele oficjalnej delegacji amerykańskiej stać będzie Claude M. Bolton, asystent sekretarza armii ds. zakupów, logistyki i technologii. W jednym z pawilonów znajdą się stoiska kluczowych amerykańskich producentów: Lockheed Martin, Boeing, Raytheon, AM General, Harris Corp., Motorola, AAI, ITT i Sikorsky. Własne stoisko będzie miała US Army. Amerykanie podkreślają, że chcą pokazać, jak wygląda ich wojsko dziś i jak będzie wyglądało w przyszłości. Zaprezentują m.in. bezzałogowy aparat latający Shadow, sprzęt łączności i nowe wersje HMMWV. Jednak największym przebojem ma być śmigłowiec UH-60M, najnowszy wariant Black Hawka firmy Sikorsky, który nie będą badaniom i rozwojowi sprzętu wojskowego. Jako pierwszy wystąpi dr Anthony J. Tether, dyrektor Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony (DARPA). Poza prelegentami amerykańskimi wystąpi również polski wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego. Wyjątkowo ciekawie zapowiada się wtorkowe popołudnie, podczas którego zaprezentują się biura zarządzające kluczowymi programami wojskowymi US Army. Tematyka ta będzie kontynuowana następnego dnia. W sumie wystąpią przedstawiciele ośmiu biur. Natomiast ostatni blok seminaryjny, po południu 5 września, poświęcony będzie operacjom połączonym. Oczywiście poza seminariami, których organizatorem jest strona rządowa, własne prezentacje będą miały obecne tam firmy amerykańskie. 
nr 34/2007

Nowy jastrząb
Kielce będą pierwszym miejscem w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie przedstawione zostaną najnowsze osiągnięcia przemysłu zbrojeniowego USA. Z zapowiedzi wynika, że dominować będą wyroby dla wojsk lądowych. Motto przewodnie amerykańskiej ekspozycji to „Rozwój sił na po52 Polska Zbrojna

AAAAAAAA MILITARIA AAAAAAA
SD dla rakietowców-przeciwlotników
RUSZAJĄ PRACE nad wdrożeniem do sił zbrojnych stanowisk dowodzenia jednostkami rakietowymi obrony powietrznej, opatrzonych kryptonimem SAMOC-Przelot. Departament Polityki Zbrojeniowej MON powierzył w czerwcu br. wykonanie takich stanowisk Przemysłowemu Instytutowi Telekomunikacji. PIT ma wywiązać się z umowy do grudnia 2008 r., inkasując łącznie 15 mln zł, przy czym połowę tej kwoty otrzyma w formie zaliczek na kupno komponentów i urządzeń do zamawianych stanowisk dowodzenia. (art)

Made in Dęblin
W

KUPUJEMY APARATOWNIE

R

ekordowe, warte aż 242 mln zł zlecenie armii zdobyły zegrzyńskie Wojskowe Zakłady Łączności nr 1 i stołeczny Transbit, znany producent radiolinii. Tym razem firmy mają do grudnia 2010 r. dostarczyć aparatownie łączności RWŁC-10/T, TK i KF oraz doposażyć niekompletne aparatownie będące w wyposażeniu wojska. Przedstawiciel komisji przetargowej Departamentu Zaopatrywania SZ MON zawarł z reprezentantami firm umowę 27 lipca br. Jedna nowa aparatownia kosztuje ok. 2,3 mln zł. Sprzęt trafi do jednostek Wojsk Lądowych podległych Dowództwu Garnizonu Warszawa oraz do GROM-u. (ga)

P

Lufy z Tarnowa
kalibrowych karabinów wyborowych kal. 12,7 mm Tor oraz 130 karabinów maszynowych UKM-2000P kal. 7,62. Firma dostarczy też wojsku ponad 20 zestawów remontowych do

od koniec lipca DZSZ MON zamówił w Zakładach Mechanicznych Tarnów 16 przeciwlotniczych zestawów artyleryjsko-rakietowych ZUR-23-2KG wraz z trenażerami Tester MSJ. Częścią transakcji jest też kupno dziesięciu wielko-

broni strzeleckiej i działka ZU-23/ZUR-23 oraz części zamienne do kaemów kal. 7,62 i 12,7 mm. (goł)

nr 34/2007

Polska Zbrojna 53

WZŁ N R1

LOCKHEED MARTIN

ojskowe Zakłady Inżynieryjne otrzymały 19 lipca zlecenie na wyprodukowanie dla wojska w latach 2007–2009 14 przyczepnych ustawiaczy min UMP-3, 20 przyczep do transportu łodzi oraz siedmiu kontenerowych stacji oczyszczania wody KSW-12. Gros dostaw Departament Zaopatrywania SZ MON zakontraktował na rok 2009. (AG)

WZI

MILITARIA SYMULATORY
Gra „Navy Training Exercise: Strike and Retrieve” pokazała się na rynku dwa lata temu. Jej autorzy od początku nie ukrywali, że program ma uświadomić wszystkim potencjalnym żołnierzom, jak wygląda prawdziwe życie w wojsku, a także zachęcić ich do podjęcia służby. Gry komputerowe to bowiem jedna z najbardziej skutecznych metod zainteresowania młodych ludzi służbą w armii. Argumentem są statystyki. Po miesiącu od pojawienia się w internecie America’s Army było już 600 tys. oficjalnie zarejestrowanych użytkowników tej gry! Bret Wilson, koordynator projektu America’s Army ze strony armii USA, w jednym z wywiadów powiedział: „Nie mogę sobie wyobrazić lepszego medium do pokazania ludziom tego, co robią nasi żołnierze. To jak wirtualna, interaktywna powieść. Nie masz nawet pojęcia,
TOMASZ GOS

jak wielu ludzi pytało mnie na forum o nasze siły zbrojne, o szkolenie podstawowe, o to, co robią nasi żołnierze. To prawdziwa przyjemność widzieć tak duże zainteresowanie – nie tylko grą, ale także tym, czym armia, czyli my, zajmujemy się na co dzień”.

Zabawa w wojnę
Edwin Bendyk, publicysta zajmujący się problematyką cywilizacyjną i wpływem technologii na życie społeczne, w artykule opublikowanym kilka lat temu w „Polityce” zwrócił uwagę, że w dobie rewolucji cyfrowej granica między wojną a zabawą się zaciera. Komputerowe gry fascynują realizmem. Doskonała grafika i realistyczne efekty specjalne powodują, że wrażenia gracza siedzącego przed ekranem komputera upodobniają się do wrażeń żołnierza na prawdziwym polu walki.

