Você está na página 1de 93

Jeste! u progu niecodziennego do!wiadczenia. Zaraz rozpoczniesz rozmow" z Bogiem. Tak, wiem... to niemo#liwe.

Tak uwa#asz (lub tak ci" nauczono) - to nie jest mo#liwe. Mo#na zwraca$ si" do Boga, ale rozmawia$ z nim? Przecie# Bg nie odpowiada, prawda? Ja my!la%em podobnie. I wtedy przydarzy%a mi si" ta ksi&#ka. Dos%ownie. Tej ksi&#ki nie napisa%em, ona mi si" przydarzy%a. Podobnie b"dzie z Tob&, gdy po ni& si"gniesz, poniewa# wszystkich nas #ycie stawia przed prawda, do ktrej dojrzeli!my. Neale Donald Walsch tytu! orygina!u Conversations with God book l Original English language edition Copyright 1995 by Neale Donald Walsch Ali rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form. This edition published by arrangement' with G. P. Putnam's Sons, a member of Penguin Putnam Inc. Copyright 2002 by Dom Wydawniczy LIMBUS, Bydgoszcz ANN" M. WALSCH, ktra nie tylko wpoi!a mi, #e Bg istnieje, ale ukaza!a te# wspania!$ prawd%, #e Bg jest moim najlepszym przyjacielem; ktra by!a mi wi%cej ni# matk$ i zrodzi!a we mnie t%sknot% i mi!o&' do Boga, i wszelkiego dobra. Mama by!a dla mnie pierwszym zetkni%ciem z anio!em. oraz ALEXOWI M. WALSCHOWI, ktry cz%sto powtarza! mi, Nie ma si% czym przejmowa'", Nie zniech%caj si% odmow$", Cz!owiek jest kowalem swojego losu" i Si%gaj po wi%cej". Tato by! dla mnie pierwszym do&wiadczeniem niepokorno&ci. 'Podzi".l!pzuama I rzede wszystkim, zawsze i nieustannie, zwracam si% do (rd!a wszystkiego, co znalaz!o si% w tej ksi$#ce, wszystkiego, co sk!ada si% na #ycie - i samego #ycia. Dalej, pragn% podzi%kowa' moim duchowym nauczycielom, do ktrych nale#$ &wi%ci i m%drcy wszelkich religii. Wreszcie, wierz%, #e ka#dy z nas mg!by sporz$dzi' list% osb, ktrych wp!ywu na nasze #ycie nie sposb wr%cz przeceni'; osb, ktre g!osi!y nam sw$ prawd%, dzieli!y si% z nami sw$ m$dro&ci$, cierpliwie znosi!y nasze wady i s!abostki; ktre przejrza!y nas na wylot, dostrzegaj$c to, co w nas najlepsze. Osb, ktre przez sw$ akceptacj%, a tak#e w rwnym stopniu przez sw$ niezgod" na uznanie w nas tego, czego&my tak naprawd% dla siebie nie wybrali, przyczyni!y si% do naszego wzrostu. Dzi%ki nim stali&my si% w jaki& sposb wi"ksi. Oprcz mych rodzicw, ktrzy byli dla mnie tym wszystkim, do ludzi tych nale#$: Samantha Grski, Tara-Jenelle Walsch, Wayne Davis, Bryan Walsch, Martha Wright, Ben

Wills Jr., Roland Chambers, Da) Higgs, C. Berry Carter II, Ellen Moyer, Ann% Black-well, Dawn Dancing Free, Ed Keller, Lyman W. Gris-wold, Elisabeth Kiibler-Ross, i drogi, drogi Terry Co-le-Whittaker. Gdy serce przepe!nia mi wdzi%czno&' za dary, jakie od nich otrzyma!em, pragn% wymieni' osob% szczeglnie mi!$ memu sercu - Nancy Fleming Walsch, moj$ pomocniczk%, ma!#onk%, partnerk%, pe!n$ madro&ci, wsp!czucia i mi!o&ci, ktra udowodni!a mi, #e me najszczytniejsze marzenia o tym, czym mo#e by' zwi$zek dwojga ludzi, mog$ sta' si% prawd$. Chcia!by rwnie# wyrazi' swoje uznanie ludziom, ktrych nigdy nie spotka!em, ale ktrzy swoim #yciem i dzie!em wstrz$sn%li mn$ do g!%bi jestestwa i ktrym nigdy nie przestaj% dzi%kowa' za owe wy&mienite chwile, za wgl$d w ludzk$ dol% i za czysty, prosty Lifegefeelkin (sam wymy&li!em to s!owo!). Wiecie chyba, jak to jest, gdy kto& daje wam posmakowa' prawdy o #yciu, rozkoszowa' si% ni$ przez cudown$ chwil%? Dla mnie rol% t% spe!niaj$ arty&ci, twrcy i odtwrcy, bowiem ze sztuki czerpi% natchnienie, tam szukam warunkw sprzyjaj$cych reeksji i tam te# znajduj% to, co nazywamy najpi%kniejszym wyrazem Boga. Dlatego chc% podzi%kowa'... Johnowi Denverowi, ktrego piosenki zapadaj$ g!%boko w m$ dusz% i budz$ na nowo wiar% w mo#liwo&ci ludzkiego #ycia; Richardowi Bachowi, ktrego utwory si%gaj$ w sam g!$b mego #ycia, opisuj$c wiele do&wiadcze), ktre sta!y si% moim udzia!em; Barbrze Streisand, ktrej sztuka muzyczna, aktorska i re#yserska ujmuje moje serce za ka#dym razem, sprawiaj$c, #e prawd% odczuwam, a nie zaledwie pojmuj"; oraz nie#yj$cemu Robertowi Heinleinowi, ktry w swoich literackich wizjach postawi! pytania i przedstawi! odpowiedzi w sposb do dzi& niedo&cig!y. Trze-dmowa Jeste& u progu niecodziennego do&wiadczenia. Zaraz rozpoczniesz rozmow% z Bogiem. Tak, wiem... to niemo#liwe. Tak uwa#asz (lub tak ci% nauczono) - to nie jest mo#liwe. Mo#na zwraca' si% do Boga, ale rozmawia' z Nim? Przecie# Bg nie odpowiada, prawda? Przynajmniej nie w formie zwyk!ego dialogu, jaki prowadzimy na co dzie)! Ja my&la!em podobnie. I wtedy przydarzy!a mi si% ta ksi$#ka. Dos!ownie. Tej ksi$#ki nie napisa!em, ona mi si% przydarzy!a. Podobnie b%dzie z tob$, gdy po ni$ si%gniesz, poniewa# wszystkich nas #ycie stawia przed prawda, do ktrej dojrzeli!my. By!oby mi pewnie znacznie !atwiej, gdybym zachowa! to wszystko dla siebie. Lecz nie taki by! tego cel. I chocia# ksi$#ka ta mo#e postawi' mnie w sytuacji do&' niewygodnej (na przyk!ad, zostan% okrzyczany blu*nierc$, oszustem, hipokryt$ za to, #e nie #y!em zgodnie z tymi prawdami w przesz!o&ci, lub - co gorsza - &wi%tym), nie jest ju# w mojej mocy zatrzyma' bieg wydarze). Nie mam zreszt$ takiej ochoty. Mia!em okazj% si% wycofa', ale tego nie uczyni!em. Postanowi!em zda' si% na g!os instynktu, odsuwaj$c na dalszy plan przewidywan$ reakcj% &wiata na zawarty tu materia!. Instynkt ten mwi mi, #e to nie s$ bzdury, wytwr rozgor$czkowanej wyobra*ni duchowej czy wynurzenia cz!owieka prbuj$cego wynagrodzi' sobie chybione #ycie. Och, rozwa#a!em ka#d$ z tych mo#liwo&ci - ka#d$. Dlatego da!em maszynopis do przeczytania kilku przyjacio!om. Wzruszyli si%. Pop!akali. Ubawili zawartym w niej humorem. A ich #ycie, mwili, si% odmieni!o. To nimi wstrz$sn%!o, tchn%!o w nich nowe si!y. Wielu opowiada!o o gruntownej przemianie. Wtedy nabra!em pewno&ci, #e ta ksi$#ka przeznaczona jest dla ka#dego i trzeba j$ wyda' drukiem. Stanowi bowiem wspania!y dar dla tych, ktrzy prawdziwie !akn$ odpowiedzi i ceni$ pytania; ktrzy ze szczerym sercem, otwartym umys!em i t%sknot$ w duszy poszukuj$ prawdy. Czyli w!a&ciwie dla ka#dego z nas. Ksi$#ka ta porusza odwieczne zagadnienia #ycia i mi!o&ci, celu i funkcji, ludzi i zwi$zkw, dobra i z!a, grzechu i winy, przebaczenia i odkupienia, &cie#ki do Boga i drogi do piek!a... s!owem, wszystko. Bez os!onek omawia seks, w!adz%, ma!#e)stwo, dzieci, prac%, zdrowie, #ycie po #yciu" i #ycie przed #yciem"... wszystko. Zg!%bia wojn% i pokj, wiedz% i ignorancj%, oarowanie i branie, rado&' i smutek. Rozpatruje to, co konkretne i to, co abstrakcyjne,

widzialne i niewidzialne, prawd% i nieprawd%. Mo#na powiedzie', #e stanowi ona najnowsze s!owo Boga", cho' niektrym trudno b%dzie to przyj$', zw!aszcza je&li zak!adaj$, #e Bg od dwch tysi%cy lat milczy, albo je&li przemawia, to tylko do &wi%tych, nawiedzonych, do kogo&, kto od trzydziestu lat medytuje, albo od dwudziestu lat jest dobry, albo od dziesi%ciu lat prowadzi do&' przyzwoite #ycie (ja nie zaliczam si% do #adnej z tych kategorii). Prawda jest taka, #e Bg rozmawia z ka#dym. Dobrym i z!ym. Bogobojnym i nikczemnym. I z ca!$ reszt$ po&rodku. We*my jako przyk!ad ciebie. Bg wkracza! w twoje #ycie na wiele sposobw, a ten stanowi jeden z nich. Czy# nie mwi si%: nauczyciel przychodzi, gdy ucze) jest gotowy? Tym nauczycielem jest niniejsza ksi$#ka. Od samego pocz$tku by!em przekonany, #e rozmawiam z Bogiem. Wprost, osobi&cie. Niezaprzeczalnie. A Bg odpowiada na pytania zgodnie z moimi mo#liwo&ciami pojmowania. To znaczy, udziela mi odpowiedzi j%zykiem dla mnie zrozumia!ym. T!umaczy to cz%ste wyst%powanie zwrotw potocznych oraz sporadycznych nawi$za) do mych uprzednich do&wiadcze) #yciowych oraz wcze&niej zebranych materia!w z innych *rde!. Wiem teraz, #e cokolwiek przytra!o mi si% w #yciu, pochodzi%o od Boga, a obecnie zbiera si% w jedn$ ca!o&' i sk!ada na wspania!$, wyczerpuj$c$ odpowied* na ka#de pytanie, jakie kiedykolwiek mnie nurtowa%o. Ju# w trakcie zorientowa!em si%, #e powstaje z tego ksi$#ka, ktra zostanie opublikowana. Otrzyma!em nawet szczeg!owe pouczenie, #e w sumie z rozmw tych wynikn$ trzy ksi$#ki: 1. Pierwsza po&wi%cona b%dzie tematom osobistym, g!wnie wyst%puj$cym w #yciu jednostki wyzwaniom i sposobno&ciom. 2. Druga zajmowa' si% b%dzie zagadnieniami geopolitycznymi i metazycznymi o wyd*wi%ku globalnym, oraz zadaniom, jakim musi obecnie sprosta' &wiat. 3. Trzecia porusza' b%dzie uniwersalne prawdy najwy#szego rz%du, oraz wyzwania i sposobno&ci, przed jakimi stoi dusza. Niniejsza ksi$#ka, pierwsza z cyklu, uko)czona zosta!a w lutym 1993 roku. Gwoli jasno&ci winienem wyja&ni', #e podczas pisania podkre&li!em pewne wyrazy i zdania, ktre uderzy!y mnie ze szczegln$ si!$ - jak gdyby Bg nadawa! im specjalne znaczenie - i zosta!y one wyr#nione inn$ czcionk$. Musz% wyzna', #e - po zapoznaniu si% z zawart$ tu m$dro&ci$ - jestem za#enowany #yciem, jakie prowadzi!em, ci$g!ymi b!%dami i potkni%ciami, zachowaniami, za ktre mi wstyd, oraz pewnymi decyzjami i wyborami, ktre dla innych zapewne s$ bolesne i niewybaczalne. Cho' szczerze bolej%, #e odby!o si% to kosztem innych, jestem wdzi%czny za nauk%, jak$ dzi%ki temu wynios!em, oraz &wiadomo&', #e jeszcze tyle mam do nauczenia si%. Przepraszam wszystkich za opiesza!o&' w zdobywaniu tej wiedzy. Ale Bg uczy nas sobie wybacza', nie poddawa' si% winie i l%kowi, lecz wci$# na nowo - nieustannie - prbowa' wcieli' w #ycie coraz to wspanialsz$ wizj%. Wiem, #e tego oczekuje od nas wszystkich Bg. Neale Donald Walsch Central Point, Oregon, 1994 Wiosn$ 1992 roku - mniej wi%cej w porze &wi$t wielkanocnych - zdarzy!a si% w moim #yciu niezwyk!a sytuacja. Przemwi! do ciebie Bg. Przeze mnie. Pozwl, #e wyja&ni%. Prze#ywa!em wwczas trudne chwile, pod wzgl%dem osobistym, zawodowym i uczuciowym, a moje #ycie wydawa!o mi si% ca!kowicie przegrane. Poniewa# od lat mia!em w zwyczaju spisywa' swe my&li w listach (ktre z regu!y nie traa!y do adresata), si%gn$!em po wys!u#ony #!ty notatnik i zacz$!em przelewa' swe #ale na papier. Jednak tym razem, zamiast po raz kolejny kierowa' list do osoby, ktr$ pos$dza!em o to, #e si% nade mn$ zn%ca, postanowi!em zwrci' si% do samego *rd!a; prosto do naczelnego oprawcy. Napisa!em list do Boga. By! to list na!adowany z!o&ci$ i pasj$, pe!en wyrzutw i zarzutw. Zawar!em w nim te# ca!$

list% gniewnych pyta). Dlaczego moje #ycie jest nieudane? Czego potrzeba, aby je naprawi'? Dlaczego nie znajduj% szcz%&cia w zwi$zkach z innymi? Czy nigdy nie b%dzie mi dane zazna$ dobrobytu? I wreszcie - najgor%tsze - Czym zas%u#y%em sobie na #ycie b"d&ce pasmem nieustannych zmaga'? Ku mojemu zdziwieniu, kiedy skre&li!em ostatnie z mych gorzkich pyta) bez odpowiedzi" i chcia!em od!o#y' d!ugopis, moja r%ka zawis!a nad kartk$ papieru, jakby przytrzymywana jak$& si!$. Nagle d!ugopis zacz$! sam z siebie si% porusza'. Nie mia!em poj%cia, co napisz%, ale to za chwil% mia!o si% okaza', wi%c podda!em si% biegowi wydarze). Spod pira wysz!o... Czy naprawd" chcesz wiedzie$ czy tylko dajesz upust emocjom? Zamruga!em z wra#enia... ale zaraz odpowiedzia!em. To rwnie# zapisa!em. Jedno i drugie. To jasne, #e daj% upust emocjom, lecz je&li na te pytania s$ jakie& odpowiedzi, to piekielnie mi spieszno je us!ysze'! Piekielnie ci spieszno"... do wielu rzeczy. Czy nie przyda%aby ci si" odrobina niebia'skiego spokoju"? Na co ja odpar!em: Co to niby ma znaczy'? Zanim si% spostrzeg!em, nawi$za! si% prawdziwy dialog... ja za& w mniejszym stopniu pisa!em, ni# pos!usznie notowa!em. Dyktando to zaj%!o w sumie trzy lata, a ja wtedy nawet nie przeczuwa!em, dok$d zmierzamy. Odpowiedzi na przelane na papier pytania pojawia!y si% dopiero wtedy, kiedy ko)czy!em pisanie i odgania%em w%asne my!li. Cz%sto pada!y z tak$ pr%dko&ci$, #e nie mog!em nad$#y' z pisaniem i gryzmoli!em, #eby niczego nie uroni'. Kiedy gubi!em trop albo ogarnia!o mnie uczucie, #e te s!owa nie przychodz$ do mnie z zewn$trz, odk!ada!em d!ugopis i przerywa!em rozmow%, dopki znw nie nasz!o mnie natchnienie (niestety, to jedyne s!owo, jakie tu pasuje). Dialog ten toczy si% nadal i wi%ksza jego cz%&' tra!a na karty tej ksi$#ki... ksi$#ki b%d$cej zapisem niesamowitej konwersaq'i, w ktr$ z pocz$tku trudno mi by!o uwierzy'. P*niej uzna!em, #e przedstawia warto&' czysto osobist$, teraz za& widz%, #e nie by!a przeznaczona wy!$cznie do mojego u#ytku. Przeznaczona by!a dla ciebie i ka#dego, kto zetknie si% z t$ ksi$#k$. Gdy# moje pytania s$ rwnie# twoimi. Chc%, aby& jak najszybciej podj$! ten dialog, poniewa# w rzeczywisto&ci liczy si% nie moja historia, lecz twoja. To ona przywiod!a ci% tutaj. To do twoich do&wiadcze) osobistych ma odniesienie zawarty tu materia!. W przeciwnym razie nie czyta!by& go teraz, w tej chwili. Zacznijmy wi%c rozmow% od pytania, ktre nurtowa!o mnie od dawna: W jaki sposb przemawia Bg i do kogo? Oto, jak$ otrzyma!em odpowied*: Przemawiam do ka#dego cz%owieka. Nieustannie. Rzecz nie w tym, do kogo si" zwracam, ale kto mnie s%ucha. Zaintrygowany, poprosi!em Boga, aby rozwin$! t% my&l. Oto, co rzek!: Najpierw zast&pimy s%owo przemawia$ innym, na przyk%ad komunikowa$. To znacznie lepsze, pe%niejsze i trafniejsze okre!lenie. Kiedy rozmawiamy ze sob&, natychmiast stajemy si" wi"(niami s%w, ktre nios& ze sob& niesamowite ograniczenia. Dlatego te# rzadko u#ywam s%w, aby co! przekaza$. Najcz"!ciej komunikuje za po!rednictwem uczu$. Uczucia s& mow& duszy. Je!li chcesz si" przekona$, czym naprawd" jest dla ciebie dana rzecz, zwr$ uwag" na to, jakie budzi w tobie uczucia. Poznanie swoich uczu$ czasem sprawia trudno!$, a jeszcze trudniej przychodzi nam je zaakceptowa$. Mimo to twoja najwy#sza prawda ukryta jest w najg%"bszych uczuciach. Chodzi o to, aby do nich dotrze$. Poka#" ci, jak tego dokona$. Jeszcze raz. Je!li tego chcesz. Odpar!em, #e owszem, pragn% tego, ale w tej chwili bardziej zale#y mi na uzyskaniu wyczerpuj$cej odpowiedzi na pierwsze zadane przeze mnie pytanie. Bg odpowiedzia!:

Komunikuje rwnie# za pomoce my!li. Cho$ uczucia i my!li cz"sto wyst"puj& razem, r#ni& si" od siebie. Komunikuj&c poprzez my!li cz"sto pos%uguje si" obrazami. Z tego wzgl"du my!l stanowi skuteczniejsze narz"dzie porozumiewania si" ni# same s%owa. Oprcz my!li i uczu$, wykorzystuje te# do!wiadczenie jako dobitny komunikat. Jednak kiedy zawiod& uczucia, my!li i do!wiadczenia, pozostaje mi tylko u#y$ s%w. Ale tak naprawd" s%owa s& najs%abszym !rodkiem przekazu, dopuszczaj& bowiem r#ne czy wr"cz wypaczone interpretacje. Dlaczego tak si" dzieje? Wynika to z samej natury s%w: d"wi#kw, ktre oznaczaj& uczucia, my!li i do!wiadczenia. To tylko symbole. Znaki. Etykietki. Nie s& Prawda. Nie s& prawdziwymi rzeczami. S%owa pomagaj& zrozumie$. Do!wiadczenie pozwala wam pozna$. Ale pewnych rzeczy do!wiadczy$ nie mo#na. Dlatego da%em wam inne narz"dzia poznania, czyli uczucia, a tak#e my!li. Wy za!, jak na ironi#, tak dalece zawierzyli!cie S$owu Bo%emu, %e niemal pomijacie Jego do!wiadczenie. W gruncie rzeczy, do!wiadczenie ma dla was tak niska warto!$, #e kiedy wasze doznanie Boga odbiega od tego, czego was o Nim nauczono, automatycznie przekre!lacie doznanie i obstajecie przy s%owach, podczas gdy powinno by$ dok%adnie na odwrt. Do!wiadczenie i uczucia, jakie #ywicie wobec danej rzeczy, stanowi& odbicie tego, co faktycznie i intuicyjnie o niej wiecie. S%owa mog& jedynie stara$ si" przedstawi$ symbolicznie wasza wiedze i cz"sto wprowadzaj& do niej zam"t. Takimi zatem pos%uguje si" narz"dziami, lecz nie wszystkie uczucia, nie wszystkie my!li, nie wszystkie do!wiadczenia i nie wszystkie s%owa pochodz& ode Mnie. Wiele wypowiadano s%w w Moim imieniu. Za wieloma my!lami i uczuciami kryj& si" przyczyny nie b"d&ce Moim bezpo!rednim dzie%em. A daj& one pocz&tek mnogim do!wiadczeniom. Stajecie przed wyzwaniem, jakim jest odr#nienie Boskich przekazw od danych p%yn&cych z innych (rde%. Rozpoznanie u%atwi nast"puj&ca prosta regu%a: Ode Mnie pochodzi twa Najwy # sza My ! l, twe Najtrafniejsze S $ owo, twe Najwznio!lejsze Uczucie. Reszta pochodzi z innego "rd$a. Rozr#nienie przestaje by$ trudne, gdy# nawet pocz&tkuj&cy adept bez k%opotu mo#e okre!li$, co stanowi Najwy#sze, Najtrafniejsze, Najwznio!lejsze. Udziel" - ci nast"puj&cych wskazwek: My!l Najwy#sza to zawsze ta my!l, ktra niesie rado!$. Najtrafniejsze S%owa to te, ktre g%osz& prawd". Najwznio!lejsze Uczucie to uczucie zwane przez ciebie mi%o!ci&. Rado!$, prawda, mi%o!$. Te trzy warto!ci s& w istocie zamienne, jedna zawsze prowadzi do drugiej. Nie ma znaczenia, w jakiej kolejno!ci je umie!cimy. Po okre!leniu w oparciu o powy#sze wskazwki, ktre komunikaty 39 ode Mnie, a ktre pochodz& sk&din&d, pozostaje jeszcze pytanie, czy odnios& w%a!ciwy skutek. Wi"kszo!$ Moich przekazw mija si" z celem. Niektre dlatego, #e wydaj" si" zbyt pi"kne, aby by%y prawdziwe. Inne dlatego, #e zbyt trudno si" do nich zastosowa$. Wiele zostaje opacznie zrozumianych. Reszta, a tych jest najwi"cej, nawet nie zostaje odebrana. Mym najpot"#niejszym przes%aniem jest do!wiadczenie, a nawet ono jest ignorowane. Szczeglnie ono jest ignorowane. )wiat nie walaliby si" w obecnym po%o#eniu, gdyby!cie po prostu ws%uchali si" w to, co mwi do!wiadczenie. Ignorowanie do!wiadczenia prowadzi do tego, #e stale si" ono powtarza, wci&# od nowa. Gdy# nie mo#na udaremni$ Mego zamierzenia ani lekcewa#y$ Mojej woli. Moje przes%anie dotrze do ciebie. Pr"dzej czy p(niej. Jednak nie b"d" ci niczego narzuca%. Nie zmusz" ci" do niczego. Nie po to obdarzy%em ciebie wolna wola - da%em ci mo#liwo!$ wyboru - aby ci to kiedykolwiek odebra$.

B"d" wiec dalej wysy%a$ te same przekazy, cho$by ca%e tysi&clecia, do ka#dego zak&tka wszech!wiata, w ktrym si" znajdziesz. Zasypywa$ ci" b"d" nieustannie Muimi przes%aniami, a# w ko'cu je przyjmiesz i uznasz za swoje. Przyjd& do ciebie w stu r#nych postaciach, w tysi&cu chwil, w ci&gu miliona lat. Nie mo#esz ich przeoczy$, je!li naprawd" s%uchasz. Nie mo#esz ich zby$, kiedy raz naprawd" ich wys%uchasz. W ten sposb nawi&#e si" na dobre porozumienie miedzy nami. W przesz%o!ci bowiem tylko mwi%e! do Mnie, modli%e! si", b%aga%e!, nalega%e!. A teraz b"d" mg% Ja przemwi$ do ciebie, jak to czyni" tutaj. Sk$d jednak mog% wiedzie', #e te s!owa pochodz$ od Boga? Mo#e to tylko moja wybuja!a wyobra*nia? A jaka to r#nica? Czy nie pojmujesz, #e rwnie dobrze mg%bym pos%u#y$ si" iw&. wyobra(nia? Tym czy innym sposobem, ze!l" na ciebie w%a!ciwe my!li, s%owa czy uczucia, w dowolnej chwili, odpowiednio dobrane do postawionego celu. Poznasz, ze to Moje s%owa, gdy# sam z siebie nigdy z taka jasno!ci& si" nie wyra#a%e!. Gdyby! potra% z taka jasno!ci& odpowiedzie$ na te pytania, to wcale by! ich nie zadawa%. Z kim komunikuje si% Bg? Czy s$ jacy& szczeglni ludzie? Szczeglne czasy? Wszyscy ludzie s& szczeglni, ka#da chwila jest wyj&tkowa. *aden cz%owiek i #aden czas nie jest wywy#szony. Wielu pragnie wierzy$, #e Bg porozumiewa si" w specjalny sposb i tylko z wybranymi. Zwalnia to og% ludzi z odpowiedzialno!ci wys%uchania Mojego przes%ania, a nawet odebrania go; sprawia, #e wierzymy na s%owo, na cudze s%owo. Nie musisz si" we Mnie ws%uchiwa$, gdy# uzna%e!, #e inni ju# wys%uchali, co mam do powiedzenia na ka#dy temat, wiec teraz masz ich do s%uchania. Zdaj&c si" na to, co inni maja do powiedzenia o Mnie, nie potrzebujesz w ogle my!le$. To g%wnie z tego powodu tylu ludzi nie dopuszcza do siebie Moich przekazw. Akceptuj&c to, #e Moje przekazy docieraj& bezpo!rednio do ciebie, stajesz si" odpowiedzialny za ich zrozumienie. O wiele wygodniej jest uzna$ interpretacje innych (cho$by nawet #yli dwa tysi&ce lat temu), ni# samemu stara$ si" odczyta$ wiadomo!$, ktra mog" ci przekazywa$ nawet w tej chwili. Niemniej zapraszam ci" do skorzystania z nowego sposobu komunikacji z Bogiem. Komunikacji obustronnej. Prawda jest jednak taka, #e to ty zaprosi%e! Mnie. Ja przyby%em w tej postaci, w tej chwili, w odpowiedzi na twoje wo%anie. Dlaczego niektre jednostki, Chrystus na przyk!ad, odbieraj$ wi%cej Twoich przekazw ni# pozostali? Poniewa# niektrzy ludzie s& gotowi naprawd" s%ucha$. Szczerze s%uchaj& i pozostaj& otwarci nawet na to, co wydaje si" straszne, zwariowane czy b%"dne. Mamy s!ucha' Boga nawet kiedy to, co mwi, wydaje si% b!%dne? Szczeglnie wtedy. Je!li my!lisz, #e masz we wszystkim s%uszno!$, to po co komu Bg? Dalej, ruszaj w !wiat i dzia%aj w oparciu o ca%a swoje wiedze. Ale we( pod uwag", #e wszyscy tak post"pujecie od niepami"tnych czasw. I zobacz, do czego doprowadzili!cie ten !wiat. Niew&tpliwie co! przeoczyli!cie. Rzecz jasna, jest co!, czego nie rozumiecie. To, co rozumiecie, si%a rzeczy wydaje si" wam s%uszne", poniewa# tym s%owem okre!lacie co!, z czym si" zgadzacie. To, co wam umkn"%o, musi wiec z pocz&tku wyda$ si" wam b%"dne". Jedyna droga naprzd zaczyna si" od postawienia sobie pytania: Co by si" sta%o, gdyby wszystko, co uwa#a%em za 'b%"dne', w rzeczywisto!ci by%o 's%uszne'?" Te sytuacje zna ka#dy wybitny naukowiec. Kiedy co! nie wychodzi, uczony odrzuca dotychczasowe za%o#enia i zaczyna od nowa. Wielkie odkrycia dokonywane s& przez gotowo!$, umiej"tno!$ uznania, #e si" b%&dzi. Tego w%a!nie potrzeba tutaj. Nie mo#esz pozna$ Boga, pki nie przestaniesz sobie wmawia$, #e ju# go znasz. Nie mo#esz us%ysze$ Boga, pki tkwisz w przekonaniu, #e ju# go us%ysza%e!. Nie mog" przekaza$ ci Mojej Prawdy, dopki nie przestaniesz zasypywa$ Mnie swoja. Ale moja prawda o Bogu pochodzi przecie# od Ciebie. Kto tak twierdzi? Inni.

Jacy inni? Przywdcy. Duszpasterze. Rabini. Ksi%#a. Ksi$#ki. Biblia, na mi!o&' Bosk$! To nie s& wiarygodne (rd%a. Nie s$? Nie. To w takim razie, co jest wiarygodnym *rd!em? S%uchaj swoich uczu$, swych Najwy#szych My!li. Ws%uchaj si" w to, co mwi ci do!wiadczenie. Ilekro$ odbiega$ b"d& od tego, co g%osz& twoi nauczyciele, ksi&#ki, zapomnij o ich s%owach. S%owa s& najbardziej zawodnym pos%a'cem Prawdy. Tyle chcia!bym ci powiedzie', o tyle rzeczy zapyta', #e nie wiem, od czego zacz$'. Na przyk!ad, dlaczego nie objawiasz si% ludziom? Je&li Bg rzeczywi&cie istnieje i Ty Nim jeste&, dlaczego nie objawisz si% tak, aby&my wszyscy mogli zrozumie'? Czyni%em to wiele razy. I w tej chwili objawiam si" te#. Nie, mnie chodzi o objawienie si% w sposb niepodwa#alny, taki, ktremu nie mo#na zaprzeczy'. Czyli jaki? Ukazuj$c mi si% tu i teraz. W%a!nie to robi". Gdzie? Gdziekolwiek spojrzysz. Nie, mam na my&li niepodwa#alny sposb, tak, aby nikt nie mg! temu zaprzeczy'. Jak to mia%oby wygl&da$? W jakiej postaci czy formie twoim zdaniem powinienem si" ukaza$. W swej prawdziwej. To jest niemo#liwe, poniewa# nie mam zrozumia%ej dla was formy. Mg%bym przybra$ posta$ dla was pojmowalna, ale wwczas ka#dy uzna%by, #e mia% do czynienia z jedyna prawdziwa postaci& Boga, a nie po prostu jedna z wielu mo#liwych. Ludzie sk%onni s& raczej wierzy$, #e jestem taki, jakim Mnie postrzegaj&, ani#eli takim, jakiego Mnie nie znaj&. Ale Jam jest Byt Niewidzialny, nie nale#y uto#samia$ Mnie z tym, jakim mog" si" objawia$ w danej chwili. W pewnym sensie Jam Jest, Ktry Nie Jest. To w%a!nie z tego nie-bycia wy%aniam si" i do niego powracam. Mimo to kiedy ukazuje si" w tej czy innej formie - dla ludzi zrozumia%ej - przypisuje mi si" te posta$ po wsze czasy. A gdybym przyby% do innych, pod zmieniona postaci&, ci pierwsi powiedzieliby, #e wcale si" tym drugim nie ukaza%em, poniewa# wygl&da%em inaczej ni# za pierwszym razem i co innego mwi%em - wiec to nie mog%em by$ Ja. Widzisz wiec, #e nie ma znaczenia, w jaki sposb, czy w jakiej postaci si" objawiam nigdy objawienia te nie b"d& niepodwa#alne, bez wzgl"du na to, jaki sposb wybior" i jaka posta$ przyjm". Lecz gdyby& zrobi! co&, co ponad wszelk$ w$tpliwo&' za&wiadczy!oby, kim naprawd% jeste&... Znale(liby si" tacy, ktrzy powiedzieliby, #e to diabelska sprawka, albo po prostu czyj! wymys%. Ka#da przyczyna by%aby dobra, byle tylko nie Ja. Gdybym objawi% si" jako Wszechmog&cy Bg, Krl Nieba i Ziemi, i na dowd tego przenis%bym gry, powiedziano by: To dzie%o Szatana". I tak powinno by$. Albowiem Bosko!$ nie jest dost"pna ogl&dowi z zewn&trz, Bg objawia si" tylko na polu do!wiadczenia wewn"trznego. Je!li wewn"trzne do!wiadczenie ods%oni%o Boga, zewn"trzny ogl&d staje si" zbyteczny. Je!li za! konieczny jest ogl&d z zewn&trz, niemo#liwe staje si" do!wiadczenie wewn"trzne. Tote# pro!ba o objawienie tym samym je wyklucza, albowiem akt ten jest zarazem stwierdzeniem, #e objawienia nie ma; #e Bg nie ukazuje nam w tej chwili #adnego swojego aspektu. Tego rodzaju stwierdzenie poci&ga za sob& odpowiednie do!wiadczenie. My!l bowiem, podobnie jak s%owo, jest twrcza, a wsp%dzia%aj&c ze sob& my!l i s%owo skutecznie

powo%uj& do istnienia twoja rzeczywisto!$. Do!wiadczysz zatem braku objawienia, gdy# gdyby Bg si" objawia%, nie prosi%by! Boga o to. Czy to znaczy, #e nie mog% prosi' o co&, czego pragn%? Czy chcesz powiedzie', #e modlitwa o co& w gruncie rzeczy to od nas odsuwa? Pytanie to ponawiano przez wieki - i za ka#dym razem otrzymywano odpowied(. Mimo to wy!cie jej nie s%yszeli, a je!li nawet, nie daliby!cie jej wiary. Pos%uguj&c si" wsp%czesnym je#ykiem, wsp%czesnymi kategoriami, mo#na odpowiedzie$ na to pytanie nast"puj&co: Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie mo#esz mie$ tego, czego pragniesz. A to dlatego, #e twoja pro!ba jest stwierdzeniem braku. Mwi&c, #e czego! chcesz, przyczyniasz si" do zaistnienia w twojej rzeczywisto!ci dok%adnie tego do!wiadczenia - chcenia. Modlitwa prawid%owa jest wiec nie modlitwa b%agalna, lecz dzi"kczynna. Gdy dzi"kujesz Bogu zawczasu za to, czego z w%asnego wyboru pragniesz zazna$ w swym do!wiadczeniu, przyznajesz, #e w istocie ono ju# jest. Dzi"kczynienie kryje w sobie ogromna moc; stanowi potwierdzenie, #e zanim zd&#y%e! spyta$, otrzyma%e! ode mnie odpowied(. Tote# nie pro!. B&d( wdzi"czny. Ale je&li z gry podzi%kuj% za co& Bogu, a to si% nie spe!ni? Mo#e to wywo!a' rozczarowanie, gorycz. Wdzi"czno!ci nie wolno stosowa$ jako narz"dzia do manipulowania Bogiem. Nie mo#na wywie!$ w pole siebie samego. Umys% zna twe prawdziwe my!li. Je!li mwisz, Dzi"kuje Ci, Bo#e, za to i za to", zachowuj&c pe%na !wiadomo!$, #e w twej obecnej rzeczywisto!ci tej rzeczy nie ma, to nie pos&dzasz chyba Boga o to, #e bidzie tego nie!wiadomy i dla ciebie j& ze!le. Bg wie to, co ty wiesz, a to, co wiesz, stanowi twoj& rzeczywisto!$, a przynajmniej to, co si" wydaje ma by$. Jak wi%c mog% by' wdzi%czny za co&, czego jak wiem w moim #yciu nie ma? To kwestia wiary. Cho$by! nawet mia% wiar" wielko!ci ziarna gorczycy, gry przeniesiesz. Wiesz, #e to jest, poniewa# Ja rzek%em, #e jest; poniewa# ja odpowiedzia%em ci, zanim Mnie zapyta%e!; poniewa# na wszelkie mo#liwe sposoby, ustami ka#dego nauczyciela, jakiego wymienisz, mwi%em i mwi" ci, #e cokolwiek wybierzesz, wybieraj&c w Imi" Bo#e, tak te# si" stanie. Ale tylu ludzi skar#y si%, #e ich modlitwy nie zosta!y wys!uchane. *adna modlitwa - a czym jest modlitwa, je!li nie #arliwym stwierdzeniem stanu rzeczy - nie pozostaje bez odpowiedzi. Ka#da modlitwa, tak jak my!l, uczucie, stwierdzenie, ma charakter twrczy. W zale#no!ci od tego, z jaka #arliwo!ci& uznajemy j& za prawd", w takim stopniu uciele!ni si" ona w twoim do!wiadczeniu. Kiedy kto! mwi, #e jego modlitwa nie zosta%a wys%uchana, to w rzeczywisto!ci zadzia%a%a najbardziej #arliwa my!l, s%owo czy uczucie. Musisz bowiem wiedzie$ - i w tym ca%a tajemnica - #e decyduje my!l ukryta pod inn& my!l&; to ona jest g%wn& spr"#yn&. Je!li wiec modlisz si" i b%agasz, szans" na do!wiadczenie tego, co dla siebie wybra%e!, s& nik%e, gdy# g%wn& spr"#yn& ka#dej pro!by jest my!l, #e nie masz tego, czego pragniesz. Ta ukryta my!l staje si" twoj& rzeczywisto!ci&. Przezwyci"#y$ te my!l mo#e wy%&cznie my!l mocno osadzona w wierze, #e o cokolwiek prosicie, Bg niezawodnie ze!le. Tylko niewielu ludzi posiada tak& wiar". Modlitwa staje si" %atwiejsza, kiedy wiar", #e Bg spe%ni ka#d& nasz& pro!b", zast&pi intuicyjne zrozumienie, #e proszenie o cokolwiek nie jest konieczne. Wwczas modlitwa samoistnie przemieni si" w dzi"kczynienie. Zamiast pro!b&, jest wyrazem wdzi"czno!ci za to, co jest. Mwi$c, #e modlitwa jest stwierdzeniem istniej$cego stanu rzeczy, sugerujesz, #e Bg nie robi nic; #e trv "ckcivviek nast$pi potem, wynika z samego aktu modlitwy?

Je!li wyobra#asz sobie Boga jako wszechmog&c& istot", ktra s%ucha wszystkich modlitw, jedne przyj muje, inne odrzuca, a jeszcze inne odk%ada na bardziej sprzyjaj&cy czas, jeste! w b%"dzie. Jakimi zasadami by si" przy tym kierowa%? Je!li s&dzisz, #e to Bg jest twrc& i sprawc& wszystkiego, co si" w twoim #yciu dzieje, grubo si" mylisz. Bg nie tworzy, lecz si" przygl&da twojemu #yciu. Ch"tnie ci pomo#e, ale nie w sposb zgodny z twoimi oczekiwaniami. Nie jest zadaniem Boga wp$ywa& na warunki czy okoliczno!ci twojego %ycia. Bg stworzy% ciebie na obraz i podobie'stwo Boga. Ty dokona%e! reszty, za sprawa mocy, jaka nada% ci Bg. Bg pu!ci% w ruch proces #ycia, lecz wyposa%y$ ci# w woln( wol#, aby! mg% post"powa$ w #yciu, jak uznasz za stosowne. Pod tym wzgl"dem twoja wola jest dla ciebie wol( Boga. Robisz ze swoim #yciem to, co ci si" podoba, a ja to akceptuj#. Oto pierwsze wielkie z%udzenie, w jakie popadli!cie: #e Boga obchodz( wasze poczynania. Mnie jest wszystko jedno, co robicie, i trudno wam si" z tym pogodzi$. Ale czy ty przejmujesz si" tym, co robi& twoje dzieci, kiedy wysy%asz je, aby si" pobawi%y? Czy to ma znaczenie, czy bawi& si" w berka czy chowanego? Nie, poniewa# wiesz, #e nic im nie grozi. Umie!ci%e! je w otoczeniu, ktre uzna%e! za przyjazne i bezpieczne. Oczywi!cie, zawsze b"dziesz mia% nadzieje, #e nie zrobi& sobie krzywdy. A je!li spotka je co! z%ego, zadbasz o ich uleczenie, zapewnisz im na powrt poczucie bezpiecze'stwa, postarasz si", aby by%y szcz"!liwe, i pozwolisz im znowu wyj!$ si" pobawi$. Ale b"dzie dla ciebie bez r#nicy, jaka wybior& zabaw". Powiesz im jednak, jakie zabawy s& niebezpieczne. Ale nie mo#esz ich od tego powstrzyma$. Na zawsze. Przez ca%e #ycie a# do !mierci. To nie w twojej mocy; wie o tym ka#dy m&dry rodzic. Mimo to obchodzi go wynik ko'cowy. I na tym polega dychotomia niedbanie o sam proces, a g%"bokie przejmowanie si" rezultatem - ktra charakteryzuje postaw" Boga. Lecz Bg w pewnym sensie nie przejmuje si" nawet ostatecznym rezultatem, gdy# jest on ju# przes&dzony. Oto kolejne wielkie z%udzenie cz%owieka: #e ko'cowy wynik #ycia jest niepewny. To zw&tpienie w ostateczny rezultat zrodzi%o strach, twego najgorszego wroga. Je!li bowiem w&tpisz w ostateczny wynik, podajesz tym samym w w&tpliwo!$ samego Stwrc". A je!li w&tpisz w Boga, skazany jeste! na #ycie w ci&g%ym strachu. Je!li podajesz w w&tpliwo!$ zamierzenia Boga - i zdolno!$ Boga do ich spe%nienia - to jak mo#esz cho$ na chwile si" odpr"#y$. Jak mo#esz znale($ prawdziwy spokj? Ale Bg posiada moc urzeczywistniania swych zamiarw. Jednak ty nie chcesz b&d( nie mo#esz w to uwierzy$ (mimo #e twierdzisz, i# Bg jest wszechpot"#ny), dlatego powo%a%e! do #ycia w swojej wyobra(ni moc rwn( Boskiej, aby przeciiustawi%a si" woli Boga. Stworzy%e! mit diab%a" i wymy!li%e! nawet, #e Bg prowadzi z nim wojn" (w przekonaniu, #e Bg rozwi&zuje problemy na twj sposb). 'Wreszcie posun&%e! si" nawet do przypuszczenia, #e Bg mo#e przegra&. Wszystko to jawnie zaprzecza temu, co jak twierdzisz, wiesz o Bogu, ale to nic nie szkodzi. *yjesz swym z%udzeniem i podsycasz swj strach, a wszystko to bierze si" od zw&tpienia w Boga. A gdyby! podj&% nowe postanowienie? Jaki by%by wynik? Powiem ci: #y%by! na podobie'stwo Buddy. Jezusa. Ka#dego ze swych ukochanych !wi"tych. Ale nikt by ciebie nie zrozumia%, tak jak wi"kszo!ci tych !wi"tych. Ty prboiva%by! wyt%umaczy$ im, na czym polegaj&, odczuwane przez ciebie spokj ducha, rado!$, wewn"trzne uniesienie, a oni s%uchaliby, ale w gruncie rzeczy nic by nie us%yszeli. Staraliby si" odtworzy$

twoje s%owa i dodaliby sporo od siebie. Dziwiliby si", jak osi&gn&%e! to, czego oni sami nie potra&. I tak zrodzi%aby si" w nich zazdro!$. Zawi!$ przerodzi%aby si" w z%o!$, a w swym gniewie usi%owaliby ci wmwi$, #e to ty nie rozumiesz Boga. Staraliby si" odebra$ ci rado!$, a gdyby to si" nie powiod%o, w swej zajad%o!ci nastawaliby na ciebie otwarcie. A gdyby! powiedzia% im, #e to nie ma znaczenia, #e nawet !mier$ nie zak%ci twej rado!ci ani nie zm&ci twojej prawdy, z pewno!ci& by ciebie zabili. Wtedy jednak, widz&c, z jakim spokojem przyjmujesz !mier$, obwo%aliby ciebie !wi"tym i znw pokochali. Le%y bowiem w naturze ludzi, %e kochaj(, niszcz( i na nowo kochaj( to, co ceni( najwy%ej. Dlaczego? Dlaczego tak jest? Wszystkie ludzkie post"pki w gruncie rzeczy wynikaj& ze strachu lub z mi%o!ci. Tak naprawd" istniej& tylko te dwa uczucia - dwa s%owa w mowie duszy. Stanowi& one przeciwne bieguny ca%ego Mego stworzenia, a tak#e !wiata, w jakim #yjesz. Rozpi"to!$ mi"dzy tymi dwoma punktami, Alfa i Omega, pozwala zaistnie$ systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywisto!ci& wzgl"dn&. Bez nich, bez tych dwch idei, niemo#liwa jest #adna inna idea. Ka#da ludzka my!l, ka#de dzia%anie, zakorzenione s& albo w strachu, albo w mi%o!ci. Nie ma innej motywacji, a wszelkie inne poj"cia to tylko pochodne tych dwch biegunowo r#nych idei. To po prostu r#ne wersje, r#ne uj"cia tego samego tematu. Zastanw si" nad tym g%"biej, a przekonasz si", #e to prawda. To w%a!nie nazywam g%wna spr"#yna - my!l p%yn&c& albo z mi%o!ci, albo ze strachu. To my!l ukryta za my!l& ukryta za inn& my!l&. To pierwotna my!l. Pierwotna si%a. Energia nap"dowa motoru ludzkiego do!wiadczenia. St&d w%a!nie bierze si" powielanie do!wiadcze'; to dlatego ludzie wpierw kochaj&, p(niej niszcz& i znw kochaj&: zawsze nast"puje zwrot od jednego uczucia do drugiego. Mi%o!$ ust"puje l"kowi, ktry ust"puje mi%o!ci, i tak w k%ko... ...A przyczyn& jest przede wszystkim fa%szywe przekonanie - uznawane za prawd" o Bogu - #e Bogu nie mo#na ufa$; #e na mi%o!ci Boga nie mo#na polega$; #e Jego #yczliwo!$ obwarowana jest warunkami; #e w zwi&zku z tym ostateczny rezultat jest niepewny. Je!li bowiem nie mo#esz polega$ na mi%o!ci Boga, to na czyj& mi%o!$ mo#esz liczy$? Je!li Bg wycofuje si", odsuwa od ciebie, kiedy nie post"pujesz odpowiednio, czy# nie uczyni tego zwyk%y !miertelnik? ...Tote% nic dziwnego, %e w chwili kiedy !lubujesz najszczytniejsz( mi$o!&, wydajesz siebie na pastw# najbardziej podst#pnego strachu. Gdy# zaraz kiedy wypowiesz s%owa mi%o!ci, zaczynasz si" ba$, czy zostan& odwzajemnione. A gdy zostan& odwzajemnione, zaczynasz si" ba$, #e utracisz mi%o!$, ktr& w%a!nie znalaz%e!. Wi"c b"dziesz stara% si" temu zapobiec - uchroni$ si" przed strat& - tak jak starasz si# zapobiec utracie Boga. Lecz gdyby! wiedzia%, Kim W Istocie Jeste! - najdoskonalszym, najwspanialszym, najbardziej godnym podziwu tworem Boga - strach nie mia%by do ciebie dost"pu. Albowiem kt# odrzuci%by co! tak znakomitego? Nawet Bg nie mg%by nic zarzuci$ takiej istocie. Ale skoro nie wiesz, Kim Jeste! W Istocie, uwa#asz si" za co! znacznie gorszego. A sk&d bierze si" to prze!wiadczenie o w%asnej niedoskona%o!ci? Od jedynych osb w !wiecie, ktrym we wszystkim wierzymy - od rodzicw. Od matki i ojca. Ich bowiem kochacie najbardziej. Dlaczego mieliby was ok%amywa$? A przecie# powtarzali wam, #e za du#o w was tego, a za ma%o czego innego. Przypominali, #e dzieci i ryby g%osu nie maja. Czasem nawet gasili kipi&ca w was rado!$ #ycia i namawiali do wyrzeczenia si" wybuja%ych marze'. Takie odebrali!cie komunikaty i cho$ nie pochodzi%y od Boga, gdy# nie spe%niaj& naszych kryteriw, mia%y nie mniejsza od Boskiej si%" oddzia%ywania, poniewa# stali za nimi bogowie twego wczesnego !wiata.

To rodzice wpoili wam, #e mi%o!$ jest uwarunkowana - wiele razy dali wam odczu$ swoje warunki - i taka w%a!nie postaw" wnosicie we w%asne zwi&zki uczuciowe. Taka w%a!nie postaw" zanosicie do Mnie.Na tej podstawie wyci&gacie wnioski o Mnie. W ramach niej g%osicie swoja prawd". Bg jest mi%uj&cym Bogiem", powiadacie, ale je!li z%amiesz Jego przykazania, On ciebie na zawsze odtr&ci i ska#e na wieczne pot"pienie." Albowiem czy# nie dozna%e! odtr&cenia przez swych rodzicw? Czy obcy jest ci bl ich pot"pienia? Dlaczego wiec ze Mn& mia%oby by$ inaczej? Zapomnia%e!, co znaczy by$ kochanym bez #adnych warunkw. Nie pami"tasz Bo#ej mi%o!ci. Zatem tworzysz sobie jej obraz, w oparciu o to, jaka mi%o!$ widzisz w !wiecie. Przypisa%e! Bogu cechy rodzica". I w ten sposb otrzyma%e! Boga, ktry osadza, nagradza lub.karze, zale#nie od swego uznania. To uproszczone widzenie Boga, zakorzenione w waszej mitologii. Nie ma nic wsplnego z tym, Kim Jestem. Stworzywszy na temat Boga ca%y system my!lowy oparty raczej na ludzkim do!wiadczeniu ni# na duchowych prawdach, powo%ujesz do istnienia rzeczywisto!$ osnuta wok% poj"cia mi%o!ci. To rzeczywisto!$ oparta na leku, zakorzeniona w idei gro(nego, m!ciwego Boga. Jej g%wna spr"#yna jest fa%szywa, ale zaprzeczy$ jej znaczy%oby obali$ ca%& wasz& teologie. I cho$ nowa teologia, ktra wypar%aby stara, przynios%aby wam prawdziwe wybawienie, przyj&$ jej nie mo#ecie, poniewa# obraz Boga, ktrego nie nale#y si" ba$, ktry nie os&dza, ktry nie posuwa si" do kary, jest tak cudowny, #e po prostu przerasta nawet wasze naj!mielsze wyobra#enie tego, Kim jest i Jaki jest Bg. Rzeczywisto!$ mi%o!ci opartej na leku wp%ywa na twoje do!wiadczenie mi%o!ci; stwarza je w gruncie rzeczy. Nie tylko bowiem spostrzegasz, #e otrzymujesz mi%o!$ warunkowo, ale tak#e sam udzielasz jej z pewnymi zastrze#eniami. Podczas gdy zwlekasz, odsuwasz si" i ustalasz warunki, co! mwi ci, #e nie na tym w%a!ciwie polega mi%o!$. Mimo to wydaje ci si", #e nie jest w twojej mocy zmieni$ cokolwiek w wymianie uczu$. Mwisz sobie: dosta%em ju# nauczk" i pr"dzej mnie piek%o poch%onie, ni# si" znw ods%onie. Prawd& jest jednak, #e piek%o poch%onie ciebie, je!li tego nie uczynisz. [Za sprawa w%asnych (b%"dnych) wyobra#e' o mi%o!ci ska#esz si" na piek%o, jakim jest niezaznanie nigdy czystej mi%o!ci. Podobnie ska#esz si" na piek%o, jakim jest niepoznanie nigdy Mnie w Mej Prawdziwej Istocie. A# w ko'cu Mnie poznasz. Nie zdo%asz bowiem uciec ode Mnie na zawsze i nadejdzie chwila naszego Pojednania.] Ka#de ludzkie dzia%anie wyp%ywa z mi%o!ci albo strachu, nie tylko w ramach zwi&zkw osobowych. Decyzje kszta%tuj&ce gospodark", polityk", religi", edukacj", cele spo%eczne i ekonomiczne, wybory dotycz&ce wojny, pokoju, napa!ci, obrony, agresji, uleg%o!ci; dzielenia czy jednoczenia, gromadzenia czy rozdawania - ka#dy wybr, jakiego dokonujesz, podyktowany jest jedna z dwch mo#liwych my!li: l"ku lub mi%o!ci. Strach to energia, ktra kurczy, zamyka, wci&ga, ucieka, chowa, gromadzi, szkodzi. Mi%o!$ to energia, ktra rozci&ga, otwiera, wysy%a, zostaje, ods%ania, oarowuje, goi. Strach nas okrywa, mi%o!$ ukazuje naga prawd" o nas. Strach trzyma si" kurczowo stanu posiadania, mi%o!$ rozdaje. Strach wi"zi, mi%o!$ uwalnia. Strach rujnuje, mi%o!$ buduje. Strach j&trzy, mi%o!$ koi. Ka%dy uczynek, s$owo czy my!l, zakorzeniony jest w jednym z tych dwch uczu&. Co do tego nie masz wyboru, poniewa% nic wi#cej do wybrania nie ma. Ale masz za to zupe$nie nieskr#powany wybr jednego lub drugiego. Brzmi to ca!kiem prosto, ale w chwili podejmowania decyzji cz%&ciej zwyci%#a l%k. Dlaczego tak si% dzieje? Nauczono ci" #y$ w strachu. Mwiono ci, #e prze#ywaj& tylko jednostki najlepiej przystosowane, #e zwyci"#aj& najsilniejsi, #e sukces odnosz& najsprytniejsi. Pomini"to za! zupe%nie chwa%" najbardziej mi%uj&cych. Dlatego starasz si" spe%ni$ te wszystkie wymagania w taki czy inny sposb - a kiedy zauwa#asz, #e nie dorwnujesz tym wzorcom, obawiasz si" przegranej, powiedziano ci bowiem, #e ten, kto nie dosi"ga poprzeczki, jest na straconej pozycji.

l oczywi!cie wybierasz dzia%anie, za ktrym kryje si" strach, gdy# tak ci" nauczono. Ja jednak przeka#" ci nast"puj&c& nauk": je!li wybierzesz dzia%anie z mi%o!ci, osi&gniesz co! wi"cej ni# przetrwanie, zwyci"stwo czy sukces. Wwczas do!wiadczysz w ca%ej chwale, Kim W Istocie Jeste!, i kim mo#esz by$. Aby do tego dosz%o, musisz wpierw odrzuci$ nauki twych !wiatowych nauczycieli, ktrzy cho$ maj& dobre intencje, b%&dz&, i zwrci& si# do tych, ktrych m(dro!& p$ynie z innego "rd$a. Wielu jest takich nauczycieli po!rd was, jak zawsze zreszt&, albowiem nigdy nie dopuszcz" do tego, aby zabrak%o tych, ktrzy was poprowadz&, naucz&, ktrzy wam uka#& i przypomn& owe prawdy. Jednak najwa#niejszy jest wasz g%os wewn"trzny. Do niego bowiem skieruj" si" najpierw, gdy# jest najbardziej dost"pny. G%os wewn"trzny to najbardziej gromki g%os, jakim przemawiam, jest bowiem wam najbli#szy. On mwi wam, czy co! jest prawdziwe, s%uszne czy dobre, zgodnie z ustalonymi przez was denicjami. Niczym radar wytycza kurs i steruje okr"tem, jest pilotem wycieczki, o ile mu na to pozwolisz. Ten sam g%os w tej chwili mwi ci, czy s%owa, ktre do ciebie docieraj&, s& s%owami mi%o!ci czy strachu. W ten sposb mo#esz okre!li$, czy warto je przyj&$. Powiedzia!e&, #e je&li zawsze b%d% wybiera! dzia!anie z mi!o&ci, to wtedy do&wiadcz% w pe!ni chwa!y, kim jestem i kim mog% by'. Czy mg!by& to rozwin$'? Istnieje tylko jeden cel wszelkiego #ycia, a jest nim to, aby! ty i wszystko, co #yje, mogli dozna$ najwy#szej chwa%y. Ca%a reszta podporz&dkowana jest temu zadaniu. Twoja dusza niczego innego nie pragnie i nie ma dla niej nic innego do osi&gni"cia. Urok tego polega na tym, #e ten cel jest niesko'czony. Koniec to ograniczenie, a Boski cel nie ma granic. Je!li nadejdzie chwila, w ktrej do!wiadczysz pe%ni swej chwa%y, natychmiast wyobrazisz sobie jeszcze wi"ksza chwa%". W swym stawaniu si" dusza jest wprost nienasycona. *ycie to nie proces odkrywania, lecz tworzenia, i w tym tkwi najg%"bszy jego sekret. Ty nie odkrywasz siebie, lecz siebie tworzysz na nowo. Trzeba wiec, aby! d&#y% nie do ustalenia, Kim Jeste!, lecz Kim Pragniesz By$. S$ tacy, ktrzy twierdz$, #e #ycie jest jak szko!a, #e mamy wynie&' z niego okre&lone nauki, a kiedy zdamy egzamin", mo#emy przej&' do wy#szych zada), wolni od okoww cia!a. Czy to prawda? To kolejny element waszej mitologii, wywodz&cy si" z ludzkiego do!wiadczenia. Czyli #ycie nie jest szko!$? Nie. Nie jeste&my tu po to, aby wynie&' nauki? Nie. To w takim razie po co? Aby sobie przypomnie$, na nowo, stworzy$, swa Prawdziwa Istot". Powtarza%em to ju#, ale ty Mi nie wierzysz. Lecz tak w%a!nie powinno by$. Zaprawd" bowiem, je!li nie stworzysz siebie w swej Prawdziwej Istocie, nie mo#esz w Istocie zaistnie$. Chyba nie nad$#am. Powr'my do kwestii szko!y. S!ysza!em nie raz, jak r#ni nauczyciele twierdzili, #e #ycie jest jak szko!a. Teraz Ty temu zaprzeczasz; to prawdziwy wstrz$s dla mnie. Do szko%y idziesz, je!li chcesz pozna$ co! nowego. Nie idziesz tam, je!li ju# to znasz i po prostu chcesz do!wiadczy$ tego, co wiesz. *ycie (jak je zwiecie) to szansa poznania do!wiadczalnego tego, co ju# znacie od strony ko'cepcyjnej. Nie ma przy tym potrzeby uczenia si" czegokolwiek. Trzeba tylko przypomnie$ sobie to, co ju# si" wie, i dzia$a& w oparciu o t# wiedz#. Nie bardzo rozumiem. Zacznijmy od tego, #e dusza - twoja dusza - wie wszystko przez ca%y czas. Nic nie jest

przed ni& ukryte, nic nie jest dla niej nieznane. Ale sama wiedza to za ma%o. Dusza pragnie do!wiadczenia. Mo#esz wiedzie$, #e jeste! szczodry, ale dopki tej szczodro!ci nie oka#esz, pozostaje ci samo pojecie. Mo#esz wiedzie$, #e jeste! #yczliwy, ale dopki nie oka#esz #yczliwo!ci, masz tylko ide". Jedynym d&#eniem twojej duszy jest obrci$ najwy#sze mniemanie o sobie w swe najwspanialsze do!wiadczenie. Pki koncepcja nie przerodzi si" w do!wiadczenie, pozostaj& wy%&cznie domys%y. Ja snu%em 0 sobie domys%y bardzo d%ugo. D%u#ej ni# razem ty 1 Ja mo#emy si"gn&$ pami"ci&. D%u#ej ni# wiek tego wszech!wiata pomno#ony przez luiek wszech!wiata. Widzisz wiec, jak !wie#e - jak nowe - jest Moje do!wiadczanie siebie. Znw nie !api%. Twoje do&wiadczanie siebie? Dok%adnie tak. Wyja!ni" ci to w nast"puj&cy sposb: Na pocz&tku to, co Jest, by%o wszystkim i poza nim nie by%o nic. Lecz Wszystko, Co Jest, nie mog%o siebie pozna$ - poniewa# istnia%o tylko Wszystko, Co Jest, i nie by%o nic innego. Tote# Wszystko, Co Jest ... nie by%o. Gdy# z braku Innego, Wszystko, Co Jest, przestaje by$. Na tym polega wielka tajemnica Boskiego Bytu/ /Nie-Bytu, o ktrej wspominaj& mistycy od zarania dziejw. Wszystko, Co Jest wiedzia%o, #e jest wszystkim, co istnieje - ale to by%o za ma%o, gdy# mog%o zna$ sw& !wietno!$ tylko koncepcyjnie, a nie do!wiadczalnie. Pragn"%o wiec do!wiadczy$ siebie, albowiem chcia%o pozna$ poczucie w%asnej !wietno!ci. Lecz to nadal by%o niemo#liwe, poniewa# samo pojecie !wietno!ci" jest wzgl"dne. Wszystko, Co Jest nie mog%o pozna$ poczucia w%asnej !wietno!ci, dopki nie pojawi%o si" co!, co nie jest. Je!li brakuje tego, co nie jest, to, co Jest, przestaje by$. Rozumiesz? Tak mi si% wydaje. Mw dalej. Dobrze. Wszystko, Co Jest wiedzia%o, #e nie ma nic innego. Nie mog%o wiec pozna$ siebie w odniesieniu do czego! innego. Istnia% bowiem tylko jeden punkt odniesienia, samotny punkt w !rodku. ,,Jest-Nie fest". Jestem, Ktry Nie Jest". Mimo to Wszech-Jedno!$ postanowi%a pozna$ siebie do!wiadczalnie. Ta energia - czysta, niewidzialna, nies%yszalna, niepoznawalna-dla-niczego-innego postanowi%a do!wiadczy$ siebie w ca%ej !wietno!ci, jaka by%a. Jednak zda%a sobie spraw", #e aby tego dokona$, musi pos%u#y$ si" innym punktem odniesienia w sobie. Rozumowa%a, ca%kiem poprawnie, #e ka#da Jej cz&stka si%a rzeczy nie b#dzie dorwnywa& ca$o!ci i w zwi&zku z tym, je!li si" podzieli, ka#da cze!$, jako nie dorwnuj&ca ca%o!ci, spojrzy na pozosta%o!$ i ujrzy !wietno!$. Zatem Wszystko, Co Jest podzieli%o si" - w jednej cudownej chwi%i staja$ si" tym oraz tamtym. Po raz pierwszy to i tamto zaistnia%y niezale#nie od siebie. Oba istnia%y jednocze!nie, podobnie jak to, co nie by%o ani tym, ani tamtym. Powsta%y wiec nagle trzy rzeczy: to, co jest tutaj, to, co jest tam, i to, co nie jest ani tutaj, ani tam. Bez tego nie mog%yby istnie$ tutaj i tam. To nic, ktre mie!ci wszystko. To pustka, ktra mie!ci przestrze'. To ca%o!$, ktra mie!ci cz"!ci. Nad&#asz za mn&? Rozumiesz to? Chyba tak. To niesamowite, ale wyja&ni!e& to tak przejrzy&cie, #e chyba rozumiem. Id(my dalej. To nic, ktre zawiera wszystko, zwane jest przez niektrych Bogiem. Ale nie jest to zbyt !cis%e, gdy# sugeruje, #e jest co!, czym Bg nie jest - to znaczy, wszystko inne ni# nic". Ale Ja jestem Wszystkimi Rzeczami - widzialnymi i niewidzialnymi - tote# opisanie Mnie jako Tego Ukrytego, jako Wielka Pustk", iv my!l Wschodniej, mistycznej denicji Boga jest rwnie niedok%adne jak zasadniczo praktyczne widzenie Boga na Zachodzie we wszystkim, co jest. S%usznie sadza ci, ktrzy uwa#aj&, #e

Bg to Wszystko, Co Jest i zarazem Wszystko, Co Nie Jest. Ot# stwarzaj&c tutaj" i tam", Bg umo#liwi% Bogu poznanie swej Bosko!ci. Z ta wielka od!rodkow& eksplozja narodzi%a si" relatywno!$ /relacyjno!$ - najwi"kszy dar, jakiego udzieli% sobie Bg. Dlatego te# relacje (osobowe) s& najwi"kszym darem Boga dla ciebie, o czym szerzej pomwimy przy innej okazji. Wracaj&c do naszego wywodu: Z niczego powsta%o Wszystko - w duchowym akcie, ktry zbiega si" ca%kowicie z tym, co wasi naukowcy nazywaj& Wielkim Wybuchem. Gdy ruszy%y na zewn&trz pierwiastki wszech rzeczy, zrodzi% si" czas, gdy# rzecz najpierw by%a tu, potem tam - a okres, jaki trwa%o dotarcie stad tam, mo#na by%o zmierzy$. Kiedy cz&stki widzialne zacz"%y si" okre!la$ we wzajemnych relacjach do siebie, podobny proces przebiega% w!rd cz&stek niewidzialnych. Bg wiedzia%, #e aby mog%a zaistnie$ mi%o!$ - i pozna$ siebie jako czyst( mi$o!& niezb"dna jest jej dok%adna odwrotno!$. Zatem stworzy% Bg wielka biegunowo!$: powo%a% do istnienia absolutne przeciwie'stwo mi%o!ci, wszystko to, co nie jest mi%o!ci&, a obecnie nazywa si" strachem. Z chwila pojawienia si" strachu mi%o!$ sta%a si" czym!, czego mo%na do!wiadczy&. Do powstania dualizmu mi%o!ci i jej przeciwie'stwa nawi&zuj& ludzkie mitologie mwi&c o narodzinach z%a, upadku Adama, buncie Szatana przeciwko Bogu. Tak jak z w%asnej woli nadali!cie czystej mi%o!ci posta$, ktra zwiecie Bogiem, tak i nadali!cie niegodziwemu strachowi posta$, ktra zwiecie diab%em. 'Wok% tego zdarzenia osnuto rozmaite, do!$ wymy!lne mity, ktre mwi& o toczonej w niebiosach wojnie, anielskich #o%nierzach i piekielnych wojownikach, si%ach dobra i z%a, !wiat%o!ci i mroku. Z pomoc& tych opowie!ci dawni ludzie prbowali poj&$, i przekaza$ innym w zrozumia%y dla nich sposb, kosmiczne wydarzenie, ktrego g%"bok& !wiadomo!$ zachowa%a dusza, ale ktre umys% z trudem mo#e sobie wyobrazi$. Powo%uj&c wszech!wiat jako rozdrobnion& posta$ siebie, Bg z czystej energii stworzy% wszystkie rzeczy, widzialne i niewidzialne, obecnie istniej&ce. Innymi s%owy, powsta% nie tylko luszech!wiat zyczny, ale tak#e metazyczny. Druga po%owa Boskiego Bytu/Nie-Bytu rwnie# rozpad%a si" na niesko'czon& liczb" jednostek, ktre wy okre!liliby!cie jako duchowe. Niektre religijne przekazy opowiadaj& o tym, jak Bg Ojciec" da% pocz&tek licznemu duchowemu potomstwu. To odniesienie do ludzkiego do!wiadczenia mno#&cego si" #ycia wydaje si" jedynym sposobem przyst"pnego dla szerokich mas przedstawienia idei nag%ego powstania w Krlestwie Niebieskim" niezliczonych duchowych bytw. Pod tym wzgl"dem mityczne opowie!ci nie mijaj& si" nawet zbytnio z rzeczywisto!ci&, bowiem niezliczone duchowe byty, ktre sk%adaj& si" na ca%o!$ Mnie, stanowi&, iv kosmicznym wymiarze, Moje potomstwo. Celem owego podzia%u by%o doprowadzenie do powstania cz&stek Mnie, abym mg% pozna$ siebie na drodze do!wiadczenia. Tylko w jeden sposb Stwrca mo#e pozna$ do!wiadczalnie sw& istot" Stwrcy, a mianowicie przez Stworzenie. Tote# wszystkim mym duchowym potomkom udzieli%em tej mocy tworzenia, ktr& posiadam jako ca%o!$. To w%a!nie maj& na my!li wasze religie mwi&c, #e zostali!cie stworzeni na obraz i podobie'stwo Boga". Nie znaczy to, #e nasze cia%a wygl&daj& podobnie (cho$ Bg mo#e przyj&$ dowoln& posta$). Chodzi tu o identyczno!$ naszej esencji. Jeste!my z takiego samego tworzywa. STANOWIMY jedno i to samo" tworzywo! Z identycznymi w%a!ciwo!ciami i zdolno!ciami - w%&cznie ze zdolno!ci& tworzenia zycznej rzeczywisto!ci z powietrza". Celem, dla ktrego stworzy%em was, swoje duchowe potomstwo, by%o Boskie samopozname. Nie mog" pozna$ w sobie Boga inaczej jak przez was. St&d mo#na by

powiedzie$ (jak mwiono to ju# nie raz), #e celem, jaki wam wyznaczy%em, jest to, aby!cie poznali siebie jako Mnie. To zadziwiaj&co proste zadanie, ale mimo to staje si" nader zawi%e - poniewa# punktem wyj!cia do tego, aby!cie poznali siebie jako Mnie, jest poznanie wpierw swej odr"bno!ci. Postaraj si" teraz nad&#y$ za moim wywodem, poniewa# wkraczamy w bardzo subtelne obszary. Jeste! gotw? Chyba tak. Dobrze. Pami"taj, #e o to wyja!nienie zabiega%e!, czeka%e! na nie ca%e lata. Prosi%e!, abym wy%o#y% ci to w sposb przyst"pny, nie w postaci doktryny teologicznej czy naukowej teorii. Tak - wiem, o co prosi!em. A skoro! prosi%, tako# i otrzymasz. Dla uproszczenia pos%u#" si" waszym mitologicznym modelem potomkw Boga jako podstaw& rozwa#a', gdy# jest on wam znajomy - i iv sumie niezbyt daleki od prawdy. Powr$my wi"c do tego, jak przebiega w proces samopoznania. Ot# mog%em sprawi$, aby Moje duchowe dzieci pozna%y siebie jako cz&stki Mnie iv jeden prosty sposb - powiedzie$ im o tym. Tak te# uczyni%em. Ale musisz wiedzie$, #e Duchowi nie wystarczy sama wiedza, #e jest Bogiem, czy cz"!ci& lub potomstwem Boga (dziedzicem krlestwa, w innym uj"ciu mitologicznym). Jak ju# ci t%umaczy%em, wiedzie$ co!, a do!wiadczy& czego!, to dwie r#ne rzeczy. Duch pragn&% pozna$ siebie w do!wiadczeniu (podobnie jak Ja!). Sama !wiadomo!$ koncepcyjna to za ma%o. Wymy!li%em wiec plan. To najbardziej niesamowity pomys% w ca%ym wszech!wiecie - a zarazem przyk%ad niecodziennego partnerstwa. Mwi" partnerstwa, poniewa# wszyscy uczestniczycie w nim ze Mn(. W my!l tego planu wy, czysty duch, mieli!cie wej!$ do w%a!nie stworzonego zycznego wszech!wiata. A to dlatego, #e tylko w wymiarze zycznym mo#na pozna$ do!wiadczalnie to, co si" zna od strony koncepcyjnej. To zreszt& g%wny powd, dla ktrego powo%a%em do istnienia kosmos - oraz rz&dz&ce nim zasady wzgl"dno!ci. Raz znalaz%szy si" w zycznym !wiecie, wy, me duchowe potomstwo, mogli!cie do ! wiadczy $ swojej wiedzy o sobie - ale najpierw musieli ! cie pozna & swoje przeciwie'stwo. Bior&c to na ch%opski rozum, nie mo#esz wiedzie$, #e jeste! wysoki, je!li i dopki nie poznasz, co znaczy niski. Niemo#liwe jest do!wiadczenie grubo!ci, je!li nie ma !wiadomo!ci chudo!ci. Wyci&gaj&c stad ostateczne konsekwencje logiczne, nie mo#esz do!wiadczy$ siebie takim, jakim jeste!, je!li nie natra%e! wpierw na to, czym nie jeste!. Takie jest przeznaczenie wzgl"dno!ci i ca%ego zycznego #ycia. Zostajesz okre!lony przez to, czym nie jeste!. A co si" tyczy wiedzy ostatecznej - wiedzy o sobie jako Stwrcy - nie mo#esz pozna$ swej istoty Stwrcy, je!li i dopki czego! nie stworzysz. A nie mo#esz siebie stworzy$, dopki siebie wpierw nie unicestwisz. W pewnym sensie, musisz przesta$ by$, aby mc si" sta$. Rozumiesz? Mniej wi%cej... Tak trzymaj. Oczywi!cie, nie sposb unicestwi$ tego, Czym W Istocie Jeste! - zawsze by%e!, jeste! i b"dziesz czystym, twrczym duchem. Tote# wykona%e! inne znakomite posuniecie: celowo zapomnia%e!, Kim W Istocie Jeste!. Wkraczaj&c do zycznego !wiata, wyzby%e! si" pami"ci o sobie. To umo#liwia ci zostanie z wyboru tym, Kim W Istocie Jeste!, zamiast zwyk%ego pogodzenia si" z faktem. To w%a!nie w chwili postanowienia, #e jeste! cz"!ci& Boga (zamiast po prostu dowiadywa$ si" o tym), do!wiadczasz iv pe%ni swej istoty - niczym nie ograniczonego wyboru, co z denicji oznacza Boga. Ale jakim sposobem mo#esz wybiera$ w sprawie, gdzie #adnego wyboru nie ma? Nie mo#esz przekre!li$ swego pochodzenia ode Mnie - ale mo#esz o nim zapomnie&. Na zawsze pozostaniesz Boski} cz&stk& Boskiej ca%o!ci, cz%onkiem Boskiego cia%a. Powrt

do Boga, z%aczenie si". na. powrt z Ca%o!ci& nazywane jest przebudzeniem, obudzeniem u!pionej pami"ci. Przeto waszym zadaniem na Ziemi jest nie dowiedzenie si" (gdy# to ju# wiecie), lecz przypomnienie sobie, i wszystkim innym, Waszej Prawdziwej Istoty. Dlatego tak wa#ne jest dzialanie na rzecz obudzenia umys%w, wyrwania ich z mrokw niepami"ci, o!wiecenia. Oddawali si" temu wszyscy wspaniali nauczyciele duchowi. Taki te# przy!wieca cel tobie, l zarazem o!wieca mroki twojej niepami"ci. Mj Bo#e, to takie proste - i takie ... symetryczne. To wszystko !adnie si% ze sob$ uk!ada! Nagle do siebie pasuje! Wy!ania si% st$d obraz, ktry dot$d na pr#no usi!owa!em z!o#y'. To !wietnie. O to zreszt& chodzi w tym dialogu. Prosi%e! Mnie o odpowiedzi. A Ja przyrzek%em, #e ci ich udziel". Z tego dialogu ma powsta& ksi(%ka; w ten sposb Moje stwa dotr( do wielu ludzi. Na tym polega twoje zadanie. Nurtuj& ci" liczne pytania, dociekania na temat #ycia. Dopiero przygotowali!my przedpole, po%o#yli!my podwaliny pod dalsze wa#kie wyja!nienia. Przejd(my teraz do tych dalszych kwestii. I nie martw si": je!li czego! do ko'ca nie zrozumiesz, wkrtce samo si" stanie dla ciebie jasne. Tyle pyta) mi si% nasuwa. Powinienem chyba zacz$' od tych najwa#niejszych, tych oczywistych. Na przyk!ad, dlaczego &wiat wygl$da tak a nie inaczej? Ze wszystkich pyta' adresowanych do Boga, to powtarza si" najcz"!ciej. Zadawa% je cz%owiek od zarania dziejw. Ju# od pierwszej chwili chcia% wiedzie$, dlaczego musi tak by$? W swej klasycznej postaci pytanie to zwykle brzmi: skoro Bg jest sama doskona%o!ci& i sama mi%o!ci&, to dlaczego zsy%a zaraz" i g%d, wojny i choroby, trz"sienia ziemi, tornada, huragany i inne naturalne kieski, g%"bokie osobiste rozczarowania i oglno!wiatowe nieszcz"!cia? Odpowied( zawiera si" w tajemnicy wszech!wiata i ukrytym, najwy#szym znaczeniu #ycia. Ja nie okazuj# swej dobroci stwarzaj(c wok$ was wy$(cznie to, co uznajecie za doskona$e. Nie objawiam swej mi$o!ci pozbawiaj(c jednocze!nie was mo%liwo!ci objawienia waszej. Jak ju# t%umaczy%em, mi%o!$ mo#na okaza$ dopiero wtedy, gdy jest si" zdolnym do okazania jej przeciwie'stwa. Nic nie mo#e zaistnie$ bez swej odwrotno!ci, wyj&wszy !wiat absolutu. Lecz sam absolut nie wystarczy% ani tobie, ani Mnie. Przebywa%em w krlestwie absolutu w nieprzemijaj&cym teraz i stamt&d ty rwnie# si" wywodzisz. Jednak w sferze absolutu nie ma do!wiadczenia, istnieje sama wiedza. Wiedza to boski stan, ale najwi"ksza rado!$ p%ynie z bycia. Bycie osi&ga si" jednak przez do!wiadczenie. Ewolucja przebiega w sposb nast"puj&cy: wiedza, do!wiadczenie, bycie. Oto )wi"ta Trjca - ktra jest Bogiem. Bg Ojciec to wiedza - sprawca wszelkiego rozumienia, (rd%o wszelkiego do!wiadczenia, gdy# nie sposb do!wiadczy$ czego!, czego si" nie wie. Bg Syn to do!wiadczenie - uciele!nienie, odegranie w czasie tego wszystkiego, co Ojciec o sobie wie', gdy# nie mo#esz by$ tym, czego nie do!wiadczy%e!. Bg Duch )wi"ty to bycie - od-ciele!nienie tego wszystkiego, czego do!wiadczy% o sobie Syn; proste, wy ! mienite jestestwo" mo # liwe tylko dzi " ki wspomnieniu wiedzy i do!wiadczenia. To proste bycie stanowi b%ogostan. To Bogo-stan, nast"puj&cy po Boskiej samowiedzy i samodo!wiad-czeniu. Za nim w%a!nie t"skni% Bg na samym pocz&tku. Ty, ma si" rozumie$, masz ju# za sob& etap, na ktrym konieczne jest wyja!nienie, #e opis Boga jako ojca i syna nie ma nic wsplnego z kwestia p%ci. Pos%uguj? si" tutaj obrazowymi sformu%owaniami waszych najnowszych !wi"tych pism. Wcze!niejsze ksi"gi ujmowa%y to w kategoriach matki i crki. Ani jedno, ani drugie nie jest zreszt& trafne. Bardziej odpowiednie jest pojmowanie tego zwi&zku jako: rodzic - potomek. Czy te# to-z-ktrego-powstaje i toktre--powstaje.

Po dodaniu trzeciego cz%onu Trjcy otrzymujemy relacje: To-z-ktrego-powstaje/To-ktre-powstaje/To-ktre-jest. Ta Troista Rzeczywisto!$ to Boska piecz"$. To Boski wzr. Wyst"puje on powszechnie w wy#szym wymiarze. Nie sposb nie dostrzec go w kwestiach zwi&zanych z czasem i przestrzenia, Bogiem i !wiadomo!ci& czy ktrejkolwiek wznios%ej relacji. Natomiast nie spotyka si" tej Troistej Prawdy w przyziemnych relacjach #ycia. Rozpozna$ mo#na ten wzorzec w wy#szych relacjach #ycia. W uj"ciu religijnym staje si" on Trjct} Ojca, Syna i Ducha )wi"tego. W pewnych szko%ach psychiatrii mwi si" o nad!wiadomo!ci, !wiadomo!ci i pod!wiadomo!ci. Nauki duchowe wymieniaj& cia%o, umys% i ducha. Niektrzy uczeni g%osz& istnienie energii, materii i eteru. Filozofowie powiadaj&, #e nie mo#na uzna$ czego! za prawd", je!li nie jest prawd/f w my!li, mowie i uczynku. Mwi&c o czasie, wyr#niamy tylko trzy czasy: przesz%y, tera(niejszy i przysz%y. Podobnie w postrzeganiu istniej& trzy chwile - przedtem, teraz i potem. W kategoriach przestrzennych, czy mwimy o punktach we wszech!wiecie czy miejscach w swym pokoju, zawsze uznajemy tutaj, tam i przestrze' pomi"dzy. Sprawy przyziemne nie dopuszczaj& #adnego pomi"dzy". To dlatego, #e relacje ni#sze wyst"puj& w postaci diad, podczas gdy relacje wy#sze niezmiennie wyst"puj& jako triady. St&d bior& si" lewo-prawo, gra-d%, wolno-szybko, zimno-ciep%o i najwi"ksza ze wszystkich diad, m"ski-#e'ski. Nie ma tam miejsca na #adne pomi#dzy i ka#da rzecz jest jednym albo drugim, lub mniejszym czy wi"kszym stopniem jednego czy drugiego bieguna. W obr"bie relacji przyziemnych nie mo#na pomy!le$ o niczym bez koncepcji jego przeciwie'stwa. Osadzona jest w tej rzeczywisto!ci wi"ksza cz"!$ naszych codziennych do!wiadcze'. W obr"bie relacji wy#szych nie istnieje nic, co mia%oby swoje przeciwie'stwo. Wszystko jest Jednym i ka#da rzecz przechodzi od pierwszego do drugiego zataczaj&c nie ko'cz&cy si" kr&g. Czas to subtelna dziedzina, w ktrej wyr#niane przesz%o!$, tera(niejszo!$ i przysz%o!$ istniej& wsp$zale%nie. Nie ma miedzy nimi przeciwie'stwa: to elementy jednej ca%o!ci, etapy rozwojowe tej samej idei, cykle tej samej energii, aspekty tej samej niezmiennej Prawdy. Je!li wyci&gniesz st&d wniosek, #e przesz%o!$, tera(niejszo!$ i przysz%o!$ istniej& jednocze!nie, b"dziesz mia% racje. (Nie czas jednak na te rozwa#ania. Zag%"bimy si" w to, kiedy uporamy si" z oglnym poj"ciem czasu - a to odk%adamy na p(niej) )wiat wygl&da tak a nie inaczej, poniewa# inny nie mg%by zaistnie$ w obr"bie zyczno!ci. Trz"sienia ziemi i huragany, powodzie i tornada, wydarzenia, ktre okre!lacie mianem kl"sk #ywio%owych, to skutek powszechnej polaryzacji zjawisk, popadania z jednej skrajno!ci w druga. Cykl narodzin i !mierci rwnie# w%&czony jest w ruch od jednego do drugiego. Na tym polega rytm #ycia i podlega mu wszystko w zycznej rzeczywisto!ci, poniewa# samo #ycie to rytm. To fala, wibracja, pulsacja w samym j&drze Wszystkiego, Co jest. Choroba jest przeciwie'stwem zdrowia i za wasza sprawa wkracza do waszej rzeczywisto!ci. Nie mo#esz zachorowa$, je!li w g%"bi duszy wpierw na to nie przyzwoli%e!, i mo#esz wyzdrowie$ w chwili, kiedy to postanowisz. G%"bokie osobiste rozczarowania to reakcje b"d&ce kwesti" wyboru, a og%no!wiatowe nieszcz"!cia stanowi& odbicie oglno!wiatowej !wiadomo!ci. Twoje pytanie sugeruje, #e to Ja jestem za nie odpowiedzialny, #e zdarzaj& si" z Mojej woli. Lecz Ja nie powo$uj# tych rzeczy do istnienia, przygl(dam si# tylko, jak wy to czynicie. Nie robi" nic, aby im zapobiec, poniewa# to rwna%oby si" udaremnieniu waszej woli. To z kolei odebra%oby wam do!wiadczenie Bosko!ci, a to do!wiadczenie wybrali!my dla siebie wsplnie. Zatem nie pot#piaj wszystkiego, co postrzegasz w !wiecie jako z$e. Spytaj raczej siebie, co w danym zjawisku jest z$ego i co chcesz uczyni&, aby to zmieni&.

Szukaj w !rodku siebie raczej ni# na zewn&trz, pytaj&c: Jakiej cz&stki swej Ja(ni pragn" do!wiadczy$ w obliczu tego nieszcz"!cia? Jaki aspekt bycia chce urzeczywistni$?" Bowiem ca%o!$ #ycia jest jak narz"dzie, ktre sam stworzy%e!, i wszelkie zdarzenia s& tylko szeregiem sposobno!ci ku temu, aby! postanowi%, i by%, Czym W Istocie Jeste!. Dotyczy to ka#dej bez wyj&tku duszy, widzisz wiec, #e we wszech!wiecie nie ma oar, s& sami twrcy. Wiedzieli o tym Mistrzowie, ktrzy go!cili na tej planecie. To dlatego #aden z nich, oboj"tnie, ktrego by! wymieni%, nie uwa#a% si" za m"czennika - cho$ wielu naprawd" skona%o w m"kach. Mistrzem jest ka%da dusza - cho$ niektre nie pami"taj& swego pochodzenia czy dziedzictwa. Mimo to ka # da z nich stwarza sytuacje i okoliczno ! ci s % u #& ce jej najszczytniejszemu celowi i jak najszybszemu przebudzeniu - w ka#dej chwili, ktr& zwiecie teraz". Nie os&dzaj przeto losu, jaki jest udzia%em drugiego. Nie zazdro!& innym sukcesu ani nie ubolewaj nad pora%k(, albowiem nie wiesz, co jest sukcesem czy pora%k( w ko'cowym rozrachunku duszy. Nie s&d( pochopnie, co nieszcz"!ciem jest, a co radosn& okazj&, dopki nie przekonasz si", lub zdecydujesz, jaki z tego zostanie zrobiony u#ytek. Albowiem czy !mier$ okropna jest, je!li ratuje #ycie tysiacom? A #ycie weselem, je!li nie przynios%o nic prcz tez? Lecz nawet wtedy nie os&dzaj, zachowaj swoje zdanie dla siebie i pozwl innym sadzi$, co im si" podoba. Nie znaczy to, aby! by% g%uchy na wo%anie o pomoc, czy nakaz p%yn&cy z duszy, aby dzia%a$ na rzecz zmiany warunkw czy okoliczno!ci. Chodzi o to, aby! wystrzega% si" szuadkowania i ferowania wyrokw. Gdy# ka#da sytuacja to dar i ka#de do!wiadczenie kryje w sobie skarb. By%a kiedy! duszyczka, ktra wiedzia%a, #e jest !wiat%o!ci&, m%oda i przeto #&dna do!wiadczenia. Ja jestem !wiat%o!ci&", powiada%a. Ja jestem !wiat%o!ci&." Jednak !wiadomo!$ ani powtarzanie tego nie mog%y zast&pi$ do!wiadczenia siebie jako !wiat%o!ci. W !wiecie, z ktrego wywodzi%a si" duszyczka, panowa%a wy%&cznie jasno!$. Ka#da dusza by%a wspania%a, ka#da niepowszednia, i ka#da b%yszcza%a blaskiem Mojej !wiat%o!ci. Zatem owa duszyczka by%a niczym p%omyk !wiecy na s%o'cu. Zanurzona w jasno!ci, ktrej stanowi%a cz"!$, nie mog%a siebie dostrzec, ani do!wiadczy$, Czym W Istocie Jest. Sta%o si" wiec, #e duszyczka zapragn"%a siebie pozna$. Tak mocne by%o jej pragnienie, #e pewnego dnia powiedzia%em: Czy wiesz, Male'ka, co musisz uczyni$, aby zaspokoi$ to swoje pragnienie?" Co takiego, Bo#e? Co? Nie cofn" si" przed niczym!", odpar%a duszyczka. Musisz od%&czy$ si" od nas", rzek%em, a potem pogr&#y$ si" w ciemno!ci." A czym#e jest ciemno!$, o Przenaj!wi"tszy?", spyta%a duszyczka. Wszystkim, czym nie jeste! ty", wyja!ni%em i duszyczka zrozumia%a. Tak wiec oddzieli%a si" od Ca%o!ci i zst&pi%a do innego !wiata. A w tym !wiecie mia%a moc !ci&gania na siebie wszelkich odmian mroku. I tak post&pi%a. Lecz po!rd owych zgromadzonych ciemno!ci zawo%a%a, Ojcze, Ojcze, dlaczego mnie opu!ci%e!?" Ja i wy to czynicie w swej najczarniejszej godzinie. Ale przecie# ja nigdy was nie porzuci%em, zawsze stoj" u waszego boku, gotw przypomnie$ wam, Czym W Istocie Jeste!cie; zawsze gotw przyj&$ was z powrotem do siebie. Zatem, b(d"cie !wiat$em - w ciemno!ci i nie przeklinajcie jej. I nawet kiedy osaczy was to, czym nie jeste!cie, nie zapominajcie swej prawdziwej istoty. G$o!cie chwa$# stworzenia, nawet gdy chcecie wnie!& do' zmiany. I wiedzcie, i% to, jak si# zachowacie w chwili najci#%szej prby, mo%e sta& si# zaczynem najwspanialszego triumfu. Albowiem stwarzane przez was do!wiadczenie jest wyrazem tego, Czym W Istocie Jeste!cie - I Czym Pragniecie By&. Przytoczy%em ci te przypowie!$ o duszyczce i s%o'cu, aby! lepiej zrozumia%, dlaczego !wiat jest tak urz&dzony - i w jaki sposb wszystko mo#e ulec zmianie z chwil&, kiedy ka#dy przebudzi si" do Boskiej prawdy swej najwy#szej rzeczywisto!ci. Niektrzy powiadaj&, #e #ycie jest jak szko%a, i to, czego do!wiadczasz i co postrzegasz,

s%u#y twojej nauce. Wypowiada%em si" ju# na ten temat i powtarzam ci raz jeszcze: Przychodzisz na ten !wiat nie po to, aby si" czegokolwiek nauczy$, lecz aby objawi$ to, co ju# wiesz. Okazuj&c te wiedze, powo%asz j& do #ycia i stworzysz siebie na nowo dzi"ki do!wiadczeniu. W ten oto sposb usprawiedliwiasz #ycie i nadajesz mu cel. W ten sposb #ycie u!wi"casz. Chcesz powiedzie', #e wszystkie z!e rzeczy, jakie si% nam przytraaj$, wybrali&my dla siebie sami? Czy to znaczy, #e nawet oglno&wiatowe nieszcz%&cia i kl%ski #ywio!owe s$ w jakim& stopniu wywo!ywane przez nas po to, aby&my mogli do&wiadczy' przeciwie)stwa swej prawdziwej istoty"? A je&li tak, to czy nie ma mniej bolesnego sposobu - dla nas samych i dla innych - umo#liwiaj$cego nam do&wiadczenie siebie? Postawi%e! kilka pyta', i to celnych. Zajmijmy si" nimi po kolei. Nie, nie wszystkie z%e rzeczy, jak je nazywasz, ktre si" wam przytraaj&, wybrali!cie dla siebie sami. Nie w sensie !wiadomej decyzji. S& za to waszym dzie%em, bez wyj&tku. Tworzeniu oddajecie si" nieustannie. W ka#dej chwili. W ka#dej minucie. Ka#dego dnia. Jak to jest mo#liwe, o tym porozmawiamy p(niej. Na razie uwierz mi na s%owo - cz%owiek to wielka machina tworz&ca; powo%ujecie do istnienia nowe manifestacje dos%ownie z pr"dko!ci& my!li. Sytuacje, zdarzenia, okoliczno!ci i warunki - wszystkie s& tworem !wiadomo!ci. Nawet indywidualna !wiadomo!$ ma wystarczaj&c& moc. Mo#esz wiec sobie wyobrazi$, jakiego rodzaju twrcza energia zostaje uwolniona, gdy dwoje lub wi"cej zbierze si" w Imi" Moje. A co dopiero !wiadomo!$ zbiorowa... Jest tak pot"#na, #e potra spowodowa$ wydarzenia i stany o zasi"gu globalnym, z nast"pstwami dla ca%ej planety. By%oby nie!cis%o!ci& utrzymywa$, #e to wy wybieracie te konsekwencje - nie w takim znaczeniu, w jakim wy to pojmujecie. Wybieracie je w nie wi"kszym stopniu ni# Ja. Podobnie jak Ja, przygl&dacie si". im. I decydujecie, Czym Jeste!cie w stosunku do powsta%ej sytuacji. Nie ma w !wiecie oar, ani oprawcw. Ani te# nie godz& w ciebie wybory dokonywane przez innych. Na pewnym poziomie !wiadomo!ci wszyscy wsplnie powo%ali!cie do istnienia to, czego nie znosicie - a stworzywszy ow& rzecz, tak jakby!cie j& wybrali. To rozumowanie na wysokim szczeblu, ktry pr"dzej czy p(niej osi&gaj& wszyscy Mistrzowie. Gdy# dopiero gdy s& w stanie wzi&$ na siebie odpowiedzialno!$ za ca%o!$, nabieraj& mocy zmienienia jakiego! jej wycinka. Dopki #ywisz przekonanie, #e kto! lub co! ci to robi", pozostajesz wobec tego bezsilny. Z chwil& przyznania, #e to ty jeste! za to odpowiedzialny, nabierasz mocy, aby to zmieni$. O wiele %atwiej zmieni$ to, co robi si" samemu, ni# to, co robi inny. Pierwszym krokiem prowadz&cym do zmiany czegokolwiek jest uznanie, #e to ty sam doprowadzi%e! do jego zaistnienia w takiej w%a!nie postaci. Je!li nie potrasz wzi&$ za to osobistej odpowiedzialno!ci, zgd( si" na to, poniewa# rozumiesz, #e Wszyscy jeste!my Jednym. Istnieje tylko jeden powd wszelkiego dzia%ania: pokazanie !wiatu, Czym W Istocie Jeste!. Uj"te w ten sposb, #ycie !luzy wyra#eniu Ja(ni. Za po!rednictwem #ycia stwarzasz siebie. Jakim W Istocie Jeste! i Jakim Zawsze Pragn&%e! By$. Istnieje tylko jeden powd zaniechania jakiego! dzia%ania: poniewa# ju# nie odpowiada temu, Czym Pragniesz By$. Nie oddaje twej istoty. Nie przedstawia twej Ja(ni. Je!li chcesz, aby twoje #ycie wiernie ciebie przedstawia%o, postaraj si# zmieni& to, co nie pasuje do obrazu, jaki chcia$by! zachowa& w wieczno!ci. W najszerszym poj"ciu wszystkie z%e" rzeczy s& przez ciebie wybrane. B%&d polega nie na ich wybraniu, lecz okre!leniu ich jako z%e. Nazywaj&c je tak, uznajesz za z%a swoja Ja(', poniewa# to ty je stworzy%e!. Jednak z takim okre!leniem nie mo#esz si" pogodzi$, wiec zamiast nazywa$ swoja Ja(' z%a, wolisz wyrzec si" w%asnych wytworw. To w%a!nie tego rodzaju intelektualne i duchowe samooszukiwanie si" pozwala ci akceptowa$ !wiat taki, jaki jest. Gdyby! poczuwa% si" do odpowiedzialno!ci za jego kszta%t, !wiat by%by zupe%nie inny. Sta%oby si" tak na pewno, gdyby ka#dy poczu% si" odpowiedzialny. Jest to tak oczywiste, #e

a# bolesne, wr"cz ironiczne. )wiatowe katastrofy - wulkany i powodzie, tornada i huragany - nie s& twoim osobistym dzie%em. Natomiast ty decydujesz o tym, do jakiego stopnia zdarzenia oddzia%uj& na twoje #ycie. Dziej& si" we wszech!wiecie rzeczy, ktrych #aden wysi%ek wyobra(ni nie zdo%a przypisa$ twojemu udzia%owi. S& to bowiem twory po%&czonej !wiadomo!ci wszystkich ludzi. Do!wiadczenia te wywo%uje ca%y !wiat, tworzy je pospo%u. To, co mo#e uczyni$ ka#dy z was indywidualnie, to przej!$ przez nie i postanowi$, co dla niego znacz& i Czym Pragnie By$ w stosunku do nich. Tak oto powo$ujecie do rzeczywisto!ci, wsplnie i osobno, %ycie i czasy, ktrych do!wiadczanie !luzy - wy$(cznie celowi ewolucji duszy. Pyta%e!, czy istnieje mniej bolesny sposb na to, aby dokona% si" ten proces i odpowied( brzmi tak - mimo to nie zmieni si" nic w zewn"trznym kszta%cie twych do!wiadcze'. Jedyna droga do zmniejszenia cierpienia, ktre kojarzycie z ziemskimi przypadkami - zarwno tymi, ktre dotykaj& bezpo!rednio was, jak i tymi, ktre s& udzia%em innych - jest inne ich postrzeganie. Nie jest w twojej mocy zmieni$ zewn"trzna szat" zdarze' (to bowiem jest dzie%em zbiorowym, a twoja !wiadomo!$ nie jest na tyle rozwini"ta, aby! mg% indywidualnym wysi%kiem wp%yn&$ na co!, co stworzy% og% ludzi), musisz wiec przeobrazi$ swe do!wiadczenie wewn"trzne. Na tym polega sztuka #ycia. Nic samo z siebie nie przyprawia nas o cierpienie. Cierpienie to skutek b%"du w my!leniu. Mistrz potra usun&$ najbardziej dokuczliw& bole!$; w ten sposb uzdrawia. Bl bierze si" st&d, jak dan& rzecz os&dzamy. Usu' os&d i bl zniknie. S&dzimy zazwyczaj w oparciu 0 wcze!niejsze do!wiadczenia. Twj pogl&d na co! wynika z uprzedniego pogl&du na te sama rzecz. Uprzedni pogl&d wynika z jeszcze wcze!niejszego, 1 tak dalej, a# dochodzisz, jakby! szed% wstecz przez gabinet luster, do my!li pierwotnej. Wszelka my!l ma moc stwrcza, a #adna nie jest pot"#niejsza od pierworodnej my!li. Dlatego czasem okre!la si" to mianem pierworodnego grzechu. Grzech pierworodny ma miejsce wtedy, gdy w tej pierwszej my!li tkwi b%&d. B%&d ten zostaje zwielokrotniony przez ka#da nast"pne my!l. Czy z tego wynika, #e nie powinna przysparza' mi cierpienia &wiadomo&', #e w Afryce dzieci przymieraj$ z g!odu, ze w wyniku trz%sienia ziemi gin$ setki ludzi, #e w Ameryce szerzy si% przemoc i niesprawiedliwo&'? W rzeczywisto!ci Boskiej nie ma #adnych nakazw ani zakazw. Rb to, na co masz ochot". To, co ciebie wyra#a, to, co coraz wspanialej przedstawia twoja Ja('. Je!li chcesz si" zadr"cza$, to si" zadr"czaj. Ale nie os&dzaj ani te# nie pot"piaj, gdy# nie wiesz, dlaczego co! si" zdarza ani czemu s%u#y. I zapami"taj: to, co pot"piasz, kiedy! pot"pi ciebie, a co osadzasz, tym si" kiedy! staniesz. Prbuj raczej zmieni$ - lub wesprzyj tych, ktrzy ju# zmieniaj& - to, co przesta%o ju# wiernie oddawa$ twoje najwy#sze mniemanie o swej Ja(ni. Lecz b%ogos%aw ws^em - wszystko jest bowiem dzie%em Boga, przez Niego ma #ycie, a to najwspanialszy dar. Mogliby&my na chwil% si% zatrzyma', brak mi tchu. Czy mnie uszy nie myl$ - powiedzia!e&, #e w rzeczywisto&ci Boskiej nie ma nakazw i zakazw? Zgadza si". Jak to mo#liwe? Je&li nie ma ich w Twoim &wiecie, to w takim razie, gdzie s$? No w%a!nie - gdzie? Powtarzam pytanie: Gdzie indziej mog$ wyst%powa' nakazy i zakazy, je&li nie w Twoim