Coraz częściej też współczesny żołnierz, zamiast pociągać za spust, naciska klawisz „enter”. Na przykład system symulacji komputerowej znajdujący się w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie jest użytkowany również w wielu krajach NATO i w wielu natowskich centrach szkoleniowych. Wykorzystanie nowoczesnego programu komputerowego do prowadzenia ćwiczeń dowódczo-sztabowych tworzy nową jakość w szkoleniu. Pozwala z jednej strony na realizację bardzo różnorodnych celów szkoleniowych, z drugiej zaś umożliwia prowadzenie większej liczby symulacji, które ćwiczone „w realu” byłyby bardzo kosztowne. Kierujący ćwiczeniem ma możliwość zatrzymania systemu na dowolnym etapie działań i w razie potrzeby powtórzenia zagadnienia, które nie zostało przez

i do wojs
Samolot szpiegowski rozbił się nad Atlantykiem. Trzeba odzyskać tajne dane znajdujące się na jego pokładzie. W akcji może nam pomóc zdalnie sterowany okręt podwodny. To opis gry komputerowej, która ma zachęcić młodych ludzi do wstępowania w szeregi amerykańskiej marynarki wojennej. Gry komputerowe to jedne ze skuteczniejszych metod zarówno werbunku, jak i szkolenia żołnierzy.
54 Polska Zbrojna
nr 34/2007

AAAAAAAA
ćwiczącego poprawnie zrealizowane. Jednym z najważniejszych argumentów wpływających na wzrost znaczenia komputerowych gier wojennych jest konieczność stosowania zasady minimalizacji kosztów przy maksymalizacji efektów. Nic więc dziwnego, że wojsko interesuje się wykorzystaniem zdobyczy przemysłu rozrywkowego do szkolenia żołnierzy. np. realistyczne komunikaty kierowane do kabiny pilota drogą radiową. Najważniejszym elementem gry jest tryb multiplayer, który zrzesza setki graczy organizujących się w szwadrony, walczących przeciwko sobie czy wykonujących wspólnie misje. Jak na prawdziwej wojnie.

AAAAAAA

Szkolić fachowców
Gry komputerowe stały się już narodowym przemysłem w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Wielkiej Brytanii, a nawet Korei Południowej. U nas ciągle brakuje kadr do profesjonalnego tworzenia gier, zarówno dla wojska, jak i cywilów. Od projektantów takich programów wymaga się bowiem specjalnych kompetencji, których trudno nauczyć się na polskich uczelniach. Uniwersytety brytyjskie oferują ponad sto akademi-

Z lotu ptaka
Dla osób, które chciałyby się sprawdzić w roli pilota, są różne wersje symulatorów lotów. Na przykład Falcon 4.0: Allied Force. Znajdziemy w nim do wyboru trzy odmiany myśliwców F-16, bogaty wybór misji w Korei i na Bałkanach oraz najpopularniejsze środki zagłady, które można „podpiąć” pod naszą maszynę. Są także różne smaczki,

ckich kursów przeznaczonych specjalnie dla przyszłych twórców komputerowych gier. Tymczasem w Polsce gry ciągle nie mogą zdobyć uznania świata akademickiego, zarówno jako przedmiot nauczania, jak i przedmiot poważnych badań naukowych. A przecież gra to nie tylko pusta zabawa. Warto pamiętać o tym, że np. gry strategiczne poprawiają refleks, spostrzegawczość oraz uczą logicznego myślenia. Według Edwina Bendyka, polskie pokolenie graczy musi skruszyć skostniałą profesurę na uczelniach i zmienić sposób myślenia młodego pokolenia naukowców o grach. Wówczas być może powstaną tworzone przez fachowców programy komputerowe wykorzystywane do ćwiczeń przez jednostki specjalne lub przez cywilów, którzy chcieliby zasilić szeregi armii. 

jska
W dobie rewolucji cyfrowej zaciera się granica między wojną a zabawą

OD PROJEKTANTÓW GIER wymaga się specjalnych kompetencji, których trudno nauczyć się na polskich uczelniach. Uniwersytety brytyjskie oferują ponad sto akademickich kursów przeznaczonych specjalnie dla przyszłych projektantów gier

POCZĄTKI

Za moment narodzin wojskowego symulatora należy uznać wynalazek Edwina Linka. W latach 30. skonstruował on pierwszy mechaniczny symulator lotniczy. Zaczął od kupienia samolotu zabawki, podobnego do tych, które bujają się po wrzuceniu monety. Potem wyposażył go w mechanizmy działające w analogiczny sposób do urządzeń w prawdziwych samolotach. Użytkownik symulatora miał wrażenie, jakby naprawdę leciał samolotem. Amerykańska armia nie była jednak wówczas zainteresowana wynalazkiem, Link wstawił więc swoje urządzenie do jednego z parków rozrywki. Katastrofy lotnicze i wybuch wojny zmieniły jednak poglądy wojskowych. Dostrzegli oni, że symulator może być doskonałym narzędziem do szybkiego i taniego szkolenia pilotów. W czasie II wojny światowej fabryka Linka wyprodukowała ponad 10 tys. symulatorów lotu zwanych „niebieskimi pudełkami”. Edwin Link umarł w 1981 r., ale jego firma wciąż działa. To właśnie Link Simulation & Training dostarcza elementy do najbardziej zaawansowanych symulatorów lotu w Polsce, które działają w bazie lotniczej w Krzesinach, gdzie stacjonują myśliwce F-16.

nr 34/2007 nr 34/2007

Polska Zbrojna 55 Polska Zbrojna 55

ŚWIAT SAMOLOTY TRANSPORTOWE ARMIE ŚWIATA TURCJA
NORBERT BĄCZYK

C-5 GALAXY

Latające OLBRZYMY
Strategiczny transport powietrzny ma ogromne znaczenie dla armii prowadzących działania w wymiarze globalnym. Samoloty to bowiem najszybszy sposób na przerzut wojska. Jednakże do elitarnego klubu posiadaczy takich maszyn nie jest łatwo wstąpić.

Dziś nikt nie produkuje wojskowych transportowców mogących przewozić wielkie ładunki o masie ponad sto ton. W tej klasie rządzą wciąż cywile
Park strategicznych samolotów transportowych USAF (stan na 2006 r.) C-5 Galaxy Jednostki liniowe – 52, w tym 47 sprawnych; Gwardia Narodowa – 17, w tym 16 sprawnych; Rezerwa – 42, w tym 36 sprawnych.
C-17 GLOBEMASTER

C-17 Globemaster III Jednostki liniowe – 141, w tym 108 sprawnych; Gwardia Narodowa – 8, wszystkie sprawne; Rezerwa – 8, wszystkie sprawne.

56 Polska Zbrojna

nr 34/2007

Strategiczny transport powietrzny jest potrzebny przede wszystkim tym armiom, które prowadzą operacje daleko od granic własnego państwa, wysyłając na nie znaczną liczbę żołnierzy wraz z ciężkim sprzętem. W dzisiejszych czasach w misje tego rodzaju angażują się tzw. państwa zachodnie, zainteresowane budową ładu światowego oraz strzegące swych globalnych interesów. Najbardziej ekspansywne na tym obszarze są Stany Zjednoczone. Amerykanie pozostają poza konkurencją, jeśli chodzi o możliwości wojskowego transportu lotniczego, a początki takiego stanu rzeczy sięgają jeszcze zimnej wojny. Państwa europejskie, uzależnione wówczas militarnie od wsparcia Waszyngtonu bądź Moskwy, nie rozwijały powietrznego transportu strategicznego. Dziś sytuacja zaczyna się zmieniać, ale jest to proces dość złożony.

Cywile górą
Właściwie, jeśli przyjrzeć się szerzej światowemu lotnictwu, to strategiczny transport lotniczy jest w rękach… cywilów. Czołowe linie lotnicze użytkują maszyny cargo oparte na dużych, pasażerskich samolotach rejsowych, takich jak przykładowo Boeing 747, którego najnowsze odmiany transportowe mogą zabierać nawet ponad sto ton ładunku (czyli jeden taki „Jumbo” zabiera więcej niż wszystkie razem wzięte C-295M z naszej 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego). W lotnictwie cywilnym zadomowiły się również samoloty pierwotnie projektowane dla wojska, takie jak Ił-76 oraz sławny An-124 Rusłan. Aż połowa wyprodukowanych Rusłanów, których wielkim atutem jest zdolność do przewozu ciężkich ładunków wielkogabarytowych, lata dziś w cywilnych barwach. Dla rosyjskich firm Wołga-Dniepr (VolgaDnepr Group) i Polet Airlines oraz ukraińskiej Antonov Airlines z Antonov ASTC flota An-124 to prawdziwa żyła złota. Co ciekawe, dwa Rusłany znalazły się w Libyan Arab Air Cargo. Ten libijski przewoźnik ma flotę transportowców większą niż niejedno mocarstwo europejskie! A jak to wygląda w militarnym światku? Grono państw posiadaczy strategicznych wojskowych samolotów transportowych, czyli maszyn o dużym zasięgu, udźwigu ładunku rzędu 70–120 ton, a do tego zdol-

nych do przewozu wielkogabarytowych ładunków, jest niewielkie. Największe maszyny (reprezentowane przez zaledwie dwa modele – C-5 Galaxy i An-124) mają tylko USA, Rosja i Ukraina. Na całym świecie jest zaledwie ok. 130 takich wojskowych olbrzymów, z czego Rosjanie użytkują ok. 20–25 Rusłanów (wspominane firmy cywilne mają następnych 28), zaś Amerykanie w statystykach za 2006 r. wymieniają 111 Galaxy, z których tylko 69 znajduje się w aktywnej służbie. Waszyngton ma kłopot z C-5, gdyż ich średnia wieku dla maszyn w linii wynosi 22 lata (to odmiana C-5B wyprodukowana w liczbie 50 sztuk w latach 80.), a tych w rezerwie i przekazanych Gwardii Narodowej – powyżej 30 lat. Najmłodszy Galaxy ma… 18 lat. Amerykanie poddali je modernizacji, wymieniając awionikę i silniki, ale jej powodzenie stoi pod znakiem zapytania z przyczyn finansowych. Nie lepiej jest z Rusłanem. Choć rosyjskie firmy lotnicze są nim zainteresowane, zapowiadane od lat ponowne uruchomienie produkcji wciąż się przeciąga, a wszystkie istniejące dziś An-124 zostały zbudowane praktycznie jeszcze w czasach ZSRR. Na początku tego wieku dokończono tylko kilka skonstruowanych wówczas płatowców. Można zatem powiedzieć, iż dziś nikt nie produkuje wojskowych transportowców zdolnych przewozić wielkie ładunki o masie ponad sto ton. W tej klasie rządzą dziś cywile.

Król i książęta
Firmą, która rozdaje obecnie karty w świecie maszyn transportowych, jest Boeing. Na rynku cywilnym brylują 777 i wielki 747 w odmianach cargo (najnowszy, czyli 747-8F, zamówili nawet Rosjanie z Wołga-Dniepr!), a na rynku wojskowym sławny C-17 Globemaster III. C-17 to dziś podstawowy samolot transportu strategicznego USA. Jest mniejszy od C-5 i zabiera „tylko” 77 ton. W linii jest już ponad 160 takich maszyn, a ich średnia wieku wynosi zaledwie sześć lat. Tylko osiem jest w rezerwie, a najstarszy C-17 jest i tak młodszy od najmłodszego C-5. Globemasterem interesuje się NATO, w niewielkich ilościach zakupiły go Wielka Brytania, Kanada i Australia. To samolot bardziej eko-