&wiecie? W ludzkiej wyobra(ni. Ale ci, ktrzy uczyli mnie, jak post%powa', co jest dobre, a co z!e, co powinno si% robi', a czego nie, twierdzili, #e wszystkie te zasady zosta!y ustalone przez Ciebie - przez Boga. Wiec twoi nauczyciele nie mieli racji. Nigdy niczego nie nakazywa%em ani nie zakazywa%em, nie g%osi%em, co jest dobrem, a co z%em. Gdybym to uczyni%, pozbawi%bym was najwi"kszego daru - mo#liwo!ci post"powania tak, jak wam si" podoba, i do!wiadczania tego rezultatw; szansy stworzenia siebie na nowo na obraz i podobie'stwo waszej prawdziwej istoty; przestrzeni, w ktrej mo#ecie urzeczywistni$ coraz doskonalsz& wersje siebie. Nazwa$ co! z%em - my!l, s%owo, czyn - oznacza%oby zakaza$ wam czynienia tego. Zakaz rwna%by si" skr"powaniu, a skr"powanie was zaprzecza%oby rzeczywisto!ci waszej prawdziwej istoty i odbiera%o sposobno!$ tworzenia i do!wiadczania tej prawdy. S& tacy, ktrzy mwi&, #e da%em wam woln& wole, mimo to ci sami ludzie twierdz&, #e je!li nie b"dziecie Mi pos%uszni, po!le was do piek%a. Gdzie tu wolna wola? Czy to nie jest kpina z Boga - i przekre!lenie zarazem mo#liwo!ci wytworzenia miedzy nami jakiegokolwiek prawdziwego zwi&zku? Wkraczamy na obszar, ktry rwnie# chcia!em z Tob$ omwi', to znaczy, kwesti% istnienia piek!a i nieba. Na podstawie tego, co tu zosta!o powiedziane, domy&lam si%, #e nie ma czego& takiego jak piek!o? Piek%o jest, ale nie takie, jak masz na my!li, i nie traa si" tam z powodw, jakie podaje religia. Czym w takim razie jest piek!o? Do!wiadczeniem najgorszego z mo#liwych skutkw w%asnych wyborw, decyzji i wytworw. To naturalna konsekwencja ka#dej my!li, ktra si" Mnie wypiera i zaprzecza temu, Czym Jeste! w relacji ze Mn&. To cierpienie, jakiego przysparzasz sobie w wyniku b%"dnego my!lenia. Piek%o jest przeciwie'stwem rado!ci, niespe%nieniem. To znajomo!$ prawdziwej w%asnej istoty i niemo#no!$ jej do!wiadczenia. To bycie nie w pe%ni. Oto czym jest piek%o i nie ma straszniejszej rzeczy dla twej duszy. Ale piek%o nie istnieje w postaci miejsca, o ktrym snuje si" przer#ne fantazje, gdzie p%oniesz w wiecznym ogniu, ani te# jako stan nigdy nie ko'cz&cej si" udr"ki. Jaki mia%bym w tym cel? Nawet gdybym powzi&% te jawnie nie-Boska my!l, #e ty nie zas%ugujesz" na niebo, czy szuka%bym tego rodzaju wymy!lnej zemsty czy kary za to, #e nie stan&%e! na wysoko!ci zadania? Czy nie by%oby dla Mnie pro!ciej pozby$ si" ciebie? Sk&d to m!ciwe d&#enie do poddania ci" cierpieniu przekraczaj&cemu wszelkie wyobra#enie? ]e!li powiesz, #e z potrzeby sprawiedliwo!ci, to czy nie zado!$uczyni%oby jej zwyk%e wy%&czenie ciebie ze wsplnoty ze Mn& w niebie? Czy konieczne by%yby jeszcze innego rodzaju m"ki? O!wiadczam ci, #e nie spotka ci" po !mierci nic z tych rzeczy, ktre tak barwnie maluj& wasze teologie oparte na strachu. Lecz dusza twoja mo#e do!wiadczy$ takiego smutku, takiej niepe%no!ci, takiego braku, takiego oddzielenia od Boskiej rado!ci, #e wyda jej si" to piek%em. Powiadam jednak, #e to nie Ja jestem tego sprawca. Ty sam stwarzasz to do!wiadczenie, ilekro$ pozwolisz umkn&$ swej najwy#szej my!li o sobie, ilekro$ wypierasz si" w%asnej Ja(ni; ilekro$ odrzucasz to, Czym W Istocie Jeste!. Lecz nawet to nie trwa wiecznie. Nie mo#e, poniewa# mj plan wobec ciebie nie przewiduje, aby! pozosta% od%&czony ode Mnie po wsze czasy. Co! takiego jest w ogle niemo#liwe - gdy# aby do tego dosz%o, nie tylko ty musia%by! wyprze$ si" swej prawdziwej istoty, ale Ja rwnie#. A tego nigdy nie zrobi". Dopki jeden z nas zachowywa$ b"dzie prawd" o tobie, prawda o tobie ostatecznie zwyci"#y. Ale je&li piek!a nie ma, to czy wobec tego mog% robi', co chce, post%powa', jak mi si%

podoba, dopuszcza' si% wyst%pkw, bez obawy, #e spotka mnie za to kara? Czy konieczny jest strach, aby! trzyma% si" tego, co jest z gruntu dobre? Czy trzeba ci grozi$, aby! by% dobry? Na czym w%a!ciwie polega bycie dobrym"? Kto to ustala? Kto ustanawia regu%y i wytycza zasady post"powania? Powiadam ci: to ty ustanawiasz w%asne regu%y, ty ustanawiasz sam dla siebie zasady post"powania. I osadzasz, jak dobrze si" spisa%e!; jak dobrze si" sprawujesz. Albowiem to ty sam postanowi%e!, Kim i Czym W Istocie Jeste! - i Czym Pragniesz By$. Dlatego ty jeden mo#esz siebie oceni$. Nikt inny ci". nie osadzi, nigdy, po c# bowiem Bg mia%by os&dza$ w%asne dzie%o i pot"pia$ je? Gdyby by%o moim zamierzeniem, aby! by% idealny pod ka#dym wzgl"dem, pozostawi%bym ciebie w stanie sko'czonej doskona%o!ci, z ktrej przyby%e!. Cala rzecz polega na tym, aby! siebie odkry%, stworzy% swa Ja(', jaka jeste! w rzeczywisto!ci i jaka szczerze chcesz by$. Ale to nie mog%oby si" sta$, gdyby nie dano ci te# wyboru bycia czym innym. Zatem czy mam ci" kara$ za to, #e dokona%e! wyboru, jaki Ja sam przed tob& postawi%em? Gdybym nie #yczy% sobie, aby! wybra% te druga mo#liwo!$, to czy stwarza%bym cokolwiek innego ni# ta pierwsza? Nale#y si" nad tym zastanowi$, zanim wyznaczy Mi si" role pot"piaj&cego Boga. Odpowied( na twoje pytanie brzmi wiec tak, mo#esz czyni$, jak ci si" podoba, bez obawy przed kar&. Warto jednak u!wiadomi$ sobie tego konsekwencje. Konsekwencje to rezultaty, naturalne nast"pstwa. R#ni& si" od zemsty czy kary. Nast"pstwa s& po prostu wynikiem puszczenia w ruch naturalnych praw. Wyst"puj& jako konsekwencja, do!$ przewidywalna, tego, co by%o. Naturalnym prawom podlega ca%o!$ procesw #yciowych. Je!li je pami"tasz i stosujesz, to znaczy, #e opanowa%e! sztuk" #ycia na p%aszczy(nie zycznej. To, co odbierasz jako kar" - albo co wydaje ci si" z%em albo pechem - jest niczym innym jak skutkiem dzia%ania naturalnego prawa. Czyli gdybym te prawa pozna! i by! im pos!uszny, nigdy wi%cej nie mia!bym k!opotw. Czy to masz na my&li? Nie traktowa%by! #adnego do!wiadczenia jako k%opotu". Sytuacje #yciowe przesta%yby by$ problemem. Nie podchodzi%by! z lekiem do #adnych okoliczno!ci. Uwolni%by! si" od trosk, obaw, w&tpliwo!ci. *y%by! tak, jak wyobra#asz sobie #ycie Adama i Ewy - nie w postaci czystych duchw w sferze absolutu, ale uciele!nionych duchw w rzeczywisto!ci relatywnej. I sta%yby si" twoim udzia%em ca%a wolno!$, ca%a rado!$, ca%y spokj, ca%a m&dro!$, moc i zrozumienie, p%yn&ce z Ducha, jakim jeste!. Spe%ni%by! wtedy do ko'ca swoje istnienie. Taki jest cel twojej duszy. Na tym polega jej zadanie - spe%ni$ si" do ko'ca przebywaj&c w ciele; sta$ si" uciele!nieniem tego wszystkiego, czym naprawd" jest. To w%a!nie zak%ada Mj plan wobec ciebie. Urzeczywistni$ si" przez ciebie: oto Mj idea%; pojecie obrcone w do!wiadczenie, abym mg% pozna$ siebie do!wiadczalnie. Prawa rz&dz&ce wszech!wiatem Ja ustanowi%em. S& doskona%e i dzi"ki nim !wiat zyczny funkcjonuje idealnie. Czy znasz co! bardziej doskona%ego od p%atka !niegu? Jego wymy!lny kszta%t, symetria, odmienno!$ od reszty a zarazem niebywa%a wierno!$ sobie - to prawdziwa tajemnica. Ten niesamowity cud Natury budzi w tobie zachwyt. Lecz je!li Ja potra%em dokona$ czego! takiego ze zwyk%ym p%atkiem, pomy!l tylko, co mog" sprawi$ - co ju# sprawi%em - z ca%ym wszech!wiatem? Gdyby! ujrza% jego symetrie, doskona%o!$ formy - od najwi"kszego cia%a do najmniejszej drobiny - nie zdo%a%by! zachowa$ tej prawdy w swojej rzeczywisto!ci. Nawet je!li na mgnienie oka to uchwycisz, i tak nie pojmiesz jego implikacji. Lecz sama wiedza jest dla ciebie dost"pna - o istnieniu implikacji o wiele bardziej z%o#onych i niezwyk%ych, ni# mo#e to pomie!ci$ twe obecne rozumienie. Szekspir wyrazi% to wspaniale: S& rzeczy na niebie i na ziemi, Horacjo, o ktrych si" nie !ni%o twoim lozofom". Wobec tego w jaki sposb mog% pozna' te prawa? Jak mog% si% ich nauczy'?

To nie jest kwestia nauki, lecz przypomnienia. Jak mog% sobie je przypomnie'? Zacznij od uspokojenia si". Wycisz zewn"trzny !wiat, aby twoje wn"trze przywrci%o ci widzenie. Tego w%a!nie wgl&du szukasz, ale dopki poch%ania ci" zewn"trzna rzeczywisto!$, uzyska$ go nie mo#esz. Tote# staraj si" wnikn&$ jak najg%"biej w siebie. Zapami"taj nast"puj&ca rzecz: Je!li nie wchodzisz w siebie, to z siebie wychodzisz. Powtarzaj to sobie w pierwszej osobie, aby mia%o to odniesienie indywidualne: Je!li nie wchodz# w siebie, to z siebie - wychodz#. Wychodzi%e! z siebie, do !wiata, przez ca%e #ycie. Ale nie musisz, nigdy zreszt& nie musia%e!. Nic nie jest dla ciebie niemo#liwe; jest w twoim zasi"gu, cokolwiek zechcesz mie$, czymkolwiek zechcesz zosta$, czegokolwiek zechcesz dokona$. Mo#na by to skwitowa': baju, baju, b%dziem w raju". A co twoim zdaniem powinien obieca$ Bg? Uwierzy%by! Mi, gdy moje obietnice by%y skromniejsze? Od tysi"cy lat ludzie nie daj& wiary obietnicom Boga z nader osobliwego powodu: s& zbyt pi"kne, aby by%y prawdziwe. Dlatego wybrali!cie obietnice ma%& - i ma%& mi%o!$. Albowiem wielka obietnica Boska p%ynie z wielkiej mi%o!ci. Ale dla was doskona%a mi%o!$ jest nie do pomy!lenia, wiec tak samo nie do pomy!lenia jest te# doskona%a obietnica; podobnie jak doskona%a osoba, i z tego powodu nie potracie uwierzy$ nawet w swoj& Ja('. Niemo#no!$ uwierzenia w ktr&kolwiek z tych rze-rzy oznacza niemo#no!$ uwierzenia w Boga. Gdy# wiara w Boga poci&ga za sob& wiar" w najwspanialszy Boski dar bezwarunkow& mi%o!$ - i najwspanialsz& Bosk& obietnice - nieograniczony potencja%. Czy mog% przerwa' na chwil%? Wprawdzie nie wypada przerywa' Bogu w &rodku wywodu ...ale s!ysza!em ju# t% gadanin% o nieograniczonym potencjale cz!owieka, a tego nie da si% pogodzi' z ludzkim do&wiadczeniem. Pomijaj$c nawet trudno&ci, jakie napotyka przeci%tna osoba - jak wyt!umaczy' przeciwno&ci, z jakimi zmagaj$ si% ludzie upo&ledzeni umys!owo czy zycznie. Czy ich potencja! te# jest nieograniczony? Przecie# sami napisali!cie tak w waszym Pi!mie )wi"tym - na wiele r#nych sposobw, w wielu r#nych miejscach. Podaj przyk!ad. Popatrz, co mwi Ksi"ga Rodzaju waszej Biblii, rozdzia% 11, wers 6. Napisane jest tam: I rzek! Pan: Oto jeden lud i wszyscy maj$ jeden j%zyk, a to dopiero pocz$tek ich dzie!a. Teraz ju# dla nich nic nie b%dzie niemo#liwe, cokolwiek zamierz$ uczyni'." Zgadza si". Czy potrasz tym s%owom zawierzy$? To nie rozwi$zuje problemu u!omnych, kalekich, tych, ktrzy s& ograniczeni. Czy my!lisz, #e ich ograniczenie, jak to uj&%e!, nie wynika z ich w%asnego wyboru? Czy wyobra#asz sobie, #e przeciwno!ci #yciowe - w jakiejkolwiek postaci - z jakimi boryka si" ludzka dusza, s& dzie%em przypadku? Czy tak w%a!nie rozumujesz? Chcesz powiedzie', #e dusza zawczasu wybiera, jakiego #ycia do&wiadczy? Nie, gdy# to przekre!la%oby cel ca%ej przygody, ktry polega na stwarzaniu swojego do!wiadczenia - i stwarzaniu w ten sposb swej Ja(ni - w chwalebnym Teraz. Wiec dusza nie wybiera zawczasu, jakiego #ycia do!wiadczy. Mo#esz jednak dokona$ selekcji osb, miejsc, zdarze' - warunkw i okoliczno!ci, przeciwno!ci i przeszkd, szans i mo#liwo!ci - przy pomocy ktrych b"dziesz swoje do!wiadczenie tworzy%. To tak jak dobr barw na palecie, narz"dzi w skrzyni, maszyn do warsztatu. To, co dzi"ki nim stworzysz, to twoja sprawa, a zarazem cel #ycia. Masz nieograniczony potencja% we wszystkim, co postanowi%e! uczyni$. Nie zak%adaj pochopnie, #e dusza wcielona w cia%o, ktre nazywasz u%omnym, nie spe%ni%a swojego

potencja%u, nie wiesz bowiem, co ta dusza prbuje osi&gn&$. Nie znasz jej rozk%adu zaj"$". Nie masz pewno!ci co do jej zamierze'. Dlatego te# b%ogos%aw ka#dej osobie i okoliczno!ci, i sk%adaj dzi"ki. W ten sposb za!wiadczasz o doskona%o!ci Boskiego dzie%a - w%asnej w to wierze. W Boskim !wiecie nic nie dzieje si" przez przypadek, zbieg okoliczno!ci nie istnieje. Nie miota nim !lepy traf ani co!, co nazywasz przeznaczeniem. Je!li tak sko'czenie doskona%y jest p%atek !niegu w swoim kszta%cie, to czy nie s&dzisz, #e to samo da si" powiedzie$ o czym! tak znakomiiym jak twoje #ycie? Ale nawet Jezus uzdrawia! chorych. Dlaczego to robi!, je&li ich stan by! doskona!y"? Jezus nie uzdrawia% chorych dlatego, #e postrzega% ich stan jako niedoskona%y. Uzdrawia%, poniewa# widzia%, #e dusze te pragn& uleczenia w ramach swego procesu. Jezus dostrzeg% doskona%o!$ samego procesu. Rozpozna% i zrozumia% zamierzenia duszy. Gdyby uzna%, #e wszelka choroba, umys%owa czy zyczna, stanowi niedoskona%o!$, czy nie uleczy%by po prostu wszystkich na ca%ej planecie, za jednym zamachem? Czy wierzysz, #e mg%by to uczyni$? Nie w$tpi%, #e by!by w stanie to zrobi'. )wietnie. W takim razie, umys% domaga si" wyja!nienia: dlaczego tego nie uczyni%? Dlaczego uzdrowi% jednych, a pozwoli% cierpie$ drugim? Je!li o to chodzi, dlaczego w ogle Bg dopuszcza, aby cz%owiek cierpia%? Pytanie to stawiano nie raz, za! odpowied( wci&# si" nie zmienia. Doskona%o!$ tkwi w samym procesie - a wszelkie #ycie wynika z wyboru. Nie jest rzecz& s%uszna wtr&ca$ si" do cudzego wyboru, podwa#a$ go, a tym bardziej go pot"pia$. Jest rzecz& w%a!ciw& przyjrze$ si" temu, a nast"pnie uczyni$, co si" da, aby wesprze$ dusze w poszukiwaniu i dokonaniu wyboru wy#szego. Bacz wiec na cudze wybory, ale nie os&dzaj. Wiedz bowiem, #e w danej chwili jest dla nich doskona%y - b&d( jednak gotowy przyj!$ im z pomoc&, gdy nadejdzie chwila, #e szuka$ b"d& nowego, innego, wy#szego wyboru. Zbrataj si" z duszami innych, a jasne stan& si" ich cele, ich zamiary. Tak w%a!nie post&pi% Jezus z tymi, ktrych uzdrowi% - ze wszystkimi, o ktrych #ycie si" otar%. Jezus leczy% tych, ktrzy si" do niego zwracali lub wys%ali innych, aby si" za nimi wstawili. Nie uzdrawia% na chybi%-tra%. To rwna%oby si" pogwa%ceniu !wi"tej Zasady Wszech!wiata: Niechaj ka#da dusza kroczy w%asn& !cie#k&. Ale czy to oznacza, #e nie wolno nam pomaga', je&li kto& nas o to nie prosi? Chyba nie, bo wwczas nigdy nie pomogliby&my g!oduj$cym dzieciom w Indiach, dr%czonym w Afryce, biednym i poniewieranym ludziom gdziekolwiek w &wiecie. Nie mia!yby racji bytu wszelkie akcje humanitarne czy dobroczynne. Czy naprawd% musimy czeka' na krzyk zrozpaczonej jednostki czy wo!anie ca!ego narodu o pomoc, zanim zrobimy to, co jest ewidentnie s!uszne? Odpowied( narzuca si" sama: je!li co! jest ewidentnie dobre, zrb to. Ale pami"taj o zachowaniu wielkiej ostro#no!ci w szafowaniu okre!leniami dobry" czy z%y". Co! jest s%uszne lub nie tylko dlatego, #e to ty tak powiedzia%e!. Nie ma rzeczy dobrej lub z%ej z samej jej istoty. Czy#by? S%uszno!$" czy jej brak nie jest stanem przyrodzonym, %ecz subiektywnym s&dem w ramach przyj"tego systemu warto!ci. Przez w%asne subiektywne s&dy stwarzasz swoj& Ja(' przez przyj"te warto!ci okre!lasz i okazujesz, Czym Jeste!. )wiat istnieje w takiej postaci po to, aby! mg% takie s&dy wydawa$. Gdyby !wiat by% doskona%y, sko'czy%by si" #yciowy proces stwarzania Ja(ni. Zawd prawnika straci%by racje bytu, gdyby jutro zabrak%o spraw karnych, podobnie zawd lekarza, gdyby od jutra ludzie przestali chorowa$. Filozof przeszed%by na emerytur", gdyby wyczerpano wszelkie pytania. A Bg wzi$!by sobie urlop, gdyby nie by%o ju# #adnych problemw do rozwi&zania! Dok%adnie tak. Idealnie to uj&%e!. My wszyscy przerwaliby!my twrczy proces, poniewa# nie by%oby ju# nic do stworzenia. W zwi&zku z tym w naszym wsplnym interesie jest dbanie

o to, aby gra toczy$a si# dalej. Cho$ mwimy, #e chcieliby!my rozwi&za$ wszelkie problemy, nie o!mielamy si" rozwi&za$ ich wszystkich, gdy# sami pozbawili!my si" zaj"cia. Pojmuje to dobrze wasz kompleks gospodarczo-wojskowy. Dlatego z ca%ych si% przeciwstawia si" ustanowieniu gdziekolwiek wrogich wojnie rz&dw. Rozumie to rwnie# !wiat medyczny. Dlatego tak zawzi"cie zwalcza - musi, je!li chce przetrwa$ - wszelkie cudowne leki czy terapie, nie mwi&c ju# o samych cudach. Widzi to jasno tak#e spo%eczno!$ religijna. Dlatego tak zgodnie pot"pia ka#da denicje Boga, ktra nie opiera si" na strachu, s&dzie, i karze, i ka#da denicje Ja(ni, ktra odbiega od przyj"tej idei jedynej drogi do Boga. Je!li oznajmi" ci, #e jeste! Bogiem - co si" stanie z religia? Je!li powiem ci, #e jeste! uleczony - jaki sens ma wtedy nauka i medycyna? Je!li zapewni" ci", #e b"dziesz #y% w pokoju - co poczn& dzia%acze na rzecz pokoju? Je!li o!wiadcz" ci, #e !wiat jest w porz&dku co pozostanie do zrobienia w !wiecie? Gdzie si" podziej& fachowcy? W !wiecie wyst"puj& zasadniczo dwa rodzaje ludzi: tacy, ktrzy daj& ci to, czego pragniesz, oraz tacy, ktrzy naprawiaj& rzeczy, fachowcy. Uwa#aj jednak, aby! za bardzo si" nie uzale#ni% ani od jednych, ani od drugich, bowiem od potrzeby do uzale#nienia jest tylko jeden krok. 'Wiedz& o tym narkomani, o ktrych mwi si", #e odczuwaj& g%d". Wed!ug ciebie, &wiat nigdy nie b%dzie wolny od problemw? I wed!ug ciebie, taki stan rzeczy nam odpowiada? Mwi" tylko, #e !wiat - tak jak p%atek !niegu - istnieje w takiej postaci, w jakiej istnieje, z za%o#enia. Wy!cie go takim stworzyli - podobnie jak nadali!cie swojemu #yciu jego obecny kszta%t. Ja pragn" tego, czego pragniecie wy. W dniu kiedy naprawd" zechcecie zlikwidowa$ g%d, g%d si" sko'czy. Otrzymali!cie ode mnie wszystkie potrzebne do tego !rodki. Posiadacie narz"dzia, aby tego wyboru dokona$. Ale nie uczynili!cie tego. Nie dlatego, #e nie mo%ecie. Waszym wyborem jest uchylenie si" od dokonania tego wyboru. Twierdzicie, #e !mier$ z g%odu czterdziestu tysi"cy ludzi dziennie, jest uzasadniona. Ale nie ma #adnego uzasadnienia. Kiedy o!wiadczacie, #e w niczym nie mo#ecie pomc tym czterdziestu tysi&com nieszcz"!nikw, sprowadzacie jednocze!nie na !wiat pi"$dziesi&t tysi"cy nowych istnie' ludzkich. I to nazywacie mi%o!ci&, l to nazywacie Boskim planem. To plan ca%kowicie pozbawiony logiki czy rozumu, nie mwi&c nic o mi%osierdziu. Ja po prostu chce ci unaoczni$ fakt, #e !wiat istnieje w takiej postaci, w jakiej istnieje, poniewa# wy j( dla niego wybrali!cie. Wyniszczacie w%asne !rodowisko, a potem wskazujecie na kieski #ywio%owe jako domnieman& sztuczk" okrutnego Boga czy srogiej Natury. Sami sobie sp%atali!cie tego gla i to wasze post"powanie cechuje okrucie'stwo. Nic, nic nie ma w sobie takiej %agodno!ci jak Natura, i nic, nic nie przewy#sza okrucie'stwa, z jakim cz%owiek obchodzi si" z przyrod&. Ale wy unikacie odpowiedzialno!ci. To nie moja wina, powiadacie, i w tym macie racj". To nie kwestia winy, to kwestia wyboru. Mo#ecie od jutra zaprzesta$ wycinania lasw tropikalnych. Mo#ecie zaprzesta$ os%abiania pow%oki ochronnej unosz&cej si" nad planeta. Mo#ecie zaprzesta$ bezustannej rzezi ekosystemu Ziemi. Mo#esz zahamowa$ proces topnienia p%atka !niegu - ale czy b"dziesz chcia% to uczyni$? Mo#ecie te# od jutra po%o#y$ kres wszelkim wojnom. Tak po prostu. Bez trudu. Ale skoro wy nie mo#ecie doj!$ do porozumienia w sprawie tak oczywistej jak zako'czenie wzajemnego si" wyrzynania, to jakim prawem #&dacie od Boga, aby naprawi% wasze #ycie? Ja nie zrobi" dla ciebie nic, czego ty sam nie uczynisz dla swej Ja(ni. Tak mwi prawo i prorocy. )wiat znalaz% si" w swym obecnym po%o#eniu przez ciebie - i w wyniku wyborw, ktrych dokona%e! - lub od ktrych si" uchyli%e!. (Niepodj"cie decyzji to tak#e decyzja). Ziemia jest w takim stanie przez ciebie - i w wyniku wyborw, ktrych dokona%e! - lub od

ktrych si" uchyli%e!. Twoje #ycie wygl&da tak, jak wygl&da, za sprawa ciebie - i w wyniku wyborw, ktrych dokona%e! - lub od ktrych si" uchyli%e!. Ale ja nie wybra!em dla siebie tego, #eby potr$ci!a mnie ci%#arwka! Nie wybra!em dla siebie tego, #eby obrabowa! mnie ten bandyta, albo zgwa!ci! ten szaleniec. Wielu ludzi na &wiecie mog!oby tak powiedzie'. Tak. Wy wszyscy razem wzi"ci jeste!cie pierwotna przyczyna zaistnienia warunkw, ktre sprzyjaj& powstaniu u bandyty ch"ci, czy domniemanej potrzeby, rabowania. Wszyscy jeste!cie odpowiedzialni za pojawienie si" !wiadomo!ci, dzi"ki ktrej gwa%t staje si" mo#liwy. Dopiero kiedy dostrze#esz w samym sobie to, co pchn"%o drugiego do przest"pstwa, mo#esz przyst&pi$ do uzdrawiania pod%o#a przemocy. Nakarmcie g%oduj&cych, przywr$cie biedakom godno!$. Dajcie szans" tym, ktrym si" nie powiod%o. Odrzu$cie uprzedzenia, ktre podsycaj& lek i rozgoryczenie mas, odbieraj& nadzieje na lepsze jutro. Znie!cie bezsensowne zakazy i restrykcje t%umi&ce seksualna energie; zamiast t%amsi$, pom#cie innym odkry$ jej warto!$ i skierowa$ j& na w%a!ciwe tory. Czy'cie to, a po%o#ycie mocne podwaliny pod !wiat wolny od przest"pstw i gwa%tu. Co si" tyczy wypadkw - ci"#arwki wyje#d#aj&cej zza zakr"tu, ceg%y spadaj&cej z nieba nauczcie si" je widzie$ w perspektywie wi"kszej ca%o!ci. Waszym zadaniem tutaj jest wypracowanie indywidualnego sposobu na w%asne zbawienie. Ale zbawi$ si" nie oznacza uratowa$ si" od szponw Szatana. Szatan nie istnieje, ani piek%o. A ty wybawiasz si" z amnezji, jaka jest niespe%nienie. Tej bitwy przegra$ nie mo#esz. Nie mo#esz nie wyj!$ z tej prby zwyci"sko. Dlatego te# nie jest to walka, lecz po prostu proces. Je!li jednak tego nie wiesz, dostrze#esz tylko nieustanne zmagania. Mo#e uwierzysz w te zmagania na tyle, #e zbudujesz na nich ca%a religie. Religia ta b"dzie ci wmawia$, #e walka jest istot& tego wszystkiego. To fa%szywa nauka, gdy# proces toczy si" naprzd dzi"ki wyrzeczeniu si" walki. Przez kapitulacj" odnosi si" tu zwyci"stwo. Wypadki zdarzaj& si" si%/f rzeczy. Pewne elementy #yciowego procesu zbieg%y si" w okre!lony sposb w okre!lonym miejscu, przynosz&c okre!lony wynik - wynik, ktry ty nazywasz nieszcz"!ciem, z sobie w%a!ciwych powodw. Mimo to, bior&c pod uwag" zadania duszy, przypadki te wcale nie musza by$ nieszcz"!liwe. Powiem ci jedno: Nie ma czego! takiego jak zbieg okoliczno!ci i nic nie dzieje si" przypadkiem. Ka#d& przygod", ka#de zdarzenie sprowadza na siebie twoja Ja(' po to, aby stwarza$ i do!wiadcza$, Czym W Is-tocie Jeste!. To prawda znana wszystkim prawdziwym Mistrzom. To dlatego potra& oni zachowa$ spokj ducha nawet w obliczu najgorszych nieszcz"!$ #yciowych (u#ywaj&c twojego nazewnictwa). Rozumiej& to wielcy nauczyciele chrze!cija'scy. Wiedza, #e Jezus liczy% si" z tym, #e zostanie ukrzy#owany, i wcale go to nie przera#a%o. Mg% si" od tego uchroni$, ale wzi&% to na siebie. By% w stanie przerwa$ ten proces w ka#dej chwili. Mia% tak& moc. Lecz nie przerwa%. Pozwoli% si" ukrzy#owa$, aby zosta$ obrazem wiecznego zbawienia dla cz%owieka. Spjrzcie, co ja mog"", mwi%, oto jest Prawda. Zaprawd" powiadam wam, wszystkie te rzeczy, i wi"cej, wy te# mo#ecie uczyni$. Czy# nie mwi%em, jeste!cie niczym bogowie? Je!li wiec nie mo#ecie uwierzy$ w siebie, uwierzcie cho$ we mnie." Tak wielkie by%o mi%osierdzie Jezusa, #e b%aga% o jaki! sposb - i znalaz% go - 'aby wp%yn&$ na !wiat z tak& si%&, by wszyscy mogli tra$ do nieba (osi&gn&$ samospe%nienie), je!li nie inaczej, to przez niego. Dlatego pokona% nieszcz"!cie i !mier$. Aby! ty mg% tak#e. Najwspanialszym przes%aniem Chrystusa jest nie to, #e b"dziesz mia% #ycie wieczne, ale #e ju# je masz; nie to, #e b"dziecie bra$mi w Bogu, ale #e ju# jeste!cie; nie to, #e otrzymasz wszystko, o co prosisz, ale #e ju# to masz. Trzeba tylko, aby! to wiedzia%. Gdy# ty jeste! twrc& swojej rzeczywisto!ci, a #ycie nie uka#e ci si" od innej strony, ni# my!lisz, #e si" uka#e. My!l& powo%ujesz j& do istnienia. Taki jest pierwszy etap tworzenia. Bg Ojciec jest my!l&. Twoja my!l to (rd%o, z ktrego wywodz& si" wszystkie rzeczy.

To jedna z zasad, ktre nale#y pami%ta'. Tak. A jak brzmi$ pozosta!e? Zasada Pierwsza: mo#esz by$ czymkolwiek i mie$ lub robi$ cokolwiek, co zdo%asz sobie wyobrazi$; Zasada Druga: przyci&gasz to, czego si" l"kasz. Dlaczego tak jest? Emocje maj& moc przyci&gania. To, czego najbardziej si" boisz, stanie si" twoim do!wiadczeniem. Zwierze - uznawane przez ciebie za ni#sz& form" #ycia (mimo #e post"powanie zwierz&t cechuje wi"ksza uczciwo!$ i spjno!$ ni# dzia%anie ludzkie) - od razu wyczuwa, #e si" go obawiasz. Ro!liny - stoj&ce jeszcze ni#ej w twej hierarchii #ycia - o wiele inaczej reaguj& na ludzi, ktrzy je kochaj&, ni# na tych, ktrych nic a nic nie obchodz&. Nie dzieje si" tak przez przypadek. Nie ma przypadkowych zbiegw okoliczno!ci we wszech!wiecie - tylko wspania%y wzr; niesamowity p%atek !niegu". Emocja to energia wprawiona w ruch, a gdy wprawisz energie w ruch, powstanie efekt. Je!li wprawisz w ruch dostateczna ilo!$ energii, stworzysz materie. Materia to zbita energia. Je!li w odpowiedni sposb i wystarczaj&co d%ugo poddasz energie obrbce, otrzymasz materie. Prawo to zna ka#dy Mistrz. Na tym polega alchemia wszech!wiata, sekret ca%ego #ycia. My!l jest czysty energia. Raz pomy!lana, my!l powstaje na zawsze twrcza. Jej energia nigdy nie-zanika. Nigdy. Oddziela si" od twej istoty i mknie w kosmos, w niesko'czono!$. My!l nie ma ko'ca. My!li lgn& do siebie, zbiegaj& si" ze sob&, przecinaj&c si" wzajemnie w zadziwiaj&cym labiryncie energii, przybieraj&c coraz to inny wzr, niewymownie pi"kny i niewiarygodnie zawi%y. Energia lgnie do energii pokrewnej i w ten sposb tworz& si" skupiska podobnej energii. Skupiska te %&cz& si" ze sob&, za! do powstania materii potrzeba niewyobra#alnie wielkiej ilo!ci zbli#onej energii. Ale mimo to materia powstaje z czystej energii; w%a!ciwie, tylko w ten sposb mo#e powsta$. Kiedy energia zamieni si" ju# w materie, pozostaje ni& na d%ugo chyba #e zaburzy jej struktur" jaka! przeciwstawna forma energii. Oddzia%ywuj&c na materie, ta odmienna forma energii w istocie j& rozbija, uwalniaj&c pierwotn& energie, z ktrej si" sk%ada%a. Oto jak si" przedstawia, w uproszczonych kategoriach, teoria, ktra le#y u podstaw waszej bomby atomowej. Ze wszystkich ludzi #yj&cych kiedykolwiek na !wiecie, Einstein najbli#ej otar% si" o twrczy sekret wszech!wiata; nikt inny w takim stopniu nie zg%"bi%, nie wyja!ni% i nie zaprz&g% do ludzkich celw jego mocy. Teraz na pewno lepiej zrozumiesz, jak to mo#liwe, #e osoby b"d&ce jednej my!li wsplnym wysi%kiem przyczyniaj& si" do zaistnienia wymarzonej rzeczywisto!ci. O wiele g%"bszego znaczenia nabiera zwrot - Gdziekolwiek dwch lub wi"cej zgromadzi si" w imi" Moje". Oczywi!cie, doprawdy zaskakuj&ce rzeczy zdarzaj& si", gdy w podobny sposb my!l& ca%e spo%ecze'stwa, przy czym nie zawsze s& to zjawiska chwalebne. Na przyk%ad, spo%eczno!$ #yj&ca w strachu bardzo cz"sto - a w%a!ciwie, nieuchronnie - powo%uje do istnienia to, czego l"ka si" najmocniej. Na podobnej zasadzie, wyznaniowe wsplnoty przekonuj& si" raz po raz o cudownej mocy zjednoczonej my!li (czy jak to si" mwi, wsplnej modlitwy). Trzeba te# jednak jasno zaznaczy$, #e nawet jednostki - o ile ich my!l (modlitwa, nadzieja, #yczenie, marzenie, strach) jest wystarczaj&co silna - potra& same z siebie osi&ga$ takie rezultaty. Regularnie czyni% to Jezus. Umia% pos%ugiwa$ si" energi& i materi&, wiedzia%, jak zmienia$ jej uk%ad i na nowo j& rozdziela$, ca%kowicie nad ni& panowa%. Posiad%o te sztuk" wielu Mistrzw, nawet #yj&cych obecnie. Jest ona rwnie# dost"pna dla ciebie. W ka#dej chwili. To w%a!nie jest poznanie dobra i z%a, ktre sta%o si" udzia%em Adama i Ewy. Bez zrozumienia tego, #ycie w takiej postaci jak obecnie by%oby niemo#liwe. Adam i Ewa to

mityczne imiona Pierwszego M"#czyzny i Pierwszej Kobiety, Ojca i Matki ludzkiego do!wiadczenia. To, co ukazane zosta%o jako upadek Adama, w istocie by%o jego wzlotem - najbardziej donios%ym zdarzeniem w dziejach cz%owiecze'stwa. Bez niego nie niog%aby zaistnie$ rzeczywisto!$ relatywna. Czyn Adama i Ewy to nie pierworodny grzech, ale tak naprawd" pierworodne b%ogos%awie'stwo. Winni!cie im dzi"kowa$ z g%"bi serca, albowiem b"d&c pierwszymi, ktrzy wybrali (le", Adam i Ewa stworzyli mo#liwo!$ dokonania jakiegokolwiek wyboru. Wasza mitologia przedstawia Ew" w niekorzystnym !wietle - jako kusicielke, ktra spo#y%a owoc, posiad%a wiedze dobra i z%a - i sk%oni%a Adama, aby poszed% w jej !lady. Taki mityczny porz&dek rzeczy pozwoli% wam uzna$ kobiet" za przyczyn" zguby" m"#czyzny, przyczyni% si" do zaistnienia wszelkiego rodzaju wypaczonych rzeczywisto!ci - nie mwi&c o zaburzeniach i zam"cie w sferze seksu. (Jak to mo#liwe, #e co! tak z%ego, sprawia ci tak& przyjemno!$?) To, czego najbardziej si" boisz, najbardziej da ci si" we znaki. Strach !ci&gnie to na ciebie niczym magnes. Wasze !wi"te pisma - ka#dej bez wyj&tku tradycji religijnej - zawieraj& wyra(na przestrog": wyzbad( si" leku. Czy sadzisz, #e to przypadek? Zasady s& proste: 1. My!l ma moc stwrcza. 2. Strach przyci&ga pokrewna energie. 3. Mi%o!$ jest wszystkim, co istnieje. Hola, co& tu nie gra z t$ trzeci$ zasad$. Jak mi!o&' mo#e by' wszystkim, co istnieje, skoro strach przyci$ga pokrewn$ energi%? Mi%o!$ jest rzeczywisto!ci& ostateczna. Jedyna i ca%a. Uczucie mi%o!ci rwna si" do!wiadczeniu Boga. W najwy#szym wymiarze Prawdy, mi%o!$ jest wszystkim, co istnieje, istnia%o i istnie$ b"dzie. Wkraczaj&c w sfer" absolutu, zanurzasz si" w mi%o!ci. )wiat wzgl"dno!ci powsta% po to, abym mg% siebie do!wiadczy$. Ju# ci to t%umaczy%em. Ale to nie znaczy, #e jest on rzeczywisto!ci&. Jest to !wiat stworzony i tworzony wci&# na nowo, przeze Mnie i przez ciebie - aby!my mogli pozna$ siebie na drodze do!wiadczenia. Mimo to stworzenie mo#e sprawia$ wra#enie rzeczywisto!ci, l oto w%a!nie chodzi - ma ono by$ na tyle rzeczywiste, aby!my przyj"li je jako realnie istniej&ce. Bg zamy!li% powo%anie do istnienia czego! innego" ni# On sam (cho$ !ci!le mwi&c, jest to niemo#liwe, gdy# Bg jest Jam Jest - Wszystkim Co Jest). Rzeczywisto!$ relatywna, czyli owo co! innego", z za%o#enia ma by$ dla was !rodowiskiem, w ktrym mo#ecie wybra$ bycie Bogiem, zamiast po prostu przyj&$ do wiadomo!ci, #e jeste!cie Bogiem; w ktrym mo#ecie do!wiadczy$ Bosko!ci w postaci aktu twrczego, zamiast samej koncepcji; w ktrym ma%y p%omyk w s%o'cu - najmniejsza duszyczka - mo#e dozna$ swojej !wiat%o!ci. Strach jest przeciwnym kra'cem mi%o!ci, prze-ciwleglym biegunem. Stwarzaj&c !wiat wzgl"dno!ci, najpierw powo%a%em do istnienia swoje przeciwie'stwo. Na p%aszczy(nie zycznej mo#liwe s& wy%&cznie dwa sposoby bycia: mi%o!$ i strach. My!li p%yn&ce ze strachu powoduj& wyst&pienie jednego rodzaju manifestacji, za! my!li p%yn&ce z mi%o!ci manifestacji drugiego rodzaju. Mistrzowie st&paj&cy po tej Ziemi to ci, ktrzy zg%"bili tajemnice !wiata relatyionego - i odmwili mu realno!ci. Jednym s%owem, Mistrz to ten, ktry wybra$ tylko mi$o!&. W ka%dej chwili. W ka%dych okoliczno!ciach. Nawet gin&c z r"ki swych Oprawcw, Mistrzowie nie przestawali ich mi%owa$. Nawet cierpi&c prze!ladowania, nie przestawali mi%owa$ swoich prze!ladowcw. Trudno wam ich zrozumie$, a jeszcze trudniej na!ladowa$. Niemniej, tak post"powa% ka#dy Mistrz. Niewa#ne, jaka reprezentowa% lozoe, tradycje czy religie - tak post"powa% ka#dy Mistrz. Nauka ta wy%o#ona wam zosta%a bardzo wyra(nie. Raz po raz, na nowo jest wam

ukazywana. Od wiekw i w ka#dym zak&tku !wiata. W ka#dej chwili twych kolejnych #ywotw. Na wszelkie sposoby wszech!wiat usi%uje unaoczni$ wam te Prawd". Przez pie!' i opowie!$, poezje i taniec, s%owa i ruch - i przez ruchome obrazy, zwane przez was lmami, i przez zbiory s%w, zwane przez was ksi&#kami. Obwieszczano ja gromkim g%osem z najwy#szych szczytw, jej szept dolatywa% w najbardziej zapad%e niziny. Prawda ta rozbrzmiewa echem we wszelkich zakamarkach ludzkiego do!wiadczenia: Mi%o!$ jest jedyna droga. Ale wy jej nie s$uchacie. A teraz bierzesz do r"ki te ksi&#k" i pytasz Boga o to, co mwiono wam ju# tysi&ce razy na tysi&ce sposobw. Mimo to raz jeszcze odpowiem - tutaj - na stronicach tej ksi(%ki. Czy teraz pos%uchasz? Czy teraz naprawd" us%yszysz? Jak sadzisz, jakim sposobem tra%e! na te ksi&#k"? Co sprawi%o, #e trzymasz ja w%a!nie w r"ku? Czy my!lisz, #e Ja nie wiem, co robi"? We wszech!wiecie nie zdarzaj( si# przypadkowe zbiegi okoliczno!ci. Dosz%o do mnie wo%anie twego serca. Ujrza%em wysi%ki twojej duszy. Wiem, jak mocno %akniesz Prawdy. Domaga%e! si" jej, i w rado!ci, i w smutku. Bezustannie zaklina%e! Mnie. Uka% j( Mnie. O!wie& Mnie. Ods$o' j( Mnie. Czynie to tutaj, w sposb tak przyst"pny, #e nie sposb nie zrozumie$. Mowa moja tak prosta, #e nie sposb si" pomyli$, s%ownictwo tak zwyczajne, #e nie sposb si" zagubi$ w potoku s%w. Wiec dalej, !mia%o. Pytaj. Pytaj Mnie o cokolwiek. Postaram si" udzieli$ ci odpowiedzi. Wykorzystam do tego ca%y wszech!wiat. Tote# miej oczy szeroko otwarte. Ta ksi&#ka to nie wszystko, na co Mnie sta$. Mo#esz zada$ pytanie i ja od%o#y$. Ale uwa#aj. Wypatruj. Nas%uchuj. S%owa nast"pnej piosenki w radiu. Tre!$ artyku%u w gazecie. Fabu%a lmu, ktry obejrzysz. Przypadkowa wypowied( osoby, ktra spotkasz. Szept rzeki, oceanu, powiewu delikatnie szumi&cego w uchu - wszystkie te !rodki s& Moje; wszelkie drogi stoj& przede Mn& otworem. Przemwi" do Ciebie, o ile b"dziesz chcia% s%ucha$. Przyjd", je!li Mnie zaprosisz. Poka#e ci wtedy, #e zawsze by%em z tob&. Wsz"dzie. 2 Dasz mi pozna$ drog" #ycia, Obto!$ rado!ci w obliczu twoim Rozkosz po prawicy twojej na wieki." Psalm 16:11 V^.a!e #ycie poszukiwa!em drogi do Boga - Wiem, #e szuka%e! - i oto znalaz!em i nie mog% wprost uwierzy'. Mam wra#enie, jakbym siedzia! tu i pisa! do samego siebie. Bo tak jest. Nie przypomina to za bardzo rozmowy z Bogiem. Brakuje ci dzwonw i chrw anielskich? Mo#e da si" co! w tej sprawie zrobi$. Wiesz chyba, prawda, #e niektrym ca!a ta ksi$#ka wyda si% blu*nierstwem? Zw!aszcza je&li dalej b%dziesz tak dowcipkowa!. Co& ci powiem. Wy wszyscy macie przekonanie, #e Bg ukazuje si" tylko na jeden sposb. To bardzo niebezpieczne przekonanie. Nie pozwala ci dostrzega$ Boga wsz"dzie dooko%a. Je!li uwa#asz, #e Bg wygl&da, brzmi, a nawet istniej e jedynie tak, jak sobie to wymy!li%e!, i nie inaczej, przeoczysz Mnie w ka#dej chwili swojego #ycia. Bodziesz nieustannie rozgl&da% si". za Bogiem i nie znajdziesz Jej. Poniewa# szukasz Jego, rodzaj m"ski. To tylko jeden przyk%ad. Powiedziane jest, #e je!li nie zauwa#asz Boga w rzeczach b%ahych i w rzeczach donios%ych na rwni, to widzisz tylko jedn& stron" medalu. To wa#na Prawda. Bg kryje si" i w !miechu, i we %zach, w tym co gorzkie i w tym, co s%odkie. Wszystko ma swoje Boskie przeznaczenie, dlatego we wszystkim obecna jest Bosko!$. Kiedy& zabra!em si% do pisania ksi$#ki pod tytu!em Bg to kanapka z salami". To by%aby !wietna ksi&#ka. Ja ci" do niej natchn&%em. Dlaczego ja zarzuci%e!? Pachnia!o mi to blu*nierstwem. A przynajmniej zdradza!o okropny brak szacunku.