nomiczny od opisywanych wcześniej latających gigantów, a jego udźwig i rozmiary komory ładunkowej są wystarczające i dla czołgu Abrams, i dla śmigłowca CH-47. C-17 nie ma konkurencji. Nieco zbliżony do niego rosyjski Ił-76 (zabiera jednak znacznie mniejszy ładunek, ok. 50 ton) to konstrukcja starsza, nieekonomiczna i wymagająca modernizacji. Masowo wytwarzany w czasach ZSRR Ił-76 ma wprawdzie szansę stać się podstawowym dużym transportowcem Azji także pierwszych dekad XXI wieku (użytkowany bądź zamówiony przez takie mocarstwa jak Chiny i Indie), ale pod warunkiem, iż uda się go… ponownie produkować. Chińczycy złożyli duże zamówienie na te samoloty w wersji transportowej i tankowca, ale jak na razie Rosjanie muszą przenieść ich produkcję z Kazachstanu do siebie. Tymczasem Boeinga i Amerykanów gonią Europejczycy, ale na swój sposób. Ich Airbus 400 Military, czyli A-400M, docelowy podstawowy wojskowy samolot transportowy m.in. Niemiec, Francji, Hiszpanii, Turcji czy częściowo nawet Wielkiej Brytanii, pod względem udźwigu ustępuje aż dwukrotnie C-17. Niektórzy uważają, iż z tego powodu nie należy go uważać za samolot transportu strategicznego, bo faktycznie najnowszy Airbus kwalifikuje się gdzieś między tą klasą a transportowcami taktycznymi, takimi jak C-130. Jest w tym trochę racji, ale z drugiej strony A-400M może okazać się ciekawą propozycją dla tych wszystkich, którym możliwości C-130 przestały już wystarczać, a na C-17 ich nie stać. Airbus nie zaryzykował budowy maszyny wielkości Globemastera, bo takie duże wojskowe transportowce kupuje w ilościach wartych produkcji tylko jedno supermocarstwo albo cywile. A dla tych ostatnich Airbus jak na razie ma A-380, który rozmiarami i masą całkowitą przewyższa nawet C-5 Galaxy. W przyszłości do jego wersji cargo, A-380-800F, będzie można załadować nawet 150 ton towarów. 

An-124

A-400M

nr 34/2007

Polska Zbrojna 57

US DOD/AIRBUS (3)

ŚWIAT AFRYKA

TA D E U S Z WRÓBEL

Misja w Darfurze (UNAMID) będzie największą operacją pokojową w historii Organizacji Narodów Zjednoczonych. Mandat zakłada, że weźmie w niej udział około 26 tys. wojskowych i funkcjonariuszy. Roczne koszty tej misji szacuje się na 2 mld dolarów.
Minął zaledwie tydzień od uchwalenia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji o rozmieszczeniu w ogarniętym od ponad czterech lat wojną domową sudańskim regionie Darfur „błękitnych hełmów”, a już pojawiły się sygnały o problemach. Jane Holl Lute, szefowa nowego Departamentu Wsparcia Polowego, oświadczyła, że potrzebuje więcej ofert od państw członkowskich w kluczowych obszarach, takich jak transport lądowy i lotniczy. Samoloty transportowe i ciężarówki są niezbędne do sprawnego funkcjonowania misji na terenach odległych o ponad 2 tys. km od najbliższego portu i z bardzo ubogą infrastrukturą. sji AMIS, której liczebność Rada Pokoju i Bezpieczeństwa UA ustaliła 28 kwietnia 2005 r. na 6171 żołnierzy i 1560 policjantów. Nowa misja wchłonie też elementy wsparcia ze strony ONZ AMIS. Wstępny mandat określił czas jej trwania na rok, do 31 lipca 2008 r. Nowe oddziały „błękitnych hełmów” mają przybywać do Darfuru od października. Proces ich integracji z AMIS potrwa do końca roku. Przewiduje się jednak, że znacząca część personelu UNAMID pojawi się w rejonie operacji prawdopodobnie dopiero po 1 stycznia 2008 r. Kierowanie polityczne tą hybrydową misją powierzono Rodolphe Adadazie, byłemu szefowi dyplomacji Demokratycznej Republiki Konga, który od 8 maja był wspólnym specjalnym wysłannikiem ONZ i UA do Darfuru. Dowódcą jej sił został Nigeryjczyk, gen. Martin L. Agwai, dotąd dowodzący AMIS. Jane Holl Lute podała, że kwatera główna misji ulokowana zo-

Wielkie siły
Przyjęta 31 lipca rezolucja nr 1769 przewiduje, że operacja pokojowa w Darfurze będzie prowadzona razem z Unią Afrykańską. Do UNAMID włączony zostanie personel działającej pod jej auspicjami mi58 Polska Zbrojna

stanie w El Faszer, stolicy prowincji Północny Darfur, jednej z trzech tworzących region. Mandat przewiduje, że UNAMID będzie liczyła do 19 555 żołnierzy, w tym 360 obserwatorów wojskowych i oficerów łącznikowych. Będzie miała też do 6432 policjantów. Część z nich zostanie zorganizowana w 19 jednostek po 140 funkcjonariuszy. Do tego dojdzie blisko 5 tys. pracowników. Według założeń, gros personelu misji dostarczyć mają kraje afrykańskie. Dotychczas gotowość wysłania do Darfuru żołnierzy i policjantów zadeklarowały Bangladesz, Burkina Faso, Chiny, Dżibuti, Egipt, Etiopia, Ghana, Indonezja, Jordania, Malezja, Nepal, Nigeria, Norwegia, Pakistan, Rwanda, Tajlandia, Tanzania i Uganda. Uchwalona 31 lipca rezolucja to „drugie podejście” ONZ do rozmieszczenia „błękitnych hełmów” w zachodnim Sudanie. 31 sierpnia 2006 r. RB ONZ podjęła decyzję o rozszerzeniu na Darfur działającej już na południu tego kraju misji UNMIS, nadzorującej realizację porozumienia pokojowego, które zakończyło inną ponad 20-letnią wojnę domową. Rezolucja nr 1706 zakładała, że liczba jej mundurowego personelu zwiększy się z około
nr 34/2007

Krwawe lata

B
CHARTUM
zgodził się na rozmieszczenie w Darfurze „błękitnych hełmów”, ale z ograniczonymi możliwościami działania. Mogą one używać broni tylko w określonych przypadkach – w obronie własnej bądź dla zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom organizacji humanitarnych lub ludności cywilnej

unt w Darfurze wybuchł w lutym 2003 r., gdy oczy świata zwrócone były ku Zatoce Perskiej, gdzie niebawem miało dojść do amerykańskiej interwencji w Iraku. Czarnoskórzy mieszkańcy zachodniego Sudanu chwycili za broń, gdyż czuli się dyskryminowani przez władze centralne. Niebawem rząd w Chartumie przystąpił do pacyfikacji regionu, w której obok regularnych wojsk wzięły udział bojówki arabskich milicji, tzw. dżandżawidów (jeźdźców). Rozpoczęła się wielka czystka etniczna, której towarzyszyły mordy i gwałty. Szacuje się, że domy utraciło 2–2,5 mln Darfurczyków. Co najmniej 200 tys. uchodźców szukało schronienia w państwach ościennych, głównie w Czadzie. Eksperci zagraniczni szacują, że mogło zginąć ponad 200 tys. osób. Rząd w Chartumie uważa, iż są to dane zawyżone i utrzymuje, że ofiar było poniżej 10 tys.

10 tys. do ponad 30 tys. Planów tych nie udało się jednak zrealizować ze względu na sprzeciw władz w Chartumie. Dopiero po długich negocjacjach i międzynarodowych naciskach zgodziły się one na ograniczone wsparcie ONZ dla AMIS. Misję tę wspomagały finansowo i technicznie UE, USA i NATO, które udostępniło m. in. samoloty transportowe. Teraz Chartum zgodził się na rozmieszczenie w Darfurze „błękitnych hełmów”, ale z ograniczonymi możliwościami działania. Mogą one używać broni tylko w określonych przypadkach – w obronie własnej bądź dla zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom organizacji humanitarnych lub ludności cywilnej. W rezolucji znalazł się zapis, że siły ONZ nie będą mogły rekwirować i niszczyć nielegalnej broni. Ich rola została w tym przypadku ograniczona tylko do monitoringu. Oznacza to, iż zarówno powstańcy, jak i łączone z rządem bojówki dżandżawidów bez przeszkód będą mogli się dozbrajać. Nie będzie rozbrajania milicji czy stawiania przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym zbrodniarzy wojennych. Spełniono też życzenie rządu sudańskiego, by większość peacekeeperów pochodziła z Afryki. Charnr 34/2007

tum wyrażał obawy przed zachodnią infiltracją kraju. Wręcz twierdził, iż wojska ONZ mogą stać się narzędziem rekolonizacji. W lipcowej rezolucji nie ma groźby wprowadzenia sankcji w sytuacji, gdy rząd Sudanu nie będzie współpracował ze wspólnotą międzynarodową na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu w Darfurze. Amerykanie i Brytyjczycy ostrzegli go jednak, by nie próbował obstrukcji. Ustępstwa w rezolucji były konieczne, by nie zawetowały jej Chiny, aliant sudańskich władz. Chińczycy mają duże interesy gospodarcze w tym kraju, szczególnie w sektorze naftowym.

Próba pogodzenia
Problemem jest nie tylko postawa władz sudańskich, ale też podziały wśród darfurskich powstańców. Można wyróżnić kilkanaście ich ugrupowań. Na początku sierpnia w tanzańskiej Aruszy, pod patronatem ONZ i UA, spotkali się przedstawiciele kilku grup powstańczych. Celem rozmów było wypracowanie wspólnego stanowiska przed negocjacjami z rządem Sudanu dotyczącymi pokojowego rozwiązania konfliktu. Według zapowiedzi powinny się one rozpocząć w ciągu dwóch,

trzech miesięcy. Tyle tylko, że rozmowy zbojkotował Abu Wahid Mohammad Ahmed al Nur, lider znaczącej frakcji Ruchu/ Armii Wyzwolenia Sudanu (SLM/A). Chce on, by negocjacje polityczne poprzedziło podpisanie zawieszenia broni. Na początku maja zeszłego roku w stolicy Nigerii Abudży kierowany przez Minni Minawiego największy odłam SLM/A podpisał układ pokojowy z władzami. Przeciwnicy tego porozumienia utworzyli Narodowy Front Zbawienia, na którego czele stanął eksgubernator Darfuru Ahmed Diraige. Tym razem nie udało się zakończyć kryzysu, który destabilizuje nie tylko Sudan. Największe napięcie istnieje w stosunkach z Czadem. Chartum oskarża jego rząd, że wspiera front i że wielu jego bojowników wcielono do czadyjskiej armii. Jest to łączone z faktem, iż prezydent tego kraju Idriss Deby wywodzi z grupy plemiennej Zagawa, podobnie jak część powstańców darfurskich. Natomiast politycy w Ndżamenie utrzymują, że Sudan stoi za Unią Sił na rzecz Demokracji i Rozwoju – rebeliantami atakującymi wschodni Czad z terytorium Darfuru. Stąd Czadyjczycy chcieliby rozmieszczenia na granicy sił ONZ. Konflikt zdestabilizował też Republikę Środkowoafrykańską. Na jej północy pojawiły się grupy partyzantów Unii Sił Demokratycznych na rzecz Jedności. Ich bazy są również w Darfurze i jak uważają władze RŚA, są wspierani przez Sudan. Istnieje ryzyko, iż te działania podjazdowe mogą doprowadzić do regio nalnej wojny. Polska Zbrojna 59

AMIS (3)

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
antyislamistyczny
CHINY–ROSJA. W obwodzie czelabińskim na rosyjskim Uralu od 10 do 17 sierpnia trwają ćwiczenia „Misja pokojowa 2007”. Bierze w nich udział 6,5 tys. żołnierzy z Rosji i Chin oraz czterech członków Szanghajskiej Organizacji Współpracy z Azji Środkowej: Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu, wspartych przez prawie 80 samolotów i śmigłowców bojowych. Są to największe manewry w historii tej organizacji. Rosyjski ekspert wojskowy Paweł Felgenhauer uważa, że celem współpracy wojskowej Moskwy i Pekinu jest „niedopuszczenie do przejęcia postsowieckiej Azji Środkowej przez islamistów”. – Rządy regionu są autorytarne, skorumpowane, ale świeckie, antyislamskie i otwarte na handel ze światem. Rosja, Chiny, a także Zachód chcą, by takie pozostały – powiedział on BBC. Armie tych państw przygotowują się do akcji przeciw ekstremistom. – Jeżeli ewentualna interwencja zbrojna ma być skutecznie przeprowadzona przez rosyjską i chińską brygadę oraz kilka kompanii z republik Azji Środkowej, to potrzeba odpowiednich przygotowań, ponieważ narody te nigdy dotąd nie walczyły obok siebie – stwierdził Felgenhauer. (t)