Chcia%e! powiedzie$ cudowny brak szacunku! Sk&d to mniemanie, #e Bg jest wy%&cznie czcigodny"? Bg to gra i d%, ciep%o i zimno. Prawa strona i lewa. To, co czcigodne i to, co !mieszne! Czy my!lisz, #e Bg nie umie si" !mia$? *e nie bawi go dobry kawa%? Czy twoim zdaniem Bg jest pozbawiony poczucia humoru? Powiadam ci, to Bg wymy!li% humor. Czy musicie przemawia$ do Mnie nabo#nym szeptem? Czy slang i dosadny je#yk s& Mi obce? Powiadam ci, mo#esz zwraca$ si" do Mnie jak do najlepszego kumpla. Sadzisz, #e jest jakie! s%owo, ktrego bym nie s%ysza%? Widok, jakiego bym nie ogl&da%? D(wi"k, jakiego bym nie zna%? Czy takie jest twoje mniemanie, #e jedne z nich mi%uje, a innymi gardz"? Powiadam ci, Ja nie gardz" niczym. Nic nie jest Mi wstr"tne. To #ycie, a #ycie jest darem; niewyobra#alnym skarbem; najwi"ksza !wi"to!ci&. *ycie to Ja, gdy# #ycie jest ze Mnie i we Mnie. Ka#dy jego przejaw ma cel. Nie istnieje nic - #adna rzecz - bez powodu, ktrego bym nie uszanowa% i nie zatwierdzi%. Jak to? A z!o, ktre wyrz$dza cz!owiek? Nie mo#e zaistnie$ nic - #adna my!l, rzecz, zdarzenie, do!wiadczenie wszelkiego rodzaju - co nie mie!ci si" w Boskim planie. Albowiem Boski plan przewiduje, #e wy ludzie mo#ecie tworzy$ wszystko, cokolwiek zapragniecie. Tylko taka wolno!$ umo#liwia do!wiadczenie Boga jako Boga - a do tego w%a!nie do!wiadczenia stworzy%em was, ciebie. I ca%e #ycie. Z%em jest to, co nazywacie z%em. Jednak i to ukocha%em, gdy# tylko za po!rednictwem tego, co zwiecie z%em, mo#ecie pozna$ dobro; tylko za po!rednictwem tego, co zwiecie dzie%em diab%a, mo#ecie pozna$ i pomna#a$ dzie%o Boga. Ciep%o nie jest mi bardziej mi%e od zimna, lewa strona od prawej, ani gra od doliny. Wszystko to jest wzgl"dne. Stanowi cze!$ tego, co jest. Nie mi%uj" dobra" bardziej od z%a". Hitler poszed% do nieba. Gdy to zrozumiesz, wtedy pojmiesz Boga. Ale mi wpajano, #e dobro i z!o istniej$, #e s$ sobie przeciwne; #e pewne rzeczy s$ niew!a&ciwe, nie do przyj%cia dla Boga. Wszystko jest do przyj"cia" dla Boga, gdy# jak mo#e Bg nie przyj&$ tego, co jest? Odrzuci$ co! rwna si" zaprzeczy$ jego istnieniu. Powiedzie$, #e co! jest nie w porz&dku, znaczy powiedzie$, #e nie jest cz"!ci& Mnie - a to niemo#liwe. Lecz mimo to nie wyrzekaj si" swoich przekona', pozosta' wierny swoim warto!ciom, gdy# s& to warto!ci uznane przez twoich rodzicw, rodzicw twoich rodzicw, przyjaci%, spo%ecze'stwo. Tworz& tkank" twojego #ycia, a utrata ich pozbawi%aby spjno!ci twoje do!wiadczenie. Ale przypatrz si" im kolejno. Zbadaj. Nie burz ca%ego domu, przyjrzyj si" ka#dej cegle i wymie' wszystkie, ktre wydadz& si" uszkodzone, z ktrych nie ma ju# #adnego po#ytku dla konstrukcji. Twoje pogl&dy na dobro i z%o, to tylko pogl&dy. My!li, ktre nadaj& kszta%t i tre!$ temu, Czym Jeste!. Istnieje jeden tylko uzasadniony powd, aby je zmieni$; jeden cel dokonania przerbki: je!li nie jeste! zadowolony z siebie, z tego, Czym Jeste!. O tym mo#esz wiedzie$ tylko ty. Tylko ty mo#esz wyrazi$ si" o swoim #yciu - Oto moje dzie%o, z ktrego jestem zadowolony". Je!li twoje warto!ci dobrze ci s%u#&, zachowaj je. Bro' ich, spieraj si" o nie. Lecz staraj si" przy tym nie zaszkodzi$ nikomu. Cudza krzywda nie jest po#&danym sk%adnikiem procesu uzdrawiania. Ka#esz mi obstawa' przy moich warto&ciach, a jednocze&nie mwisz, #e s$ z!e. Mg!by& to wyja&ni'? Nie powiedzia%em, #e twoje warto!ci s& z%e. Ale nie s& te# dobre. To sady. Oceny. Decyzje. Przewa#nie b"d&ce dzie%em nie twoim, lecz cudzym. Mo#e twoich rodzicw. Ko!cio%a. Nauczycieli, historykw, politykw. Zaledwie znikoma cze!$ warto!ciuj&cych s&dw, ktre przyswoi%e! sobie jako prawd", to

s&dy, jakich dokona%e! sam na podstawie w%asnych do!wiadcze'. Ale przecie# jeste! tu po to, aby zdobywa$ do!wiadczenie - z do!wiadcze' swoich masz stworzy$ siebie. A tworzysz siebie z do!wiadcze' innych ludzi. Gdyby grzech istnia%, polega%by w%a!nie na tym: na dopuszczeniu do tego, aby o tym, Czym Jeste!, zadecydowa%y cudze do!wiadczenia. Takiego grzechu" si" dopu!ci%e!. Nie ty jeden, wszyscy ludzie. Przekre!lacie z gry w%asne do!wiadczenia, z nabo#e'stwem (dos%ownie) przyjmuj&c do!wiadczenia innych, a kiedy po raz pierwszy traa si" wam prawdziwe do!wiadczenie, nak%adacie na nie to, co jak wam si" wydaje, ju# o nim wiecie. Gdyby nie to, mog%oby ono mie$ przebieg zupe%nie odmienny - taki, ktry aowid%by, #e wasz nauczyciel (czy jakie! inne (rd%o) by% w b%"dzie. Zazwyczaj jednak nie chcecie podwa#a$ autorytetu rodzicw, szko%y, religii, tradycji, pisma !wi"tego - dlatego wyrzekacie si" w%asnego do!wiadczenia na rzecz tego, co wam wpojono. Wida$ to w sposb szczeglnie jaskrawy w waszym podej!ciu do erotyki. Powszechnie wiadomo, #e mi%o!$ zyczna mo#e by$ najbardziej ekscytuj&cym, odpr"#aj&cym, regeneruj&cym, energety#uj&cym, jednocz&cym, intymnym, ar-mujacym prze#yciem w obr"bie ludzkiego do!wiadczenia. Jednak przekonawszy si" o tym do!wiadczalnie, wy opowiadacie si" raczej za s&dami, opiniami i pogl&dami na temat seksu g%oszonymi przez innych, ktrym zale#y na tym, aby! my!la% w okre!lony sposb. Ich sady, opinie i pogl&dy stoj& w ra#&cej sprzeczno!ci z twym do!wiadczeniem, ty jednak, nie chc&c dopu!ci$ do siebie, #e twoi nauczyciele si" myl&, wmawiasz sobie, #e to z twoim do!wiadczeniem jest co! nie tak. Doprowadzi%o to do tego, #e sprzeniewierzy%e! si" swej prawdzie w tej dziedzinie - co przynosi op%akane skutki. Podobnie ma si" rzecz z pieni"dzmi. Za ka#dym razem kiedy mia%e! mnstwo pieni"dzy, czu%e! si" wspaniale. Czu%e! si" !wietnie, gdy je dosta%e! i gdy je wydawa%e!. Nie by%o w tym nic z%ego, moralnie nagannego. Mimo to tak g%"boko przesi&k%e! cudzymi naukami dotycz&cymi pieni"dzy, #e odrzuci%e! w%asne do!wiadczenie na korzy!$ ich prawdy". Po uznaniu tej prawdy" za swoja, otoczy%e! ja my!lami - my!lami, ktre maja charakter twrczy. Stworzy%e! w ten sposb wok% pieni"dzy w%asna rzeczywisto!$, ktra je od ciebie odsuwa - albowiem dlaczego mia%by! przyci&ga$ co!, skoro jest to z%e? To zadziwiaj&ce, #e taka sama sprzeczno!$ przypisa%e! Bogu. Wszystko, czego sercem do!wiadczasz o Bogu, mwi ci, #e Bg jest dobry. Wszystko, czego dowiadujesz si" o Bogu od swych nauczycieli, mwi ci, #e Bg jest z%y. Serce podpowiada ci, #e Boga mo#na kocha$ bez leku. Nauczyciele g%osz&, #e Boga nale#y si" ba$, gdy# jest m!ciwy. Powiadaj&, #e trzeba #y$ w boja(ni Bo#ej. Trzeba dr#e$ w obliczu Bosko!ci. Przez ca%e #ycie winiene! si" l"ka$ s&du Pa'skiego, albowiem Pan jest sprawiedliwy", jak mwi&. To nie przelewki zazna$ straszliwej sprawiedliwo!ci Boskiej. Dlatego musisz by$ pos%uszny" Bo#ym przykazaniom, bo inaczej... Przede wszystkim, nie wolno ci zadawa$ logicznych pyta', na przyk%ad: Je!li Bg wymaga !cis%ego podporz&dkowania si" Jego Prawom, to dlaczego stworzy% mo#liwo!$ pogwa%cenia tych Praw?" Po to, aby da$ ci wolny wybr" - rzecze na to zgodny chr nauczycieli. Ale co to za wolny wybr, je!li wybieraj&c jedna z mo#liwo!ci skazujesz si" na pot"pienie? Gdzie tu wolna wola", skoro musisz spe%nia$ wol" kogo innego? Ci, co g%osz& te nauki, czyni& z Boga ob%udnika. Powiadaj& ci, #e Bg to przebaczenie, mi%osierdzie - ale je!li nie poprosisz Go o wybaczenie w odpowiedni sposb", je!li nie zwrcisz si" do Niego w%a!ciwie", twoja pro!ba nie zostanie wys%uchana, twoje wo%anie przejdzie bez echa. Ale nawet to nie by%oby jeszcze takie z%e, gdyby istnia% tylko jeden w%a!ciwy sposb, lecz jedynie s%usznych drg" jest tyle co g%osz&cych je nauczycieli. Wi"kszo!$ z was trawi wiec swe dojrza%e lata na szukaniu odpowiedniego" sposobu oddawania czci, podporz&dkowania si" i s%u#enia Bogu. S"k w tym, #e Ja nie chc", aby! mnie czci%, nie potrzebuj" twojego pos%usze'stwa i wcale nie musisz Mi s%u#y$. Tego rodzaju postawy #&dali od swych poddanych dawni w%adcy - podszyci l"kiem, despotyczni i ego-centryczni. W #adnej mierze nie s& to Boskie wymagania - i doprawdy a# dziw bierze, #e !wiat nie doszed% jeszcze do wniosku, #e to b%aga, nie maj&ca nic wsplnego z potrzebami czy pragnieniami Boga.

Bg nie ma #adnych potrzeb. Wszystko Co Jest, jest w%a!nie tym: czyli wszystkim. Tote# si%a rzeczy niczego mu nie brak, niczego mu nie potrzeba. Jednak je!li postanawiasz wierzy$ w Boga, ktry czego! potrzebuje - i czuje si" ura#ony, kiedy tego nie dostaje i karze tych, ktrzy jako! zawiedli jego oczekiwania - w takim wypadku Bg, w ktrego postanowi%e! wierzy$, jest Bogiem o wiele mniejszym ode Mnie. Zaiste jeste!cie Dzie$mi Gorszego Boga. Chcia$bym was zapewni& raz jeszcze, dzieci moje, za po!rednictwem tej ksi(%ki, %e nie mam %adnych potrzeb. Niczego od nikogo nie wymagam. Nie znaczy to, #e jestem wolny od pragnie'. Pragnienia i potrzeby to nie to samo (cho$ wielu z was zatraci%o obecnie to rozr#nienie). Pragnienie daje pocz&tek wszelkiemu tworzeniu. To pierwotna my!l. To wspania%e uczucie w g%"bi duszy. To Bg, decyduj&cy o tym, co stworzy$ nowe&). Jakie zatem ma pragnienia Bg? Po pierwsze, pragn# pozna& i do!wiadczy& siebie, w ca%ej Mej chwale - pozna$, Kim W Istocie Jestem. Zanim wymy!li%em was - i wszystkie istniej&ce !wiaty - by%o to niemo#liwe. Po drugie, pragn#, aby!cie wy rwnie% poznali i do!wiadczyli, Kim W Istocie Jeste!cie, dzi"ki mocy, jaka wam da%em, mocy tworzenia i do!wiadczania siebie w dowolny wybrany przez was sposb. Po trzecie, jest te% moim pragnieniem, aby ca$y proces %ycia by$ nieustann( rado!ci(, ci(g$ym tworzeniem, nie ko'cz(cym si# rozwojem i ca$kowitym spe$nieniem w ka%dej chwili Teraz. Ustanowi%em doskona%y system umo#liwiaj&cy realizacje tych pragnie'. Urzeczywistniaj& si" one w tym momencie. Tyle #e Ja o tym wiem, a ty nie - taka jest miedzy nami r#nica. Z ch^uila uzyskania totalnego wgl&du (ktry mo#e sta$ si" twym udzia%em w ka#dej chwili), ty rwnie# poczujesz si" tak, jak Ja czuje si" przez ca%y czas: przepe%niony rado!ci&, mi%o!ci&, akceptacja, wdzi"czno!ci& i b%ogo!ci&. Stanowi& one Pi#& Boskich Przymiotw, i zanim dobiegnie ko'ca nasz dialog, poka#e ci, w jaki sposb przyj"cie ich w twoim #yciu mo#e doprowadzi$ ci" do Bosko!ci. Oto .d%uga odpowied( na krtkie pytanie dotycz&ce warto!ci. Tak, nie wyrzekaj si" swych warto!ci - tak d%ugo, jak b"d& ci dobrze s%u#y%y. Sprawdzaj jednak, czy owe warto!ci, ktrym jeste! oddany, wnosz& w obr"b twego do!wiadczenia najszczytniejsze i najlepsze mniemanie, jakie kiedykolwiek o sobie mia%e!. Przyjrzyj si" im dok%adnie. Wystaw je na widok publiczny. Je!li potrasz og%osisz !wiatu, kim jeste! i co wyznajesz, bez wahania, wwczas osi&gn&%e! zadowolenie z siebie. Nie ma powodu, aby! kontynuowa% te rozmow" ze Mn&, poniewa# stworzy%e! Ja(' - i do!wiadczenie dla Ja(ni - ktrej nie trzeba ju# poprawia$. Dost&pi%e! doskona%o!ci. Od%# te ksi&#k". Moje #ycie jest dalekie od idea!u. Nie jestem doskona!y, stanowi% w istocie zlepek niedoskona!o&ci. Z ca!ego serca chcia!bym mc wyzby' si% tych wad, pozna' przyczyny mych zachowa), dowiedzie' si%, co &ci$ga na mnie niepowodzenia, hamuje mnie. To dlatego, jak s$dz%, zwrci!em si% do Ciebie. Nie umia!em o w!asnych si!ach znale*' odpowiedzi. Ciesz" si", #e do Mnie przyszed%e!. Zawsze by%em gotw ci pomc, teraz te#. Nie musisz w pojedynk" szuka$ odpowiedzi. Nigdy nie musia%e!. Mimo to wydaje si% ... zarozumialstwem... ot takie sobie mwienie do Boga - a do tego Ty odpowiadasz - to czyste szale)stwo. Rozumiem. Autorzy Biblii byli wszyscy przy zdrowych zmys%ach, a ty jeden zwariowa%e!. Ewangeli&ci byli &wiadkami #ycia Chrystusa i wiernie zapisywali to, co s!yszeli i widzieli. Zg%aszam poprawk". Wi"kszo!$ autorw ksi&g Nowego Testamentu nigdy nie spotka%a ani nie widzia%a Jezusa. *yli wiele lat p(niej. Nie rozpoznaliby Jezusa z Nazaretu, nawet gdyby wpifali na niego na ulicy. Ale...

Biblijni pisarze byli #arliwymi wyznawcami i !wietnymi historykami. Czerpali z opowie!ci, jakie przekazywane by%y przez starsze pokolenia, a# sporz&dzony zosta% ostateczny zapis. Nie wszystko zreszt& z tego, co spisali, tra%o do ko'cowego dokumentu. Wok% nauk Jezusa zd&#y%o powsta$ wiele ko!cio%w" i - jak zazwyczaj to si" dzieje, gdy ludzi gromadzi pot"#na idea - traa%y si" jednostki, ktre decydowa%y w obr"bie tych ko!cio%iu czy enklaw, ktre elementy historii Jezusa mog& zosta$ opowiedziane - i jak. Selekcja i redakcja zachodzi%y na wszystkich etapas^ powstawania Nowego Testamentu. Jeszcze wiele stuleci po spisaniu pierwotnych ksi&g Wielki Sobr Ko!cio%a okre!li% po raz kolejny, jakie prawdy i doktryny powinny by$ zawarte w wczesnej ocjalnej Biblii - a jakich ujawnienie by%oby niezdrowe" b&d( przedwczesne". Istniej" te# inne !wi"te pisma - spisane w chwilach natchnienia przez sk&din&d zwyczajnych ludzi, z ktrych #aden, tak jak i ty, nie by% szalony. Nie chcesz chyba przez to powiedzie', #e te dialogi ktrego& dnia stan$ si% &wi%t$ ksi%g$? Moje dziecko, wszystko w #yciu jest !wi"te. Dlatego te pisma tak#e s& !wi"te. Ale nie b"d" si" spiera% o s%owa, gdy# wiem, co masz na my!li. Nie, nie sugeruj", #e ten r"kopis kiedy! stanie si" !wi"t& ksi"ga. Przynajmniej przez kilkaset lat, albo dopki ten j"zyk nie wyjdzie z u#ycia. Problem polega na tym, #e j"zyk, jakim si" tu pos%ugujemy, jest zbyt potoczny, zbyt wsp%czesny. Ludzie zak%adaj&, #e Bg, je!li przemwi wprost, nie b"dzie brzmia% jak s&siad zza !ciany. Jego mowa powinna cechowa$ si" jaka! sztywna forma. Godno!ci&. Poczuciem Bosko!ci. Przemawiam do ka#dego z nich. Wiem, kim on jest. Ju# teraz wiem, kto jeszcze dotrze do mych s%w - i wiem te# (wzorem innych Mych przekazw), #e niektrzy je us%ysz& - inni za! b"d& s%ucha$, ale nie us%ysz& nic. To wi$#e si% z jeszcze jedn$ spraw$. Ot# nosz% si% z zamiarem wydania tych dialogw drukiem, my&l% o tym w trakcie ich spisywania. l co w tym z%ego"? Mo#na by mnie pos$dzi' o ch%' zysku. Czy to nie stawia ca!ego przedsi%wzi%cia w podejrzanym &wietle? Czy powodem, dla ktrego piszesz, jest zbicie maj&tku? Nie. Nie o to mi chodzi!o. Zabra!em si% do pisania, poniewa# od trzydziestu lat dr%cz$ mnie pytania, pytania, na ktre musz% znale*' odpowiedzi. Pomys!, aby zrobi' z tego ksi$#k%, przyszed! mi do g!owy p*niej. To Ja ci go podsun&%em. Ty? Tak. Nie sadzisz chyba, #e pozwoli%bym na zmarnowanie wszystkich tych cudownych pyta' i odpowiedzi, co? Nie zastanawia!em si% nad tym. Na pocz$tku chcia!em tylko odpowiedzi, mia!em do&' wiecznej frustracji i ci$g!ych poszukiwa). )wietnie. Zatem przesta' podawa$ w w&tpliwo!$ swoje intencje (robisz to nieustannie) i zabierzmy si" wreszcie do dzie%a. 3 .Nasuwa mi si% sto, tysi$c, milion pyta). Sam nie wiem, od czego zacz$'. Po proshi u%# list". Zrb pierwszy krok. No, !mia%o, dalej. Wymie' po kolei pytania, jakie przychodz& ci na my!l. Dobrze. Niektre z nich wydadz$ si% naiwne, do&' prostackie. Sko'cz wreszcie z t" samokrytyka. Po prostu je wymie'. C#, w takim razie, oto pytania, jakie mi si% nasuwaj$. 1. Kiedy moje #ycie nabierze w ko)cu rozp%du? Czego potrzeba, aby zebra' je do kupy" i odnie&' nawet skromny sukces? Czy ta szarpanina kiedykolwiek si% sko)czy?

2. Czy kiedykolwiek poznam sekret tworzenia harmonijnych zwi$zkw? Czy mo#liwy jest szcz%&liwy zwi$zek z drug$ osob$? Dlaczego musz$ przynosi' nam wci$# nowe wyzwania? 3. Dlaczego nigdy nie udaje mi si% zarobi' wi%kszych pieni%dzy? Czy przeznaczone mi jest klepanie biedy do ko)ca #ycia? Co przeszkadza mi w zrealizowaniu w pe!ni mego potencja!u w tej dziedzinie? 4. Dlaczego nie mog% robi' w #yciu tego, na co naprawd" mam ochot%, i utrzymywa' si% z tego? 5. Jak mam upora' si% ze swoimi zdrowotnymi k!opotami? Chronicznych dolegliwo&ci mam ju# ty!e, #e starczy!oby na ca!e #ycie z nawi$zk$. Dlaczego do&wiadczam ich wszystkich teraz? 6. Jak$ karmiczn$ nauk% mam z tego wynie&'? Co prbuj% opanowa'? 7. Czy istnieje reinkarnacja? Ile mam ju# za sob$ przesz!ych #ywotw? Czym by!em poprzednio? Czy karmiczny d!ug" to prawda? 8. Czasami odczuwam wra#liwo&' pozazmys!o-w$. Czy jest co& takiego jak wra#liwo&' pozazmys-!owa"? Czy to w!a&nie odczuwam? Czy ludzie obdarzeni t$ wra#liwo&ci$ wchodz$ w konszachty z diab!em"? 9. Czy jest w porz$dku przyjmowanie pieni%dzy za czynienie dobra? Na przyk!ad, je&li postanowi% zaj$' si% uzdrawianiem - Bo#ym dzie!em - czy mog% to robi' i jednocze&nie wzbogaci' si% nansowo? Czy te dwie rzeczy wzajemnie si% wykluczaj$? 10. Czy seks jest w porz$dku? O co tak naprawd% chodzi w tym ludzkim do&wiadczeniu? Czy seks s!u#y wy!$cznie prokreacji, jak g!osz$ niektre religie? Czy prawdziw$ &wi%to&' i o&wiecenie osi$ga si% przez wyrzeczenie si% - lub sublimacj% - energii seksualnej? Czy mo#na i&' z kim& do !#ka bez mi!o&ci? Czy samo zyczne doznanie stanowi wystarczaj$ce uzasadnienie tego aktu? 11. Dlaczego uczyni!e& sfer% erotyki tak rozkosznym i pot%#nym doznaniem, je&li mamy trzyma' si% od niej z daleka na ile tylko si% da. Dlaczego skoro ju# o tym mowa, wszystkie przyjemne rzeczy s$ albo niemoralne, nielegalne albo tucz$ce"? 12. Czy istnieje #ycie na innych planetach? Czy mieli&my ju# go&ci z kosmosu? Czy przygl$daj$ nam si% teraz? Czy za naszego #ycia ujrzymy niepodwa#alne dowody na istnienie pozaziemskiej inteligencji? Czy ka#da odr%bna forma #ycia ma swojego Boga? Czy Ty jeste& Bogiem Wszechrzeczy? 13. Czy spe!ni si% kiedy& na Ziemi utopia? Czy Bg objawi si% ludzko&ci zgodnie z obietnic$? Czy nast$pi Powtrne Przyj&cie? Czy nastanie koniec &wiata - albo apokalipsa, ktr$ wr#y Biblia? Czy jest jaka& jedna prawdziwa religia? Je&li tak, to ktra? To zaledwie gar&' pyta). Jak ju# mwi!em, mam ich setki. Niektre z nich mnie zawstydzaj$ - wydaj$ si% takie uczniowskie. Ale odpowiedz na nie prosz%, po kolei. Dobrze. Wreszcie przechodzimy do rzeczy, l nie wstyd( si" swoich pyta'. Zadawali je m"#czy(ni i kobiety od stuleci. Gdyby by%y g%upie, nie stawia%oby ich na nowo ka#de kolejne pokolenie. Zacznijmy od pytania numer jeden. Ustanowi%em we wszech!wiecie Prawa, ktre pozwalaj& ci mie$ - tworzy$ - dok%adnie to, co wybierzesz. Tych Praw naruszy$ nie sposb, nie mo#na te# ich omin&$. Stosujesz si" do nich nawet w tej chwili, czytaj&c to. Prawa nie da si" unikn&$, gdy# na Nim wszystko si" zasadza. Nie mo#esz wyrwa$ si" poza Prawo; nie mo#esz dzia%a$ poza Jego obr"bem. W ka#dej minucie #ycia pozostawa%e! w ramach Prawa - i wszystko, czego do!wiadczy%e!, sam przywo%a%e!. Jeste! moim wsplnikiem. +&czy nas odwieczne przymierze. Ja przyrzek%em ci dawa$, ilekro$ Mnie o co! poprosisz. Ty przyrzek%e! prosi$, a tak#e zrozumie$, na czym polega mechanizm otrzymywania. Ju# raz ci to wyja!ni%em. Zrobi" to ponownie, aby! mia% jasne o tym pojecie. Jeste! istot& troista. Sk%adasz si" z dala, umys$u i ducha. Mo#na te sk%adniki nazwa$ te# odpowiednio fizycznym, nie-fizycznym i meta-fizycznym. Oto )wi#ta Trjca, ktrej nadawano przer%ne miana. Tym, czym ty jeste!, Ja jestem. Objawiam si" jako W-Trjcy-

Jedyny. Niektrzy teo%ogowie nazywaj& to Trjca Ojca, Syna i Ducha )wi"tego. W psychiatrii mwi si" o !wiadomo!ci, pod!wiadomo!ci i nad!wiadomo!ci. Filozofowie okre!laj& to jako id, ego i superego. Nauka wyr#nia energie, materie i antymaterie. Poeta nazywa to umys%em, sercem i dusza. My!liciele Nowej Ery wskazuj& na cia%o, umys% i ducha. Wasz czas dzieli si" na przesz%o!$, tera(niejszo!$ i przysz%o!$. Czy nie odpowiada-to pod!wiadomo!ci, !wiadomo!ci i nad!wiadomo!ci? Podobnie przestrze' istnieje jako to, co tutaj, to, co tam i to, co pomi"dzy. W%a!nie okre!lenie i opisanie tej przestrzeni pomi"dzy" jest trudne. W chwili kiedy zaczynasz opisywa$ te przestrze', ona si" wymyka, staja$ si" tutaj" albo tam". Mimo to nie mo#na zaprzeczy$, #e ta przestrze' pomi"dzy" istnieje. Wyznacza ona tu" i tam" podobnie jak wieczne teraz wyznacza przedtem" i potem". Te trzy aspekty twej istoty to w%a!ciwie trzy rodzaje energii. Mo#na je nazwa$ my!l(, s$owem i czynem. Razem wytwarzaj& skutek, ktry w twoim je#yku i poj"ciu okre!lany jest jako uczucie lub doznanie. Twoja dusza (pod!wiadomo!$, duch, id, przesz%o!$) to $(czna suma wszystkich uczu&, jakie mia$e! (wytworzy%e!). Pami"$ to !wiadomo!$ cz"!ci z nich. Proces tworzenia zaczyna si" od my!li - idei, koncepcji, wyobra#enia. To, co widzisz dooko%a siebie, by%o najpierw pomys%em w czyjej! g%owie. W twoim !wiecie nie mo#e zaistnie$ nic, co pierwotnie nie istnia%o w postaci czystej my!li. To prawda rwnie# w odniesieniu do wszech!wiata. My!l jest pierwszym etapem tworzenia. Potem przychodzi s$owo. Cokolwiek powiesz, wyra#asz jaka! my!l. S%owo jest twrcze i !le w kosmos twrcza energie. S%owa s& bardziej dynamiczne (mo#na by powiedzie$, bardziej twrcze) od my!li, stanowi& bowiem wibracje innego rz"du. Z wi"ksz& si%a wp%ywaj& na wszech!wiat, zaburzaj&, zmieniaj&. S%owa to drugi etap tworzenia. Po nich nast"puje czyn. Czyny to s%owa w ruchu. S%owa to wyra#one my!li. My!li to ukszta%towane idee. Idee to zespolone energie. Energie to uwolnione si%y. Si%y to istniej&ce elementy. Elementy to cz&stki Boga, od%amki Ca%o!ci, tworzywo wszystkich rzeczy. Pocz&tkiem jest Bg. Ko'cem jest czyn. Czyn to Bg w trakcie tworzenia - albo Bg do!wiadczany. My!lisz o sobie, #e nie jeste! do!$ dobry, wspania%y, bezgrzeszny, aby by$ cz"!ci& Boga, Jego wsplnikiem. Tak d%ugo wypiera%e! si" tego, Czym W Istocie Jeste!, #e w rezultacie zapomnia$e! swa prawdziwa istot". Nie jest to dzie%o przypadku, niefortunny zbieg okoliczno!ci. Wszystko to przewidzia% Boski plan, albowiem nie mg%by! dochodzi$ do tego, stwarza$, do!wiadcza$. Czym W Istocie Jeste!, gdyby! tym ju# by%. Najpierw trzeba by%o, aby! zerwa% (zapomnia%, zanegowa%) wie#y ze mn&, aby mc w pe%ni ich do!wiadczy$ powo%uj&c je do istnienia. Gdy# najwi"kszym twoim #yczeniem - i Moim pragnieniem - by%o do!wiadczenie siebie jako cz&stki Boga, ktrym jeste!. Dlatego do!wiadczasz, Kim Jeste!, stwarzaj&c si" na nowo w ka#dej poszczeglnej chwili. Tak jak Ja. Za twoim po!rednictwem. Czy dostrzegasz ten uk%ad? Czy pojmujesz jego nast"pstwa? Zaiste, to !wi"ta wsplnota !wi"ta komunia. Tote# #ycie nabierze dla ciebie rozp"du" w chwili, kiedy o tym zadecydujesz. Do tej pory nie dokona%e! tego wyboru. Przek%ada%e!, przeci&ga%e!, zwleka%e!, z%orzeczy%e!. Teraz nadszed% czas urzeczywistni$ to, co zosta%o ci przyrzeczone. Aby to si" sta%o, musisz uwierzy$ w obietnic" i ni& #y$. Musisz %y& Bo%( obietnic(. Boska obietnica mwi, #e jeste! Jego synem. Jego potomkiem. Podobie'stwem. Rwny

Bogu. I oto wszystko si" rozbija. Mo#esz pogodzi$ si" z synostwem Bo#ym", podobie'stwem", ale wzdragasz si" przed uznaniem si" za rwnego Bogu". To zbyt wiele do prze%kni"cia. Za du#y zaszczyt - za du#a odpowiedzialno!&. Je!%i jeste! rwny Bogu, oznacza to, #e nie jeste! odbiorca, lecz sprawc& wszystkiego, co si" przytraa. Nie ma oar i winowajcw pozostaj& tylko skutki twoich my!li o danej rzeczy. Powiadam ci: wszystko, co dostrzegasz w !wiecie, stanowi pochodn( twoich o nim wyobra%e'. Czy chcesz, aby twoje #ycie rozkr"ci%o si" na dobre"? W takim razie zmie' swoje my!lenie o nim. 0 sobie samym. My!l, mw i dzia%aj jak Bg, Ktrym Jeste!. Taka postawa, rzecz jasna, odsunie od ciebie wielu bli(nich. Nazw& ci" szalonym. Pos&dz& o blu(nier-stwo. W ko'cu przestan& ci" tolerowa$ i sprbuj& ukrzy#owa$. Post&pi& tak nie dlatego, #e ich zdaniem #yjesz w !wiecie w%asnych z%udze' (prywatne fantazje s& na og% dozwolone), lecz dlatego, #e pr"dzej czy p(niej twoja prawda przyci&gnie innych - dzi"ki obietnicom, jakie dla nich zawiera. To z tego powodu twoi bli(ni wkrocz& do akcji - gdy# b"dziesz stanowi$ dla nich zagro#enie. Twoja prosta prawda, poparta skromnym #yciem, swoim pi"knem, pociech&, pokojem, rado!ci&, mi%o!ci& w%asn& 1 bli(niego przewy#szy bowiem wszystko, co zdolni s& przedstawi$ twoi ziemscy bracia. Przyj"cie tej prawdy po%o#y kres ich zwyczajom i postawom. Oznacza$ b"dzie koniec nienawi!ci, wojen, strachu i zak%amania. Koniec pot"piania i zabijania, jakiego dopuszczano si" w Moje imi#. Koniec prawa pi"!ci. Koniec wymuszonej strachem lojalno!ci i pos%usze'stwa. Koniec znanego im !wiata - i !wiata, jaki do tej pory ty te# wsp%tworzy%e!. Gotuj si" wi"c, duszo. Albowiem opluj& ci" i zniewa#&, obrzuc& wyzwiskami, porzuc& i na koniec oskar#& i ska#& - a tylko dlatego, #e odda%a! si" swej !wi"tej sprawie urzeczywistniania Ja(ni. Dlaczego wi"c warto si" tego podj&$? Dlatego, #e przesta%o ci" ju# obchodzi$ uznanie czy przyzwolenie !wiata. Przesta%y ci" zadowala$ efekty zabiegania o jego poklask. Przesta%o ci si" podoba$ to, co przynios%o innym. Chcesz przerwa$ cierpienie, rozwia$ z%udzenie. Nie odpowiada ci !wiat w swym obecnym kszta%cie. Szukasz nowego, wspania%ego !wiata. Przesta' szuka$. Powo%aj go do istnienia. Czy mg!by& wyja&ni', na czym to polega? Owszem. Przede wszystkim, musisz oprze$ si" na Najwy#szej My!li, jaka masz o swej osobie. Wyobra( sobie, jaki by! by%, gdyby! #y% ta my!l& ka#dego dnia. Wyobra( sobie swoje my!li, uczynki, s%owa, a tak#e reakcje na to, co robi" i mwi& inni. Czy dostrzegasz r#nice miedzy ta projekcja a tym, co my!lisz, robisz i mwisz obecnie? Tak, i to spor$. )wietnie. Powiniene! to widzie$, poniewa# w tej chwili twoje #ycie mocno odbiega od tego, jaki jeste! w swej najwspanialszej wizji. 'Teraz kiedy ju# ujrza%e! rozziew miedzy tym, gdzie jeste!, a tym, gdzie chcia%by! dotrze$, zacznij zmienia$ - !wiadomie zmienia$ - swoje my!li, s%owa i uczynki, aby by%y godne twego najszczytniejszego wyobra#enia. Wymaga$ to b"dzie ogromnego wysi%ku, umys%owego i zycznego. Oznacza$ b"dzie ci&g%e !ledzenie ka#dego zachowania, wypowiedzi, reakcji. Polega$ b"dzie na nieustannym dokonywaniu wyborw - przemy!lanych. Ca%e to przedsi"wzi"cie stanowi wielki krok ku !wiadomo!ci. Je!li podejmiesz si" tego dzie%a, przekonasz si", #e po%ow" swego #ycia sp"dzi%e! w nie!wiadomo!ci. To znaczy, nie zdaj&c sobie w pe%ni sprawy, jakie wybierasz my!li, uczynki i stwa, dopki na w%asnej skrze nie zaznasz ich konsekwencji. Wwczas, kiedy do!wiadczysz skutkw, zaprzeczysz temu, #e twoje zachowania, wypowiedzi, reakcje mia%y z

tym jakikolwiek zwi&zek. Oto wezwanie do przebudzenia si" z #ycia w nie!wiadomo!ci. Oto wyzwanie, jakie stawia przed tob& twoja dusza od zarania czasu. Taki ci$g!y nadzr umys!owy mo#e by' okropnie m%cz$cy. Zgadza si", dopki nie stanie si" druga natura. W gruncie rzeczy, to jest twoja druga natura. Pierwsza natura jest bezwarunkowa mi%o!$. Druga natura jest dawanie wyrazu pierwszej, tej prawdziwej i mi%uj&cej, w sposb !wiadomy. Mimo wszystko jednak, czy to nieustanne cenzurowanie wszystkiego, co my&l%, robi% i mwi%, nie zamieni mnie w nudziarza"? Nigdy. W inna osob", tak, ale nie w nudna. Czy Jezus by% nieciekawa postaci&? Raczej nie. Czy w obecno!ci Buddy ludzie si" nudzili? Przepychali si", b%agali o to, aby przebywa$ w jego towarzystwie. *aden Mistrz nie jest nudny. Mo#e niezwyk%y. Mo#e nadzwyczajny. Ale nigdy nie nudny. Wiec - chcesz, aby twoje #ycie nabra%o rozp"du?" Zacznij od zaraz wyobra#a$ sobie je tak, jak chcesz, aby wygl&da%o - i oddaj si" temu. Sprawdzaj ka#de my!l, s%owo, czyn, ktre nie s& z tym zgodne. Odsu' je od siebie. Kiedy najdzie ci" my!l, ktra nie pasuje do twej najwy#szej wizji, zmie' j& na now&, natychmiast. Kiedy powiesz co!, co k%ci si" z twa najszczytniejsz& idea, pami"taj, aby wi"cej czego! takiego nie mwi$. Gdy zrobisz co! wbrew swym najlepszym intencjom, przyrzeknij sobie, #e zdarzy%o si" to po raz ostatni, l napraw szkod", je!li to mo#liwe. S!ysza!em to ju# wcze&niej i zawsze burzy!em si% przeciw temu, gdy# wydaje mi si% to po prostu nieuczciwe. To znaczy, je&li co& ci dolega, nie wolno ci si% do tego przyznawa'. Je&li jeste& bez grosza, nie wolno ci o tym wspomina'. Je&li jeste& w&ciek!y jak cholera, nie wolno ci tego okazywa'. Przypomina si% dowcip o ludziach pos!anych do piek!a, katoliku, #ydzie i cz!owieku New Ag%. No i jak ci si% podoba ten #ar?", pyta diabe! drwi$co katolika. Sk!adam go Panu w oerze", odpowiada katolik poci$gaj$c nosem. Pyta diabe! #yda: A tobie jak si% podoba ten #ar?" A c# wi%cej mo#na si% spodziewa' po piekle?", mwi #yd. Na koniec diabe! zwraca si% do cz!owieka New Ag%. +ar?", odpowiada zapytany. Jaki #ar?" Dobre. Ale ja nie mwi" o ignorowaniu problemu czy o udawaniu, #e go nie ma. Chodzi o to, aby dostrzec swoje po%o#enie, a nast"pnie przy%o#y$ do tego najwy#sza prawd" o sobie. Je!li jeste! bez grosza, to jeste! bez grosza. K%amanie nie ma sensu, a ukrywanie prawdy za zr"cznymi historyjkami na d%u#sz& met" wyczerpuje twoje si%y. Jednak o tym, jak do!wiadczasz swego stanu ,,sp%ukania", decyduje twj os&d - By$ bez grosza jest z%e", To straszne", Jestem do niczego, gdy# porz&dni ludzie pracuj& i zawsze maja troch" forsy". Twoje s%owa - Jestem sp%ukany", Nie mam ani grosza" - wp%ywaj& na to, jak d%ugo pozostajesz bez pieni"dzy. To twoje wynik%e stad post"powanie - u#alanie si" nad sob&, wysiadywanie w przygn"bieniu, nieszukanie drg wyj!cia, bo i tak to nic nie da" stwarza twoj& rzeczywisto!$. Trzeba przede wszystkim zrozumie$, #e we wszech!wiecie #aden stan nie jest dobry" czy z%y". Po prostu jest. Wiec przesta' wydawa$ warto!ciuj&ce sady. Po drugie, wszelkie stany s& tymczasowe. Nic nie jest wiecznie takie samo, nic nie pozostaje w bezruchu. To, na co si" zmieni, zale#y od ciebie. Przepraszam, ale znw musz% zg!osi' sprzeciw. Co z osob$, ktra, jest chora, ale ma wiar%, ktra poruszy gr% - wi%c my&li, mwi i wierzy, #e wyzdrowieje... a tymczasem sze&' tygodni p*niej umiera. Jak to si% ma do tego pozytywnego my&lenia, tej gadaniny o konstruktywnym dzia!aniu? )wietnie, !wietnie. Stawiasz trudne pytania, ale to dobrze. Nie wystarczaj& ci Moje zapewnienia. Kiedy! nast&pi taka chwila, #e b"dziesz musia% uwierzy$ Mi na s%owo - gdy# przekonasz si", #e nie pozostanie ci nic innego jak sprbowa$ lub odrzuci$. Ale jeszcze do tego nie doszli!my. Wiec mo#emy dalej rozmawia$, prowadzi$ ten dialog. Osoba, ktra ma wiar" zdoln& poruszy$ gr"" i umiera sze!$ tygodni p(niej, przesuwa%a gry przez sze&' tygodni. Mo#e to wyda%o si" jej do!$ d%ugo. Mo#e w ostatniej godzinie swego #ycia

uzna%a, #e czas na kolejni} przygod"". Ty mog%e! o tym nie wiedzie$, poniewa# nie oznajmi%a ci swej decyzji. Prawda jest taka, #e mog%a decyzje podj&$ znacznie wcze!niej, ale nikogo o tym nie powiadomi%a. W waszym spo%ecze'stwie jest nie do pomy!lenia, aby kto! chcia% umrze$. Pogodzi$ si" ze !mierci& jest bardzo nie w porz&dku. Poniewa# sam nie chcesz umiera$, trudno ci zrozumie$, #e kto! inny mo#e tego pragn&$ - bez wzgl"du na okoliczno!ci. Jednak w wielu sytuacjach !mier$ jest lepszym rozwi&zaniem - potra%by! sobie je wyobrazi$, gdyby! tylko zechcia% to rozwa#y$. Ale prawdy te jako! ci umykaj& - nie nale#& do tych, ktre same si" narzucaj& - gdy spogl&dasz w twarz umieraj&cej osobie, ktra postanowi%a odej!$. Ona zdaje sobie z tego spraw", wie, #e nikt z zebranych u jej %o#a tej decyzji by nie zaakceptowa%. Czy zauwa#y%e!, jak wielu ludzi czeka, a# pokj si" opr#ni, i dopiero wtedy umiera? Niektrzy zmuszeni s& nawet odes%a$ swoich bliskich - Odejd(cie ju#, prosz". Id(cie co! zje!$." Albo - Zdrzemnij si" troch". Nic mi nie jest. Zobaczymy si" rano." A kiedy wierny stra#nik odchodzi, dusza opuszcza cia%o strze#onego. Gdyby o!wiadczyli swojej rodzinie i przyjacio%om - Po prostu chc" umrze$" - dopiero by im si" dosta%o. Chyba nie mwisz powa#nie", Przesta' tak mwi$", Zosta', prosz", nie zostawiaj mnie". Lekarzy szkoli si", aby utrzymywali ludzi przy #yciu, nie uczy si" ich zapewniania ludziom spokoju, aby mogli godnie umrze$. Musisz wiedzie$, #e dla lekarza czy piel"gniarki zgon oznacza pora#k". Dla przyjaciela czy krewnego jest nieszcz"!ciem. Tylko duszy !mier$ przynosi ulg" - wyzwolenie. Najlepiej mo#emy przys%u#y$ si" umieraj&cemu pozwalaj&c mu spokojnie odej!$ - a nie ka#&c mu si" trzyma$", trwa$ w cierpieniu albo martwi$ si" tob& w tej prze%omowej chwili. Zdarza si" cz"sto, #e kto!, kto mwi, #e b"dzie #y%, wierzy, #e b"dzie #y%, nawet modli si" o to, w g%"bi duszy wcze!niej zmieni% ju# zdanie. Przyszed% czas oderwa$ si" od cia%a, aby dusza mog%a si" zaj&$ czym innym. Postanowienia duszy cia%o w #aden sposb zmieni$ nie mo#e. Umys% te# nie jest w stanie na to wp%yn&$. W%a!nie w chwili !mierci dowiadujemy si", kto naprawd" rz&dzi w tym trjprzymierzu cia%a, umys%u i duszy. Przez ca%e #ycie uto#samiasz si" z cia%em. S& chwile, kiedy my!lisz, #e ty to twj umys%. Jednak dopiero kiedy umierasz, poznajesz sw& prawdziw& istot". Zdarza si", #e cia%o i umys% po prostu nie s%uchaj& duszy. Sztuk" ws%uchania si" w dusz" ludziom opanowa$ jest bardzo ci"#ko. Tylko nielicznym si" to udaje. Dochodzi wi"c do momentu, w ktrym dusza uznaje, #e nadesz%a pora, aby opu!ci$ cia%o. S%ysz& to cia%o i umys% - jej s%ugi - i zaczyna si" proces roz%&czania. Ale umys% (ego) nie chce si" z tym pogodzi$. Oznacza to przecie# kres jego istnienia. Ka#e wi"c cia%u stawi$ opr !mierci. Cia%o czyni to z ochot&, gdy# tak#e nie spieszno mu umiera$. Cia%o i umys% (ego) zach"cane i wspierane s& przez !wiat zewn"trzny - !wiat b"d&cy ich wytworem, l w ten sposb strategia si" utwierdza. W takiej chwili wszystko zale#y od tego, jak bardzo zale#y duszy na tym, aby si" uwolni$. Je!li nie ma wielkiego po!piechu, mo#e uzna$ W porz&dku, wasze na wierzchu. Jeszcze troch" z wami zostan"." Je!li jednak ma jasn& !wiadomo!$, #e dalszy pobyt nie s%u#y jej wy#szym celom - #e nie sposb dalej ewoluowa$ w tym ciele - odejdzie i #adna si%a jej nie powstrzyma. Dusza doskonale wie, #e jej zadaniem jest ewoluowanie. Nie obchodz" jej dokonania cia%a czy rozwj umys%owy. To sprawy dla niej bez znaczenia. Dusza pojmuje te# wyra(nie, #e porzucenie cia%a nie jest wielka tragedia. Pod wieloma wzgl"dami tragedi" jest bycie w ciele. Tote# umieranie postrzega ona zupe%nie inaczej. *ycie te#, rzecz jasna, widzi odmiennie - i stad bierze si" w du#ej mierze frustracja i niepokj, n"kaj&ce nas na co dzie'. Rodz" si" one w nas, gdy przestajemy s%ucha$ duszy. Jak nale#y s!ucha' duszy? Je&li to dusza rz$dzi, jak mog% mie' pewno&', #e odbieram jej zalecenia? Mo#esz zacz&$ od jasnego ustalenia, o co duszy chodzi - i przesta$ ja osadza$?

Czy#bym os$dza! w!asn$ dusz%? Bez przerwy. W%a!me unaoczni%em ci, w jaki sposb karcisz si" za pragnienie !mierci. Karcisz si" rwnie# za to, #e pragniesz #y$ - prawdziwie #y$. Za to, #e masz ochot" si" !mia$, p%aka$, zwyci"#a$, przegrywa$. Za to, #e chcesz zazna$ rado!ci i mi%o!ci - zw%aszcza za to si" osadzasz. Naprawd%? Przej&%e! sk&d! prze!wiadczenie, z" odmawianie sobie rado!ci jest godne, a !wi"towanie #ycie me 'Wmwi%e! sobie, #e wyrzeczenie jest dobrem. A wed!ug ciebie jest z!e? Nie jest ani dobre, ani z%e, to po prostu wyrzeczenie. Je!li odmwiwszy sobie czego!, masz dobre samopoczucie, wwczas jest dla ciebie dobrem Je!li czujesz si" (le, jest z%e. Przewa#nie jed iak nie potrasz tego okre!li$. Wyrzekasz si" jedne] rz czy, drugiej, bo podobno powiniene!. Potem mwisz ze zrobi%e! s%usznie - ale dziwisz si", #e twoje odczucie jest inne. Na pocz&tek wiec przesta' siebie osadza$. Dowiedz si", czego pragnie twoja dusza, i poddaj si" temu. Poddaj si" swojej duszy. Ot# pragnieniem duszy jest doznanie najbardziej wznios%ego uczucia mi%o!ci, jakie mo#na sobie wyobrazi$. Oto jej cel. Duszy chodzi o doznanie, nie o wiedz". Wiedze ju# posiada, ale wiedza ma harakter koncepcyjny. Doznanie ma charakter do wiadczalny. Dusza chce siebie poczu$ i w ten sposb pozna$ siebie we w%asnym do!wiadczeniu. Najwznio!lejszym uczuciem jest doznanie jedno!ci ze Wszystkim Co Jest. To powrt do Prawdy, za ktre t"skni dusza. To uczucie doskona%ej mi%o!ci Doskona%a mi%o!$ ma si" do uczucia jak doskona%a biel do barwy. Powszechnie uwa#a si", ze biel oznacza nieobecno!$ koloru. Ale tak nie jest. Biel zawiera w sobie wszystkie barwy. Bia%y to ka#dy istniej&cy kolor, w po%&czeniu. Podobnie mi%o!$ nie oznacza braku emocji (nienawi!ci, z%o!ci, po#&dliwo!ci, zazdro!ci), ale sum" wszelkich uczu$. To wielko!$ niejednorodna, wszechogarniaj&ca. Aby dusza mog%a zazna$ doskona%ej mi%o!ci, musi do!wiadczy$ ka#dego ludzkiego uczucia. Jak mog" wsp%czu$ temu, czego sam nie pojmuje? Jak mog" wybaczy$ komu! co!, czego sam nie do!wiadczy%em na sobie? Widzimy wiec zarwno prostot" jak i zatrwa#aj&cy ogrom drogi, jaka musi przeby$ dusza. Rozumiemy wreszcie, jakie ma zadanie: Zadaniem ludzkiej duszy jest doznanie ca%o!ci - aby mog%a sta$ si" ca%o!ci&. Jak mo#e wzlecie$, je!li nigdy nie upad%a? Sk&d mo#e zna$ ciep%o, je!li nie pozna%a zimna, dobro, je!li nie uznaje z%a? Przecie# dusza nie mo#e wybra$, czym chce by$, je!li nie ma z czego wybiera$. Aby mog%a do!wiadczy$ swej !wietno!ci, musi pozna$ !wietno!$. Jednak pozna$ jej nie mo#e, je!li nie ma nic oprcz !wietno!ci. Dusza zdaje sobie wiec spraw", #e !wietno!$ mo#e zaistnie$ tylko w obr"bie tego, co nit} nie jest. Dlatego nigdy nie pot"pia tego, co nie jest !wietno!ci&, ale b%ogos%awi - widz&c w tym cz&stk" siebie, ktra musi istnie$ po to, aby mog%a si" objawi$ jej inna cze!$. Zadaniem duszy jest, oczywi!cie, sprawi$, aby!my opowiedzieli si" za !wietno!ci& aby!my wybrali to, co w nas najlepsze - bez osadzenia tego, co!my pomin"li. To ogromne przedsi"wzi"cie, na ktre potrzeba wielu #ywotw, albowiem wy sk%onni jeste!cie pot"pia$, miast b%ogos%awi$ temu, czego nie wybieracie. W%a!ciwie czynicie rzecz jeszcze gorsza - staracie si" zaszkodzi$ temu, czego nie wybieracie. D&#ycie do jego zniszczenia. Je!li znajdzie si" osoba, miejsce, cokolwiek, z czym si" nie zgadzacie, zaraz przypuszczacie atak. Je!li jaka! religia pozostaje w sprzeczno!ci z wasza wiara, odmawiacie jej racji. Je!li jaka! my!l k%ci si" z wasza, prbujecie ja o!mieszy$. Je!li jaki! pogl&d r#ni si" od waszego, odrzucacie go. Pope%niacie b%&d, gdy# stwarzacie zaledwie po%ow" wszech!wiata. I nie jeste!cie nawet w stanie zrozumie$ swojej po%owy, je!li nie przyjmujecie do wiadomo!ci drugiej. To wszystko jest bardzo m$dre - dzi%kuj%. Nikt jeszcze czego& takiego mi nie przekaza!.

Przynajmniej tak przejrzy&cie. Staram si% zrozumie', naprawd%. Mimo to pewne rzeczy budz$ mj opr. Na przyk!ad, twierdzisz, jak si% zdaje, #e powinni&my pokocha' niegodziwe", aby pozna' godziwe". Chcesz powiedzie', #e musimy jak gdyby pojedna' si% z diab!em? A jak inaczej mo#na go uzdrowi$? Rzecz jasna, prawdziwego diab%a nie ma - niemniej, odpowiadam ci w kategoriach, jakimi si" pos%ugujesz. Uzdrawianie to proces polegaj&cy na akceptacji wszystkiego i wybraniu tego, co najlepsze. Rozumiesz? Nie mo#esz z w%asnego wyboru sta$ si" Bogiem, je!li nie ma #adnej innej mo#liwo!ci. Oj! Chwileczk%! Kto mwi o zostaniu Bogiem? Najwy#szym uczuciem jest doskona%a mi%o!$, prawda? Tak s$dz%. Czy jest jaki! lepszy sposb na wyra#enie istoty Boga? Nie, chyba nie ma. W%a!nie. Twoja dusza pragnie zazna$ najwy#szego uczucia. Pragnie sta$ si" doskona%a mi%o!ci&. W istocie, ni& jest - i wie o tym. Ale d&#y do czego! wi"cej. Chce by$ doskona%a mi%o!ci& w swoim do!wiadczeniu. Oczywi!cie, #e pragniesz sta$ si" Bogiem! A co innego twoim zdaniem mia%by! chcie$? Nie wiem. Nie jestem pewny. Nigdy tak na to nie patrzy!em. Wydaje si% to troch% blu*niercze. To ciekawe, #e nie widzisz nic blu(nierczego w upodabnianiu si" do diab%a, alel obra#a ci" my!l o byciu Bogiem. Zaraz, zaraz! Niby kto upodabnia si% do diab!a? Wy wszyscy l Wymy!lili!cie nawet religie, ktre ucz& was, #e rodzicie si" w grzechu - #e jeste!cie grzesznikami ju# od chwili narodzin - aby utwierdzi$ si" w przekonaniu o w%asnej niegodziwo!ci. Jednak gdybym Ja o!wiadczy% wam, #e pochodzicie od Boga - #e rodzicie si" jako Bogowie i Boginie - jako doskona%a mi%o!$ - nie daliby!cie Mi wiary. Ca%e #ycie przekonujecie samych siebie, #e jeste!cie (li. Nie tylko wy, ale rwnie# rzeczy, ktrych pragniecie. Seks jest z%y, rado!$, pieni&dze, w%adza, posiadanie (czegokolwiek w du#ej ilo!ci) jest z%e. Niektre religie ka#& wam nawet wierzy$, #e taniec jest z%y, muzyka, !wi"towanie #ycia. Nied%ugo napi"tnuj& !miech, a nawet mi%o!$. Nie, mj przyjacielu. Mo#esz nie mie$ pewno!ci co do wielu spraw, ale jednego jeste! pewny: jeste! niegodziwy, podobnie jak wi"kszo!$ rzeczy, ktrych po#&dasz. Tak siebie osadziwszy, postanowi%e! si" poprawi$. l s%usznie. W ka#dym razie obra%e! dobry kierunek - tyle, #e istnieje szybsza droga, krtsza trasa. Mianowicie? Zaakceptowa$ to, Czym i Kim Jeste!, tu i teraz - i objawi$ to. Tak post&pi% Jezus. Ta droga poszed% Budda, Krysz-na i wszyscy Mistrzowie, ktrzy st&pali po tej ziemi. Przes%anie ka#dego z nich brzmi podobnie: Czym ja jestem, ty te# jeste!. Co ja potra", ty rwnie# potrasz. Te rzeczy, i wi"cej jeszcze, i ty b"dziesz czyni%. Ale wy!cie nie s%uchali. Zamiast tego obrali!cie o wiele ci"#sza drog", jaka czeka tego, ktry s&dzi, #e jest diab%em, wyobra#a sobie, #e jest z%y. Powiadacie, #e trudno jest pj!$ !ladem Chrystusa, stosowa$ nauki Buddy, nie!$ !wiat%o Kryszny, by$ Mistrzem. Lecz ja wam mwi": o wiele trudniej jest wyprze$ si" swej prawdziwej istoty, ni# ja przyj&$.