Sojusz

Zabezpieczanie Arktyki
KANADA. 10 bm., podczas pobytu w Resolute Bay, około 600 km na południe od bieguna północnego, premier Stephen Harper zapowiedział zbudowanie dwóch obiektów wojskowych w Arktyce dla „zaznaczenia” suwerenności jego kraju nad morskim przejściem arktycznym Północ–Zachód. Powstaną ośrodek szkoleniowy dla armii kanadyjskiej oraz głębokowodny port. Zapowiedź ta padła tydzień po tym, jak Rosja symbolicznie ogłosiła swe roszczenia do Arktyki, wysyłając w tym celu na dno Oceanu Arktycznego dwa miniokręty podwodne. Kanadyjczycy już wcześniej postanowili zbudować okręty patrolowe przystosowane do działania na wodach arktycznych. Topnienie lodów Arktyki sprawia, że dostęp do tamtejszych złóż ropy naftowej i gazu staje się łatwiejszy. Szacuje się, że mogą one stanowić 25 proc. nieodkrytych dotąd ziemskich zasobów tych surowców. Poza Kanadą i Rosją pretensje do kontroli nad podmorskimi obszarami Arktyki roszczą sobie Stany Zjednoczone, Norwegia i Dania.
(ted)

pokoju
AFGANISTAN–PAKISTAN.
W niedzielę (12 bm.) przebywający z wizytą w Afganistanie pakistański prezydent Pervez Musharraf oświadczył, że oba kraje muszą zwalczać terroryzm. Słowa te padły podczas końcowej sesji dżirgi, czyli wielkiego zgromadzenia 650 przywódców plemiennych, religijnych i politycznych z obu państw, która odbyła się w Kabulu. Musharraf przyznał, że terroryści otrzymują pomoc w przygranicznych regionach Pakistanu i przenikają stamtąd do Afganistanu. Zaprzeczył jednak oskarżeniom, że władze w Islamabadzie wspierają przemoc w tym kraju. – Nie prowadzimy i nigdy nie będziemy prowadzić takiej krótkowzrocznej i zgubnej polityki – oświadczył pakistański prezydent. Pervez Musharraf, mający ostatnio duże problemy z radykałami islamskimi, ostrzegł przed „machinacjami obcych fanatyków”, którzy mogą dążyć do zasiania wrogości między obu państwami. Uczestnicy spotkania w Kabulu jednogłośnie przyjęli rezolucję, która przewiduje m.in. utworzenie komitetu pojednawczego mającego przekonywać talibów do przystąpienia do procesu pokojowego. Dżirga potępiła też uprawę maku i przemyt opium. Jednocześnie wezwała społeczność międzynarodową do zapewnienia afgańskim rolnikom innych źródeł utrzymania. Prezydent Afganistanu Hamid Karzaj wyraził wiarę w pozytywny rezultat zgromadzenia. (ww)

Dżirga

Wizyta w stacji
ROSJA. – To pierwszy krok do
realizacji wielkiego programu w tej dziedzinie – powiedział 11 bm. prezydent Władimir Putin, oglądając radar typu Woroneż w miejscowości Lechtusi, około 40 km na północ od Petersburga. Program modernizacji systemu radarowego potrwa

do 2015 r. Stacja radarowa w Lechtusi, która została uruchomiona w grudniu 2006 r., może monitorować przestrzeń powietrzną od bieguna północnego do południowych krańców Afryki. Zastąpiła zlikwidowaną w 1998 r. instalację w łotewskiej Skrundzie. Podobna stacja powstaje w Armawirze, na południu Rosji. (w)

w skrócie
Kłopoty Damaszku
SYRIA. Szef Politycznego Biura Bezpieczeństwa Mohammed Mansura przyznał 9 bm., że Syrię atakują islamscy bojownicy z Iraku. W stu starciach zginęło sześciu żołnierzy ochrony pogranicza, a 17 zostało rannych. – Przejęliśmy arsenały broni zawierające też pasy materiałów wybuchowych do ataków samobójczych – powiedział Mansura, który przemawiał podczas zamkniętych obrad przedstawicieli Syrii, Iraku, Iranu, Turcji, Wielkiej Brytanii i

USA na temat sytuacji w Iraku. – Uznajemy ataki rebeliantów, które nie oszczędzają niczego w Iraku, za próbę niszczenia narodu irackiego i zagrożenie, które może rozprzestrzenić się na cały region – dodał Syryjczyk.

Nowa opcja

KOSOWO. Mediatorzy Unii Eu-

ropejskiej, USA i Rosji, którzy prowadzą rozmowy na temat przyszłego statusu Kosowa, nie wykluczają podziału tej południowoserbskiej prowincji. – Założeniem tej trójki jest być przygotowanym do przyjęcia każdego porozumienia, do którego osiągnięcia dążą obie strony.

W tym zawierają się wszystkie możliwości – powiedział reprezentujący UE Wolfgang Ischinger. Podział oznaczałby prawdopodobnie pozostawienie przy Serbii północnej części Kosowa. Wcześniej zachodni mediatorzy wykluczali takie rozwiązanie w obawie przed destabilizacją regionu zamieszkanego w większości przez Albańczyków. Twierdzili, że mogłoby ono ożywić tendencje separatystyczne wśród etnicznych Albańczyków w dolinie Preszewa i w Macedonii. Oczekiwania stanowiących większość mieszkańców Kosowa Albańczyków i Serbów są nie do pogodzenia. Pierwsi chcą

DND/CF

niepodległości regionu już w tym roku. Drudzy – by Kosowo pozostało częścią Serbii. W ubiegłym tygodniu jeden z przedstawicieli władz w Belgradzie oskarżył NATO, że chce tam stworzyć „państwo militarne”, w którym sojusz mógłby robić, co zechce.

Do zwycięstwa

NIEMCY. Przewodniczący klubu

parlamentarnego rządzących w Niemczech partii chadeckich CDU/CSU Volker Kauder w niedzielnym (12 bm.) wydaniu dziennika „Der Tagesspiegel” stwierdził, że Bundeswehra powinna pozostać w Afganistanie do czasu zwycięstwa nad tali-

60 Polska Zbrojna

nr 34/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
rzecz pojednania zwaśnionych społeczności szyitów, sunnitów i Kurdów. Parlamentarzyści chcą też dowodów na poparcie twierdzeń, że Iran udziela pomocy irackim rebeliantom. Raport krytycznie ocenił też inne poczynania Zachodu na Bliskim Wschodzie, w tym postawę rządu Tony’ego Blaira podczas interwencji Izraela w Libanie latem 2006 r. Parlamentarzyści uznali również, iż zachodni bojkot ekonomiczny władz wywodzących się z Hamasu przyspieszył upadek palestyńskiego rządu jedności narodowej. Mają też wątpliwości związane z możliwością zrealizowania „mapy drogowej”, czyli planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu. (w) uzgodniony system, by w rezultacie zwiększyć bezpieczeństwo wszystkich stron – powiedział 11 bm. amerykański dyplomata w wywiadzie dla azerbejdżańskiej telewizji Lider. Przypomniał przy okazji, że w przyszłym miesiącu ma odbyć się kolejna runda rosyjsko-amerykańskich konsultacji w sprawie obrony antyrakietowej, po czym spotkają się ministrowie spraw zagranicznych obrony obu państw. W tym czasie nabiorą tempa rozmowy z Warszawą i Pragą. (t)

IRAK. W opublikowanym 13 bm.