Jeste!cie dobroci& i mi%osierdziem, wsp%czuciem i zrozumieniem. Jeste!cie pokojem, rado!ci& i !wiat%em. Przebaczeniem i cierpliwo!ci&, si%a i m"stwem. Pomocna r"ka w potrzebie, pocieszycielem w smutku, uzdrowicielem w bole!ci, nauczycielem w godzinie zam"tu. Jeste!cie najg%"bsz&, m&dro!ci& i najszczytniejsze prawd"; niebia'skim pokojem i doskona%a mi%o!ci&. Tym w%a!nie jeste!cie. I wiedza o tym objawia%a wam si" w pewnych chwilach waszego #ycia. Teraz podejmijcie postanowienie, aby wiedza, i% jeste!cie tym wszystkim, towarzyszy$a wam zawsze. 4 O kurcz%! Ale mnie podnios!e& na duchu! C#, je!li nie Bg, to kto do diab%a ciebie inspiruje? Czy zawsze si% tak zgrywasz? To nie mia$a by& zgrywa. Przeczytaj to jeszcze raz. Ach, rozumiem. To w porz&dku. Jednak czy mia%by! co! przeciwko temu, gdybym si" zgrywa%? Nie wiem. Spodziewa!bym si% po moim Bogu nieco wi%cej powagi. Wiesz, zrb Mi przys%ug" - nie prbuj Mnie ogranicza$. A przy okazji, wy!wiadcz t" sama przys%ug" sobie. Tak si" sk%ada, #e mam wielkie poczucie humoru. Rzek%bym, #e to nieodzowne, zwa#ywszy na to, co wy wszyscy tutaj wyprawiacie. To znaczy, przychodzi chwila, #e mo#na to tylko skwitowa$ !miechem. Ale nie ma w tym nic niestosownego, poniewa# wszystko i tak w ko'cu dobrze si" u%o#y. Co masz na my&li? W tej grze przegra$ nie mo#na. Nie mo#na zej!$ na z%a drog". Tego plan nie przewiduje. Nie sposb nie doj!$ ar, aokfd zmierzacie. Musicie dotrze$ do miejsca przeznaczenia. Je!li Bg jest waszym celem, to macie szcz"!cie - jest tak ogromny, #e musicie trafi&. To w!a&nie nie daje nam spokoju. Zamartwiamy si% tym, #e w jaki& sposb powinie nam si% noga i nie dostaniemy si% przed Twoje oblicze, nie b%dziemy z Tob$ Chcesz Dowiedzie$, #e nie pjdziecie do nieba"? Tak Wszyscy boimy si%, #e pjdziemy do piek!a. Wiec aby oszcz"dzi$ sobie drogi, od razu si" tam umie!cili ci". Hmmmmm. Osobliwa strategia. O, znowu si% zgrywasz. Nic na to ne poradz". Na d(wi"k s%owa piek%o, budz& si" we Mnie najgorsze instynkty! Dobre sobie, z ciebie prawdziwy komik. 7 Dopie.o teraz na to wpad%e!? A czy przygl&da%e! si" ostatnio !wiatu A propos &wiata. Dlaczego po prostu go nie naprawisz, zamiast patrze', jak stacza si% do piek!a? A dlaczego ty tego nie zrobisz? To nie jest w mojej mocy. Bzdura. Macie wystarczaj&ca moc i umiej"tno!ci ju# w tej chwili, aby od zaraz zako'czy$ powszechny g%d, zwalczy$ choroby. A gdybym powiedzia% ci, #e !rodowisko medyczne hamuje leczenie, odrzuca terapie alternatywne, poniewa# godz& one w same podstawy lekarskiej profesji? A rz&dom pa'stw wcale nie zale%y na rych%ym zako'czeniu g%odu na !wiecie? Uwierzy%by! mi? Mfa!bym opory. Wiem, #e takie pogl$dy g!osz$ populi&ci, ale nie chce mi si% wierzy', #e to prawda. +aden lekarz nie sprzeciwi!by si% post%powi w leczeniu. +aden m$# stanu nie mg!by patrze', jak jego lud umiera z g!odu. Pojedynczy lekarz nie, to prawda. Ani pojedynczy polityk. Ale zarwno leczenie jak i polityka sta%y si" domen& instytucji i te instytucje prowadz& walk", czasem bardzo

przebiegle, czasem nawet nie!wiadomie, ale tego nie da si" unikn&$... gdy# w gr" wchodzi ich przetrwanie Aby da$ ci prosty i oczywisty przyk%ad, lekarze na Zachodzie odmawiaj& skuteczno!ci medycynie Wschodu, poniewa# je] zaakceptowanie, przyznanie, #e mo#liwe s& inne formy uzdrawiania, by%oby zamachem na sama instytucje lecznictwa. Nie wynika to ze z%ej woli, niemniej jest to dzia%anie podst"pne. )rodowisko medyczne nie post"puje tak, poniewa# jest z%e, lecz dlatego, #e si" boi. Ka%dy atak to wo$anie o pomoc. Czyta!em to w ksi$#ce A Course in Miracles. Ja to tam umie!ci%em. Masz na wszystko odpowied*. W%a!nie, przecie# nie sko'czy%em odpowiada$ na twoje pytania. Mwili!my o tym, co zrobi$, aby twoje #ycie nabra%o rozp"du. Poruszyli!my kwestie tworzenia. Zgadza si", a ja wci$# ci przerywa!em. Nic nie szkodzi, ale wracaj&c do rzeczy, nie chcia%bym, aby!my zgubili watek bardzo istotnej sprawy. *ycie to tworzenie, a nie odkrywanie. Nie #yjesz po to, aby ka#dego dnia odkrywa$, co #ycie ma dla ciebie w zanadrzu, ale to stwarza$ samemu. Cho$ pewnie o tym nie wiesz, w ka#dej chwili powo%ujesz do istnienia swoja rzeczywisto!$. Dlaczego tak si" dzieje i jak to przebiega? 1. Stworzy%em ciebie na obraz i podobie'stwo Boga. 2. Bg jest twrca. 3. Jeste! istota troista. Te trzy aspekty swego bytu mo#esz nazywa$, jak ci si" podoba: Ojcem, Synem i Duchem )wi"tym; cia%em, umys%em i duchem; nad!wiadomo!cia, !wiadomo!ci& i pod!wiadomo!ci&. 4. Tworzenie to proces zachodz&cy na trzech p%aszczyznach. Twoimi narz"dziami s&: my!l, s%owo i czyn. 5. Wszelki proces twrczy zaczyna si" od my!li (Pochodzi od Ojca"). Nast"pny etap to s%owo (Pro!cie, a b"dzie wam dane, mwcie, a stanie si" wam"). Tworzenie dope%nia si" w czynie (A S%owo cia%em si" sta%o i mieszka%o po!rd nas"). 6. To, o czym my!lisz, ale czego nie wypowiesz, tworzy na jednym poziomie. To, o czym my!lisz i o czym mwisz, stwarza na innym poziomie. To, o czym my!lisz, o czym mwisz i co robisz, objawia si" w twojej rzeczywisto!ci. 7. Tworzenie jednak nie mo#e si" oby$ bez udzia%u wiary, dlatego nieodzownym sk%adnikiem jest pewno!$, wiedza. To absolutne prze!wiadczenie. To co! wi"cej ni# nadzieja. To wiedza z ca%& pewno!ci& (Przez wasza wiar" zostaniecie uzdrowieni"). Dlatego etap czynu musi opiera$ si" na wiedzy, jasno!ci, absolutnym prze!wiadczeniu, uznaniu czego! za rzeczywisto!$. 8. Ta wiedza %&czy si" z intensywnym, niesamowitym uczuciem wdzi"czno!ci. To dzi"kowanie z gry. W tym zawiera si" sekret tworzenia: wdzi"czno!$ poprzedzaj&ca stworzenie, dla stworzenia. Branie za pewnik to niechybna oznaka Mistrza. Wszyscy Mistrzowie wiedz& z gry, #e dzie%o si" wykona%o. 9. Czcij swe stworzenie i raduj si" nim. Odrzucenie jakiej! jego cz&stki rwna sile odrzuceniu czystki siebie. Cokolwiek ukazuje si" jako przynale#ne do twojego tworu, uznaj to za swoje, b%ogos%aw mu i dzi"kuj. Nie pot"piaj go, gdy# to znaczy%oby pot"pienie siebie. 10. Je!li stwierdzisz, #e jaki! twj wytwr nie jest ci przyjemny, b&d( dla' wyrozumia%y i po prostu go zmie'. Wybierz na nowo. Powo%aj nowa rzeczywisto!$. Pomy!l co! nowego. Wypowiedz nowe s%owo, uczy' nowa rzecz. Zrdb to w wielkim stylu, a reszta ludzi pjdzie za tob&. Pro! ich o to. Wezwij ich. Powiedz: Jam jest *ycie i Droga, id(cie za mn&". Tak objawia si" wole Bo#a jak w niebie tak i na ziemi".

Skoro to takie proste, je&li te dziesi%' etapw wystarcza, to dlaczego si% to nie sprawdza dla wi%kszo&ci? Sprawdza si" dla ka#dego z was. Niektrzy stosuj& ten system" z pe%na !wiadomo!ci&, inni nie!wiadomie, nie zdaj&c sobie sprawy z tego, co czyni&. Niektrzy zachowuj& czujno!$, inni chodz& jak we !nie. Mimo to wszyscy bez wyj&tku tworzycie swoja rzeczywisto!$ - tworzycie, a nie odkrywacie - wykorzystuj&c moc, jaka wam da%em, i mechanizm, jaki w%a!nie opisa%em. Zapyta%e! Mnie, kiedy twoje #ycie nabierze rozp"du", i oto odpowied(. To ty sprawiasz, #e twoje #ycie rusza z miejsca", nadaj&c jasno!ci swoim my!lom. My!l o tym, jaki chcesz by$, co chcesz robi$ i mie$. My!l tak cz"sto, a# stanie si" to dla ciebie ol!niewaj&co jasne. Nast"pnie odrzu$ wszelkie inne my!li. Nie dopuszczaj #adnych innych mo#liwo!ci. Usu' wszelkie negatywne my!li ze swych wyobra#e'. Wyzbad( si" pesymizmu. Rozprosz w&tpliwo!ci. Uwolnij si" od leku. ,wicz umys% w wytrwa%ym trzymaniu si" pierwotnej twrczej my!li. Kiedy twe my!li wykrystalizuj& si" i okrzepn&, zacznij je g%osi$ jako prawdy. Mw je g%o!no. U#yj s%w kryj&cych w sobie ogromna moc: ja jestem. Nic we wszech!wiecie nie dorwnuje stwrczej sile tego stwierdzenia. Cokolwiek wypowiesz po s%owach ja jestem", wprawia w ruch ci&g przyczyn i skutkw, ktry do!wiadczenia te przywo%a, przyniesie je tobie. Wszech!wiat inaczej dzia%a$ nie potra. Nie umie znale($ innej drogi. Na stwierdzenia ja jestem..." odpowiada niczym d#inn uwi"ziony w butelce. Mwisz: Wyzbad* si% pesymizmu, uwolnij od leku, rozprosz w$tpliwo&ci", jakby chodzi!o o kupienie bochenka chleba. Zamiast Usu) wszelkie negatywne my&li ze swych wyobra#e)" rwnie dobrze mo#na by powiedzie' Zdob&d( Mount Everest - po &niadaniu". To nie lada przedsi%wzi%cie. Panowanie nad my!lami nie jest tak trudne, jak mog%oby si" wydawa$. (Podobnie, zreszt&, wspi"cie si" na Everest.) To wszystko kwestia dyscypliny. Woli. Najpierw trzeba nauczy$ si" !ledzi$ swoje my!li; my!le$ o tym, co si" my!li. Kiedy przy%apiesz si" na my!leniu negatywnym - takim, ktre zaprzecza twojemu najwy#szemu poj"ciu o danej rzeczy - pomy!l na nowo! Mam na my!li dos%ownie. Kiedy my!lisz, #e jeste! w kropce, #e nic dobrego z tego wyj!$ nie mo#e, pomy!l na nowo. Kiedy my!lisz, #e !wiat to straszne miejsce, w ktrym dzieje si" tyle z%a, pomy!l na nowo. Kiedy my!lisz, #e wszystko ci si" wali i wygl&da na to, #e ju# nie uda ci si" tego z powrotem posk%ada$, pomy!l na nowo. Mo#esz si" w tym wy$wiczy$. (Popatrz, jakiej wprawy nabra%e! w unikaniu tego!) Dzi%kuj% ci. Nikt nie wy!o#y! mi tego tak przejrzy&cie. Szkoda tylko, #e tak trudno to wykona' - ale teraz przynajmniej to rozumiem - tak mi si% wydaje. C#, je!li chcesz powtrki, mo#e w nast"pnym wcieleniu. 5 Jaka droga naprawd% prowadzi do Boga? Czy przez wyrzeczenie, jak uwa#aj$ jogini? A co z cierpieniem? Czy umartwianie si% i po&wi%cenie przybli#a nas do Boga? Czy nagradzani jeste&my niebem za pos!usze)stwo", jak g!osz$ liczne religie? Czy te# wolno nam post%powa' jak nam si% #ywnie podoba, lekcewa#y' czy !ama' wszelkie zasady, odsun$' na bok tradycyjne nauki, folgowa' swoim zachciankom i w ten sposb osi$gn$' nirwan%, jak sugeruj$ pewne nurty New Ag%? Jak to jest? Surowe moralne normy czy wolna amerykanka? Tradycyjne warto&ci czy ustalanie w!asnych na bie#$co? Dziesi%' Przykaza) czy Siedem Stopni do O&wiecenia? Koniecznie chcesz, aby by%o albo jedno, albo drugie, prawda? ...A czy nie mog%oby by$ wszystko naraz? Nie wiem. Dlatego pytam. Odpowiem ci wiec tak, aby! jak najlepiej to poj&% - ale powiadam ci ju# teraz, #e odpowied( kryje si" w twoim wn"trzu. To samo mwi" wszystkim, ktrzy s%uchaj& Moich s%w i szukaj& Mojej Prawdy.

Ka#demu sercu, ktre #arliwie pyta o drog" do 'Boga, zostaje ukazana. Ka#demu przekazana jest Prawda. Przychod(cie do Mnie droga serca, nie !cie#kami umys%u. Pr#no szukacie Mnie rozumem. Aby naprawd" pozna$ Boga, musisz wykroczy$ poza rozum. Twoje pytanie domaga si" odpowiedzi, tote# nie uchyl" si" od impetu twych docieka'. Na pocz&tku z%o#" o!wiadczenie, ktre ci" zaskoczy - i by$ mo#e zgorszy wielu innych ludzi. *adnych przykaza' nie ma. Mj Bo#e, naprawd%? Naprawd". Komu bowiem mia%bym nakazywa$? Sobie? Po co mi zreszt& tokie przykazania? Cokolwiek zechce, staje si". N'est ce pas? Czy konieczne jest zatem nakazywanie czegokolwiek? Poza tym, gdybym istotnie wyda% jakie! przykazania, czy# nie by%yby si%a rzeczy dotrzymywane? Jak mg%bym pragn&$ czego! na tyle, aby to nakaza$ - a potem usi&!$ i przygl&da$ si", jak nic z tego nie wychodzi? Czy tak post&pi%by jakikolwiek krl? Jakikolwiek w%adca? Ale Ja powiem ci to: nie jestem krlem ani w%adca. Jestem tylko - a# - Stwrca. Stwrca nie rz&dzi, lecz tworzy, nieustannie, na nowo, ci&gle co! tworzy. Stworzy%em ciebie - pob%ogos%awi%em - na obraz i podobie'stwo Mnie. Poczyni%em okre!lone obietnice i powzi&%em zobowi&zania. Oznajmi%em ci w zwyk%ej mowie, jak ci si" stanie, kiedy zjednoczysz si" ze Mn&. Jak Moj#esz, #arliwie poszukujesz. On te# stan&% przede Mn& domagaj&c si" odpowiedzi. Bo#e moich ojcw", wo%a%, Bo#e mj, Bo#e, racz mi si" ukaza$. Daj mi znak, abym przekona% mj lud! Po czym mo#emy wiedzie$, #e!my narodem wybranym?" I przyby%em do niego, jak przyszed%em teraz do ciebie, z Boskim przymierzem - obietnic" na wsze czasy - niezachwianym i pewnym przyrzeczeniem. Sk&d mog" mie$ pewno!$?", pyta% zatroskany Moj#esz. Poniewa# Ja tak powiedzia%em", odpar%em. A S%owo Boga nie by%o przykazaniem, lecz przymierzem. Oto wiec... DZIESI-, PRZYRZECZE. Po tym b"dziesz wiedzia%, #e obra%e! drog" do Boga, i b"dziesz wiedzia%, #e! go znalaz%, gdy# objawi" ci to nast"puj&ce znaki, nast"puj&ce zmiany w twej osobie: 1. B"dziesz mi%owa% Boga ca%ym swoim sercem, ca%ym umys%em, ca%a dusza. Nie b"dziesz stawia% innego Boga przede Mnie. Nie b"dziesz ju# czci% mi%o!ci ludzkiej, pieni"dzy, powodzenia, w%adzy, ani te# #adnych ich symboli. Odstawisz te rzeczy tak, jak dziecko odstawia zabawki. Nie dlatego, #e nie s" godne, ale poniewa# z nich wyros%e!. B"dziesz wiedzia%, #e zmierzasz do Boga gdy#: 2. Nie b"dziesz nadaremno wymawia% imienia Boga. I nie b"dziesz wzywa% Mnie w sprawach b%ahych. Zrozumiesz, jaka moc maja s%owa i my!li, i nie pomy!lisz nawet, aby wzywa$ imienia Boskiego w bez-Bo#ny sposb. Nie b"dziesz nadaremno wymawia% Moje imi", poniewa# nie mo#esz. Albowiem Mego imienia - Jam Jest" - u#y$ nie mo#na nadaremno (to znaczy, na pr#no, bez rezultatu). A kiedy znajdziesz Boga, wiedzie$ to b"dziesz. Dam ci te# inne znaki, po ktrych poznasz, #e jeste! na dobrej drodze: 3. Pami"taj, aby dzie' zachowa$ dla Mnie, i nazwa$ go !wi"tym. A to dlatego, aby! nie umacnia% si" w swym z%udzeniu, ale przypomnia% sobie, kim w istocie jeste!. Wwczas ka#dy dzie' b"dzie dla ciebie szabatem, a ka#da chwila !wi"ta. 4. Czcij matk" swa i ojca swego - i wiedzie$ b"dziesz, #e jeste! Synem Bo#ym, gdy cze!$ oddawa$ b"dziesz Bogu/Ojcu we wszystkim, co powiesz i zrobisz. Jak czci$ b"dziesz Boga Matk"/Ojca, i swych ziemskich rodzicw (ktrzy dali ci #ycie), tak i uszanujesz ka%dego. 5. I poznasz, #e znalaz%e! Boga, gdy wiadomym ci si" stanie, #e nie zabijesz (nie zadasz z rozmys%em !mierci, bez powodu). Cho$ rozumie$ b"dziesz, #e odebra$ #ycia nikomu i tak nie mo#na (wszelkie #ycie jest wieczne), nie b"dziesz d&#y$ do po%o#enia kresu danemu wcieleniu, ani do przemiany jednej formy energii #yciowej w druga, bez najbardziej

u!wi"conej przyczyny. Nowo nabyty szacunek dla #ycia sprawi, #e b"dziesz czci$ wszystkie formy #ycia - tak#e ro!liny, drzewa i zwierz"ta - i b"dziesz w nie ingerowa% tylko wtedy, gdy wymaga$ tego b"dzie najwy#sze dobro. I ze!le ci rwnie# inne znaki, aby! wiedzia%, #e kroczysz dobra droga: 6. Nie zbrukasz czystej mi%o!ci zdrada czy nieuczciwo!ci&, gdy# to jest wiaro%omstwem. Zapewniam ci", #e gdy odnajdziesz Boga, nie dopu!cisz si" niewierno!ci. 7. Nie przyw%aszczysz sobie tego, co nie jest twoje, ani nie b"dziesz oszukiwa%, knu% czy szkodzi% drugiemu, aby wej!$ w posiadanie czegokolwiek, gdy# to oznacza kradzie#. Zapewniam ci", #e gdy odnajdziesz Boga, nie b"dziesz krad%. Ani te# nie b"dziesz... 8. Mwi% nieprawdy i w ten sposb dawa% fa%szywego !wiadectwa. Ani te# nie b"dziesz... 9. Po#&da% #ony bli(niego swego, albowiem b"dziesz wiedzia%, #e wszyscy sq twoimi ukochanymi bra$mi i siostrami. 10. Po#&da% dbr bli(niego swego, albowiem b"dziesz wiedzia%, #e wszystkie dobra mog& by$ twoje i wszystkie dobra nale#& do !wiata. Poznasz, #e zmierzasz ku Bogu, je!li ujrzysz te znaki. Zaprawd", nikt, kto szczerze poszukuje Boga, nie pope%ni tych czynw. Takie post"powanie stanie si" dla nich po prostu niemo#liwe. Nie s& to moje zakazy, lecz swobody. Nie przykazania, lecz przyrzeczenia. Gdy# Bg nie wydaje polece' swojemu dzie%u - Bg jedynie mwi swoim dzieciom: oto, po czym poznacie, #e wracacie do domu. Moj#esz pyta% zapami"tale: Jak#e mam wiedzie$? Uczy' dla mnie znak." O to samo ty prosisz teraz. To pytanie zadaj& ludzie na ca%ym !wiecie od niepami"tnych czasw. Moja odpowied( pozostaje odwiecznie niezmienna. Nigdy jednak nie by%a i nie b"dzie przykazaniem. Komu bowiem mam nakazywa$? l kogo kara$, je!li moje przykazania zostan& z%amane? Jestem tylko Ja. Zatem nie musz% przestrzega' Dziesi%ciu Przykaza), #eby pj&' do nieba. Nie ma czego! takiego jak pj!cie do nieba". Mo#na tylko wiedzie$, #e ju# si" tam jest. Mo#na to przyj&$ do wiadomo!ci, zrozumie$, a nie d&#y$ do nieba albo stara$ si" na nie zas%u#y$. Nie mo#esz pj!$ tam, gdzie ju# si" znajdujesz. Aby to by%o mo#liwe, musia%by! porzuci$ to, gdzie jeste!, a to odebra%oby sens w"drwce. Jak na ironie, wi"kszo!$ ludzi uwa#a, #e musi porzuci$ to, gdzie jest, aby dotrze$ tam, gdzie chce by$. Porzucaj& wi"c niebo po to, aby dosta$ si" do nieba - i przechodz& piek%o. O!wiecenie polega na zrozumieniu, #e nigdzie nie trzeba pj!$, nic nie trzeba robi$ i nikim nie trzeba si" sta$ - wystarczy to, gdzie si" jest i kim si" jest w tej w%a!nie chwili. Donik&d nie w"drujecie. 'Niebo - jako to okre!lasz - jest wsz"dzie. Albo nigdzie indziej ... jak tu i teraz. Ka#dy w k!ko to powtarza! Ka#dy! To doprowadza mnie do sza!u! Je&li niebo jest tu i teraz", to dlaczego ja tego nie dostrzegam? Dlaczego tego nie odczuwam? I dlaczego &wiat jest taki pochrzaniony"? Rozumiem twoja frustracje. Nie%atwo to wszystko samemu ogarn&$, ale niemal tak samo trudno sprawi$, #eby poj&% to drugi. Ffjuu! Chwileczk%! Chcesz powiedzie', #e Bg te# popada w frustracj%? A jak sadzisz, kto wymy!li% frustracje? l czy uwa#asz, #e ty mo#esz do!wiadczy$ czego!, co nie jest dane Mnie? Powiadam ci: dziele z tob& ka#de do!wiadczenie. Nie rozumiesz, #e do!wiadczam siebie za po!rednictwem ciebie? Czemu innemu mia%oby to wszystko, twoim zdaniem, s%u#y$? Nie mg%bym pozna$ siebie gdyby nie ty. Stworzy%em ciebie, abym mg% wiedzie$, Kim

Jestem. Nie chcia%bym jednak za jednym zamachem rozbija$ wszystkich twoich z%udze' co do Mnie - zdradz" ci, #e w Mojej najwznio!lejszej postaci, ktry zwiesz Bogiem, frustracji nie zaznaj". Ufff! To brzmi lepiej. Przez chwil% naprawd% si% ba!em. Ale to nie dlatego, #e nie mog". Po prostu z wyboru. Ty zreszt& mo#esz wybra$ to samo. Mniejsza o frustracj%. Dalej dziwi mnie to, #e niebo jest tutaj, a ja go nie do&wiadczam. Nie mo#esz do!wiadczy$ czego!, czego nie znasz. A nie wiesz, #e jeste! w niebie", poniewa# tego nie do!wiadczy%e!. Z twojego punktu widzenia, to b%"dne ko%o. Nie mo#esz nie znalaz%e! jeszcze na to sposobu - do!wiadczy$ czego!, czego nie znasz, i nie wiesz, czego do!wiadczy%e!. O!wiecenie wymaga od ciebie, aby! pozna% co!, czego nie do!wiadczy%e!, i w ten sposb tego dozna%. Poznanie otwiera drog" do!wiadczeniu - a tobie wydaje si", #e jest na odwrt. W%a!ciwie twoja wiedza znacznie przekracza do!wiadczenie. Po prostu nie wiesz, #e wiesz. Na przyk%ad, wiesz, #e istnieje Bg. Ale mo#esz o tym nie wiedzie$. Wyczekujesz wiec na do!wiadczenie. I przez ca%y czas do!wiadczasz tego - bez swojej wiedzy, czyli tak, jakby! wcale nie do!wiadcza%. To dopiero ko!owanie. Zgadza si". Zamiast kr"ci$ si" w kolko, mo#e sami powinni!my sta$ si" ko%em. To ko%o wcale nie musi by$ b%"dne. Mo#e ci" uwznio!li$. Czy wyrzeczenie jest niezb%dnym sk!adnikiem #ycia duchowego? Tak, poniewa# w ostatecznym rozrachunku Duch wyrzeka si" wszystkiego co nierzeczywiste, a nic w twoim obecnym #yciu rzeczywiste nie jest, z wyj&tkiem twojej wi"zi ze Mn&. Lecz wyrzeczenie w klasycznym znaczeniu tego s%owa, czyli samozaparcie, nie jest konieczne. Prawdziwy Mistrz nie wyrzeka si", tylko odstawia dani} rzecz, jak narz"dzie, z ktrego nie ma ju# po#ytku. Niektrzy mwi&, #e trzeba przezwyci"#y$ swoje pragnienia. Ja powiadam ci, #e nale#y po prostu je przemieni$. Pierwsza postawa zak%ada !cis%y dyscyplin", druga niesie ze sob& rado!$. Niektrzy mwi&, #e nale#y wyzby$ sil" wszelkich doczesnych nami"tno!ci, aby pozna$ Boga. Wystarczy jednak je zrozumie$ i zaakceptowa$. To, przed czym si" bronisz, umacniasz. To, na co patrzysz, znika samo. Ci, ktrzy d&#& do zwalczenia wszelkich swych doczesnych nami"tno!ci, cz"sto oddaj& si" temu z tak&. #arliwo!ci&, #e mo#na by rzec, i# to sta%o si" ich pasja. Ich pasja jest Bg, poznanie go. Ale nami"tno!$ to nami"tno!$; zamiana jednej na druga nie na wiele si" zdaje. Tote# nie os&dzaj swoich pasji. Obserwuj je, sprawd(, czy dobrze ci s%u#&, zwa#ywszy na to, kim i czym pragniesz by$. Pami"taj, #e proces tworzenia siebie przebiega nieustannie. W ka#dym momencie stanowisz o tym, kim i czym chcesz by$. Dzieje si" to g%wnie za sprawa wyborw, jakich dokonujesz wobec rzeczy i osb, do ktrych #ywisz nami"tno!$. Osoba uduchowiona cz"sto sprawia wra#enie, jakby wyzby%a si" wszelkiej doczesnej nami"tno!ci, wszelkiego po#&dania. Czego w istocie dokona%a? - ot#, zrozumia%a, dostrzeg%a iluzj" i odsun"%a si" od nami"tno!ci, ktre nie przynosi%y jej korzy!ci. Pasja to zami%owanie do przemiany bycia w dzia%anie. Ona nap"dza tworzenie. Obraca koncepcje w do!wiadczenie. Pasja to ogie', ktry ka#e nam wyra#a$ siebie. Nigdy nie wyrzekaj si" pasji, gdy# to oznacza wyrzeczenie si" tego, Kim W Istocie Jeste! i Kim Naprawd" Pragniesz By$. Osoba uduchowiona nie odrzuca pasji - odrzuca jedynie przywi&zanie do skutkw. Pasja to mi%o!$ dzia%ania, a dzia%anie to bycie, w do!wiadczeniu. Lecz co zazwyczaj powstaje podczas dzia%ania? Oczekiwanie.

Prze#y$ #ycie bez oczekiwa' - obywaj&c si" bez potrzeby konkretnych rezultatw - oto prawdziwa wolno!$. Na tym polega Bosko!$. Na tym polega bycie Mn&. Nie jeste& przywi$zany do skutkw swoich czynw? Ale# sk&d. Czerpi" rado!$ z samego tworzenia, a nie z tego, co nast"puje potem. Wyrzeczenie nie jest decyzj& odrzucenia dzia%ania. Wyrzeczenie jest decyzj& odrzucenia potrzeby konkretnego skutku. To ogromna r#nica. Mg!by& wyja&ni', co rozumiesz przez stwierdzenie, #e pasja to zami!owanie do przemiany bycia w dzia!anie"? Bycie to stan najwy#szy. To sama esencja. To Boskie teraz-nie teraz", zawsze-nigdy", wszystko-nie wszystko". Bycie to Bogo-stan. Ale nam nigdy nie wystarcza tylko by&. Zawsze pragniemy do!wiadczy&, Czym Jeste!my - a to wymaga odr"bnego wymiaru bosko!ci, ktry nazywamy dzia%aniem. Przyjmijmy, #e w g%"bi swej cudownej duszy, jeste! przejawem bosko!ci zwanym mi%o!ci&. (To, zreszt&, absolutna Prawda o tobie.) Jednak co innego by$ mi%o!ci& - a co innego mi$owa&. Dusza z ut#sknieniem wypatruje sposobno!ci wyra%enia siebie, aby mc si# pozna& we w$asnym do!wiadczeniu. D(%y wi#c do urzeczywistnienia swego najszczytniejszego wyobra%enia przez dzia$anie. Takie d&#enie to w%a!nie pasja. Zabij pasje, a u-!miercisz Boga. Pasja jest jak wyci&gni"ta do ciebie r"ka Boga. Ale Bg (czy te# Bg-w-tobie), gdy mi%uje, spe%nia swa istot" i niczego wi"cej mu nie potrzeba. Z kolei cz%owiek cz"sto domaga si", aby to, co zainwestowa%, jako! mu si" zwrci$o. Je!li mamy kogo! kocha$, w porz&dku - ale lepiej niech ta mi%o!$ zostanie odwzajemniona. Co! w tym rodzaju. To nie pasja. To oczekiwanie. Oto przyczyna ludzkiego nieszcz"!cia. Oto, co oddziela cz%owieka od Boga. Osoba uduchowiona pragnie przezwyci"#y$ w rozdzia% na drodze do!wiadczenia, ktre mistycy Wschodu nazywaj& samadhi. To znaczy to#samo!ci, jedno!ci z Bogiem; stopienia si" z bosko!cia. Osoba uduchowiona zatem odrzuca skutki - ale nigdy, przenigdy nie odrzuca pasji. Mistrzowie, kierowani intuicj&, wiedza, #e tedy droga: pasja prowadzi do urzeczywistnienia Ja(ni. Nawet przek%adaj&c to na je#yk doczesno!ci, mo#na powiedzie$, #e je!li nie masz w sobie pasji, to tak, jakby! nie mia% #ycia. Powiedzia!e&, #e to, przed czym si% bronisz, umacniasz, a to, na co patrzysz, znika samo". Co to znaczy? Nie mo#na broni$ si" przed czym!, co uznajemy za nierealne. Stawianie czemu! oporu rwna si" nadaniu mu rzeczywisto!ci. Kiedy bronisz si" przed jaka! postacie energii, sam ja wywo%ujesz. Im bardziej si" opierasz, tym bardziej realna si" dla ciebie staje - oboj#tnie, przed czym by! si# broni$. Jednak gdy otworzysz oczy i popatrzysz, to znika. To znaczy, przestaje mami& ci# sw( z$udn( form(. Kiedy naprawd" popatrzysz, przejrzysz to na wylot, rozwiej& si" wszelkie z%udzenia i w polu widzenia pozostanie naga rzeczywisto!$. W obliczu nagiej rzeczywisto!ci iluzja straci wszelka moc. Przestaje mie$ nad tob& w%adze. Poznasz o niej prawd" i prawda ci" wyzwoli. A je&li ja nie chc%, #eby to, czemu si% przygl$dam, znikn!"o? Powiniene! zawsze tego pragn&$! W twojej rzeczywisto!ci nie ma #adnego punktu oparcia. Je!li jednak nad ostateczni} rzeczywisto!$ przedk%adasz iluzje swojego #ycia, mo#esz po prostu stworzy$ j& na nowo - tak jak j& wpierw powo%a%e! do istnienia. W ten sposb b"dziesz mia% to, co wybra%e!, i usuniesz ze swojego #ycia to, czego nie chcesz d%u#ej do!wiadcza$.

Lecz nigdy niczemu si" nie opieraj. Je!li my!lisz, #e twj opr to unicestwi, pomy!l na nowo. Tym mocniej tylko to utwierdzi. Przecie# t%umaczy%em ci, #e wszelka my!l ma charakter twrczy. Nawet taka, ktra co& odrzuca? Je!li co! odrzucasz, po co o tym my!le$? Nie roztrz&saj tego. Lecz je!li musisz o tym my!le$ - to znaczy, niemo#liwe jest, aby! o tym nie my!la% - nie bro' si" przed tym. Spjrz raczej prawdzie w oczy - uznaj to za swj wytwr i pozb&d( si" go lub zachowaj, wedle swego upodobania. Czym powinienem si% kierowa' przy tym wyborze? Tym, Czym wydaje ci si", #e Jeste!. I tym, Czym pragniesz By$. To decyduje o ka#dym wyborze, jakiego dokona%e! w #yciu. I jakiego dokonasz. Wi%c droga wyrzeczenia nie jest w!a&ciwa? To nie do ko'ca prawda. S%owo wyrzeczenie" mo#e si" (le kojarzy$. Tak naprawd", nie mo#na si" czego! wyrzec - to, przed czym si" bronisz, umacniasz. Rzecz polega na tym, aby dokona$ innego wyboru. W ten sposb zmierzasz ku czemu!, a nie uciekasz. Nie sposb od niczego uciec; cokolwiek by to by%o, niczym cie' b"dzie za tob& pod&#a$. Dlatego nie opieraj si" pokusie - odwr$ si" od niej. Zwr$ si" do Mnie, zostawiaj&c za sob& to co niepodobne do Mnie. Ale wiedz, #e nie ma drogi niew%a!ciwej - w tej podr#y nie mo#na nie dotrze$ do miejsca przeznaczenia. To tylko kwestia pr"dko!ci, kwestia tego, kiedy tam dotrzesz - ale nawet i to jest z%udzeniem, gdy# #adne przedtem" ani potem" nie istnieje. Jest tylko teraz; chwila, ktra jest zawsze, i w ktrej siebie do!wiadczasz. Wi%c o co w tym wszystkim chodzi? Je&li nie sposb tam" nie dotrze', to o co w!a&ciwie chodzi w #yciu? Dlaczego mamy si% czymkolwiek przejmowa'? Oczywi!cie, nie macie si" przejmowa$. Ale warto by$ czujnym. Przypatrz si" sobie, jaki jeste! i co robisz, i sprawd(, czy to ci s%u#y. W #yciu nie chodzi o to, aby gdzie! doj!$ - lecz aby dostrzec, #e ju# tam jeste!, od zawsze. W nieprzemijaj&cej chwili czystego tworzenia. Tote# w #yciu nale#y tworzy$ - to, kim i czym jeste!, a nast"pnie tego do!wiadczy$. A co z cierpieniem? Czy droga do Boga prowadzi przez m%k%"? Niektrzy twierdz$, #e innej drogi nie ma? Cierpienie nie jest mi mile, a ten, kto g%osi co innego, po prostu Mnie nie zna. Cierpienie jest niepotrzebnym sk % adnikiem ludzkiego do ! wiadczenia. Nie tylko niepotrzebnym, ale i bezcelowym, przykrym i niebezpiecznym dla zdrowia. Wi%c sk$d wok! tyle cierpienia? Dlaczego Ty jako Bg nie po!o#ysz temu kresu, skoro tak Ci% to razi? Uczyni%em to. Ale wy nie chcecie zrobi$ u#ytku z narz"dzi, w jakie was wyposa#y%em, aby to ufze-czywistni$. Zrozum, cierpienie nie jest wynikiem okre!lonych zdarze', ale waszej na nie reakcji. To, co si# dzieje, zwyczajnie si# dzieje. Co ty czujesz w zwi(zku z tym, to zupe$nie inna sprawa. Da%em wam !rodki, przy pomocy ktrych mo#ecie obni#a$ - a nawet ca%kowicie wyeliminowa$ - bl wyst"puj&cy w reakcji na wypadki. Ale wy z nich nie korzystacie. Przepraszam, ale mo#e by tak wyeliminowa' wypadki? )wietna propozycja. Niestety jednak, Ja nad nimi nie panuje. Nie panujesz? Oczywi!cie, #e nie. S& to zdarzenia zachodz&ce w czasie i przestrzeni, ktre s& waszym tworem, skutkiem waszych wyborw. A Ja nigdy nie wtr&cam si". do ludzkich decyzji. By%oby

to w sprzeczno!ci z samym powodem, dla ktrego powo%a%em was do istnienia. Ale wyja!ni%em to ju# wcze!niej. Niektre wydarzenia stwarzacie z rozmys%em, inne !ci&gacie na siebie mniej lub bardziej nie!wiadomie. Z kolei za kieski #ywio%owe obwiniacie los, przeznaczenie. Ale nawet w losie" mo#na dopatrze$ si" l-udz-kiej o-glnej !-wiadotno!ci e-kologicznej". Oddzia!ywanie zbiorowej &wiadomo&ci? W%a!nie. Odzywaj$ si% g!osy mwi$ce, #e zmierzamy ku zag!adzie. Przyroda umiera. Planet% czeka powa#ny wstrz$s geozyczny. Trz%sienia ziemi. Wybuchy, wulkanw. Nawet pochylenie si% Ziemi na osi. S$ jednak tacy, ktrzy uwa#aj$, #e zbiorowa &wiadomo&' mo#e temu zapobiec; #e mo#emy uratowa' Ziemi% swoimi my&lami. My!lami obrconymi w czyn. Je!li znajdzie si" na !wiecie dostatecznie du#o ludzi wierz&cych, #e trzeba pomc !rodowisku naturalnemu, ocalicie Ziemie. Ale musicie dzia%a$ szybko. Wyrz&dzono ju# tyle szkd. Nie ob"dzie si" jednak bez gruntownej zmiany postaw. Chcesz powiedzie', #e je&li tego nie zrobimy, b%dziemy &wiadkiem zniszczenia Ziemi - i jej mieszka)cw? Prawa rz&dz&ce zycznym wszech!wiatem, jakie ustanowi%em, s& zrozumia%e dla ka#dego. Zwi&zki przyczynowo-skutkowe zosta%y dostatecznie jasno wy%o#one naukowcom, zykom, a przez nich !wiatowym przywdcom. Nie trzeba tutaj ich przytacza$. Wracaj$c do cierpienia - sk$d w ogle wzi%!o si% przekonanie, #e cierpienie uszlachetnia? +e &wi%ci cierpi$ w milczeniu"? )wieci istotnie cierpi& w milczeniu", ale to nie znaczy, #e cierpienie uszlachetnia. Mistrzowie znosz" cierpienie ze spokojem, gdy# rozumiej&, #e cho$ nie jest ono #yczeniem Boga, stanowi nieomylny znak, #e wiele jeszcze o Bogu musza si" nauczy$. Prawdziwy Mistrz wcale nie cierpi w milczeniu, lecz tylko sprawia wra#enie, #e cierpi bez skargi. Przyczyna tego, #e Mistrz si" nie skar#y na bl, jest to, #e nie cierpi, ale po prostu do!wiadcza okoliczno!ci, ktre w waszym mniemaniu przysparzaj& mu udr"ki. Adept duchowej drogi nie opowiada o cierpieniu, gdy# jasno pojmuje pot"g" Stwa dlatego postanawia nie mwi$ o tym ani s%owa. Nadajemy realno!ci temu, na co zwracamy uwag". Mistrz o tym wie. Dokonuje !wiadomego wyboru tego, co stanowi dla niego rzeczywisto!$. Warn wszystkim to si" zdarza od czasu do czasu. Nie znajdzie si" w!rd was cho$by jedna osoba, ktom nie pozby%a si". blu g%owy albo nie z%agodzi%a udr"ki w gabinecie dentystycznym, si%& w%asnej decyzji. Mistrz podejmuje takie samo postanowienie w sprawach powa#niejszych. Ale po co w ogle cierpienie? Po co nawet mo#liwo!$ cierpienia? Nie mo#esz dowiedzie$ si", i sta$ si", kim jeste!, bez odniesienia do tego, czym nie jeste!. T%umaczy%em ci to. Wci$# nie pojmuje, sk$d wzi$! si% pogl$d, #e cierpienie uszlachetnia? Widz", #e nie dajesz w tej kwestii za wygrana, i s%usznie. Pierwotna idea cierpienia w milczeniu zosta%a tak dalece wypaczona, #e w powszechnym przekonaniu (i w nauczaniu wielu religii), cierpienie jest dobre, za! rado!$ z%a. Dlatego uznajecie za !wi"tego kogo!, kto ma raka i to ukrywa, ale je!li kto! otwarcie daje wyraz swej wybuja%ej seksualno!ci, nazywany jest ladacznica. Poruszy!e& dra#liwy temat. I sprytnie zmieni!e& rodzaj gramatyczny z m%skiego na #e)ski. Co chcia!e& przez to wyrazi'? Chcia%em ukaza$ ci wasze uprzedzenia. Nie akceptujecie wybuja%ej seksualno!ci u kobiet, a jeszcze mniej, gdy daj& temu wyraz. Milszy jest wam widok m"#czyzny konaj&cego na polu bitwy bez s%owa skargi ni# kobiety j"cz&cej w mi%osnej ekstazie na ulicy.

A Tobie nie? Ja nie wydaj" wyrokw. Za to wy na ka#dym kroku osadzacie - i moim zdaniem to wasze sady odbieraj& wam rado!$, a wasze oczekiwania s" powodem nieszcz"!cia. Wszystko to razem wzi"te m&ci wasza pogod" ducha i tak zaczyna si" cierpienie. Sk$d mog% wiedzie', #e mwisz prawd%? Jak okre&li', czy rzeczywi&cie przemawia przeze mnie Bg czy to tylko moja rozgor$czkowana wyobra*nia? Ju# zadawa%e! to pytanie. Moja odpowied( niezmiennie brzmi: Czy to nie wszystko jedno? Nawet gdybym nie mia% racji", czy potrasz wymy!le$ lepszy sposb na #ycie? Nie. W takim razie, rozr#nienia s%uszny-nies%uszny" trac& sens. Pomog" ci jednak wybrn&$ z tego dylematu: nie wierz w to, co mwi". *yj tym. Do!wiadcz. A potem #yj w oparciu o dowolny paradygmat, jaki sobie wypracujesz. W do!wiadczeniu szukaj potwierdzenia swojej prawdy. Pewnego dnia, je!li starczy wam odwagi, b"dziecie #y$ w !wiecie, gdzie widok kochaj&cej si" pary jest milszy od widoku wojny, l b"dziecie si" radowa$. 7 W #yciu jest tyle zagro#e). Tyle zam%tu. Wola!bym, aby wszystko by!o ja&niejsze. Zagro#enia nie ma, je!li nie przywi&zujesz si" do wynikw. Masz na my&li - je&li niczego nie chcesz. W%a!nie. Wybieraj, nie chciej. To !atwe, kiedy nie masz nikogo na utrzymaniu. A je&li kto& ma #on% i dzieci? Odpowiedzialno!$ za rodzin" to trudne zadanie. By$ mo#e najtrudniejsze ze wszystkich. Jak zauwa#y%e!, kiedy masz na g%owie tylko siebie, wtedy %atwo jest nie chcie$ niczego. To naturalne, #e pragniemy jak najlepiej dla swoich ukochanych. To boli, kiedy nie mo#esz zapewni' im wszystkiego. ,adnego domu, przyzwoitych ubra), jedzenia. Mam wra#enie, #e przez dwadzie&cia lat szarpa!em si%, #eby tylko zwi$za' koniec z ko)cem. I niewiele z tego mam. Chodzi ci o maj&tek? Mam na my&li pewne podstawowe rzeczy, jakie m%#czyzna chcia!by przekaza' swoim dzieciom. Proste rzeczy, jakimi chcia!by obdarowa' #on%. Rozumiem. Uwa#asz, #e twoim #yciowym zadaniem jest zapewni$ wszystkie te rzeczy. Czy do tego, twoim zdaniem, sprowadza si" twoje #ycie? Tak bym tego nie ujmowa!. Moje #ycie do tego si% nie sprowadza, ale by!oby to jego mi!ym skutkiem ubocznym. W takim razie, musimy si" cofn&$. Na czym w twoim przekonaniu polega twoje #ycie? Dobre pytanie. Odpowied* na nie zmienia!a si% z up!ywem czasu. Jakby! teraz na nie odpowiedzia%? Wychodzi na to, #e mam dwie odpowiedzi na to pytanie: to, co mog!oby zaistnie', i to, co faktycznie jest w moim #yciu. Wobec tego, co mog%oby zaistnie$ w twoim #yciu? Chcia!bym, aby moje #ycie polega!o na duchowej ewolucji. Chcia!bym dawa' w nim wyraz i do&wiadcza' tej cz$stki siebie, ktr$ ceni% najwy#ej. Tej cz$stki, ktra mie&ci w sobie wsp!czucie, cierpliwo&', oarno&'. Tej cz$stki, ktra jest m$dra i rozwa#na, ktra wybacza i ... mi!uje. To wprost ze stronic tej ksi&#ki. To pi%kna ksi$#ka, w wymiarze ezoterycznym, ale ja g!owi% si% nad tym, jak j$ upraktyczni'". To, co faktycznie dzieje si% w moim #yciu, to codzienna walka o przetrwanie. Ach tak. Wiec uwa#asz, #e jedno wyklucza drugie? No, c#... Uwa#asz, #e ezoteryka nie idzie w parze z przetrwaniem? Prawd% mwi$c, to mnie nie zadowala. Od lat udaje mi si% tylko przetrwa$, nic wi%cej. Nie

przepad!em. Ale pragn$!bym, #eby ta walka o przetrwanie si% sko)czy!a. Prze#ycie z dnia na dzie) kosztuje tak wiele wysi!ku. Ja chc% wi%cej ni# przetrwa'. Chc%, #eby mi si% powiod!o. Jak wed%ug ciebie wygl&da powodzenie w #yciu? Mie' tyle, #eby nie martwi' si% wci$#, sk$d bra' pieni$dze; nie stawa' na g!owie, #eby op!aci' czynsz. Wiem, #e to wszystko brzmi bardzo przyziemnie, ale mwimy o prawdziwym #yciu, a nie o bujaniu w ob!okach, o uduchowionej i upoetycznionej wizji #ycia, jak$ kre&lisz w tej ksi$#ce. Czy#by doszed% do g%osu gniew? Nie tyle gniew co frustracja. Od dwudziestu lat bawi% si% w duchowo&' i co mi to da!o? Wci$# klepi% bied%! W!a&nie straci!em prac% i wygl$da na to, #e dop!yw gotwki znw zosta! odci%ty. M%czy mnie ju# ta szarpanina. Mam czterdzie&ci dziewi%' lat i chcia!bym w ko)cu zazna' dostatku, aby mc po&wi%ci' wi%cej czasu Boskim sprawom", ewolucji duchowej", i tym podobnym rzeczom. Tego pragnie moje serce, ale nie tam zmierza moje #ycie... Ale mi wygarn&%e!. Podejrzewam, #e wyra#asz opinie wielu innych ludzi, z ktrymi dzielisz to do!wiadczenie. B"d" odpowiada% po kolei, #eby!my si" nie pogubili. Nie bawisz si" w duchowo!$" od dwudziestu lat, zaledwie si" o ni& otar%e!. (To nie jest przytyk, ale stwierdzenie faktu.) Od dwudziestu lat przygl&da%e! si", irtowa%e!, od czasu do czasu eksperymentowa%e! z duchowo!ci&, zgoda - ale dopiero niedawno odda%e! si" temu ca%ym sercem. Postawmy spraw" jasno: odda$ si" sprawom duchowym, znaczy zaanga#owa$ si" ca%ym umys%em, ca%ym cia%em, ca%a dusza w proces stwarzania swojej Ja(ni na obraz i podobie'stwo Bo#e. Na tym polega samorealizacja, ktra g%osili mistycy Wschodu. Na tym polega zbawienie w uj"ciu teologii Zachodu. To akt najwy#szej !wiadomo!ci, dokonuj&cy si" dzie' w dzie', w ka#dej godzinie, w ka#dym momencie. To wybieranie za ka#dym razem i wybieranie na nowo. To nieustanne tworzenie. )wiadome tworzenie. Tworzenie celowe. To korzystanie z narz"dzi, jakie wam da%em, korzystanie z rozmys%em i wznios%a intencja. Oto zabawa w duchowo!$". Teraz powiedz mi, od jak dawna si" ni& zajmujesz? Jeszcze nawet nie zacz$!em. Nie popadaj z jednej skrajno!ci w druga, i nie b&d( dla. siebie taki surowy. Przecie# zaanga#owa%e! si" w ten proces - i to w wi"kszym stopniu, ni# sk%onny by%by! przyzna$. Ale to nie trwa od dwudziestu lat. Prawda jest jednak taka, #e nie ma znaczenia, jak d%ugo si" tym zajmujesz. Liczy si" tylko chwila obecna. Id(my dalej. Zastanawiasz si", co ci to da%o", i powiadasz, #e klepiesz bied"". Ja widz" co innego. Widz" kogo! o krok od zamo#no!ci! Ty uwa#asz, #e jeste! na kraw"dzi za%amania, ja widz", #e jeste! u progu nirwany. Wszystko zale#y od tego, co stanowi dla ciebie wynagrodzenie" - i czemu po!wi"casz swoje wysi%ki. Je!li dla ciebie celem #ycie jest osi&gniecie dostatku, rozumiem, dlaczego twierdzisz, #e klepiesz bied"". Ale nawet i taka ocen" mo#na zmieni$. Poniewa# wynagrodzenie" ode Mnie, to wszystkie dobre rzeczy, jakie ci si" zdarza - w tym poczucie bezpiecze'stwa w !wiecie materialnym. Zap%ata", jaka otrzymujesz za prace dla Mnie", obejmuje o wiele wi"cej ni# tylko duchowa pociech". Wsparcie materialne mo#e te# sta$ si" twoim udzia%em. Co ciekawe, kiedy do!wiadczysz Mej zap%aty w formie duchowej pociechy, sprawy materialne przestaj& ci" obchodzi$. Nawet dobrobyt cz%onkw twojej rodziny nie b"dzie ju# twoim problemem - gdy# kiedy wzniesiesz si" na poziom Boskiej !wiadomo!ci, zrozumiesz, #e nie jeste! za #adna dusze odpowiedzialny, i cho$ to rzecz chwalebna, pragn&$ dla - ka#dego jak najlepiej, to ka#da dusza musi wybra$ - i w ka#dej chwili wybiera - w%asne przeznaczenie. Rzecz jasna, nie jest godnym czynem rozmy!lne krzywdzenie czy niszczenie drugiego.

Rzecz jasna, rwnie nies%uszne jest zaniedbywanie potrzeb tych, ktrzy za nasza sprawa s& od nas zale#ni. Twoim zadaniem jest ich usamodzielni&; nauczy$ ich jak najszybciej radzi& sobie bez ciebie. Nie jeste! dla nich b%ogos%awie'stwem, dopki potrzebuj& ci", aby przetrwa$, ale b%ogos%aw im prawdziwie dopiero wtedy, gdy u!wiadomi& sobie swa niezale#no!$. Podobnie dla Boga najmilsza chwila jest chwila, kiedy u!wiadomisz sobie, #e nie potrzebujesz Boga. Wiem, wiem... to stoi w jaskrawej sprzeczno!ci ze wszystkim, czego ci" nauczono. Mwiono ci o Bogu gniewnym, zawistnym, Bogu, ktry potrzebuje czu$ si" potrzebny. Ale to nie #aden Bg, tylko jaka! neu-rasteniczna namiastka. Prawdziwy Mistrz to nie ten z najwi#ksz( liczb( uczniw, a ten, ktry szkoli najwi#cej Mistrzw. Prawdziwy przywdca to nie ten, ktry ma najliczniejszych zwolennikw, a ten, ktry wychowuje najwi#cej przywdcw. Prawdziwy krl to nie ten, ktry rz(dzi najwi#ksz( liczb( poddanych, a ten, ktry najliczniejsz( rzesz# podnosi do rangi krlewskiej. Prawdziwy nauczyciel to nie ten, ktry posiada najwi#ksz( wiedz#, a ten, ktry przekazuje wiedz# najwi#kszej liczbie. I prawdziwy Bg to nie ten, ktry stanowi Jedno ze s$ugami, a ten, ktry s$u%y najliczniejszej rzeszy, przez co czyni Bogw z pozosta$ych. W tym bowiem zawiera si# cel i chwa$a Boga: aby Jego poddani przestali nimi by& i aby wszystkim Bg znany byt nie jako niedost#pny, lecz jako nieunikniony. Chcia%bym, aby! to zrozumia%: nie mo#esz unikn&$ swego szcz"!liwego przeznaczenia. Nie sposb nie dost&pi$ zbawienia". Nie ma innego piek%a, ni# o tym nie wiedzie$. Tak wiec, rodzice, ma%#onkowie, ukochani, niech wasza mi%o!$ nie b"dzie jak klej, ktry wi"#", lecz raczej niczym magnes, ktry najpierw przyci&ga, nast"pnie odwraca i odpycha, a to dlatego, #eby ci, ktrzy do was lgn&, nie uzale#nili od was swego przetrwania. Nie musza was si" trzyma$, aby prze#y$. *adne przekonanie nie jest dalsze od prawdy. *adne nie mo#e wyrz&dzi$ im wi"kszej szkody. Niech wasza mi%o!$ rzuci ukochanych w wir !wiata - w pe%nie do!wiadczenia ich prawdziwej istoty. W ten sposb prawdziwie si" spe%ni. To trudne zadanie - droga g%owy rodziny, naje#ona troskami i pu%apkami. Ascety nie dotyka #adna z nich. Zapewnione ma po#ywienie, i skromna mat" do spania. Ka#da godzin" mo#e wype%ni$ modlitwa, medytacja i kontemplacja Boskich rzeczy. Jak %atwo w takich warunkach wsz"dzie dostrzega$ !wi"to!$! Jakie to proste! Ale niech no wst&pi w zwi&zek ma%#e'ski, niech pojawia si" dzieci! Zobacz, jakie to !wi"to, przewija$ dziecko o trzeciej nad ranem! Martwi$ si", jak op%aci$ rachunek do pierwszego. Czy widzisz r"k" Boga w chorobie ma%#onka, w utracie pracy, gor&czce dziecka, cierpieniu rodzicw? Tu dopiero zaczyna si" !wi"to!$. Rozumiem twoje znu#enie. Wiem, #e zm"czy%a ci" szarpanina. Ale powiadam ci: kiedy pjdziesz za Mn&, przestaniesz si" szarpa$. Zamieszkaj w swej Boskiej przestrzeni, a wszelkie zdarzenia b"d& b%ogos%awie'stwem, nie dopustem. Ale jak mog% to zrobi', kiedy w!a&nie straci!em prac%, trzeba zap!aci' czynsz, dzieciaki musz$ i&' do dentysty, a przebywanie w tej wznios!ej, lozocznej przestrzeni wydaje si% najmniej skutecznym sposobem rozwi$zania ka#dego z tych problemw? Nie porzucaj Mnie wtedy, kiedy najbardziej Mnie potrzebujesz. Wybi%a godzina twej najci"#szej prby. Wybi%a godzina twej najwi"kszej szansy. Oto masz sposobno!$ wykazania tego wszystkiego, co tu napisano. Kiedy mwi" nie porzucaj. Mnie", to brzmi tak, jakby odzywa% si" ten neurotyczny, potrzebuj&cy Bg, o ktrym rozmawiali!my. Ale Ja taki nie jestem. Mo#esz Mnie porzuci$, je!li ci si" tak podoba. Ja o to nie dbam i niczego to miedzy nami nie zmieni. To tylko odpowied( na twe pytania. To w%a!nie wtedy, kiedy sprawy (le si" uk%adaj&, najcz"!ciej zapominacie, Kim Jeste!cie, i jakie narz"dzia wam da%em do tworzenia #ycia z w%asnego wyboru.

W takiej chwili bardziej ni# kiedykolwiek powiniene! wej!$ do swej Boskiej przestrzeni. Po pierwsze, przyniesie ci to spokj ducha - a spokojny umys% rodzi wielkie idee - idee, ktre mog& zaradzi$ najwi"kszym k%opotom, z jakimi w twoim mniemaniu si" borykasz. Po drugie, w Boskiej przestrzeni dokonuje si" urzeczywistnianie Ja(ni, a to jest celem, jedynym celem, twojej duszy. Kiedy przebywasz w swej Boskiej przestrzeni, widzisz, #e wszystko, czego do!wiadczasz, ma charakter ulotny. Powiadam ci, #e niebo i ziemia przemin&, a ty nie. Ta perspektywa wieczno!ci pozwala ujrze$ rzeczy w ich w%a!ciwym !wietle. Bodziesz mg% oceni$ swoje obecne warunki i okoliczno!ci wedle ich prawdziwej miary jako .czasowe. Potem mo#esz si" nimi pos%u#y$ do stwarzania swego do!wiadczenia w tera(niejszo!ci. Za kogo ty si" w%a!ciwie uwa#asz? Wobec do!wiadczenia utraty pracy, jak postrzegasz samego siebie? I za kogo uwa#asz Mnie? Wydaje ci si", #e ten problem Mnie przerasta? Czy wydostanie ci" z tych tarapatw by%oby cudem ponad Moje si%y? Rozumiem, #e twoim zdaniem jest to ponad twoje si%y, nawet bior&c pod uwag" wszystkie narz"dzia, w jakie ci" wyposa#y%em - ale czy naprawd" sadzisz, #e to przekracza Moje si%y? Na poziomie rozumu wiem, #e dla Boga nie ma zada) niewykonalnych. Ale pod wzgl%dem emoqo-nalnym nie jestem chyba taki tego pewny. To znaczy, nie o to, chodzi, #eby& sobie nie poradzi!, ale #eby& chcia%. Wiec to kwestia wiary? Tak. Nie kwestionujesz Mojej mocy, ale podajesz w w&tpliwo!$ Moja ch"$. Widzisz, wci$# tkwi we mnie przekonanie, #e mo#e kryje si% w tym jaka& dla mnie nauka. Nie mam pewno&ci, czy powinienem szuka' rozwi$zania. Mo#e raczej powinienem mie' k%opot. Mo#e to jaki& rodzaj prby", o ktrych mwi wpajana mi teologia. Wi%c martwi mnie to, #e rozwi$zania mo#e nie by'. +e Ty po prostu stoisz z boku i patrzysz... Wydaje mi si", #e pora ponownie przyjrze$ si" interakcji miedzy nami, poniewa# ty sadzisz, #e to kwestia Mojej ch"ci, Ja za! powiadam ci, #e to wynik twojej. Ja pragn" dla ciebie, czego sam dla siebie pragniesz. Niczego wi"cej, niczego mniej. Ja nie siedz" i nie rozpatruje kolejnych pr!b, zastanawiaj&c si", do jakiej si" przychyli$. Wszystkim rz&dzi prawo przyczyny i skutku, a nie moja %aska b&d( nie%aska..Nie ma takiej rzeczy, ktra by%aby ci odmwiona, gdyby! tylko ja wybra%. Jeszcze zanim poprosisz, ju# otrzyma%e!. Wierzysz, #e tak jest? Przykro mi, ale nie. Zbyt wiele widzia!em modlitw, ktre przesz!y bez echa. Niech ci nie b"dzie przykro. Trzymaj si" prawdy - prawdy swojego do!wiadczenia. Ja to rozumiem. Ja to szanuje. To dobrze, gdy# ja nie wierz%, #e otrzymam wszystko, o cokolwiek poprosz%. Moje #ycie &wiadczy o czym& przeciwnym. W gruncie rzeczy, rzadko dostaj% to, czego chc%. Kiedy tak si% dzieje, uwa#am to za piekielne szcz%&cie. Ciekawy dobr s%w. Wygl&da na to, #e s& dwie mo#liwo!ci. W #yciu mo#esz mie$ albo piekielne, albo b%ogos%awione szcz"!cie. Ja oczywi!cie wola%bym dla ciebie to drugie - ale nie b"d" si" wtr&ca% do twoich decyzji. Zapewniam ci": Zawsze dostajesz to, co tworzysz, a tworzysz nieustannie. Ja nie osadzam twoich wytworw, lecz po prostu daje ci moc do tworzenia wci&# nowych. Je!li nie jeste! zadowolony ze swojego dzie%a, dokonaj innego wyboru. Moim zadaniem, jako Boga, jest zapewni$ ci zawsze do tego sposobno!$. Stwierdzi%e!, #e nie zawsze otrzymujesz to, o co prosisz. Za to Ja powiadam ci, #e zawsze otrzymujesz to, co sam powo%a%e! do istnienia.

Twoje #ycie jest w prostej linii wynikiem tego, jak je widzisz - w tym rwnie# tak jawnie twrczej my!li, #e rzadko dostajesz to, co dla siebie wybierasz. Obecnie postrzegasz siebie jako oar" okoliczno!ci utraty pracy. Ale prawda jest taka, #e nie chcia%e! d%u#ej tej pracy. Przesta%e! zrywa$ si" rano pe%en radosnego oczekiwania, a zacz&%e! wstawa$ pe%en niedobrych przeczu$. Przesta%e! odczuwa$ zadowolenie z pracy, a zacz&%e! odczuwa$ uraz". Zacz&%e! nawet marzy$ o robieniu czego innego. Czy uwa#asz, #e wszystko to jest bez znaczenia? Nie doceniasz swojej mocy. O!wiadczam ci: Twoje #ycie bierze si" z intencji, jakie wobec niego #ywisz. Jakie masz teraz intencje? Zamierzasz udowodni$ swoja teorie, #e #ycie rzadko przynosi ci to, co dla siebie wybierasz? Czy te# zamierzasz dowie!$, Kim w Istocie Jeste!, i Kim Jestem Ja? Czuj% si% dotkni%ty. Skarcony. Zak!opotany. Czy jest ci z tym dobrze? Dlaczego po prostu nie uznasz prawdy i nie wyruszysz na jej spotkanie? Nie ma potrzeby, aby! sam siebie zadr"cza%. Zauwa# po prostu, jakich ostatnio dokonywa%e! wyborw, i wybierz co innego. Ale sk$d we mnie ochota do wybierania przeciwko sobie i karania si% potem za to? A czego by! si" spodziewa%? Od najm%odszych lat wmawiano ci, #e jeste! zfy". Godzisz si" z tym, #e przyszed%e! na !wiat z grzechem". Poczucie winy to reakcja wyuczona. Nauczono ci" obwinia$ siebie, zanim cokolwiek zd&#y%e! zrobi$. 'Nauczono ci" odczuwa$ wstyd za to, #e nie urodzi%e! si" doskona%y. Te domniemana u%omno!$, z jaka podobno przyszed%e! na !wiat, wasze religie maja czelno!$ nazywa$ pierworodnym grzechem, l to jest grzech - ale nie wasz. Tego grzechu dopuszcza si" na was !wiat, ktry o Bogu nie wie nic, je!li sadzi, #e Bg zechcia%by - czy mg%by - stworzy$ jakakolwiek niedoskona%o!$. Wok% tej poronionej my!li powsta%y nawet ca%e teologie. A tym w%a!nie jest dos%ownie, poroniona my!l&. Albowiem cokolwiek zrodzi si" z Mojej my!li jest bez skazy; doskona%ym odbiciem czystej doskona%o!ci, uczynionym na obraz i podobie'stwo Bo#e. Mimo to, aby uzasadni$ idee karz&cego Boga, wasze religie musia%y wymy!le$ jaki! powd dla Mojego gniewu. Tote# nawet osoby wiod&ce przyk%adne #ycie potrzebuj& zbawienia, je!li nie od siebie samych, to od w%asnej wrodzonej u%omno!ci. Dlatego (jak g%osz& wasze religie) lepiej, #eby! co! z tym zrobi% - inaczej pjdziesz prosto do piek%a. By$ mo#e to wcale nie zdo%a u%agodzi$ dziwacznego, m!ciwego i gniewnego Boga, ale z pewno!ci& daje pocz&tek dziwacznym, m!ciwym i gniewnym religiom. W ten sposb religie same si" uwieczniaj&. W ten sposb w%adza pozostaje skupiona w r"kach garstki zamiast zamiast by$ do!wiadczana w r"kach wielu. To jasne, #e stale wybierasz gorsza my!l, ubo#sza idee, najskromniejsza koncepcje siebie i swojej mocy, nie mwi&c ju# o Mnie i Mojej mocy. Tak ciebie nauczono. Mj Bo#e, jak si% tego oduczy'? Dobre pytanie i skierowane pod w%a!ciwy adres! Mo#esz tego dokona$, czytaj&c te ksi&#k". Czytaj&c raz po raz, od nowa. A# zrozumiesz ka#dy akapit. A# przyswoisz sobie ka#de s%owo. Kiedy b"dziesz umia% zacytowa$ jej urywki innym, kiedy b"dziesz umia% przywo%a$ na my!l jej zwroty w najczarniejszej godzinie #ycia, znaczy$ to b"dzie, #e si" oduczy%e! b%"dnych nauk, jakie ci wpojono. Jest jeszcze tyle rzeczy, o ktre chc% zapyta'; tyle chc% jeszcze pozna'. W%a!nie. Zacz"li!my od ca%ej listy pyta'. Mo#e do niej wrcimy? 8 v_zy kiedykolwiek poznam sekret tworzenia harmonijnych zwi$zkw? Czy mo#liwy jest szcz%&liwy zwi$zek z drug$ osob$? Dlaczego musz$ przynosi' nam wci$# nowe wyzwania? Nie ma #adnej tajemnicy, je!li chodzi o udane zwi&zki. Rzecz polega po prostu na tym, aby pokaza$ to, co ju# si" wie. Mo#liwy jest szcz"!liwy zwi&zek, pod warunkiem, #e robi si" z niego w%a!ciwy dla niego u#ytek, a nie narzuca mu wymy!lonego przez siebie celu. Zwi&zki wci&# przynosz& nam nowe wyzwania; nieustannie wymagaj& od nas, aby!my

tworzyli i wyra#ali coraz wy#sze aspekty, coraz wspanialsze wizje, a nawet coraz chlubniejsze wersje siebie. Nigdzie indziej nie mo#na tego osi&gn&$ z rwna skuteczno!ci&, bezpo!rednio!ci& i szlachetno!ci&, co w%a!nie w zwi&zku. Tak naprawd", bez zwi&zkw jest to w ogle niemo#liwe. Tylko dzi"ki zwi&zkom z innymi lud(mi, miejscami i zdarzeniami, mo#esz zaistnie$ (jako poznawalna wielko!$, jako daj&ce si" okre!li$ co!) we wszech!wiecie. Pami"taj, #e gdyby odj&$ ca%& reszt", ty przestajesz by$. Istniejesz tylko w stosunku do innych. Tak si" sprawa ma w !wiecie relatywnym, w przeciwie'stwie do !wiata absolutu - gdzie przebywam Ja. Kiedy to pojmiesz z ca%& jasno!ci&, kiedy uchwycisz to w ca%ej g%"bi, wwczas chwali$ b"dziesz wszelkie do!wiadczenia, a w szczeglno!ci zbli#enia z drugim cz%owiekiem, albowiem poznasz ich konstmktywny, w najwy#szym znaczeniu tego s%owa, wymiar. Zobaczysz, jak mog& by$ u#yte, jak musza byt i s& u#ywane (czy tego chcesz czy nie), do wznoszenia Twojej Prawdziwej Istoty. Budowla ta mo#e by$ wspania%ym dzie%em, opartym na celowo przyj"tym za%o#eniu, albo czysto przypadkowym zestawieniem. Mo#esz by$ kim! kszta%towanym przez zdarzenia, albo tym, kim postanowisz byt i jak postanowisz dzia%a$ w odpowiedzi na nie. To ta druga postawa sprzyja !wiadomemu urzeczywistnianiu Ja(ni. Chwal wiec ka%dy zwi&zek, ka#dy traktuj jako szczeglny i pomocny w tworzeniu tego, Czym .Naprawd" Jeste!. Lecz twoje pytanie, jak rozumiem, dotyczy osobistych, romantycznych zwi&zkw. Zatem niech Mi b"dzie wolno zaj&$ si" w%a!nie ludzkimi zwi&zkami uczuciowymi - ktre wci&# sprawiaj& ci tyle k%opotu! Kiedy mi%osny zwi&zek zawodzi (zawodzi w !ci!le ludzkim rozumieniu tego s%owa, czyli nie przynosi po#&danych rezultatw), dzieje si" tak, poniewa# przede wszystkim zawarty zosta% z niew%a!ciwych powodw. (Niew%a!ciwy" to, rzecz jasna, pojecie wzgl"dne, mierzone w odniesieniu do tego, co uznawane jest za w%a!ciwe" - czymkolwiek to ostatnie jest! Trafniej mo#na by to wyrazi$ mwi&c, #e zwi&zek zawodzi - zmienia posta$ - najcz"!ciej wtedy, gdy zawarty zosta% z powodw nie ca%kiem sprzyjaj&cych jego przetrwaniu.") Wi"kszo!$ ludzi tworzy zwi&zki uczuciowe z my!l& o tym, co mog& zyska$, a nie co mog& wnie!$. Celem zwi(zku jest uwidocznienie tej naszej cz(stki, ktr( postanawiamy okaza&, a nie pojmanie i zagarni#cie - wybranej cz(stki drugiej osoby. Cel wszelkich zwi&zkw - i wszelkiego #ycia - jest jeden: byt i decydowa$, Kim W Istocie Jeste!. Mwienie, #e dopki nie zjawi%a si" ta szczeglna osoba, by%e! nikim", jest niezwykle romantyczne, ale niezgodne z prawd&. Co gorsza, wywiera na ni& ogromny nacisk, aby sta%a si" tym, czego si" po niej spodziewasz, a czym nie jest. Nie chc&c ciebie zawie!$", prbuje si" nagi&$ do twoich oczekiwa', a# w ko'cu opada z si%. Nie jest ju# w stanie sprosta$ swojemu wizerunkowi w twoich oczach. Wype%ni$ rl, jakie jej przydzielono. Narasta poczucie krzywdy. Potem przychodzi gniew. Wreszcie, chc&c ratowa$ siebie (oraz zwi&zek), nasi ukochani zaczynaj& upomina$ si" o swoje, dzia%a$ zgodnie ze Swoj& Prawdziw& Istot&. Wtedy mniej wi"cej mwimy, #e si" ,,zmienili". Deklaracje, #e odk&d ta specjalna osoba dzieli z tob& #ycie, czujesz si" spe%niony, s& urocze. Lecz nie chodzi o to, %eby zwi(za& si# z drug( osob(, aby ciebie dope$ni$a, ale aby dzieli& z ni( swoj( pe$ni#. W tym zawiera si" ca%y paradoks ludzkich zwi&zkw: Nie potrzebujesz tej szczeglnej osoby, aby do!wiadczy$ w pe%ni, Kim Naprawd" Jeste!, a... bez drugiego jeste! niczym. To zagadka i cud ludzkiego do!wiadczenia, (rd%o rado!ci i frustracji. Potrzebne jest g%"bokie zrozumienie i ca%lkowite oddanie do sensownej egzystencji w obr"bie tego paradoksu. Niewielu to potra. W wieku, w ktrym wkraczasz w zwi&zki, jeste! pe%ny oczekiwa', roznosi ci" energia, serce masz szerokie, a dusze ochocza.

Jednak po wej!ciu w wiek !redni, miedzy czterdziestym a sze!$dziesi&tym rokiem #ycia, niektrzy pr"dzej, inni p(niej, nieuchronnie rozstaja si" ze swym najwspanialszym marzeniem, porzucaj& najszczytniejsza nadzieje i zadowalaj& si" tym, co jest. To takie proste, a tak bole!nie niezrozumiale, tragicznie wypaczone: najwspanialsze marzenie, najwy#sze wyobra#enie, najmilsza nadziej" zwi&zali!cie z druga osoba, a nie ze swa Ja(ni&. Powodzenie zwi&zku mierzyli!cie tym, do jakiego stopnia ta druga osoba sprosta%a waszym wymaganiom, i odwrotnie. Lecz jedyna prawdziwa miara jest to, do jakiego stopnia sprosta%e! w%asnym wymaganiom wobec siebie. Zwi&zki s& u!wi#cone, poniewa# zapewniaj& najwspanialsza #yciowa okazje - w istocie nawet jedyn& i niepowtarzalna okazje - kszta%towania do!wiadczenia twej najwy#szej koncepcji w%asnej Ja(ni. Zawodz& wtedy, gdy postrzegasz je jako najwspanialsz& #yciow& szans" kszta%towania do!wiadczenia twej najwy#szej koncepcji Ja(ni drugiego. Niech ka#dy z partnerw martwi si" o swoj& Ja(' - czym jest, co robi, co posiada; czego pragnie, poszukuje, do!wiadcza; co daje, tworzy; a wszystkie osobowe relacje !wietnie spe%ni%yby swoje zadanie - i !wietnie przys%u#y%yby si" partnerom! Niech ka%dy z partnerw martwi si# nie o drugiego, ale tylko i wy$(cznie o siebie. Ta nauka mo#e si" wyda$ dziwna, gdy# uczono ci", #e najdoskonalszy zwi&zek to taki, w ktrym troszczysz si" wy%&cznie o drug& osob". Ale powiadam ci: przyczyn& nieudanego zwi&zku jest skupienie uwagi na partnerze, przybieraj&ce wr"cz form" obsesji. Jaki jest? Co robi? Co ma? Co mwi? Czego chce? *&da? O czym my!li? Czego oczekuje? Co planuje? Mistrz rozumie, #e to wszystko nie ma znaczenia. Liczy si" tylko to, jaki ty jeste! w stosunku do tego. Osoba najbardziej kochaj&ca to taka, ktra skupia si" na sobie, na swej Ja(ni. To do&' radykalny pogl$d... Po bli#szym zbadaniu okazuje si", #e nie. Je!li nie potrasz kocha$ siebie, nie mo#esz pokocha$ drugiego. Wielu pope%nia b%&d, gdy# d&#y do pokochania siebie przez mi%o!$ do drugiego. Oczywi!cie, nie zdaj& sobie z tego sprawy. Nie jest to !wiadome dzia%anie. Odbywa si" w ukrytych pok%adach umys%u, ktre nazywacie pod!wiadomo!ci&. My!l& sobie tak: Je!li tylko b"d" kocha% innych, oni pokochaj& mnie. Wwczas b"d" kochany i b"d" mg% pokocha$ sam siebie." Druga strona medalu wygl&da tak, #e mnstwo ludzi siebie nienawidzi, poniewa# maja wra#enie, #e nikt ich nie kocha. To urojenie, poniewa# w rzeczywisto!ci inni ich kochaj&, ale prawda nie ma znaczenia. Cho$by nie wiem ilu ludzi deklarowa%o im sw& mi%o!$, i tak b"dzie to za ma%o. Po pierwsze, nie wierz& ci. Podejrzewaj&, #e prbujesz nimi manipulowa$ - co! uzyska$. (Jak kto! mo#e darzy$ ich mi%o!ci& takimi, jacy naprawd" s&? Nie. To jaka! pomy%ka. Tobie o co! chodzi! O co ci w%a!ciwie chodzi?) Siedz" zastanawiaj&c si", jak to mo#liwe, #e kto! ich kocha. Wiec ci nie wierz" i ka#& ci to w jaki! sposb udowodni&. Musisz wykaza$ swoja mi%o!$. W tym celu mog" ci" poprosi$, aby! zmieni% swoje zachowanie. Nast"pnie, je!li dojdzie ju# do tego, #e s& w stanie ci uwierzy$, natychmiast zaczynaj" si" martwi$, jak twoje mi%o!$ zachowa&. Tote# aby nie utraci$ twojej mi%o!ci, zaczynaj" zmienia$ swoje post"powanie. W taki oto sposb dwoje ludzi dos%ownie si" w zwi&zku zatraca. Wst"puj& w zwi"zek z nadziej", #e si" odnajd&, a w rezultacie si" gubi&. Zatracanie w$asnej Ja"ni jest najcz#stsz( przyczyn( rozgoryczenia iv tego rodzaju parach. Dwoje ludzi %&czy si" ze sob&, licz&c na to, #e nowa ca%o!$ oka#e si" wi"ksza od sumy poszczeglnych sk%adnikw, i odkrywa, #e jest ona mniejsza. Czuj& si" pomniejszeni w stosunku do tego, jacy byli osobno. Mniej zdolni, mniej atrakcyjni, mniej ekscytuj&cy, mniej rado!ni, mniej zadowoleni.

Dzieje si" tak, poniewa# naprawd" s& mniejsi. Wyrzekli si" wi"kszej cz"!ci swej to#samo!ci po to, aby by$ i pozosta$ w zwi&zku z drug& osob&. Stosunki mi"dzy dwojgiem ludzi nie po to zosta%y ustanowione. Ale w taki w%a!nie sposb s& do!wiadczane, i to powszechnie. Dlaczego? Dlaczego? Poniewa# ludzie stracili z oczu (je!li kiedykolwiek mieli to na oku) prawdziwy cel zwi&zku. Odk(d przestali!cie postrzega& siebie nawzajem jako !wi#te dusze odbywaj(ce !wi#t( podr%, nie mo%ecie dostrzec celu, powodu wszelkich zwi(zkw. Dusza si" wcieli%a, a cia%o o#y%o, z my!l" o ewolucji. Ewoluowanie, stawanie si#. Do tego w%a!nie s%u#y twj stosunek do wszystkiego: samostanowienia o tym, czym si" stajesz. Po to tutaj jeste!. Na tym polega rado!$ kszta%towania Ja(ni. Poznawania Ja(ni. Stawania si", !wiadomie, tym, czym pragniesz zosta$. Oto czym jest samo!wiadomo!$. Wprowadzi%e! swoje Ja(' do !wiata wzgl"dno!ci, aby zyska$ narz"dzia potrzebne do poznania swej prawdziwej istoty i jej do!wiadczenia. Za! twoja prawdziwa istota to wybr sposobu bycia w odniesieniu do wszystkiego innego. Zwi&zki osobiste to najwa#niejsze sk%adniki tego procesu. Staj" si" przez to u!wi"conym polem. W%a!ciwie nie maj" nic wsplnego z drugim cz%owiekiem, mimo to poniewa# zak%adaj& udzia% innych, z drugim %&czy je wszystko. Tak przedstawia si" boska dychotomia. Zamkni"ty kr&g. Nie jest wiec taki radykalny pogl&d, #e b%ogos%awieni, ktrzy s& skupieni na sobie, albowiem oni b"d& ogl&da$ Boga". To ca%kiem przyzwoite zadanie #yciowe - poznanie najwy#szego aspektu w%asnej Ja(ni i ze!rodkowanie na nim. Tote# podstawowe relacj" dla ciebie jest przede wszystkim relacja z Ja(nie. Wpierw musisz nauczy$ si" szanowa$ i kocha$ swoj& Ja('. Najpierw musisz dostrzec godno!& w sobie, zanim dostrze%esz j( w bli"nim. Najpierw musisz uzna$ za b%ogos%awionego siebie, zanim uznasz za takiego bli(niego. Najpierw musisz odkry$ !wi"to!$ w sobie, zanim odkryjesz j& w bli(nim. Je!li odwrcisz kolejno!$ - do czego nawo%uj& liczne religie - i uznasz najpierw !wi"to!$ bli(niego, stanie si" to zarodkiem urazy. Nikt z was nie mo#e przebole$ tego, #e drugi okazuje si" !wi"tszy od niego. Mimo to wasze religie nakazuj& wam czci$ innych bardziej od samego siebie. Tak te# post"pujecie - do czasu. Potem ich krzy#ujecie. Um"czyli!cie (w taki czy inny sposb) ka#dego z moich Mistrzw, nie tylko tego Jednego. I uczynili!cie tak nie dlatego, #e s& od was bardziej !wieci, ale poniewa# sami im to przypisali!cie. Moi pos%a'cy zawsze g%osz& to samo - nie: Ja jestem od was !wi"tszy", ale: Ty jeste! rwny mi w !wi"to!ci". Tego przes%ania nigdy nie us%yszeli!cie; nigdy tej prawdy nie przyj"li!cie. I stad .te# nie umiecie prawdziwy, i czysta mi%o!ci& pokocha$ drugiego. Albowiem nie pokochali!cie siebie. O!wiadczam wiec wam: b&d(cie odt&d i na zawsze skupieni na swojej Ja(ni. Patrzcie na to, jacy wy jeste!cie, co wy robicie i co wy macie w ka#dej poszczeglnej chwili, a nie na to, co dzieje si" z drugim. Nie w akcji drugiego, ale we w%asnej reakcji znajdziesz swoje zbawienie. Rozumiem, ale brzmi to troch% tak, jakby&my nie powinni zwraca' uwagi na to, co wyrz$dza nam druga strona. Mog$ robi' cokolwiek, ale dopki zachowamy rwnowag%, skupimy si% na Ja*ni i wyka#emy w!a&ciw$ postaw%, nie b%d$ w stanie nas dotkn$'. Ale inni nas dotykaj&. Ich czyny nierzadko nas rani&. W!a&nie kiedy do zwi$zku zakrada si% bl, nie wiem, co pocz$'. Mwi si%: zdystansuj si% od tego, nie przywi$zuj #adnego znaczenia", ale !atwiej powiedzie' ni# wykona'. Mnie naprawd% rani$ s!owa i zachowania drugiej strony. Nadejdzie dzie', #e przestanie ci to sprawia$ bl. W tym dniu u!wiadomisz sobie - i urzeczywistnisz - prawdziwe znaczenie zwi&zkw, ich prawdziwy powd. Reagujesz w ten

sposb, poniewa# tego nie pami"tasz. Ale to nic nie szkodzi. Tak dokonuje si" rozwj. To etap ewolucji. W zwi&zku gra idzie o dusze, o post"p. Na tym polega g%"bokie zrozumienie, i gruntowne przypomnienie. Dopki sobie nie przypomnisz, nie uprzytomnisz, jak nale#y wykorzysta$ zwi&zki do wznoszenia Ja(ni, musisz pozosta$ i dzia%a$ na poziomie, na ktrym si" obecnie znajdujesz. Poziomie rozumienia, poziomie ch"ci, poziomie pami"ci. S& rozwi&zania, ktre mo#esz zastosowa$, kiedy reagujesz z blem i uraz& na to, co druga strona mwi, robi czy przedstawia. Przede wszystkim nale#y przyzna$ si" przed sob& i partnerem, co dok%adnie odczuwasz. 'Wielu z was boi si" ods%oni$, poniewa# uwa#acie, #e to nie wypada". Gdzie! w g%"bi przekonujesz siebie, #e pewnie g%upio tak to odczuwa$". To poni#ej twojej godno!ci. Unosisz si" honorem". Ale nic nie mo#esz poradzi$. Wci&# to odczuwasz. Jest tylko jedna rada. Musisz uszanowa$ swoje uczucia. Szacunek dla w%asnych uczu$ oznacza szacunek dla Ja(ni. A musisz kocha$ bli(niego jak siebie samego. Czy mo#na bowiem oczekiwa$, #e zrozumiesz i uszanujesz uczucia drugiego, je!li nie darzysz powa#aniem uczu$ zrodzonych we w%asnej Ja(ni? Dlatego wszelkie obcowanie z innym cz%owiekiem nale#y zaczai od ustalenia swej to#samo!ci: Kim Jestem i Kim Pragn" By$ w stosunku do niego. Cz"sto nie pami"tasz, Kim Jeste!, i nie wiesz, Kim Chcesz By$, dopki nie wyprbujesz kilku r#nych sposobw istnienia. Dlatego tak wa#ny jest szacunek dla w%asnych uczu$. Je!li pierwsza reakcja jest negatywna, cz"sto wystarcza przyznanie si" do nie], aby si" od niej uwolni$. Z%o!$, wzburzenie, niesmak, w!ciek%o!$, ch"$ zemsty - aby si" tych emocji wyrzec jako niezgodnych z tym, Co Pragn" Przedstawia$, trzeba najpierw je w sobie uzna$. Mistrzem jest ta Ja(', ktra ma za sobi} do!$ takich dozna', aby mc przewidzie$ swj ostateczny wybr. Ona nie musi niczego wyprbowywa$. Stroi%a si" ju# w te szaty" i wie, #e jej nie pasuj&"; nie s& jej". A poniewa# #ycie Mistrza to ci&g%e wdra#anie idei urzeczywistniania Ja(ni takiej, jak( siebie widzi, nie ma w nim miejsca na takie nie przystaj&ce do Niej uczucia. Dlatego Mistrz pozostaje niewzruszony w obliczu zdarze', ktre inni mogliby nazwa$ nieszcz"!ciem. Mistrz wita nieszcz"!cie, albowiem wie, i# z nasion kieski (i wszelkiego do!wiadczenia) pnie si" w gr" Ja('. A wzrastanie jest drugim podstawowym zadaniem #yciowym Mistrza. Albowiem gdy kto! ju# siebie (Ja(') urzeczywistni%, nie pozostaje mu nic innego jak dba& o jej przyrost. Na tym etapie dokonuje si" przej!cie od gry o dusz"" do dzie%a Bo#ego, nad ktrym czuwam Ja! Przyjmijmy na razie, #e ty nadal grasz o swoj& dusz". D&#ysz do urzeczywistnienia swej prawdziwej istoty. *ycie zapewni ci wiele sposobno!ci do jej tworzenia (pami"taj, #e w #yciu nie odkrywasz, lecz tworzysz). Proces ten mo#esz rozpoczyna$ wci&# od nowa. l tak jest naprawd" - ka#dego dnia. Nie zawsze jednak zdobywasz si" na tak& sam& odpowied(. Nawet je!li do!wiadczenie zewn"trzne b"dzie identyczne, jednego dnia mo#esz postanowi$ by$ w stosunku do niego cierpliwy, #yczliwy, mi%uj&cy. Drugiego dnia mo#esz okaza$ mroczn& stron"", z%o!$, smutek. Mistrzem jest ten, kto zawsze zdobywa si" na tak& sam& odpowied( - a jest ni& najwy%szy wybr. Pod tym wzgl"dem Mistrz daje si" przewidzie$. Adept z kolei jest ca%kowicie nieobliczalny. Stopie' zaawansowania na drodze duchowej mo#na okre!li$ po tym, jak dalece twj wybr w odpowiedzi na sytuacj" jest przewidywalny. Oczywi!cie, powstaje pytanie, co stanowi najwy%szy wybr? Zagadnienie to porusza%y lozoe i teologie od zarania dziejw. Je!li ta kwestia nie jest ci oboj"tna, ju% wst(pi$e! na duchow( drog#. Albowiem rzecz ma si" tak, #e og% ludzi obchodzi zupe%nie inne zagadnienie. Nie - co stanowi najwy#szy wybr, ale najbardziej korzystny? Albo, jak najmniej straci$? Kiedy #yje si" w oparciu o rachunek zyskw i strat, zaprzepaszczona zostaje prawdziwa warto!& #ycia. Szansa jest zmarnowana, sposobno!$ nie wykorzysta-

na. Albowiem przez takie #ycie wyziera strach, takie #ycie zadaje k%am twej istocie. Gdy nie jeste! strachem, stajesz si" mi%o!ci&. Mi%o!ci&, ktrej nie trzeba chroni$, ktrej nie mo#na utraci$. Jednak nigdy nie zaznasz jej w swoim do!wiadczeniu, je!li zaprz&ta$ ci" b"dzie nieustannie to drugie zagadnienie, a nie pierwsze. Gdy# tylko ten, kto my!li, #e w #yciu jest co! do zdobycia lub stracenia stawia to drugie pytanie. I tylko ten, kto postrzega #ycie inaczej; kto ceni Ja('; kto rozumie, #e prawdziwym sprawdzianem nie jest wygrana b&d( przegrana, lecz mi%o!$ lub brak mi%o!ci - tylko taka osoba zadaje pierwsze pytanie. Ten, ktry stawia drugie pytanie, oznajmia: Ja to moje cia%o". Ta, ktra zadaje pytanie pierwsze, o!wiadcza: Ja to moja dusza". Niechaj ci, ktrzy maj( uszy, s$uchaj(. Albowiem powiadam ci: we wszelkich ludzkich relacjach, gdy dochodzi do sytuacji krytycznej, pozostaje jedno jedyne pytanie: Jak post(pi$aby teraz mi$o!&? Nic innego nie ma znaczenia, nic innego dla duszy si# nie liczy. Ocieramy si" tutaj o nader delikatna kwestie interpretacji, bowiem zasada czynu p%yn&cego z mi%o!ci zosta%a opacznie zrozumiana - i to niezrozumienie zrodzi%o zawd i rozgoryczenie, tak wiele osb wiod&c na manowce. Od wiekw wpajano ci, #e czyn p%yn&cy z mi%o!ci& podyktowany jest wyborem tego, co przyniesie najwi"ksze dobro drugiemu. Lecz Ja mwi": wybr najwy#szy to taki, ktry przyniesie najwi"ksze dobro tobie. Jednak jak to z g%"bokimi prawdami duchowymi bywa, rwnie# te m&dro!$ %atwo wypaczy$. Rzecz wyja!nia si" troch" z chwila, kiedy uznasz, co stanowi najwi"ksze dobro, jakie mg%by! dla siebie uczyni$. A kiedy dokonasz najwy#szego wyboru, mroki tajemnicy rozwiewaj& si" do ko'ca, kr&g si" dope%nia i najwy#sze dobro dla ciebie staje si# najwi"kszym dobrem dla drugiego. Trzeba wielu wciele', aby to poj&$ - a jeszcze wi"cej, aby to wprowadzi$ w #ycie - gdy# prawda ta zaz"bia si" z inna, jeszcze donio!lejsz&: Cokolwiek uczynisz dla swojej Ja(ni, uczynisz dla drugiego. Co czynisz drugiemu, czynisz swej Ja(ni. A to dlatego, #e ty i ten drugi to jedno. A to z kolei dlatego, #e... Nie ma nic prcz Ciebie. G%osili to wszyscy Mistrzowie st&paj&cy po tej ziemi. (Zaprawd", zaprawd", powiadam wam, cokolwiek uczynili!cie najmniejszemu z mych braci, Mnie!-cie uczynili.") Jednak dla og%u ludzi jest to wznios%a sentencja ezoteryczna, z niewielkim zastosowaniem praktycznym. Tymczasem z wszelkich ezoterycznych" prawda ta ma najwi"ksze praktyczne zastosowanie. Nale#y mie$ j& na uwadze tworz&c zwi&zki, gdy# bez niej trudno sobie poradzi$. Zajmijmy si" teraz stron& praktyczn&, pomijaj&c na razie wymiar czysto duchowy, ezoteryczny tej m&dro!ci. W my!l dawnego pojmowania, ludzie kieruj&cy si" dobrymi pobudkami, cz"sto pobo#ni, starali si" swojemu partnerowi dogodzi$, zapewni$ to, co ich zdaniem by%o dla niego najlepsze. Niestety, w wi"kszo!ci przypadkw ko'czy%o si" to doznawaniem zniewag. Z%ym traktowaniem. Zaburzeniem zwi&zku. Osoba, ktra usi%uje post"powa$ s%usznie" z punktu widzenia partnera, a wiec szybko wybacza, okazuje wsp%czucie, przymyka oczy na niektre zachowania i problemy, koniec ko'cw wpada w rozgoryczenie, gniew, staje si" nieufna, nawet wobec Boga. Jak bowiem sprawiedliwy Bg mo#e wymaga$ nieustannej udr"ki, po!wiecenia, rezygnacji, nawet w imi" mi%o!ci? Prawda jest taka, #e Bg tego nie chce. Bg prosi tylko, #eby! zaliczy$ te% siebie do tych, ktrych kochasz. Bg idzie dalej. Sugeruje - zaleca - aby! stawia% siebie na pierwszym miejscu.