Strategia porażki

US DOD

raporcie brytyjscy parlamentarzyści wyrazili wątpliwości co do szans powodzenia amerykańskiej strategii w Iraku, w której ramach wysłano tam w tym roku 30 tys. dodatkowych żołnierzy,

zaś jej ostateczny wynik nie zależy tylko od Amerykanów. – Uważamy, że sukces tej strategii ostatecznie będzie zależał od zdolności – albo ich braku – irackich polityków do porozumienia w sprawie pewnej liczby kluczo-

wych kwestii – stwierdzono w dokumencie, który sporządziła komisja spraw zagranicznych Izby Gmin, niższej izby parlamentu. Stąd w raporcie znalazł się apel do rządu, by przedstawił on, w jaki sposób chce działać na

Tajemniczy lot
USA. Amerykanie zaprzeczyli
twierdzeniom Rosji, iż jej dwa bombowce Tu-95, znane na Zachodzie jako Bears, zbliżyły się w trakcie ćwiczeń do wyspy Guam na Pacyfiku i wywołały interwencję stacjonujących tam myśliwców. Mówił o tym do-

wódca rosyjskiego lotnictwa bombowego dalekiego zasięgu gen. Paweł Androsow. – Amerykańskie samoloty osiągnęły strefę wyczekiwania, przygotowując się do przechwycenia, które w ogóle nie nastąpiło, bowiem Bears aż tak się nie zbliżyły – powiedział Associated Press adm. Robert Willard. Według niego, Rosjanie nie przekroczyli otaczającej wyspę 300-milowej strefy ochronnej. Lot Tu-95 miał miejsce w czasie, gdy w rejonie wyspy odbywały się ćwiczenia sił amerykańskich „Valiant shield” (Śmiała Tarcza). Uczestniczyło w nich ponad 22 tys. żołnierzy, przeszło 30 okrętów i około 275 samolotów. (w)

Za integracją
USA. Daniel Fried, dyrektor wydziału Departamentu Stanu ds. Europy i Eurazji, opowiedział się za integracją rosyjskich i amerykańskich koncepcji dotyczących planowanej przez Waszyngton tarczy antyrakietowej. – Najlepsze wyjście polega na tym, aby, konsolidując pomysły USA o bazach w Polsce i Czechach, idee Rosji o radarach w Azerbejdżanie i na południu Rosji oraz poglądy w tej sprawie krajów Europy i NATO, stworzyć jednolity,

USAF

WIELKA BRYTANIA. Najnow-

Milczenie złotem

bami. Socjaldemokrata Egon Bahr opowiedział się natomiast za wzmocnieniem sił stabilizacyjnych w tym kraju do „co najmniej 200 tys.”. Dziś jest ich pięć razy mniej. Niemiecki polityk uważa też, że Zachód powinien nastawić się na kilkuletnią obecność w Afganistanie. W przyszłym miesiącu Bundestag podejmie decyzję o ewentualnym przedłużeniu misji w tym kraju.

Polityczny strzał

GRUZJA. – Stany Zjednoczone

i Europa powinny pomóc Gruzji wnieść tę sprawę na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. I jeżeli po dokładnym sprawdzeniu fak-

tów okaże się, że Rosjanie są winni, nie powinno się stać na drodze aspiracji Gruzji do członkostwa w NATO. Sojusz został utworzony po to właśnie, aby powstrzymać tego rodzaju agresję – napisał 9 bm. dziennik „Washington Post” w odniesieniu do incydentu z 6 sierpnia. Według władz w Tbilisi, rosyjski samolot Su-24 wystrzelił rakietę AS-11, która spadła na terytorium Gruzji. Obserwatorzy OBWE potwierdzili, że nadleciał on z „północnego wschodu”, ale bez jasnego wskazania na Rosję. Ta zaś twierdzi, iż Gruzini sfabrykowali informację o incydencie. (wr)

szy okólnik brytyjskiego ministerstwa obrony zakazał żołnierzom pisać o stanach swej duszy w blogach. Wojskowi nie mogą też wysyłać tekstów, zdjęć ani wideo związanych z kwestiami obronności bez upoważnienia zwierzchników. Mają także zakaz uczestnictwa w sondażach oraz zabierania publicznie głosu bez zgody władz. Wcześniej żołnierze musieli prosić o zgodę na kontakt z mediami, ale mogli swobodnie wyrażać się w blogach i na internetowych forach. Wprowadzone zmiany to efekt skandalu, jaki wywołała sprzedaż opowieści kilku marynarzy brytyjskich zatrzymanych w marcu przez Irańczyków. Już wcześniej resort obrony zabronił żołnierzom służby czyn-

UK MOD

Uwolnieni przez Irańczyków brytyjscy marynarze i marines

nej pobierania wynagrodzenia za wywiady, książkę lub udział w konferencji. Dziennik „The Guardian” uznał, że nowe przepisy są sprzeczne z brytyjskim prawem dotyczącym praw człowieka i swobody wypowiedzi. Natomiast sami wojskowi ocenili je na forum internetowym jako niewykonalne. (ted)

nr 34/2007

Polska Zbrojna 61

TO I OWO
UCY WILIZOWANY SZPIEG

Tajemnicza

łódź podwodna
Samolot RAF-u z brytyjsko-kanadyjską załogą leciał dokonać zrzutu dla walczącej Warszawy. Na miejsce jednak nie dotarł. W nocy z 4 na 5 sierpnia 1944 r. bombowiec został zestrzelony przez niemiecki myśliwiec w okolicach Dąbrowy Tarnowskiej i runął na ziemię. Spadł na bagnisty teren. Ciała lotników pochowano na pobliskim cmentarzu, a szczątki Halifaksu wiele lat przeleżały pod ziemią. Na jesieni 2006 r. rozpoczęto prace archeologiczne, które zakończyły się odnalezieniem i wydobyciem samolotu. Historię tego lotu i fragmenty bombowca można zobaczyć w hangarze warszawskiej Wojskowej Akademii Technicznej. Wystawa „1944 – Skrzydła Nadziei. Halifax JP 276 A na pomoc wolnej Polsce” czynna jest do 2 października. (ATD)