Wiem, #e niektrzy uznaj" to za blu(nierstwo, za s%owa, ktre nie mog& pochodzi$ od Boga, i znajda si" jeszcze inni, ktrzy dopuszcz& si" rzeczy gorszej: przyjm( to jako s%owo Bo#e i przekr"ca lub nagna, aby wykorzysta$ do w%asnych celw; usprawiedliwi$ bezbo#ne uczynki. Powiadam ci - stawianie siebie na pierwszym miejscu w znaczeniu najwy#szym nigdy nie prowadzi do czynu bezbo#nego. Je!li wiec przy%apa%e! si" na niegodnym post"pku, b"d&cym wynikiem jak najlepszych wobec siebie in tencji, b%&d ivynika nie z tego, #e postawi%e! na pierwszym miejscu siebie, ale #e opacznie poj&%e!, co jest dla ciebie najlepsze. Oczywi!cie, ustalenie, co jest dla ciebie najlepsze, wymaga rwnie# okre!lenia, co chcesz osi&gn&$. Ten istotny element cz"sto jest pomijany. O co ci w #yciu chodzi"? Jaki masz cel? Bez odpowiedzi na te pytania kwestia tego, co jest najlepsze" w danych okoliczno!ciach, pozostanie zagadka. W wymiarze praktycznym, je!li chcesz kierowa$ si" swoim dobrem w sytuacji, gdy doznajesz krzywdy, pierwszym krokiem b"dzie przerwanie tej sytuacji. B"dzie to z korzy!ci& i dla ciebie jako pokrzywdzonego i dla krzywdz&cego. Albowiem nawet ten, ktry krzywdzi, doznaje krzywdy, je!li pozwala mu si# wyrz(dza& krzywd#. Przynosi mu to szkod", a nie uleczenie. Gdy# je!li ten, kto si" zn"ca, przekonuje si", #e jego dzia%anie spotyka si" z akceptacja, jaka wynis% stad nauk"? Lecz je!li przekona si", #e zn"canie si" jest niedopuszczalne, jak& prawd" dzi"ki temu odkryje? Dlatego te# okazywanie innym mi%o!ci niekoniecznie oznacza pozwalanie im na wszystko. Rodzice ucz& si" tego wcze!nie w post"powaniu z dzie$mi. Doro!li niech"tnie stosuj& to wobec innych doros%ych, czy nard wobec drugiego narodu. Lecz tyranom nie mo#na pob%a#a$, ich tyranii trzeba po%o#y$ kres. W imi" mi%o!ci w%asnej i mi$o!ci dla tyrana. Oto odpowied( na twoje pytanie, Jak mo#na usprawiedliwi$ wojn", skoro mi%o!$ jest wszystkim, co istnieje?" Czasem cz%owiek musi pj!$ na wojn", aby da$ najwspanialszy wyraz swej prawdziwej istocie - ktra brzydzi si" wojna. Przychodzi czas, #e musisz wyrzec si# tego, Czym Jeste!, aby tym by&. Niektrzy Mistrzowie nauczaj&: nie mo#esz mie& wszystkiego, dopki nie b"dziesz gotw ze wszystkiego zrezygnowa&. Tak wiec, aby ustanowi$ siebie jako zwolennika pokoju, cz%owiek musi nieraz rozsta$ si" ze swym wizerunkiem kogo!, kto nigdy nie wojuje. Takie decyzje cz"sto narzuca%a ludziom historia. To samo odnosi si" do intymnych zwi&zkw ludzkich. *ycie mo#e domaga$ si" od ciebie, aby! okre!li% swa to#samo!$ okazuj&c to, czym nie jeste!. Nie jest trudno to zrozumie$, je!li si" troch" po#y%o, cho$ idealistycznie nastawionym m%odym mo#e si" to wyda$ skrajne sprzeczno!ci&. Z perspektywy dojrza%o!ci jawi si" to bardziej jako boska dychotomia. Nie znaczy to jednak, #e je!li kto! ciebie zrani, ty musisz mu odp%aci$ tym samym. (Podobnie ma si" rzecz w stosunkach miedzy narodami.) Po prostu chodzi o to, #e przyzwolenie na wyrz&dzanie krzywdy raczej nie jest przejawem mi%o!ci - do siebie czy do drugiego. To powinno za%atwi$ spraw" pacystycznych pogl&dw, zgodnie z ktrymi najwy#sza mi%o!$ wymaga bierno!ci w obliczu tego, co uznajesz za z%o. Ponownie wkraczamy na obszary ezoteryczne, poniewa# #adne powa#ne omwienie tego stwierdzenia nie mo#e oby$ si" bez s%owa z%o" i warto!ciuj&cych s&dw, jakie prowokuje. W rzeczywisto!ci nie ma z%a, s& obiektywne zjawiska i do!wiadczenie. Jednak zadanie, jakie masz do wykonania w #yciu, wymaga, aby! z rosn&cego zbioru bezkresnych zjawisk wybra% rozproszon& garstk" tych, ktre uznasz za z%e. Je!li bowiem tego nie uczynisz, nie b"dziesz

mg% nazwa$ dobrym ani siebie, ani czegokolwiek innego, a przez to pozna$ czy stworzy$ sw& Ja('. Przez to, co zwiesz z%em, okre!lasz siebie - jak i przez to, co zwiesz dobrem. Najwi#kszym z$em by$oby wi#c niedostrzeganie z$a w ogle. Twoje #ycie toczy si" w obr"bie !wiata relatywnego, gdzie dana rzecz mo#e zaistnie$ tylko w stosunku do innej. To w%a!nie stanowi funkcje i przeznaczenie zwi&zkw: zwi&zki maj& ci dostarcza$ obszaru do!wiadczenia, w ktrym mo#esz si" odnale($, okre!li$ i - je!li postanowisz - nieustannie tworzy$ siebie na nowo. Bycie na podobie'stwo Boga nie oznacza wyboru losu m#czennika. I na pewno nie wymaga pogodzenia si# z losem ofiary. Na duchowej drodze - ktrej ko'cowym etapem jest stan wykluczaj&cy odczuwanie blu, straty czy urazy - warto uzna$ doznania blu, straty i urazy za nieod%&czne sk%adniki do!wiadczenia, i wybra$ wobec nich postaw" odpowiadaj&c& temu, Czym Jeste!. Istotnie, my!li, s%owa i uczynki innych nierzadko rani& - lecz tylko do czasu. Najszybszym sposobem na przebycie tego etapu jest ca%kowita szczero!$ - gotowo!$ do zaakceptowania, uznania zasadno!ci i otwartego wyra#enia tego, co czujemy w danej sprawie. G%o! swoj& prawd" - %agodnie, ale w ca%ej pe%ni. *yj swoj& prawd& - spokojnie, ale konsekwentnie i bez reszty. Zmieniaj swoj& prawd" swobodnie i bezzw%ocznie, kiedy dzi"ki do!wiadczeniu uzyskasz nowy wgl&d. Nikt rozs&dny, a tym bardziej Bg, nie kaza%by ci, gdy twj partner ci" zrani, zdystansowa$ si" i nie przywi&zywa$ do tego znaczenia". Je!li ju# ci to sprawia bl, to za p(no na nieprzywiazywanie znaczenia. Teraz twoim zadaniem jest okre!lenie w%a!nie, co to oznacza - i okazanie tego. Wi%c nie musz% by' dr%czon$ #on$, poniewieranym m%#em ani oar$ zwi$zkw, po to, aby je u&wi%ci', albo znale*' uznanie w oczach Boga? Wielkie nieba, oczywi!cie, #e nie. I nie musz% znosi' ci$g!ego naruszania mojej god-dno&ci, obra#ania dumy, maltretowania psychiki i ranienia serca, aby mc powiedzie', #e robi!em, co mog!em", spe!ni!em obowi$zek", dotrzyma!em przyrzeczenia"? Ani przez minut". Wi%c b!agam, powiedz mi, Bo#e - jakie obietnice powinienem sk!ada' tworz$c zwi$zek; jakich umw dotrzyma'? Jakie zobowi$zania nak!adaj$ na nas zwi$zki? Gdzie szuka' wskazwek? Odpowied( i tak do ciebie nie tra - poniewa# zostawia ci" bez #adnych wskazwek i uniewa#nia wszelkie umowy, jakie zawierasz. Po prostu nie masz #adnych zobowi&za'. Ani w zwi&zkach z innymi, ani w ca%ym #yciu. +adnych zobowi$za)? *adnych. Ani ogranicze', ani zasad czy wytycznych. Nie krepuj& ci" #adne okoliczno!ci czy sytuacje, nie przymusza #aden kodeks czy prawo. Nie podlegasz #adnej karze za obraz" Boga, ani nie jeste! do niej zdolny - bowiem w oczach Boga nic nie jest obra(liwe. S!ysza!em to ju# przedtem - #ycie bez zasad. To duchowa anarchia. Nie wiem, jak to si% mo#e sprawdza'. Nie ma sposobu, aby si" nie sprawdzi%o - o ile chodzi ci o stwarzanie Ja(ni. Je!li jednak wyobra#asz sobie, #e twoje zadanie polega na byciu tym, kim kto! inny chce, aby! byt, w takiej sytuacji rzeczywi!cie brak regu% czy wskazwek niezwykle spraw" utrudnia. Ale rozum docieka: je!li Bg oczekuje ode mnie okre!lonego sposobu bycia, to dlaczego po prostu mnie takim nie stworzy%? Dlaczego musz" si" tak m"czy$, aby sta$ si" takim, jakim chce mnie widzie$ Bg? Dociekliwy umys% domaga si" odpowiedzi - i s%usznie, bo problem postawiony zosta% trafnie. Dogmatycy religijni prbuj& wam wmwi$, #e to Ja niby stworzy%em was jako od siebie gorszych, po to, aby!cie mogli si" sta$ tacy jak Ja, pokonuj&c wszelkie przeciwno!ci - i

o!miel" si" doda$, zwalczaj&c naturalne sk%onno!ci, w ktre Ja was podobno wyposa#y%em. Nale#y do nich sk%onno!$ do grzechu. Uczy si" was, #e w grzechu si" narodzili!cie i w grzechu dokonacie #ywota, i #e grzeszenie le#y w waszej naturze. Jedna z waszych religii g%osi nawet, #e nic nie mo#ecie na to poradzi$. Wasze dzia%ania sg. daremne i bez znaczenia. Przejawem pychy jest sadzi$, #e mo#na swoimi uczynkami zapracowa$ sobie" na niebo. Do nieba prowadzi tylko jedna droga i jest ni& %aska, jakiej udziela ci Bg za po!rednictwem Syna, ktrego uzna%e! za swego zbawiciela. Kiedy to nast&pi, zostajesz zbawiony". Dopki to nie nast&pi, pr#ne s& wszelkie twe dzia%ania - #ycie, jakie prowadzisz, wybory, jakich dokonujesz, wysi%ki na rzecz samodoskonalenia lub uczynienia si" godnym w oczach Boga, wszystko to nie ma absolutnie #adnego wp%ywu. Nie jest w twojej mocy uczyni$ si" godnym, gdy# jeste! z gruntu niegodziwy. Takim zosta%e! stworzony. Dlaczego? Bg jeden wie. Mo#e pope%ni% b%&d. Nie ca%kiem mu wysz%o. Mo#e chcia%by zabra$ si" do tego jeszcze raz. Ale c# pocz&$... Urz$dzasz sobie ze mnie kpiny. Nie, to wy kpicie sobie ze Mnie. Mwicie, #e Ja, Bg, stworzy%em z gruntu u%omne istoty, a nast"pnie za#&da%em, aby!cie stali si" doskonali, w przeciwnym razie gro#&c wam pot"pieniem. Powiadacie, #e po up%ywie kilku tysi"cy lat z%agodzi%em swoje wymagania, og%aszaj&c, #e odt&d niekoniecznie musicie by$ dobrzy, za to kiedy robicie co! z%ego, musicie mie$ wyrzuty sumienia i przyj&$ za swego zbawiciela te jedyna istot", ktra zawsze by%a bez skazy, zaspokajaj&c w ten sposb moje pragnienie doskona%o!ci. Mwicie, #e Mj Syn - ktrego nazywacie Jedynym Doskona%ym Bytem - odkupi% wasza u%omno!$ - u%omno!$ pochodz&c& ode Mnie. Innymi s%owy, Syn Bo#y wyratowa% was z tego, w co wpakowa% was Jego Ojciec. Oto jak Ja to urz&dzi%em, w powszechnym mniemaniu. I kto tu z kogo si" naigrawa? To ju# drugi raz w tej ksi$#ce przypuszczasz frontalny atak na chrze&cija)ski fundamentalizm. Dziwi mnie to. Ty to nazwa%e! atakiem". Ja po prostu rozwa#am zagadnienie. A chcia%bym ci uzmys%owi$, #e nie chodzi tu o chrze!cija'ski fundamentalizm", jak ty to uj&%e!. Przedmiotem zagadnienia jest natura Boga, i Jego stosunku do cz%owieka. Podnosz" to przy okazji omawiania zobowi&za' - w zwi&zkach osobistych i w samym #yciu. Nie mo#esz uwierzy$ w zwi&zek wolny od zobowi&za', poniewa# nie potrasz zaakceptowa$ siebie takim, jakim jeste! naprawd". *ycie w ca%kowitej wolno!ci nazywasz duchowa anarchia". Dla mnie to wielka Bo#a obietnica. Tylko w ramach tej#e obietnicy mo#e zosta$ spe%niony wielki Bo#y plan. W zwi&zku z drugim cz%owiekiem nie masz #adnych zobowi&za'. Masz tylko sposobno!$. To sposobno!$, nie obowi&zek, jest kamieniem w"gielnym religii, podwalin& wszelkiej duchowo!ci. Tak d%ugo, jak b"dziesz widzia% to na odwrt, umyka$ ci b"dzie istota sprawy. Relacje - ze wszystkim, co ci" otacza - zosta%y pomy!lane jako idealne narz"dzie do pracy nad dusza. To dlatego wszelkie zwi&zki ludzkie s& !wi"te. To dlatego ka#dy zwi&zek osobisty jest obszarem u!wi"conym. Pod tym wzgl"dem ko!cio%y nie mijaj& si" z prawd&. Ma%#e'stwo rzeczywi!cie stanowi sakrament. Ale nie z uwagi na !wi"te obowi&zki, jakie ze sob& niesie. Raczej z powodu niezrwnanych mo#liwo!ci, jakie stwarza. Nie kieruj si" nigdy poczuciem obowi&zku wobec partnera. Rb wszystko z poczucia wspania%ej sposobno!ci, jaka daje ci ten zwi&zek, sposobno!ci do ustanowienia, i bycia, Kim W Istocie Jeste!. To do mnie przemawia - mimo to za ka#dym razem kiedy mj kolejny zwi$zek prze#ywa!

kryzys, odchodzi!em. W rezultacie uzbiera!o si% ich kilka, podczas gdy jako ch!opak s$dzi!em, #e poprzestan% na jednym. Nie potra% wytrwa' w zwi$zku. My&lisz, #e kiedy& si% tego naucz%? Jak mog% si% do tego przyczyni'? Brzmi to tak, jakby wytrwanie w zwi&zku by%o rwnoznaczne z powodzeniem. Nie myl d%ugo!ci z jako!ci&. Pami"taj, #e twoim zadaniem tutaj nie jest sprawdzenie, jak d%ugo jeste! w stanie pozosta$ w zwi&zku z drug& osoba, ale przede wszystkim, ustalenie, Czym Jeste! W Istocie, a nast"pnie do!wiadczenie tego. Nie zach"cam bynajmniej do tworzenia zwi&zkw krtkotrwa%ych - lecz nie ma te# wymogu d%ugotrwa%o!ci. Mimo to cho$ nie ma takiej konieczno!ci, na rzecz d%ugotrwa%ych zwi&zkw przemawia to, i# stanowi& niezwyk%a okazje do oboplnego rozwoju, oboplnego wyra#ania siebie i oboplnego spe%nienia, co samo w sobie stanowi cenn& ich zalet". W!a&nie, w!a&nie! To znaczy, chcia!em powiedzie', #e od dawna to podejrzewa!em. Wi%c jak to osi$gn$'? Po pierwsze, upewnij si", #e wchodzisz w zwi&zek z w%a!ciwych powodw. (W%a!ciwych" jest tutaj poj"ciem wzgl"dnym: w%a!ciwych" w odniesieniu do twego donios%ego celu #yciowego.) Na co zwraca%em uwag" ju# wcze!niej, ludzie cz"sto s& ze sob& z powodw niew%a!ciwych" - po to, aby unikn&$ samotno!ci, zape%ni$ brak, pozyska$ mi%o!$ albo kogo! do kochania, #eby wymieni$ kilka tych chlubnie j szych. Zdarza si" jednak, #e powoduj& nimi inne wzgl"dy - ratowanie ego, prze%amanie depresji, wzbogacenie swojego #ycia erotycznego, doj!cie do siebie po zwi&zku poprzednim, albo, cho$ to niewiarygodne, robi& to dla rozrywki. *aden z tych powodw nie jest dostateczny i je!li nie nast&pi jaki! dramatyczny zwrot, zwi&zek nie wypali. Ja nie kierowa!em si% takimi wzgl%dami. O!mielam si" w&tpi$. Nie s&dz", aby! zdawa% sobie spraw", dlaczego wchodzi%e! w kolejne zwi&zki. Nie s&dz", aby! na to patrzy% pod tym k&tem. Nie s&dz", aby! tworzy% zwi&zki z my!l& o ich celu. Na pewno wi&za%e! si" z drug& osob&, poniewa# by%e! zakochany". Dok!adnie, tak. I przypuszczam, #e nigdy nie zastanawia%e! si", dlaczego si" zakocha%e!"? Co wzbudzi%o w tobie tak& w%a!nie reakcje? Jaka potrzeb", albo ca%y ich szereg, w ten sposb zaspokaja%e!? W wi#kszo!ci przypadkw, mi$o!& pojawia si# jako odzew na zaspokojenie potrzeb. Potrzeby ma ka#dy. Ty potrzebujesz tego, drugi czego innego. Oboje upatrujecie w sobie nawzajem szansy na ich zaspokojenie. Zawieracie milcz&ca umow": odst&pi" ci to, co mam, o ile ty dasz mi w zamian to, co masz. To handel wymienny. Ale wy nie nazywacie rzeczy po imieniu. Nie mwicie: To dla nas op%acalne". Mwicie: Kochamy si"". I stad bierze si" rozczarowanie. Ju# to wcze&niej mwi!e&. A ty to wcze!niej robi$e! - nie raz, lecz wiele razy. Czasem mam wra#enie, #e wci$# obracamy si% wok! tych samych spraw. Tak jak w #yciu. Trafiony! Rzecz polega na tym, #e ty zadajesz mi pytania, a Ja na nie odpowiadam. Je!li ty zadajesz to samo pytanie na r#ne sposoby, Ja musz" si" dostosowa$. Nie wiem, mo#e mam nadzieje, #e us!ysz% inn$ odpowied*. Odzierasz zwi$zki z romantycznej aury. Co z%ego w tym, #e kto& zakocha si% nieprzytomnie i nie zastanawia si% nad tym? Nic. Zakochuj si", ile ci si" #ywnie podoba. Ale je!li zamierzasz stworzy& zwi(zek na ca$e %ycie, przyda si# odrobina rozwagi. Z drugiej strony, je!li bawi ci" wchodzenie w zwi&zki jak w wod" - albo, co gorsza,

tkwienie w jednym, poniewa# uwa#asz, #e tak trzeba, i zamartwianie si" po kryjomu - je!li bawi ci" powtarzanie wzorcw z przesz%o!ci, brnij dalej. Dobrze, ju# dobrze. Rozumiem. Ale Ty jeste& niestrudzony! Tak to ju# jest z prawd&. Prawda jest niestrudzona. Nie zostawi ci" w spokoju. Zewsz&d na ciebie bezustannie napiera, pokazuj&c, jak w istocie jest. To mo#e dra#ni$. Zgoda. Wiec chcia!bym zdoby' narz%dzia potrzebne do budowy d!ugotrwa!ego zwi$zku - a ty twierdzisz, #e wej&cie w zwi$zek z my&l$ o celu, jest jednym z nich? Tak. Upewnij si", #e mi"dzy tob& i partnerem panuje zgodno!$ co do celu. Je!li !wiadomie przyjmiecie, %e jeste!cie ze sob( nie dlatego, %e si# do tego zobowi(zujecie, ale poniewa% chcecie zapewni& sobie nawzajem mo%liwo!& mo%liwo!& tworzenia Ja"ni, wznoszenia swego %ycia na wy%yny waszego potencja$u, uleczenia fa$szywego czy niskiego mniemania o sobie i przez bliskie obcowanie waszych dusz, z$(czenia si# z Bogiem - je!li to sobie b#dzie !lubowa& zamiast sk$ada& zwyczajowe !luby ma$#e'skie - wwczas wasz zwi&zek ma szans" powodzenia. Rozpocz&% si" w dobrym duchu. Ale gwarancji nie ma. Je!li chcesz w #yciu gwarancji, w takim razie nie chcesz #ycia. Zamiast niego wolisz prby do przedstawienia 2 gotowym scenariuszem. W #yciu nie ma miejsca na gwarancje, w przeciwnym razie udaremniony zosta%by ca%y jego ce%. W porz$dku. Przyj$!em. Wi%c teraz uda!o mi si% w moim zwi$zku zrobi' dobry pocz$tek". Jak to utrzyma'? 'Wiedz&c i rozumiej&c, #e pojawia si" trudno!ci i wyzwania. Nie prbuj ich unika$. Witaj je z otwartymi ramionami. Dostrze# w nich wspania%e dary od Boga; !wietne okazje do urzeczywistnienia tego, co zamierza%e! osi&gn&$ w zwi&zku i - w #yciu. Postaraj si" w takich chwilach nie widzie$ w swoim partnerze wroga czy przeciwnika. W%a!ciwie nie dostrzegaj zagro#enia w nikim, nie traktuj niczego jak problem. ,wicz umiej"tno!ci widzenia mo#liwo!ci w miejscu k%d rzucanych pod nogi. Mo#liwo!ci... ...Wiem, wiem - ustanowienia i bycia tym, Kim W Istocie Jeste&." Nareszcie! Nareszcie to chwytasz! To niezbyt zach%caj$ca perspektywa na #ycie. W takim razie za nisko ustawi%e! celownik. Poszerz swoje horyzonty. Pog%"b widzenie. Zauwa#aj w sobie wi"cej, ni# twoim zdaniem si" tam mie!ci. Dostrzegaj te# wi"cej w swoim partnerze. Na pewno wyjdzie to na dobre twojemu zwi&zkowi - i ka#demu innemu - je!li b"dziesz w innych widzia% wi"cej, ni# ci okazuj&. Bo jest w nich wi"cej. O wiele wi"cej. Tylko lek nie pozwala im tego objawi$. Je!li spostrzeg&, #e w twoich oczach s& czym! wi"cej, nabior& !mia%o!ci, aby pokaza$ ci to, co ju# w nich widzisz. Ludzie staraj$ si% sprosta' oczekiwaniom innych. Co! w tym rodzaju. Ale nie podoba mi si" s%owo oczekiwania". Oczekiwania niszcz& zwi&zki. Powiedzmy, #e ludzie przewa#nie widz& w sobie to, co my w nich dostrzegamy. Im %askawszy nasz wzrok, tym wi"ksza u nich ochota uwidocznienia tej ich cz&stki, ktr& my!my im wskazali. Czy nie na tym polega sekret szcz"!liwych zwi&zkw? Czy nie do tego sprowadza si" uzdrawianie - na mocy ktrego dajemy ludziom bodziec do porzucenia wszelkich k%amliwych my!li na swj temat? Czy nie robi" tego w%a!nie tutaj, w tej ksi&#ce, dla ciebie? Racja. Oto dzie%o Bo#e. Zadaniem duszy jest swoje przebudzenie. Dzie%em Bo#ym jest budzenie

innych. A to mo#na osi$gn$' widz$c ich, Jakimi S$ Naprawd% - i stale im o tym przypominaj$c. Istniej& na to dwa sposoby: przypominanie im, Kim S& Naprawd" (rzecz bardzo trudna, poniewa# ci nie uwierz&), oraz pami"tanie, Kim Naprawd" Jeste! Ty (rzecz o wiele %atwiejsza, poniewa# nie wymaga niczyjej wiary, tylko twojej). Ci&g%e tego okazywanie sprawi, #e inni w ko'cu przypomn& sobie, Kim S& Naprawd", gdy# dojrzy w tobie samych siebie. Wielu Mistrzw przyby%o na Ziemie, aby sob& objawi$ Odwieczn& Prawd". Byli te# pos%a'cy, tacy jak Jan Chrzciciel, ktrzy Prawd" chlubnie g%osili, mwili o Bogu z niezrwnana jasno!ci&. Dany im by% dar nadzwyczajnego wgl&du, szczeglne otwarcie na Odwieczna Prawd" i zdolno!$ przekazywania zawi%ych poj"$ w sposb przyswajalny dla mas. Ty te# jeste! pos%a'cem. Ja? Tak. Nie wierzysz? Tak trudno si% z tym pogodzi'. Chodzi mi o to, #e ka#dy pragnie by' wyj$tkowy... ...jeste!cie wszyscy wyj&tkowi... i odzywa si% ego - przynajmniej we mnie, i stara >i% wywo!a' poczucie, #e zosta!em powo!any" do akiego& wielkiego zadania. Wci$# musz% zwalcza' ;woje ego, &ledzi' i korygowa' my&li, s!owa, uczynki, aby wy!$czy' z tego wszelkie osobiste korzy&ci. Niezr%cznie wi%c jest s!ucha' tego, co mwisz, gdy# to schlebia mojemu ego, a ja ca!e #ycie prbuj% je ukrci'. Wiem. Nie zawsze z powodzeniem. Z blem musz% przyzna' ci racj%. Lecz wobec Boga potra%e! wyzby$ si" ego. Niejedn& noc b%aga%e! o jasno!$, zaklina%e! niebiosa, aby udzieli%y ci wgl&du, nie po to, aby przyda$ sobie zaszczytu czy si" wzbogaci$, ale z czystego, g%"bokiego pragnienia wiedzy. Zgadza si%. Przyrzeka%e! mi po wielekro$, #e je!li dost&pisz tej wiedzy, reszt" swego #ycia - ka#d& chwile na jawie - po!wiecisz dzieleniu si" Odwieczna Prawd& z innymi ... nie dla chwa%y, lecz ze szczerej ch"ci u!mierzenia blu i cierpienia; niesienia rado!ci, ulgi, pomocy; przywrcenia poczucia wsplnoty z Bogiem, jakiej zawsze do!wiadcza%e!. Tak. Tak. Dlatego wybra%em ci" na Mojego pos%a'ca. Ciebie i wielu innych. Albowiem w nadchodz&cych czasach !wiat b"dzie potrzebowa% fanfary mnogich tr&b, chru g%osw obwieszczaj&cych prawd", zwiastuj&cych uzdrowienie, ktrego wyczekuj& miliony. Potrzeba b"dzie licznych serc z%&czonych w pracy nad dusz& i gotowych podj&$ dzie%o Bo#e. Czy mo#esz z czystym sumieniem stwierdzi$, #e nie jeste! tego !wiadomy? Nie. Czy mo#esz z czystym sumieniem zaprzeczy$, #e w%a!nie po to tu przyby%e!? Nie. Czy jeste! wiec gotowy, za po!rednictwem tej ksi&#ki, ustanowi$ i og%osi$ swoja Odwieczna Prawd", i da$ wyraz Mojej? Czy musz% zamie&ci' te ostatnie kwestie? Nie ma #adnego przymusu. Pami"taj, #e w naszym uk%adzie nie ci&#a na tobie #adne zobowi&zania. Jest tylko sposobno!$. Czy nie na te sposobno!$ czeka%e! ca%e swoje #ycie? Czy nie odda%e! duszy tej misji i przygotowaniom do niej, ju# od najm%odszych lat? To prawda. Zatem rb nie to, do czego jeste! zobowi&zany, ale do czego masz okazje. Za! je!li chodzi o zawarcie wszystkiego w naszej ksi&#ce, czy s& jakie! przeciwwskazania? My!lisz, #e masz by$ tajnym pos%a'cem? Nie, chyba nie.

Og%oszenie !wiatu, #e przychodzisz od Boga, wymaga odwagi. Rozumiesz przecie#, #e !wiat ch"tniej uzna w tobie kogokolwiek innego, ale Bo#ego pos%a'ca? Ka#dego, kogo pos%a%em, okryto nies%awa. Nie do!$, #e nie zyskali chwa%y, to w udziale przypad%a im tylko zgryzota. Czy jeste! ch"tny? Czy twoje serce rwie si" do g%oszenia prawdy o Mnie? Czy nie boisz wystawi$ si" na po!miewisko bli(nich? Czy jeste! gotw wyrzec si". ziemskiej chwa%y na rzecz wi"kszego zaszczytu - do ko'ca spe%nionej duszy? To wszystko brzmi bardzo powa#nie, Bo#e. Wola%by!, #ebym po#artowa% na ten temat? Przyda!oby si% rozja&ni' troch% atmosfer%. O!wiecenie to moja specjalno!$. Mo#e zako'czymy ten rozdzia% dowcipem? Dobry pomys!. Znasz jaki&? Nie, ale ty znasz. Opowiedz - ten o dziewczynce rysuj&cej obrazek... Ach ten... Zgoda. Pewnego dnia mama wchodzi do kuchni i widzi creczk% siedz$c$ przy stole. Wsz%dzie rozrzucone s$ kredki i ma!a jest g!%boko skupiona na rysowaniu. Co takiego rysujesz?", pyta mama. To b%dzie Bg, mamusiu", odpowiada &liczna dziewczynka z pa!aj$cym wzrokiem. To takie urocze, skarbie", mwi mama #yczliwie, ale przecie# nikt naprawd% nie wie, jak wygl$da Bg". Ale#, mamusiu", szczebiocze dziewczynka, pozwl mi tylko sko'czy$..." Pyszny dowcip. A wiesz, co jest w nim najpi"kniejsze? Dziewczynka ani przez chwil" nie w&tpi%a, #e dok%adnie wie, jak Mnie narysowa$! Tak. Teraz Ja opowiem ci pewna histori" i tym zamkniemy rozdzia%. Zgoda. By% kiedy! m"#czyzna, ktry ku swojemu zdziwieniu odda% si" nag%e bez reszty pisaniu ksi&#ki. Dzie' po dniu - czasem nawet w !rodku nocy - chwyta% za piro, aby utrwali$ ka#da nowa my!l. Wreszcie kto! zapyta% go, nad czym tak pracuje. Och, zapisuj" bardzo d%uga rozmow", jaka prowadz" z Bogiem." To urocze", odpar% w znajomy mile, ale przecie# wiesz, #e nikt do ko'ca nie wie, co powiedzia%by Bg". Ale#", odpowiada m"#czyzna, pozwl mi tylko sko'czy$". 9 Mo#e ci si" wydawa$ %atwe to Bycie Naprawd" Sob&", ale w istocie stanowi ono najwi"ksze wyzwanie, jakie stawia przed tob& #ycie. Mo#e nigdy nie uda ci si" mu sprosta$. Niewielu wychodzi z tego zwyci"sko. Nie w ci&gu jednego #ycia. Nawet nie w ci&gu wielu #ywotw. To po co prbowa'? Po co si% m%czy'. Komu to potrzebne? Dlaczego nie przyjmowa' #ycia takim, jakim najwyra*niej jest - bezsensown$ zabaw$ nie przynosz$c$ #adnego konkretnego wyniku, w ktrej i tak przegra' nie mo#esz, ktra ostatecznie ko)czy si% tym samym dla ka#dego? Skoro nie ma piek!a, nie ma pot%pienia i pora#ka jest niemo#liwa, to po co walczy' o zwyci%stwo? W imi% czego podejmowa' wysi!ek, zw!aszcza #e tak trudno, jak mwisz, jest dotrze' na miejsce? Mo#e powinni&my da' sobie wi%cej czasu i z wi%kszym luzem podchodzi' do ca!ej sprawy, do Boga i Bycia Naprawd% Sob$". Kogo! tu chyba z#era frustracja... Mam ju# do&' tego starania si% wci$#, po to tylko, #eby us!ysze', jak trudno to osi$gn$', #e udaje si% tylko jednemu na milion. Tak, to wida$. My!l", jakby ci pomc. Przede wszystkim, pragn" zwrci$ uwag", #e ju# da%e! sobie sporo czasu. Czy my!lisz, #e to twoje pierwsze podej!cie? Nie mam poj%cia. Nie wydaje ci si", #e prbowa%e! tego wcze!niej? Czasem tak. Prbowa%e!. I to nie raz. Ile razy?

Wiele. I to ma by' dla mnie zach%ta? To ma by$ inspiracja. Jak to? Po pierwsze, usuwa wszelka niepewno!$. Wi&#e si" to z tym, o czym w%a!nie mwi%e! niemo#liwo!ci& pora#ki. Umacnia w tobie przekonanie, #e przeznaczone ci jest nie przegra$. *e zyskasz tyle sposobno!ci, ile b"dziesz chcia% i potrzebowa%. Mo#esz powraca$ wci&# na nowo. Je!li przejdziesz do nast"pnego etapu, je!li dokonasz post"pu, to dlatego, #e tego pragniesz, a nie, #e musisz. Niczego nie musisz! Je!li odpowiada ci #ycie na tym poziomie, je!li ci to ca%kowicie wystarcza, mo#esz powtarza$ to do!wiadczenie do woli! W%a!ciwie ju# powtarza%e! je do woli - dok%adnie z tego powodu! Uwielbiasz ten dramatyzm. Uwielbiasz ten bl Uwielbiasz niewiedze", tajemniczo!$, napi"cie! Dlatego tu jeste!! Chyba mnie nabierasz? Czy mg%bym #artowa$ sobie z takiej sprawy? Nie wiem, z czego wolno Bogu #artowa'. Nie z takich rzeczy. To ociera si" o Prawd"; o Ostateczne Zrozumienie. Tu nikogo nie nabieram. Twj umys% ju# dostatecznie ucierpia% wskutek indoktrynacji. Nie zamierzam m&ci$ ci w g%owie. Zamierzam przywrci$ ci jasno!$. Wyja&nij wi%c. Jestem tutaj, poniewa# tego chc%? Oczywi!cie. Poniewa# tak wybra!em? Tak. I wybiera!em to wiele razy? Wiele. Ile razy? Znowu to samo. Mam ci poda$ dok%adne wyliczenie? Wystarczy w przybli#eniu. W gr% wchodz$ dziesi$tki? Setki. Setki? To znaczy, #e #y!em ju# wi%cej ni# sto razy? Zgadza si". I zaszed!em tylko dot$d? To sporo. Czy#by? Bezwarunkowo. W poprzednich wcieleniach zabija%e! ludzi. Czy to co& z!ego? Sam mwi!e&, #e czasem potrzeba wojny, aby po!o#y' kres z!u. B"dziemy musieli zatrzyma$ si" na tym zagadnieniu, poniewa# stwierdzenie to cz"sto nagina si" - jak ty w%a!nie to uczyni%e! - aby usprawiedliwi$ r#nego rodzaju szalone pogl&dy czy post"pki. Zgodnie z najbardziej wznios%ymi kryteriami przyj"tymi przez ludzi, zabijania w #adnym przypadku nie mo#na uzasadni$ jako sposobu na naprawienie z%a", wy%adowanie gniewu, wyra#enie wrogo!ci czy ukaranie winowajcy. Jest prawda, #e wojna jest nieraz konieczna, aby rozprawi$ si" ze z%em - poniewa# wy!cie tak zadecydowali. To wy postanowili!cie, #e w tworzeniu Ja(ni naczelna warto!ci& musi by$ poszanowanie ludzkiego #ycia. Mnie si" ta decyzja podoba - gdy# nie po to stworzy%em #ycie, aby je niszczono. To szacunek dla #ycia domaga si" w pewnych okoliczno!ciach wojny, poniewa# wydaj&c wojn" z%u zagra#aj&cemu #yciu, dajesz wyraz swojej wobec tego postawie. Masz moralne prawo - a nawet obowi&zek - przeciwstawi$ si" agresji skierowanej przeciwko drugiemu oraz przeciwko sobie. Nie znaczy to, #e s%uszne jest zabijanie w ramach kary, zemsty czy w wyniku r#nicy zda'. W przesz%o!ci pozbawia%e! innych #ycia w pojedynkach, walcz&c o wzgl"dy kobiety, i nazywa%e! to stawaniem w obronie swojego honoru, podczas gdy w ten sposb honor traci%e!. Absurdem jest pos%ugiwanie si" zabjcza si%a w rozstrzyganiu sporw. Nawet dzi! wielu ludzi stosuje przemoc, aby dowie!$ swojej racji. Wznosz&c si" na szczyty hipokryzji, niektrzy zabijaj& nawet w imi" Boga - a to najgorsze blu(nier-" stwo, gdy# zadaje k%am waszej prawdziwej istocie. W takim razie zabijanie jest z!em?

Powr$my raz jeszcze do tego tematu. Nic nie jest z%e"; to tylko wzgl"dna kategoria, przeciwie'stwo tego, co nazywasz dobrem". Lecz co stanowi dobro"? Czy mo#na zachowa$ w tych sprawach obiektywizm? A mo#e dobro" i z%o" to po prostu opis, jakim pos%ugujesz si" wobec zdarze' i okoliczno!ci, opis wynikaj&cy z decyzji, jakie podejmujesz w stosunku do nich? Powiedz mi wiec, prosz", na czym opierasz te decyzje? Na w%asnym do!wiadczeniu? Nie. Przewa#nie zadowalasz si" przyj"ciem cudzej decyzji. Jakiego! swojego poprzednika, ktry zapewne jest m&drzejszy. Z codziennych osadw w kwestii dobra" i z%a" zaledwie odrobina jest twoim samodzielnym dzie%em, p%yn&cym z twojego rozumienia. Dotyczy to zw$aszcza spraw istotnych. W gruncie rzeczy, im wa%niejsza kwestia, tym mniejsze prawdopodobie'stwo, %e pos$uchasz g$osu w$asnego do!wiadczenia, tym wi#ksza gotowo!& do uznania cudzych opinii za swoje. T%umaczy to, dlaczego zrzek%e! si" ca%kowicie kontroli nad pewnymi dziedzinami swego #ycia, i dlaczego odsuwasz od siebie pewne pytania, nieod%&czne ludzkiemu do!wiadczeniu. S& to bardzo cz"sto sprawy o kluczowym znaczeniu dla twojej duszy: natura Boga, istota prawdziwej moralno!ci, ostateczna rzeczywisto!$, kwestie #ycia i !mierci zwi&zane z wojna, medycyna, aborcj& i eutanazja, og% osobistych warto!ci, sadw i kons-truktw. Oto, jakie brzemi" wi"kszo!$ z was przerzuci%a na barki innych. Nie chcecie sami decydowa$ w tych sprawach. Niech kto inny postanowi! Ja si" podporz&dkuje!", wo%acie. Niech kto! mi powie, co jest dobre, a co z%e!" Stad bierze si" tak ogromna popularno!$ religii. Wydaje si" ma%o istotne, co jest przedmiotem wiary, o ile jest ona stanowcza, konsekwentna, jasna w swoich wymaganiach od wyznawcy, oraz sztywna. Bior&c to pod uwag", nic dziwnego, #e ludzie sk%onni s& uwierzy$ niemal w byle co. Bogu przypisuje si" najdziwaczniejsze zachowania. Tak chce Bg, mwi si". To Jego s%owa. I znajd& si" ch"tni, ktrzy to zaakceptuj&. Z rado!ci(. Poniewa% to zdejmuje z nich ci#%ar my!lenia. Rozwa#my teraz kwestie zabijania. Czy mo#liwe jest uzasadnienie faktu pozbawienia kogo! #ycia? Zastanw si". Przekonasz si", #e nie b"dzie ci potrzebny #aden autorytet zewn"trzny, aby ci" ukierunkowa$, #adna wy#sza instancja, aby dostarczy$ ci odpowiedzi. Je!li pomy!lisz, je!li zwrcisz uwag" na swoje odczucia, odpowied( sama ci si" nasunie i post&pisz zgodnie z ni&. Nazywa si" to dzia%aniem w oparciu o w%asny autorytet. Dopiero kiedy odwo%ujesz si" do autorytetu innych, zaczynaj& si" k%opoty. Czy pa'stwa i narody powinny posuwa$ si" do zabijania dla osi&gni"cia celw politycznych? Czy religie powinny posuwa$ si" do zabijania w celu wymuszenia pos%uchu dla swych teologicznych imperatyww? Czy spo%ecze'stwo powinno ucieka$ si" do u!miercania tych, ktrzy naruszaj& przyj"te zasady zachowania? Czy zabijanie jest w%a!ciwym narz"dziem politycznym, argumentem w sprawach duchowych albo rozwi&zaniem problemw spo%ecznych? Z drugiej jednak strony, czy ty posun&%by! si" do zabjstwa w obronie swojego #ycia? W obronie #ycia ukochanej osoby? Albo kogo!, kogo nawet nie znasz? Czy pozbawienie #ycia jest s%uszna forma obrony przed tymi, ktrzy zabijaliby, gdyby ich nie powstrzymano w jaki! sposb? Czy jest r#nica miedzy zabjstwem a morderstwem? Pa'stwo domaga si" od ciebie wiary w to, #e zabijanie dla osi&gni"cia celw politycznych mo#na usprawiedliwi$. Nawet wi"cej, pa'stwu potrzebne jest twoje zaufanie w tej kwestii po to, aby mog%o cieszy$ si" w%adza. Religia nakazuje ci wierzy$ w to, #e zabijanie w celu szerzenia i obrony jej szczeglnej prawdy mo#na usprawiedliwi$. Nawet wi"cej, religia wymaga od ciebie zaufania w tej sprawie, aby mog%a cieszy$ si" w%adz&. Spo%ecze'stwo ka#e ci wierzy$ w to, #e u!miercanie jako kar" za pewne wykroczenia (ulegaj&ce z czasem zmianie), mo#na usprawiedliwi$. Nawet wi"cej, spo%ecze'stwo nie mo#e

oby& si# bez twojego zaufania w tej mierze, aby mog%o cieszy$ si" w%adza. Czy uwa#asz takie stanowiska za prawid%owe? Czy wierzysz innym na s%owo? Co na to twoja Ja('? Tu nie ma pogl&dw z%ych" czy dobrych". Lecz przez decyzje, jakie w tych kwestiach podejmujesz, tworzysz obraz tego, Czym Jeste!. W rzeczy samej, wasze narody i pa'stwa ju# stworzy%y taki wizerunek przez podj"te decyzje. Podobnie religie wywar%y niezatarte wra#enia. Spo%ecze'stwa rwnie# namalowa%y swoje podobizny. Czy te obrazy ci si" podobaj&? Czy takie wra#enie pragniesz wywo%ywa$? Czy te wizerunki oddaj& to, Kim Jeste!? Uwa#aj, te pytania mog& zmusi$ ci" co my!lenia. My!lenie jest trudne, tak jak warto!ciowanie. Stawia ci" w sytuacji czyst$j kreacji, poniewa# wiele razy b"dziesz musia% przyzna$: Nie wiem. Po prostu nie wiem." Mimo to musisz postanowi$. Zatem musisz wybra&. Musisz dokona$ wyboru arbitralnego. Wybr taki - postanowienie nie narzucone przez zdobyt( wcze!niej wiedz# - stanowi czyste tworzenie. I jednostka zdaje sobie spraw", #e przez podejmowanie takich decyzji tworzy si" Ja('. Wi#kszo!ci ludzi nie obchodz( te istotne zagadnienia. Ch#tnie zdaj( si# na innych. Tote% nie jeste!cie na og$ w$asnym dzie$em, lecz tworami innych, wi#"niami nawyku. P(niej do!wiadczacie g%"bokiego wewn"trznego koniktu, kiedy wasze odczucia k%c& si" z tym, co nakazano wam odczuwa$. Co! wam mwi w g%"bi duszy, #e to, co wam wpojono, nie odpowiada waszej prawdziwej to#samo!ci. Co wtedy robi$? Do kogo si" zwrci$? Przede wszystkim, udajecie si" do ludzi, ktrzy wp"dzili was w to po%o#enie. Udajecie si" do ksi"#y, kap%anw, rabinw, nauczycieli, a oni ka#& wam przesta& s$ucha& g%osu Ja(ni. Najgorsi b"d& na dodatek prbowali was odstraszy$ od tego, co intuicyjnie wiecie. Opowiedz& wam o diable, o Szatanie, o demonach i z%ych duchach, piekle i pot"pieniu, najbardziej przera#aj&cych rz$czach, jakie przyjd& im do g%owy, aby zdyskredytowa$ wasze pogl&dy i odczucia. Jako jedyne wybawienie uka#& ci swoje idee, swoja teologie, swoje denicje dobra i z%a i swoj( koncepcje twojej osoby. Ca%y tego urok polega na tym, #e aby zdoby$ natychmiastow& aprobat", wystarczy si" zgodzi&. Zgd( si" i natychmiast jeste! przyj"ty. Niektrzy nawet ta'cz&, !piewaj& i wo%aj& Alleluja! Trudno si" temu oprze$. Takiej aprobacie, rado!ci, #e ujrza%e! !wiat%o; #e jeste! zbawiony! 'Wewn"trznym postanowieniom rzadko towarzysz& fanfary i wiwaty. Nie !wi"tuje si" hucznie wyborw p%yn&cych z osobistej prawdy. Wprost przeciwnie. Zamiast !wi"towa$ inni mog& ci" wy!mia$. Co takiego? My!lisz samodzielnie? Sam decydujesz? Stosujesz w!asne kryteria, warto!ci, osady? Za kogo ty si" w%a!ciwie masz? A w%a!nie na to pytanie starasz si" w ten sposb odpowiedzie$. Ale ta praca odbywa si" w samotno!ci. Bez nagrd, bez aprobaty, mo#e nawet niezauwa#enie. S%usznie wiec pytasz: Po co i!$ naprzd? Po co w ogle wybiera$ si" w te drog"? Co mo#na zyska$? W imi" czego podejmowa$ trud? Z jakiego powodu? Odpowied( jest !miesznie prosta. NIE MA NIC INNEGO DO ZROBIENIA. Co masz na my&li? To, #e to wasze jedyne zaj"cie. Innego nie ma, nic innego nie mo#esz robi$. B"dziesz to

robi% przez reszt" swojego #ycia - od narodzin do !mierci. Pozostaje tylko pytanie, czy b"dziesz to robi% !wiadomie czy nie. Widzisz, tej podr#y nie mo#na przerwa$. Wyruszy%e! w ni&, zanim si" narodzi%e!. Twoje narodziny to w%a!ciwie znak, #e podr# si" rozpocz"%a. Nie nale#y wiec pyta$: Po co wyrusza$ w te drog"? Gdy# ju# wyruszy%e!. Z pierwszym uderzeniem serca. Nale#y pyta$: Czy pragn" przeby$ te drog" w !wiadomo!ci, czy w nie!wiadomo!ci? Jako sprawcza przyczyna mego do!wiadczenia, czy jako oara jego skutkw? Do tej pory by%e! oara skutkw swego do!wiadczenia. Teraz mo#esz sta$ si" ich sprawcz& przyczyna. To w%a!nie rozumie si" pod poj"ciem !wiadomego #ycia. To znaczy i!$ przez #ycie czujnie i przytomnie. Jak ju# mwi%em, spora liczba zasz%a ca%kiem daleko. Dokonali!cie niema%ego post"pu. Dlatego nie powiniene! obwinia$ si", #e po wszystkich tych latach dotar%e! tylko" do tego miejsca. Niektrzy z was s& wysoce zaawansowani, pewni swojej Ja(ni. Wiesz, Kim Jeste! i wiesz, czym chcia%by! si" sta$. Co wi"cej, wiesz, jak tego dokona$. To dobry znak. Nieomylna wskazwka. Co ona wskazuje? *e pozosta%o ci niewiele wciele'. Czy to dobrze? Dla ciebie, teraz - tak. I dlatego, #e to ty tak uwa#asz. Nie tak dawno twym jedynym pragnieniem by%o zosta$ tu. Teraz chcesz jedynie odej!$. To bardzo dobra oznaka. Nie tak dawno zabija%e! - owady, ro!liny, drzewa, zwierz"ta, ludzi. Teraz nie mg%by! zabi$ bez dok%adnego rozeznania, co i dlaczego robisz. To bardzo dobra oznaka. Nie tak dawno wiod%e! #ycie tak, jakby by%o bez celu. Teraz wiesz, #e nie ma celu, poza tym, ktry ty mu nadasz. To bardzo dobra oznaka. Nie tak dawno zaklina%e! wszech!wiat, aby objawi% ci Prawd". Teraz ty g%osisz jemu swoja prawd". A to bardzo dobra oznaka. Nie tak dawno do#y%e! do s%awy i bogactwa. Teraz chcesz by$ po prostu i wspaniale sob&. I nie tak dawno l"ka%e! si" Mnie. Teraz Mnie kochasz, na tyle, aby uzna$ Mnie za rwnego sobie. Wszystko to zaiste bardzo, bardzo dobre oznaki. O jejku... twoje s!owa poprawiaj$ mi samopoczucie. Dlaczego nie mia%by! czu$ si" dobrze? Kto!, kto u#ywa powiedzonek w rodzaju O jejku", nie jest taki z%y. Naprawd% dopisuje ci poczucie humoru, wiesz... To Ja wymy!li%em humor! Tak, mwi!e& ju# o tym. Czyli #ycie toczy si% naprzd, poniewa# innej drogi nie ma, a my pod$#amy wraz z nim? Ot# to. Pozwl wi%c, #e zapytam - czy z up!ywem czasu droga staje si% przynajmniej !atwiejsza? Ach, mj mi%y - w porwnaniu z tym, jak ci to sz%o trzy #ycia wcze!niej, wr"cz nie sposb odda$ s%owami tej zmiany na korzy!$. Oczywi!cie, #e jest coraz %atwiej. Im wi"cej sobie przypominasz, tym wi"cej do!wiadczasz, tym wi"cej poznajesz. Im wi"cej poznajesz, tym wi"cej pami"tasz. To jest jak ko%o. A wiec tak, jest coraz %atwiej, coraz lepiej, nawet coraz zabawniej. Ale wiedz, #e nigdy nie by%o to dla ciebie m"czarnia, ani troch". Ty to wprost uwielbia%e!, wszystko! Co do minuty! *ycie to rozkoszna sprawa! To wy!mienity k&sek, prawda? C#, raczej tak. Raczej? Co jeszcze mg%bym do niego doda$? Czy nie dane wam jest do!wiadczy$ wszystkiego? P%aczu, rado!ci, blu, uciechy, uniesienia, skrajnego przygn"bienia, wygranej, pora#ki, remisu? Czeg# jeszcze mo#na sobie #yczy$? Nieco mniej cierpienia, mo#e. Ubytek cierpienia bez przyrostu m&dro!ci odsuwa was od celu - nie pozwala wam

do!wiadczy$ niesko'czonej rado!ci - ktra jestem Ja. Cierpliwo!ci. M&dro!ci ci przybywa. A rado!$ staje si" w coraz wi"kszym stopniu osi&galna bez blu. A to te# dobra oznaka. Uczysz si" (przypominasz sobie), jak kocha$ nie przyspajajac nikomu cierpienia; jak si" uwalnia$, jak tworzy$, a nawet jak p%aka$ bez blu. Tak, teraz nawet bl nie sprawia ci blu, je!li rozumiesz, co chc" przez to powiedzie$. Wydaje mi si%, #e rozumiem. Inaczej patrz% nawet na moje #yciowe dramaty. Potra% zdoby' si% na dystans i ujrze' je we w!a&ciwym &wietle. Nawet &mia' si% z nich. W%a!nie. Czy# nie jest to post"p? Chyba jest. Wiec post"puj tak dalej. Rozwijaj si", synu. Stawaj si". Wybieraj, czym chcesz by$ w swym kolejnym wydaniu. Wytrwaj w tym dziele, bo to Bo#e dzie%o! Wiec tak trzymaj! 1O J\.ocham ci!, wiesz? Wiem, #e mnie kochasz. Ja ciebie te#. 207 11 C-hcia!bym powrci' do mojej listy pyta). Ka#de z nich zas!uguje na szczeg!owe omwienie. Samym zwi$zkom mo#na by po&wi%ci' osobn$ ksi$#k%, zdaj% sobie z tego spraw%. Ale w takim wypadku nigdy nie doszliby&my do pozosta!ych. B"dzie na to inny czas, inne miejsce. Nawet inna ksi&#ka. Ja ci" nie opuszcz". Wiec id(my dalej. Je!li starczy nam czasu, mo#emy jeszcze do tego wrci$. Dobrze. Moim nast%pnym pytaniem jest: Dlaczego nigdy nie udaje mi si% zarobi' wi%kszych pieni%dzy? Czy przeznaczone mi jest klepanie biedy do ko)ca #yda? Co przeszkadza mi w zrealizowaniu w pe!ni mego potencja!u w tej dziedzinie? Ta sytuacja nie dotyczy wy%&cznie ciebie, ale bardzo wielu ludzi. Wsz%dzie s!ysz%, #e to kwestia samooceny, niedowarto&ciowania. My&liciele New Ag% sprowadzaj$ brak czegokolwiek w #yciu do braku poczucia w!asnej warto&ci. To wygodne uproszczenie. W twoim przypadku jest inaczej. Ty nie cierpisz z powodu niedowarto!ciowania. W istocie, twoim najwi"kszym #yciowym zadaniem jest okie%znanie swojego ego. Niektrzy twierdza, #e stanowisz przypadek przewarto!ciowania. C#, znowu mi si% oberwa!o. Jestem zak!opotany. Ale masz racj%. Za ka#dym razem kiedy mwi" ci prawd" o tobie, ty jeste! zasmucony, zak%opotany. Zak%opotanie to reakcja kogo!, komu ze wzgl"du na ego zale#y na tym, jak postrzegaj& go inni. Zostaw to za sob&. Sprbuj zareagowa$ inaczej. )miechem. W porz$dku. Poczucie w%asnej warto!ci u ciebie nie stanowi problemu. Masz go pod dostatkiem. Tak jak wi"kszo!$ ludzi. Wszyscy macie o sobie wysokie mniemanie, i s%usznie. Wiec samoocena nie gra tutaj roli. A co? Niezrozumienie istoty bogactwa, po%&czone zazwyczaj z ogromnym pomieszaniem poj"$ dobra" i z%a". Pos%u#? si" przyk%adem. Ale# prosz%. Nosisz w sobie my!l, #e pieni&dze s& z%e. Nosisz w sobie te# my!l, #e Bg jest dobry. Na szcz"!cie! Ale skutek tego jest taki, #e w twoim systemie poj"ciowym Bg i pieni&dze nie id& w parze. C#, w pewnym sensie, tak jest. Naprawd% tak uwa#am. l tu sprawa zaczyna si" komplikowa$, poniewa# to utrudnia ci przyjmowanie pieni"dzy za zrobienie czego! dobrego. To znaczy, je!li osadzasz co! jako dobre", oceniasz to ni#ej w kategoriach nansowych. Tote# im co! jest lepsze" (czyli warto!ciowsze), tym mniej kosztuje.