Historia z bagien

N

Ś

więto Wojska Polskiego, tak jak każde inne święto, jest okazją do składania życzeń. Dobrych słów nigdy zbyt wiele, więc i ja postanowiłem dołączyć do osób, które w tym dniu, szczególnie miłym dla noszących zielone, granatowe i stalowe mundury, przekażą wyrazy uznania i same serdeczności. Generałom i admirałom Wojska Polskiego życzę tego, by ich podwładni widzieli w nich ludzi, a nie tylko dumnych nosicieli wężyków i lampasów. Podpowiem, że będzie to łatwiej uzyskać, jeżeli sami będą pamiętali, iż kiedyś byli ludźmi, i przypomną sobie, jak wówczas postrzegali osoby zajmujące generalskie stanowiska. Pułkownikom i majorom życzę, by dostrzegając drzazgi w oku przełożonych, zauważyli belki w swoim. Pamiętajcie, moi drodzy, że dyktatorstwo nie musi oznaczać wszechwładzy. To pewien sposób bycia. Kapitanom i porucznikom życzę, aby jak najdłużej pamiętali o tym, że przyszli do wojska służyć Rzeczypospolitej, a nie po to, aby krętymi korytarzami kadrowców doczłapać do szybkiej emerytury i prysnąć z armii. Jesteście nadzieją polskiego wojska – nie dajcie sobie wmówić, że służba polega na przechytrzeniu każdego i niepozwoleniu na stawianie sobie zadań. Podoficerom życzę, aby byli traktowani jak partnerzy oficerów, ale również jak partnerzy się zachowywali. Pamiętajcie, że w armii różnią nas wprawdzie naramienniki, ale łączy, a przynajmniej powinno, działanie w jej interesie. Złośliwe działanie na szkodę nielubianego oficera to działanie na szkodę armii. Szeregowym zawodowym życzę, aby jak najszybciej ich uposażenie zostało przeliczone ze złotówek na euro według zasady 1:1. Żołnierzom zasadniczej służby wojskowej życzę, aby na czas, kiedy zakładają mundur, stawali się lepsi. A pracownikom wojska masowych wygranych w toto-lotka. To na jakiś czas rozwiąże wasze problemy finansowe. Wszystkiego najlepszego!

życzenia

Świąteczne

owojorska policja zauważyła niedawno w pobliżu największego transatlantyckiego liniowca „Queen Mary 2”, zacumowanego w porcie pasażerskim w dzielnicy Brooklyn, tajemniczy ponton z dwoma mężczyznami. Co więcej, był połączony liną z częściowo zanurzoną łodzią podwodną. Gdy policjanci podpłynęli bliżej, okazało się, że jest to replika jednoosobowej, napędzanej siłą mięśni drewnianej łodzi podwodnej zwanej żółwiem, której używano podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych w 1776 r. W jej wnętrzu siedziała trzecia osoba. Wszyscy trzej „podwodniacy” zostali zatrzymani. Co prawda przedstawiciel policji przyznał, że „łódź nie stanowi zagrożenia terrorystycznego”, ale mogą stanąć przed sądem za pływanie niezarejestrowaną łodzią podwodną oraz naruszenie strefy bezpieczeństwa liniowca. (w)

MIODNI SAPERZY

C

HORWACI BADAJĄ WYKORZYSTANIE PSZCZÓŁ DO ROZBRAJANIA PÓL MINOWYCH. Zdaniem prof. Nikola Kezicia z Uniwersytetu w Zagrzebiu, owady te można nauczyć wykrywania min – pisze 8 bm. „Gazeta Wyborcza”. Na razie, jak podaje dziennik, pszczoły polują na ładunki wybuchowe na polach testowych. Idzie im bardzo dobrze i naukowcy liczą, że w przyszłości znacznie obniżą koszty rozminowywania kraju. Naukowcy uczą owady rozpoznawania zapachu materiałów wybuchowych, umieszczając niewielkie dawki trotylu w pojemniczkach obok ich karmników. Po około czterech dniach treningu owady wypuszczane są na pole testowe. Ich lot rejestruje kamera termowizyjna. Dzięki nagraniu można zidentyfikować miejsca, w których pszczoły wyczuły trotyl. Jeśli badania zakończą się sukcesem, w przyszłości owady będą wspomagały saperów. (ad)

3000

Canberze. Wbrew rozkazowi dowódców,

kangurów opanowało teren wojskowej bazy w australijskiej

żołnierze nie chcieli strzelać do intruzów. Gazeta „Canberra Times” donosi, że kangury zostały obezwładnione strzałkami ze środkiem usypiającym. Wyłapanie zwierząt i wywiezienie ich w bezpieczne miejsce będzie kosztować majątek. Dlatego australijskie media kwestionują taką decyzję. Poza tym populacja kangurów sięga w Australii 80 mln, a zwierzęta są zwykle traktowane jako szkodniki. (ann)

Nonsens tygodnia: Przedłużona misja
„Polacy są już na misjach w Iraku, Afganistanie, na Bliskim Wschodzie, w Kongu, a minister Szczygło chce jeszcze wysłać wojsko do Czadu. Po co?” – takie pytanie pada jako pierwsze w wywiadzie z gen. bryg. Stanisławem Koziejem zamieszczonym w „Dzienniku Łódzkim” z 8 bm. „Teraz damy czadu w Czadzie”. Uważamy, że przygotowując się do rozmowy na temat naszych misji, warto sprawdzić, gdzie za granicą służą nasi żołnierze, a gdzie nie. W Kongu ich już nie ma, i to od dość dawna – ostatni wrócili stamtąd w grudniu ub.r. Nawet jeśli autorka tekstu nie interesuje się za bardzo wojskiem, to choćby przeglądając teksty związane z możliwym wyjazdem polskich żołnierzy do Czadu, w każdym z nich mogła przeczytać, że do Afryki pojadą najprawdopodobniej przede wszystkim ci żołnierze, którzy byli na zakończonej misji w Kongo. Dobrze jest wiedzieć takie rzeczy, kiedy pisze się o armii. (ad)

62 Polska Zbrojna

nr 34/2007

You're Reading a Free Preview

Descarregar
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->