Nie jeste! w tym rozumowaniu odosobniony. Zasad" t" wyznaje ca%e spo%ecze'stwo. Dlatego nauczyciele klepi& bied", a striptizerki zbijaj& fortun". Przywdcy zarabiaj& tak marnie w porwnaniu z gwiazdami sportu, #e w ich odczuciu musza to sobie jako! wynagrodzi$ i kradn&, aby wyrwna$ r#nic". Pomy!l tylko. Je!li co! ma twoim zdaniem wysoka warto!$ z samej swej natury, ty upierasz si", #e nie mo#e by$ drogie. Naukowiec szukaj&cy w pojedynk" lekarstwa na AIDS musi #ebra$ o dotacje, podczas gdy autorka ksi&#ki o stu nowych sposobach uprawiania seksu, uzupe%nionej kasetami i weekendowymi seminariami... zarabia grube pieni&dze. Macie sk%onno!$ do odwracania kota ogonem, a wynika to z b%"dnego my!lenia. B%&d bierze si" z waszego stosunku do pieni"dzy. Kochacie je, a jednocze!nie twierdzicie, #e s& przyczyn& wszelkiego z%a. Bijecie przed nimi czo%em, a zarazem utrzymujecie, #e nie daj& szcz"!cia. Mwicie, #e kto! tarza si" w pieni&dzach", ale je!li oka#e si", #e wzbogaci% si" na czynieniu dobra", zaraz stajecie si" podejrzliwi. Widzicie w tym z%o". Wi"c niech lekarz za du#o nie zarabia, albo przynajmniej niech si" z tym nie aszuje. A minister - ha! Lepiej niech nie nabija sobie kabzy, bo zrobi si" szum. Widzisz, w waszym mniemaniu, je!li kto! wybiera najszlachetniejsze powo%anie, powinien otrzymywa$ najni#sz& zap%at"... Hmmmm. W%a!nie. Trzeba si" nad tym g%"biej zastanowi$, poniewa# (le rozumujecie. My&la!em, #e nie ma czego& takiego jak dobro czy z!o. Bo nie ma. Jest tylko to, co wam s%u#y, i to, co wam szkodzi. Poj"cia dobra" i z%a" s& wzgl"dne i tylko w takim znaczeniu ich u#ywam. W tym przypadku, w odniesieniu do tego, co ci s%u#y - w odniesieniu do tego, czego jak sam mwisz, pragniesz - twoje my!li na temat pieni"dzy s& b%"dne. Pami"taj, #e my!l ma twrcza moc. Je!li uwa#asz, #e pieni&dze s& z%e, ale my!lisz o sobie dobrze... c#, powstaje w tobie konikt. W tobie, Mj synu, ta powszechna !wiadomo!$ przejawia si" ze szczeglna si%a. Przewa#nie konikt ten nie jest tak ogromny jak u ciebie. Wi"kszo!$ ludzi nie znosi pracy, ktra zarabia na utrzymanie, dlatego nie przeszkadzaj& im wysokie zarobki. To uczciwy interes - z%o" za z%o". Ale ty uwielbiasz to, co robisz w #yciu, kochasz zaj"cia, ktrymi je wype%niasz. W zwi&zku z tym, otrzymywanie sowitego wynagrodzenia za to, co robisz, by%oby dla ciebie przyjmowaniem z%a" za dobro", i dlatego niedopuszczalne. Wola%by! przymiera$ g%odem ni# wzi&$ brudna fors"" za czysta s%u#b" ...jak gdyby s%u#ba traci%a swa czysto!$ z chwila przyj"cia za ni& zap%aty. W tym zawiera si# twj ambiwalentny stosunek do pieni#dzy. Jedna twoja po$owa je odrzuca, a druga ubolewa nad ich brakiem. W tej sytuacji wszech!wiat nie wie, jak odpowiedzie&, poniewa% otrzyma$ od ciebie dwie sprzeczne my!li. Wi#c pod wzgl#dem nansowym twoje %ycie przypomina hu!tawk#, co odzwierciedla twoje rozchwianie w stosunku do pieni#dzy. Brak ci ostro!ci widzenia; nie wiesz, co jest prawda w odniesieniu do ciebie. A wszech!wiat to tylko wielka maszyna kserograczna. Po prostu wytwarza w ogromnych ilo!ciach kopie twoich my!li. Jest tylko jeden sposb, aby to zmieni$. Musisz zmieni$ my!lenie. Ale jak mog% zmieni' sposb my&lenia? My&l%, jak my&l%, i tak ju# jest. Moje pogl$dy, postawy, idee nie powsta!y z dnia na dzie). S$dz%, #e s$ dzie!em wieloletnich do&wiadcze), ca!ego #ycia. Masz racj% co do mojego my&lenia o pieni$dzach, ale jak mog% je zmieni'? To mo#e by$ najciekawsze pytanie z ca%ej ksi&#ki. Dla ludzi tworzenie odbywa si" w trzech etapach: my!l, s%owo, czyn. Najpierw pojawia si" my!l; pierwotna idea. Nast"pnie przychodzi s%owo. Wi"kszo!$ my!li pr"dzej czy p(niej zostaje prze%o#ona na s%owa, pisane b&d( mwione. To nadaje my!li

wi"ksza energie, wysy%a ja w !wiat, gdzie mo#e zosta$ dostrze#ona. Wreszcie, w niektrych przypadkach s%owa zostaj& obrcone w czyn, i otrzymujemy wynik - manifestacje w !wiecie zycznym tego, co zacz"%o si" od my!li. W ten sposb powsta%o wszystko to, co otacza ci" na co dzie' w !wiecie stworzonym przez ludzi. Nasuwa si" jednak pytanie: w jaki sposb zmieni$ pierwotna, sprawcz& my!l? To niezwykle wa#na sprawa. Je!li bowiem ludzie nie zmienia pewnych swoich my!li, ludzko!$ mo#e spotka$ zagl&da z w%asnej r"ki. Najszybszym sposobem na zmian" pierwotnej my!li jest odwrcenie przebiegu procesu my!l-s$owo - -czyn. To znaczy? Zrb co!, co chcia%by!, #eby by%o przedmiotem twojej nowej my!li. Nast"pnie wypowiedz s%owa, ktrymi chcia%by! wyrazi$ swoja nowa my!l. Powtarzaj to dostatecznie cz"sto, a wy$wiczysz umys% w my!leniu na nowo. Wy'wiczy' umys!? Czy to nie jest sterowanie umys!em? Manipulacja mentalna? Czy masz pojecie, jak dosz%o do powstania w umy!le twych obecnych my!li? Nie wiesz, #e to !wiat narzuci% ci okre!lony sposb my!lenia? Czy nie lepiej samemu manipulowa& w$asnymi my!lami ni% pozwoli& na to !wiatu? Czy nie by%oby dobrodziejstwem my!le$ raczej to, co ty chcesz, ni# to, czego #ycz& sobie inni? Czy nie mia%by! wi"cej po#ytku z my!li kreatywnych ni# z reaktywnych. Twoj( g$ow# przepe$niaj( teraz my!li reaktywne - b#d(ce owocem cudzych do!wiadcze'. Zaledwie odrobina powstaje w oparciu o dane, jakie zebra$e! sam, w jeszcze mniejszym stopniu w oparciu o twoje w$asne upodobania. )wietnym przyk%adem na to jest twj pogl&d na pieni&dze. w pogl&d (pieni&dze s& (le) pozostaje w jaskrawej sprzeczno!ci z twoim do!wiadczeniem (wspaniale jest mie$ kup" forsy!). Musisz wiec ok%amywa$ samego siebie, aby usprawiedliwi$ pierwotna my!l. Tak dalece jeste! jej oddany, #e nigdy nie przyjdzie ci do g%owy, #e mo#e twj pogl&d na pieni&dze nie jest trafny. Teraz wiec chodzi o to, aby! dostarczy% samemu sobie nowych, innych danych. Tak dokonuje si" zmiana pierwotne] my!li, w ten sposb nabierasz te# pewno!ci, #e to twj pogl&d, a nie kogo! innego. Je!li chodzi o pieni&dze, musze wspomnie$ jeszcze jedn& twoj& my!l. Mianowicie? *e jest ich za ma%o. W%a!ciwie, odnosisz te my!l niemal do wszystkiego. Jest za ma%o pieni"dzy, za ma%o czasu, za ma%o mi%o!ci, za ma%o #ywno!ci, wody, wsp%czucia na !wiecie... Co tylko jest dobre, nigdy nie wystarcza. Ta powszechna !wiadomo!$ niedoboru" wszystkiego, co dobre, tworzy !wiat, jaki postrzegasz. W porz$dku, wi%c musz% zmieni' dwie pierwotne my&li, sprawcze my&li, na temat pieni%dzy. Och, co najmniej dwie. A pewnie o wiele wi"cej. Zobaczmy: pieni&dze s& z%e... pieni"dzy zawsze za ma%o... pieni"dzy nie wolno bra$ za dzia%alno!$ w s%u#bie Bogu (ta jest szczeglnie silna u ciebie)... pieni"dzy nikt nie daje za darmo... pieni&dze nie le#& na ulicy (podczas gdy tak naprawd", le#a)... pieni&dze deprawuj&. Widz%, #e czeka mnie wiele pracy. Tak, o ile nie jeste! zadowolony ze swojej obecnej sytuacji nansowej. Z drugiej strony, warto wiedzie$, #e nie jeste! zadowolony ze swojej obecnej sytuacji nansowej, poniewa# nie jeste! zadowolony ze swojej obecnej sytuacji. Czasami trudno za Tob$ nad$#y'. Czasami trudno ciebie prowadzi$. S!uchaj, to przecie# Ty jeste& Bogiem. Dlaczego nie urz$dzisz tego tak, aby !atwiej by!o nam zrozumie'?

Ju# urz&dzi%em. Wi%c dlaczego po prostu nie sprawisz, #ebym zrozumia!, je&li naprawd% ci na tym zale#y? Mnie zale#y na tym, na czym tobie zale#y - na niczym innym i na niczym wi"cej. Nie widzisz, #e to Mj najwspanialszy dar dla ciebie? Gdybym pragn&% dla ciebie czego! innego, ni# ty chcesz, a potem posun&% si" do tego, aby sprawi$, #eby! to mia%, co z wolnym wyborem? Czy mo#esz by$ istota twrcza, je!li Ja ustalam, jaki masz by$, co robi$, co mie$? Rado!$ daje mi twoja wolno!$, a nie twoje pos%usze'stwo. Co mia!e& na my&li mwi$c, #e nie jestem zadowolony ze swojej obecnej sytuacji nansowej, poniewa# nie jestem zadowolony ze swojej obecnej sytuacji? Jeste! tym, czym my!lisz, #e jeste!. W przypadku my!li negatywnych, to b%"dne ko%o. Musisz znale($ sposb, aby z niego si" wyrwa$. W tak wielkim stopniu twoje tera(niejsze do!wiadczenie pochodzi z wcze!niejszej my!li. My!l wywo%uje do!wiadczenie, ktre wywo%uje my!l, ktra znw wywo%uje do!wiadczenie. Owocem tego procesu mo#e by$ ci&g%a rado!$, je!li pierwotna my!l jest radosna. Owocem tego procesu mo#e by$ i jest nieustanne piek%o, je!li pierwotna my!l jest piekielna. Chodzi o to, aby zmieni$ pierwotna my!l. Mia%em zamiar ci to obja!ni$. Prosz% bardzo. Dzieku.jp. Pierwszy krok to odwrcenie przebiegu my!l-s%o-wo-czyn. Znasz stare powiedzenie: Pomy!l, zanim co! zrobisz"? Znam. To w takim razie, zapomnij o nim. Je!li chcesz zmieni$ sprawcza my!l, musisz dzia%a$, zanim pomy!lisz. Podam ci przyk%ad: idziesz ulica i spotykasz staruszk& #ebrz&ca o pieni&dze. Spostrzegasz, #e jest biedna i #yje z dnia na dzie'. Natychmiast u!wiadamiasz sobie, #e cho$ sam niewiele masz, masz do!$, aby si" z ni& podzieli$. W pierwszym odruchu chcesz jej da$ troch" drobnych. Kusi ci" nawet, aby si"gn&$ do portfela po banknot - dolara, a mo#e nawet pi&-taka. Co mi tam, niech staruszka si" ucieszy. Wtedy pojawia si" my!l. Czy! ty zwariowa%? Mamy ledwie siedem dolcw, aby prze#y$ do ko'ca dnia! A ty chcesz jej da$ piataka? Zaczynasz wiec szuka$ tego dolara. Znw przychodzi my!l: ch%opie, opami"taj si". Nie masz ich tyle, aby tak wydawa$! Daj jej troch" drob-niakw, na mi%o!$ boska, i zabierajmy si" stad. Czym pr"dzej si"gasz do kieszeni z monetami. Palcami wyczuwasz same piecio - i dziesieciocentwki. Jest ci wstyd. Oto chcesz ja sp%awi$ jakimi! groszakami. Prbujesz wy%owi$ chocia# $wier$dolarwki. O, jest jedna, na samym dnie. Ale ju# ja min&%e!, u!miechaj&c si" blado, i za p(no, aby si" cofn&$. Biedaczce nie dostaje si" nic. Podobnie nic nie zyskujesz ty. Zamiast uciechy p%yn&cej z odczucia w%asnej zasobno!ci i szczodro!ci, masz g", podobnie jak staruszka. Dlaczego po prostu nie da%e! jej banknotw? Chcia%e! tak post&pi$ w pierwszym odruchu, ale przeszkodzi%a ci my!l. Nast"pnym razem, zadzia%aj, zanim wtr&ci si" my!l. B&d( hojny! Dalej, !mia%o! Przecie# masz fors", a przede wszystkim mo#liwo!$ jej zarobienia. Tylko ta my!l dzieli ci" od tej #ebraczki. Wiesz doskonale, #e znowu mo#esz je zarobi$. Gdy pragniesz zmieni$ pierwotn& my!l, dzia%aj zgodnie z now& ide&. Ale musisz si" spieszy$, inaczej umys% zabije w tobie ten pogl&d, zanim si" obejrzysz. I to dos%ownie. Nowa idea, nowa prawda umr&, zanim zd&#ysz si" z nimi zapozna$. Wiec dzia%aj szybko, gdy nadarzy si" okazja, a je!li zrobisz to dostatecznie cz"sto, umys% w ko'cu j& uzna. Stanie si" twoj& nowa my!l&. Co& mi to mwi! Czy o to w!a&nie chodzi w Ruchu Nowego My&lenia? Je!li nie, to powinno. Nowa my!l to twoja jedyna szansa. Jedyna prawdziwa mo#liwo!$ rozwoju, stawania si" tym, Kim Naprawd" Jeste!.

Obecnie przepe%niaj& ci" stare my!li. Nie tylko przestarza%e, ale i cudze. Wa#ne jest, aby wreszcie by$ dobrej my!li. Na tym polega ewolucja. 12 Dlaczego nie mog% robi' w #yciu tego, na co naprawd" mam ochot%, i utrzyma' si% z tego? Co takiego? Czy#by! chcia% dobrze si" w #yciu bawi$ i zarobi$ przy tym na chleb? Ale z ciebie marzyciel, bracie! S!ucham? To tylko #art - ma%e czytanie w my!lach. Widzisz, tak w%a!nie przedstawia si" twoja my!l o tym. Tak si% przedstawia moje do&wiadczenie. C#, ju# to przerabiali!my nie raz. Ci, ktrzy zarabiaj& na #ycie praca, ktra uwielbiaj&, wytrwale przy tym obstaj&. Nie rezygnuj&, nie za%amuj& si". Bior& si" z #yciem za bary - niech tylko o!mieli si" im przeszkodzi$ w robieniu tego, co kochaj& robi$. Trzeba jednak wspomnie$ o jeszcze jednym czynniku, poniewa# brakuje ludziom zrozumienia jego wagi, je!li chodzi o prace, ktrej po!wi"caj& ca%e #ycie. Jakim? Miedzy byciem a dzia%aniem jest r#nica, a ludzie przewa#nie k%ad& nacisk na to drugie. A nie powinni? Powinno!$" nie ma tu nic do rzeczy. Liczy si" tylko to, co wybierasz, i jak mo#esz to osi&gn&$. Je!li wybierzesz pokj i rado!$, niewiele tego uzyskasz przez to, co robisz. Je!li wybierzesz szcz"!cie i zadowolenie, niewiele tego spotkasz na drodze dzia%ania. Je!li wybierzesz powrt do Boga, najwy#sza wiedze, g%"bokie zrozumienie, pe%na !wiadomo!$, ca%kowite spe%nienie, nie na wiele zda si" w tym wzgl"dzie twoja dzia%alno!$. Innymi s%owy, je!li postawisz sobie za cel ewolucj" - ewolucje duszy - nie dokonasz tego oddaj&c si" cia%em r#norakim !wiatowym zaj"ciom. Dzia%anie jest funkcja cia%a. Bycie jest funkcja duszy. Cia%o ci&gle czym! si" zajmuje, w ka#dej minucie. Nigdy nie odpoczywa, nigdy nie przerywa, bez przerwy co! robi. Robi co! na #yczenie duszy - albo wbrew duszy. Jako!$ twojego #ycia zale#y od tego, ktry wzgl&d przewa#y. Dusza jest, nieustannie i po wsze czasy. Jest tym, czym jest bez wzgl"du na to, co robi cia%o, a nie w wyniku tego, co robi. Je!li sadzisz, #e w #yciu wa#ne jest, co si" robi, nie masz zielonego poj"cia, o co napraiode w #yciu chodzi. Duszy nie obchodzi to, czym zarabiasz na utrzymanie - a gdy twoje #ycie dobiegnie ko'ca, dla ciebie te# b"dzie to bez znaczenia. Dusze obchodzi jedynie to, jaki jeste!, kiedy zajmujesz si" tym, czym si" zajmujesz. Duszy zale#y na byciu, a nie na dzia%aniu. Czym dusza pragnie by'? Mn&. Tob$. Tak. Twoja dusza w istocie jest Mn&, i wie o tym. Natomiast d&#y do tego, aby tego do!wiadczy$. I jak pami"ta, najlepszym sposobem na do!wiadczenie tego jest nierobienie nic. Nie trzeba nic robi$, wystarczy by$. Czym? Czym ci si" #ywnie podoba. Mo#esz by$ szcz"!liwy lub nie, silny lub s%aby. Pe%en rado!ci lub pa%aj&cy zemsta. Bystry lub !lepy. Dobry lub z%y. Kobiecy lub m"ski. To zale#y od ciebie. I jak to nazwiesz, te# zale#y od ciebie. To niew$tpliwie bardzo wznios!e, ale jak to si% ma do mojej kariery? Staram si% jako& zapewni' utrzymanie sobie i rodzinie, zwi$za' koniec z ko)cem, robi$c to, co lubi%.

Sprbuj by$ tym, czym lubisz. To znaczy? Jedni zarabiaj& na czym! kup" forsy, inni nie mog& z tego wy#y$ - a robi& dok%adnie to samo. Z czego to wynika? To kwestia umiej%tno&ci. To pierwsze kryterium. Ale id(my dalej. Y%e(my dwie osoby o mniej wi"cej jednakowych umiejetno!ciach. Obie uko'czy%y studia, byty prymusami, i pojmuj" istot" dzia%alno!ci, jakiej si". podejmuj&. Obie !wietnie umiej& pos%ugiwa$ si" swymi narz"dziami. Mimo to jednej wiedzie si" lepiej. Jedna prosperuje, a druga bieduje. Jaka jest przyczyna? Po!o#enie. Po%o#enie. Kto& kiedy& powiedzia! mi, #e nale#y wzi$' pod uwag% tylko trzy rzeczy, gdy rozpoczyna si% dzia!alno&' gospodarcz$ - po!o#enie, po!o#enie i jeszcze raz po!o#enie. Innymi s%owy, nie ,,Co zamierzasz robi$?", a Gdzie zamierzasz by$?" W!a&nie. To brzmi niemal jak odpowied( na moje pytanie. Dusza troszczy si" jedynie o to, gdzie zamierzasz by$. Czy jest twoim zamiarem by$ w strachu czy te# w stanie zwanym mi%o!ci&? Sk&d wychodzisz na !wiat? Wracaj&c do naszego przyk%adu dwojga rwnie wykwalikowanych pracownikw, jednemu si" powodzi, a drugiemu nie, nie dlatego, #e inaczej post"puj&, ale #e s& inni. Jedna jest otwarta, przyjazna, troskliwa, #yczliwa, pogodna, pewna siebie, a nawet radosna w tym, co robi, podczas gdy druga jest zamkni"ta w sobie, wynios%a, nieczu%a, zgry(liwa, a nawet niezadowolona ze swej pracy. Za%#my teraz, #e mia%by! wybra$ jeszcze szczyt-niejsze stany bycia? Za%#my, #e mia%by! wybra$ dobro$, mi%osierdzie, wsp%czucie, przebaczenie, mi%o!$? A gdyby! nawet mia% wybra$ Bosko!$? Jakie wwczas by%oby twe do!wiadczenie? Powiadam ci: Bycie przyci&ga bycie i wytwarza do!wiadczenie. Celem nie jest wytwr twego cia%a, ale dzie%o twojej duszy. Cia%o s%u#y duszy, umys% za! kieruje cia%em. Masz wiec do dyspozycji pot"#ny aparat do realizacji pragnienia duszy. Czego pragnie dusza? No w%a!nie, czego? Nie wiem, dlatego pytam Ciebie. Nie wiem, dlatego pytam ciebie. Mo#na by tak w niesko)czono&'. To ju# trwa niesko'czenie d%ugo. Zarazi Chwileczk%! Dopiero co powiedzia!e&, #e dusza pragnie sta' si% Tob&. I tak jest. W takim razie to jest jej pragnieniem. Oglnie rzecz bior&c, tak. Ale Ja, ktrym chce si" sta$, jestem niezwykle z%o#ony, wieloraki, wielowymiarowy. Sk%ada si" na Mnie milion aspektw. Miliard. Bilion. Rozumiesz? To, co wznios%e i to, co niskie, szlachetne i nikczemne, bezbo#ne i pobo#ne, !wi"te i wykl"te. Rozumiesz teraz? Tak, tak, teraz pojmuj% ... gra i d!, prawa i lewa, tutaj i tam, przedtem i potem, dobro i z!o... Ot# to. Jam jest Alfa i Omega. To nie tylko takie %adne okre!lenie, zgrabny koncept. To szczera Prawda. Tak wiec, d&#&c do tego, aby sta$ si" Mn&, dusza ma do wykonania ogromne zadanie; musi wybiera$ z przebogatej palety bycia. I to w%a!nie robi w tej chwili. Wybiera stany bycia. Zgadza si" - a nast"pnie wytwarza odpowiednie, idealne warunki do zaistnienia tego do!wiadczenia. Dlatego prawda jest, #e cokolwiek si" zdarza, s%u#y twemu najwy#szemu

dobru. Chcesz powiedzie', #e moja dusza jest odpowiedzialna za ca!e moje do&wiadczenie, nie tylko za to, co robi% ja, ale rwnie# za to, co mi si% przytraa? Powiedzmy, #e dusza stawia przed tob& wspania%e mo#liwo!ci do!wiadczenia dok%adnie tego, co sobie zamierzy%e!. Ale rzeczywiste do!wiadczenie zale#y od ciebie. Mo#e by$ zgodne z twoim zamiarem, albo nie, w zale#no!ci od tego, jakiego wyboru dokona%e!. Dlaczego mia!bym wybiera' co&, czego nie #yczy!bym sobie do&wiadcza'? Nie wiem. No w%a!nie, dlaczego? Masz na my&li to, #e czasami wyst%puje rozbie#no&' mi%dzy tym, czego pragnie dusza, a czego akurat #ycz$ sobie cia!o lub umys!? A jak ty uwa#asz? Ale jak to mo#liwe, #e cia!o lub umys! bior$ gr% nad dusz$? Czy# dusza w ko)cu i tak nie stawia na swoim? Duch wypatruje tej wielkiej chwili, gdy w pe%ni !wiadomy jego #ycze', zjednoczysz si" z nim z rado!ci&. Ale duch nigdy, przenigdy, nie wymusi tego na #yj&cej w tera(niejszo!ci, !wiadomej, zycznej cz&stce twej osoby. Ojciec nie narzuci swojej woli Synowi. By%oby to wbrew Jego naturze i stad wr"cz niemo#liwe. Syn nie narzuci swojej woli Duchowi )wi"temu. By%oby to wbrew jego naturze i st&d wr"cz niemo-#liwe. Duch )wi"ty nie narzuci swej woli twojej duszy. Nie le#y to w naturze ducha i st&d jest wr"cz niemo#liwe. Na tym jednak niemo#liwo!ci si" ko'cz&. Umys% cz"sto usi%uje podporz&dkowa$ sobie cia%o - i podporz&dkowuje. Podobnie cia%o prbuje zapanowa$ nad umys%em - i nierzadko mu si" to udaje. Lecz cia%o i umys% nie musz& podejmowa$ wsplnych dzia%a', aby ujarzmi$ dusz" albowiem dusza nie ma #adnych potrzeb (w przeciwie'stwie do cia%a i umys%u, ktre s& nimi przyt%oczone) i dlatego daje cia%u i duszy wolna r"k" w wyborze post"powania. W rzeczy samej, dusza inaczej nie mog%aby tego urz&dzi$ - gdy# je!li istota, ktra jeste!, ma za zadanie stworzy$ i przez to pozna$ prawdziwa siebie, musi to by$ skutkiem !wiadomego wyboru, a nie !lepego pos%usze'stwa. Pos%usze'stwo nie jest tworzeniem, dlatego nigdy nie przyniesie zbawienia. Pos%usze'stwo jest reakcja, podczas gdy tworzenie to czysty wybr, nieprzymuszony, nie wynikaj&cy z konieczno!ci. Czysty wybr przynosi zbawienie przez urzeczywistnienie najwy#szej idei w tej chwili, teraz. Funkcja duszy jest sygnalizowanie swego pragnienia, nie forsowanie go. Funkcja umys%u jest wybieranie spo!rd mo#liwo!ci. Funkcja cia%a jest realizacja tego wyboru. Gdy cia%o, umys% i dusza tworz& wsplnie i zgodnie, Bg staje si" cia%em. Wwczas dusza poznaje sama siebie w do!wiadczeniu. Wwczas raduj& si" niebiosa. W tej chwili, w%a!nie teraz, dusza po raz kolejny stawia przed tob& mo#liwo!$ osi&gni"cia tego wszystkiego, co jest ci potrzebne do poznania swej prawdziwej istoty. To ona nakierowa%a ci" na s%owa, ktre w%a!nie czytasz - tak jak ju# nie raz prowadzi%a ci" do s%w m&dro!ci i prawdy. Co teraz uczynisz? Czym postanowisz by$? Dusza czeka, i przygl&da si" z zainteresowaniem, nie pierwszy raz. Czy dobrze rozumiem to, co powiedzia!e& - #e o moim powodzeniu w &wiecie (wci$#

nawi$zuj% do kwestii kariery) przes$dza stan bycia, jaki obra!em? Mnie nie zale#y na twoim sukcesie, tylko tobie. Niemniej prawda jest, #e gdy osi&gasz pewien stan bycia, ktry utrzymuje si" przez d%ugi czas, powodzenie w wybranej dzia%alno!ci w !wiecie jest raczej nieuniknione. Lecz ty nie masz si" martwi$ zarabianiem na #ycie". Prawdziwi Mistrzowie przedk%adaj& #ycie nad zarabianie. Okre!lone stany bycia daj& pocz&tek #yciu tak bogatemu, pe%nemu, wspania%emu i satysfakcjonuj&cemu, #e przestanie ci zale#e$ na dobrach tego !wiata i jego uznaniu. Ironia #ycia polega na tym, #e gdy przestanie ci zale#e$ na dobrach tego !wiata i jego uznaniu, otwierasz sobie do nich swobodny dost"p. Pami"taj, #e nie mo#esz mie$ tego, czego po#&dasz, ale mo#esz do!wiadczy$, cokolwiek ju# masz. Nie mog% mie' tego, czego po#$dam? Nie. To stwierdzenie ju# pad!o, na pocz$tku naszego dialogu. Ale nadal nie pojmuj%. S$dzi!em, #e g!osisz, i# mog% mie', cokolwiek zapragn%. Stanie ci si% wedle twego my&lenia, wedle twojej wiary", i tak dalej. Te dwie rzeczy si" nie wykluczaj&. Czy#by? Wed!ug mnie si% wykluczaj$. To dlatego, #e brak ci zrozumienia. C#, tego nie ukrywam. Dlatego z Tob$ rozmawiam. Wyja!ni" ci wiec. Nie mo#esz mie$ tego, czego po#&dasz, albowiem sam fakt po#&dania czego! jednocze!nie odsuwa to od ciebie, jak ju# to mwi%em wcze!niej, w rozdziale pierwszym. Mo#e i mwi!e&, ale troch% si% w tym wszystkim pogubi!em. Staraj si" nad&#y$. Powtrz" to jeszcze raz. Sprbuj nie straci$ w&tku tym razem. Zacznijmy od tego, co jest dla ciebie zrozumia%e: my!l jest twrcza. Zgadza si"? Zgadza si%. S%owo jest twrcze. Kapujesz? Kapuj%. Czyn jest twrczy. My!l, s%owo i czyn to trzy poziomy tworzenia. Nad&#asz? Owszem. )wietnie. Rozwa#my wiec kwestip powodzenia w !wiecie", ktra sam poruszy%e!. Kapitalnie. A zatem, czy nachodzi ci" my!l: Chce odnie!$ sukces"? Czasami. Czy nachodzi ci" te# czasem my!l: Chce wi"cej pieni"dzy?" Tak. Dlatego ani jedna, ani druga si" nie spe%ni. Jak to? Poniewa# wszech!wiat nie ma innego wyboru jak dostarczy$ ci bezpo!redniej manifestacji twojej na jego temat my!li. Twoja my!l jest nast"puj&ca: Chce odnie!$ sukces". To jak d#inn uwi"ziony w butelce. Twoje s%owa s& dla niego rozkazem. I wszech!wiat mwi: W porz&dku, chcesz". Wi%c dlaczego nie odnosz% powodzenia? Powiedzia%em, #e twoje s%owa s& dla niego rozkazem. Brzmi& one: Chce odnie!$ sukces". I wszech!wiat si" z tob& zgadza. Nie bardzo rozumiem. Spjrz na to od tej strony. S%owo ja" wprawia w ruch maszyn" tworzenia. Stwierdzenie Ja jestem" posiada ogromna moc. Jest niczym nakaz dla wszech!wiata.

Dalej, cokolwiek nast"puje po s%owie ja" z regu%y przejawia si" w !wiecie zycznym. Dlatego Ja" + Chce odnie!$ sukces" w efekcie umacnia twoja ch#& odniesienia sukcesu. Ja" + + Chce wi"cej pieni"dzy" musi wiec stwarza$ sytuacje, w ktrej b"dziesz chcia$ pieni"dzy. Nie mo#e by$ inaczej, gdy# my!li i stwa s& twrcze. Czyny te#. Je!li wiec post"pujesz w sposb, ktry oznajmia, #e chcesz i pieni"dzy, i uznania, wwczas wyst"puje jedno!$ my!li, stw i czynw, wskutek czego na pewno do!wiadcza$ b"dziesz sytuacji chcenia. Rozumiesz? Tak! Mj Bo#e - czy naprawd% tak to dzia!a? Oczywi!cie! Posiadasz olbrzymia moc tworzenia! Je!li jednak przytra%o ci si" - w z%o!ci, w przyst"pie frustracji - powiedzie$ lub pomy!le$ co!, to jest ma%o prawdopodobne, aby! zamieni% je w rzeczywisto!$. Nie musisz si" wiec przejmowa$ niezbyt mi%ymi rzeczami, jakie zdarza ci si" nieraz pomy!le$ czy powiedzie$ - Bodajby! zdech%!", Id( do diab%a!" czy co! w tym rodzaju. Dzi%ki Bogu. Drobiazg. Ale je!li wypowiadasz, czy my!lisz co! - nie raz czy dwa, lecz setki, tysi&ce razy - czy masz pojecie, jaka twrcza moc to ze sob& niesie? My!l czy s%owo wyra#ane wci&# na nowo, staje si" w%a!nie wyra#one - czyli wypchni#te na zewn(trz. Urzeczywistnione. Staj( si# dla ciebie rzeczywisto!ci(. O rany. W%a!nie taki jest tego skutek - rany. A wy uwielbiacie rany, dramaty #yciowe. Lecz do czasu. Przychodzi taki etap w ewolucji, #e przestaje ci si" podoba$ dramat, albo melodramat, ktrym #y%e! do tej pory. Wtedy postanawiasz to zmieni$. Ale wi"kszo!$ z was nie wie jak. Ty ju# wiesz. Aby odmieni$ swoja rzeczywisto!$, przesta' o niej tak my!le&. W tym przypadku zamiast Chce odnie!$ sukces", pomy!l Odnosz" sukces". To rodzaj samook!amywania si%. Zwodzi!bym sam siebie mwi$c to. Umys! zaraz by wykrzykn$!: Co ty pleciesz?" W takim razie pomy!l co!, co by%oby dla ciebie do przyj"cia. Zaczyna mi si" powodzi$" albo wszystko mi sprzyja". Wi%c na tym polega tak modna obecnie w Ruchu New Ag% sztuka armacji. Afirmacja nie dzia$a, je!li jest zaledwie wyrazem tego, co chcia$by!, aby by$o prawd(. Armacja sprawdza si# tylko wtedy, gdy wyra%a to, co ju% wiesz na pewno, %e jest prawd(. 'Najskuteczniejsz & armacja jest dzi " kczynienie. Dzi " ki Ci, Bo # e, za to, # e pob%ogos%awi%e! moje #ycie pomy!lno!ci&." Taka my!l, powzi"ta, wypowiedziana i wprowadzona iv czyn, przynosi znakomite rezultaty - gdy bierze si" z prawdziwej wiedzy; nie wynika z prby wywo%ania rezultatw, lecz ze !wiadomo!ci, i# rezultaty ju# zaistnia%y. Taka jasno!$ mia% Jezus. Przed ka#dym cudem dzi"kowa% Mi z gry za jego sprawienie. Nigdy nie omieszka% okaza$ Mi swej wdzi"czno!ci, poniewa# nigdy nie przysz%o mu do g%owy, #e to, co og%osi%, mog%o si" nie zdarzy$. Tak by% pewny swej prawdziwej istoty i zwi&zku, jaki %&czy% go ze Mn", #e !wiadomo!$ ta rzutowa%a na ka#da jego my!l, s%oiuo i czyn - podobnie jak twoja !wiadomo!$ rzutuje na twoje... Zatem je!li jest co!, czego pragniesz do!wiadczy& w %yciu, nie chciej" - po prostu wybierz. Wybierasz uznanie tego !wiata? Wybierasz jego bogactwa? Dobrze. Wiec wybierz to. Naprawd". Do ko'ca. Nie po%owicznie. Nie zdziw si" jednak, gdy na obecnym poziomie tiuojego rozwoju, przestanie ci" obchodzi$ powodzenie w !wiecie".

Co dok!adnie masz na my&li? W ewolucji ka#dej duszy nadchodzi czas, kiedy g%wna troska staje si" wzrost ducha, a nie przetrwanie cia%a; urzeczywistnienie Ja(ni, nie zdobycie uznania !wiata. W pewnym sensie to do!$ niebezpieczny okres, szczeglnie na pocz&tku, poniewa# istota przebywaj&ca w ciele dowiaduje si" prawdy o sobie - #e jest istota w ciele, a nie cielesna istota. Zanim istota nabierze do tej kwestii dojrza%ego stosunku, mo#e wyst&pi$ zaniedbanie spraw cia%a. Dusza tak bardzo jest przej"ta swoim odkryciem"! Umys% porzuca cia%o i wszelkie doczesne sprawy. Cierpi& na tym zwi&zki osobowe, rodzina, praca. Przybywa nie zap%aconych rachunkw. Zdarza si" nawet, #e cia%o przez jaki! czas nie dostaje po#ywienia. Ca%a uwaga skupiona jest na duszy i sprawach duchowych. Mo#e to spowodowa$ powa#ny kryzys w codziennym #yciu istoty, chocia# umys% nie dostrzega w tym nic gro(nego. Pogr&#ony jest w b%ogostanie. Ludzie mwi&, #e odszed%e! od zmys%w - i na swj sposb nie s& dalecy od prawdy. Odkrycie prawdy, i# #ycie nie ma nic wsplnego z cia%em, mo#e wywo%a$ przegi"cie w druga stron"". 0 ile z pocz&tku istota post"powa%a tak, jakby by%a samym cia%em, teraz zachowuje si" tak, jakby cia%o w ogle si" nie liczy%o. To, rzecz jasna, nieprawda - o czym szybko (i czasem bole!nie) si" przekonuje. Jeste! bytem troistym - z%o#onym z cia%a, umys%u 1 ducha. I b"dziesz taki zawsze, nie tylko podczas pobytu na Ziemi. Panuje pogl&d, #e w chwili !mierci cia%o i umys% s& odrzucane. Tak nie jest. Cia%o zmienia posta$, pozostawia za sob& sk%adnik o najwy#szej g"sto!ci, ale zachowuje zewn"trzn& pow%ok". Umys% (nie myli$ z mzgiem) te# zabiera si" z tob&, do%&czaj&c do ducha i cia%a jako jednego k%"bu energii, o trzech wymiarach lub aspektach. Gdyby! postanowi% znw skorzysta$ z tej sposobno!ci do!wiadczania, ktr& nazywasz #yciem ziemskim, Ja(' po raz kolejny rozdzieli sw& rzeczyivist& posta$ na cia%o, umys% i ducha. W%a!ciwie ca%y stanowisz jedna energie, lecz o trzech odr"bnych w%a!ciwo!ciach. Kiedy decydujesz si" wst&pi$ w nowe cia%o zyczne tu na Ziemi, twoje cia%o eteryczne (jak niektrzy je okre!laj&) spowalnia swe wibracje, wyhamowuje ich pr"dko!$, przy ktrej nie sposb nawet go dostrzec, do poziomu, przy ktrym wytwarzana jest materia i masa. Materia ta jest owocem czystej my!li - dzie%em umys%u, wy#szego sk%adnika twej trjdzielnej istoty. Miliony miliardw bilionw jednostek energii zbijaj& si" w jedn& ogromn& mas" kierowan& przez umys%. Gdy wyczerpi& sw& energie, zu#yte jednostki s& odrzucane i zast"powane nowymi, ktre wytwarza umy!l. To umys% powo%uje do istnienia w oparciu 0 nieustaj&ca my!l-wzorzec to#samo!ci! Cia%o eteryczne odbiera t" my!l i obni#a wibracje kolejnych jednostek energii (w pewnym sensie krystalizuje" je), 1 staj& si" materi&, twoj& now& materi&. W ten sposb ka#da komrka cia%a wymieniana jest raz na kilka lat. Wiec ca%kiem dos%ownie, nie jeste! ta sama osoba, ktra by%e! przed kilku laty. Je!li rozmy!lasz o chorobach (albo karmisz si" gniewem, nienawi!ci&, czy w ogle jeste! na nie"), twoje cia%o prze%o#y to na posta$ zyczna. Dusza przygl&da si" dramatowi tocz&cemu si" rok po roku, miesi&c po miesi&cu, dzie' po dniu, i przez ca%y czas zachowuje Prawd" o tobie. Ona nigdy nie zapomina wzorca, pierwotnego planu, pierwotnej idei. Jej zadaniem jest przypomnie$ ci, aby! znowu pami"ta%, Kim Jeste! - i wybra%, Kim Chcesz By$ obecnie. Uuuaaauuu! Tak. A jeszcze tyle jest do wyja!nienia. Mnstwo. Ale nie w jednej ksi&#ce, a pewnie nawet nie w ci&gu jednego #ycia. Ale ju# zrobi%e! pierwszy krok, to dobrze. Pami"taj jedno, co powiedzia% wasz wielki Szekspir: S& rzeczy na niebie i ziemi, Horacjo, o ktrych si" nie !ni%o

twoim lozofom". Mog% zada' pytanie w zwi$zku z tym? Jak powiedzia!e&, mj umys! nie opuszcza mnie po &mierci. Czy to znaczy, #e zabieram ze sob$ rwnie# osobowo&'"? Czy w za&wiatach dowiem si%, kim by!em wcze&niej? Tak... i poznasz sw& odwieczn& to#samo!$. Wszystko zostanie ci objawione - poniewa# wtedy wiedza ta ci si" przyda; teraz za!, nie. Je&li chodzi o obecne #ycie, czy nast$pi jakie& rozliczenie" czy przegl$d #ycia? W za!wiatach, jak ty to nazywasz, nie dokonuje si" #aden s&d. Nie wolno ci b"dzie nawet samemu si" os&dzi$, poniewa# na pewno wyda%by! na siebie surowy wyrok, bior&c pod uwag", jaki masz do siebie stosunek za #ycia. Nie, nie ma rozliczenia. Nie ma kary ani u%askawienia. Tylko w ludzkiej naturze jest s&dzi$, dlatego przyjmujecie, #e i Ja jestem s"dzi&. Ale nie jestem - i nie potracie si" z tym pogodzi$. Niemniej, chocia# s&du nie ma, b"dziesz mia% okazje raz jeszcze spojrze$ na swoje my!li, s%owa i uczynki, i rozstrzygn&$, czy wybra%by! to po raz drugi, maj&c na uwadze to, za Kogo si" uwa#asz i Kim pragniesz by$. We wschodnim mistycyzmie istnieje doktryna Karna Loka, ktra mwi, #e w chwili &mierci ka#dy z nas ma okazj% raz jeszcze prze#y' ka#d$ sw$ my&l, ka#de s!owo, ka#dy czyn, nie z w!asnego punktu widzenia, ale od strony wszystkich osb, ktre nasze my&li, s!owa i uczynki w jaki& sposb dotkn%!y. Innymi s!owy, my&my ju# do&wiadczyli swoich uczu' w zwi$zku z tym, co&my pomy&leli, powiedzieli czy zrobili. Teraz za& mamy okazj% pozna' odczucia drugiej strony w ka#dej z tych sytuacji - i w oparciu o to kryterium zadecydowa', czy post$piliby&my tak drugi raz. Czy tak jest istotnie? Tego, co dzieje si", gdy to #ycie dobiegnie ko'ca, nie sposb odda$ w kategoriach dla ciebie zrozumia%ych. To niezwyk%e do!wiadczenie zachodzi w zupe%nie innym wymiarze i nie daje si" opisa$ przy pomocy tak ograniczonych narz"dzi, jakimi s& s%owa. Do!$ powiedzie$, #e b"dziesz mia% sposobno!$ obejrzenia ponownie ca%ego swego obecnego #ycia, bez blu, leku czy osadu, po to, aby! mg% okre!li$ swj do niego stosunek i zdecydowa$, co dalej. Wielu postanowi powrci$ tu - do !wiata g"sto!ci i wzgl"dno!ci, aby zgromadzi$ kolejne do!wiadczenia zwi&zane z wyborami i postanowieniami, okre!laj&cymi ich Ja(' na tym etapie. Niektrzy - garstka wybranych - przyb"d& tu z innym zadaniem: zst&pi& do !wiata g"sto!ci i wzgl"dno!ci, aby pomc innym si" z niego wydosta$. Zawsze znajda si" w!rd was tacy, ktrzy dokonali tego wyboru. +atwo ich odr#ni$. Zako'czyli swoje dzie%o, a na Ziemie powracaj&, aby pomc pozosta%ym. Czerpi& z tego rado!$, doznaj& uniesie'. Niczego innego nie pragn& ni# by$ u#ytecznymi dla innych. Nie sposb ich przeoczy$. S& wsz"dzie, wi"cej, ni# ci si" wydaje. Mo#e nawet znasz taka osob" lub s%ysza%e! o niej. Ja te# do nich nale#%? Nie. Je!li o to pytasz, nie mo#esz by$ jednym z nich. Oni nie zadaj& pyta'. Dla nich, nie ma o co pyta$. Ty, mj synu, w tym #yciu jeste ! pos%a ' cem. Zwiastunem. Poszukiwaczem i niejednokrotnie or"downikiem Prawdy. To wystarczy jak na jedn& #ycie. Ciesz si" tym. Ciesz% si%. Ale mog% mie' nadziej% na wi%cej! Owszem, l zawsze b"dziesz oczekiwa% czego! wi"cej. Taka jest bowiem twoja natura. Istota bosko!ci jest nieustanne d&#enie do czego! wi"cej. Wiec szukaj, tak, wszelkimi !rodkami szukaj! Teraz chcia%bym udzieli$ ci rozstrzygaj&cej odpowiedzi na pytanie otwieraj&ce te cze!$ naszego nieustaj&cego dialogu. Rb to, co uwielbiasz robi$! )mia%o! Szkoda czasu na co! innego. Tak niewiele go masz. Czy warto tr&cii cenne chwile na wykonywanie pracy, ktrej nie lubisz? Powiadasz, #e zarabiasz w ten

sposb na #ycie, ale co to za #ycie? Raczej powolne konanie! Na twoje: Ale, ale... mam na utrzymaniu innych... dzieci do wykarmienia... ma%#onk", ktra zdana jest na mnie" - odpowiem: Skoro upierasz si", #e w #yciu wa#ne jest, co robi cia%o, nie rozumiesz powodw, dla ktrych tu si" znalaz%e!. Przynajmniej rb co!, co ci" zadowala - co ciebie wyra#a. W ten sposb uchronisz si" przed zgorzknieniem i z%o!ci& wobec tych, ktrzy w twoim mniemaniu nie pozwalaj& ci si" cieszy$ #yciem. Poczyna' cia%a nie nale#y jednak lekcewa#y$. Maj& znaczenie, ale nie takie, jak my!lisz. Dzia%ania cia%a powinny odzwierciedla$ twj stan bycia, a nie stanowi$ prby jego osi&gni"cia. W prawid%owym porz&dku rzeczy nie robi si" czego!, aby by& szcz"!liwym - szcz"!liwym si" jest i stad post"puje si" w okre!lony sposb. Nie robi si" czego!, aby by& wsp%czuj&cym. Jest si" wsp%czuj&cym i stad post"puje si" w okre!lony sposb. U osoby o wysokim stopniu !wiadomo!ci decyzja duszy poprzedza czyn cia%a. Tylko osoba nie!wiadoma usi%uje wywo%a$ jaki! stan duszy zaprz"gaj&c do dzia%ania cia%o. O to w%a!nie chodzi w stwierdzeniu, #e w #yciu nie jest wa#ne, co robi cia%o. Z drugiej jednak strony, prawd& jest, #e poczynania twojego cia%a !wiadcz& o tym, do czego d&#ysz. To nast"pna boska dychotomia. Ale wiedz jedno: Masz prawo do rado!ci; z dzie$mi czy bez, #onaty czy samotny. Szukaj jej! Znajduj j&! A w twojej rodzinie zago!ci weso%o!$ bez wzgl"du na to, ile pieni"dzy zarobisz czy stracisz. Je!li za! nie b"d& si" cieszy$, zabior& si" i odejd& od ciebie, daj im na drog" swoje b%ogos%awie'stwo niech sami szukaj& swojej rado!ci. Z kolei je!li osi&gn&%e! ju# taki poziom rozwoju, #e sprawy cia%a przesta%y ci" obchodzi$, tym mniej przeszkd staje ci na drodze do rado!ci - jako w niebie tak i na ziemi. Bg nie ma nic przeciwko temu, aby! by% szcz"!liwy - nawet w swojej pracy. Twoja praca !wiadczy o tym, KIM Jeste!. Je!li jest inaczej, to po co si" trudzisz? Czujesz si" zmuszony? Nie musisz absolutnie nic. Je!li uto#samiasz si" z facetem, ktry tyra na utrzymanie rodziny, kosztem nawet w%asnego szcz"!cia", kochaj swoj( prac#, poniewa# sprzyja tworzeniu %ywego wyrazu twojej Ja"ni. Je!li widzisz siebie jako kobiet" wykonuj&ca prace, ktrej nie cierpi, po to, aby podo%a$ swoim obowi&zkom", pokochaj swoj( prac#, poniewa# s%u#y twojemu wizerunkowi, podtrzymuje obraz twojej Ja(ni. Mo#na pokocha$ ka#de zaj"cie z chwil&, gdy si" zrozumie, co si" robi i dlaczego. Nikt nie robi nic wbrew sobie. 13 Jak mam si% upora' ze swymi zdrowotnymi k!opotami? Chronicznych dolegliwo&ci mam ju# tyle, #e starczy!oby na ca!e #ycie z nawi$zk$. Dlaczego do&wiadczam ich wszystkich teraz? Przede wszystkim, wyja!nijmy sobie jedno: ty je uwielbiasz. Przynajmniej wi"kszo!$ z nich. W sposb godny podziwu pos%ugujesz si" nimi, aby wzbudzi$ dla siebie lito!$ i zwrci$ na siebie uwag". Tych kilka wyj&tkw, to przypadki, ktre zasz%y za daleko. Dalej, ni# zak%ada%e! w swoich przewidywaniach, gdy powo%ywa%e! je do istnienia. Trzeba zrozumie$, co zapewne ju# zreszt& wiesz, #e wszelkie choroby pochodz& od was samych. Nawet medycyna konwencjonalna zaczyna przyjmowa$ do wiadomo!ci, #e ludzie sami wp"dzaj& si" w choroby. Wi"kszo!$ czyni to bezwiednie. (Nawet nie zdaj& sobie sprawy, co robi&). Wiec kiedy zachoruj&, nie wiedza, czemu to przypisa$. Maj& wra#enie, jakby to na nich sk&d! spad%o, nie widza w tym swojego udzia%u.

Dzieje si" tak, gdy# ludzie przewa#nie s& nie!wiadomi i nie dotyczy to wy%&cznie kwestii zdrowotnych i pochodnych. Ludzie pal& papierosy i dziwi& si", #e choruj& na raka. Spo#ywaj& padlin" i t%uszcz i dziwi& si", #e cierpi& na niewydolno!$ kr&#enia. Przez ca%e #ycie si" z%oszcz& i dziwi& si", #e dostaj& ataku serca. Rywalizuj& z innymi - w sposb bezwzgl"dny, w warunkach ogromnego stresu - i dziwi& si", #e nast"puje wylew. Prawda, bynajmniej nie oczywista, wygl&da tak, #e ludzie na og% zamartwiaj( si# na !mier&. Martwienie si" jest chyba najbardziej szkodliw& forma dzia%alno!ci umys%owej - obok nienawi!ci, ktra powoduje samospalanie. Martwienie si" jest dzia%aniem ja%owym, to marnotrawstwo energii umys%u, ktre dodatkowo wytwarza w ciele szkodliwe reakcje biochemiczne, odpowiedzialne za niemal wszystkie schorzenia, od niestrawno!ci do zawa%u. Stan zdrowia poprawi si" natychmiast, gdy przestaniecie si" martwi$, umartwia&. Martwienie si# to przejaw dzia$ania umys$u, ktry nie rozumie, jakie zwi(zki $(cz( go ze Mn(. Nienawi!$ to najbardziej niszczycielski stan umys%owy. Zatruwa ca%e cia%o i powoduje w%a!ciwie nieodwracalne skutki. Lek stanowi dok%adne przeciwie'stwo twej prawdziwej istoty, dlatego godzi w twoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Strach to martwienie si# do pot#giNienawi!$, strach, martwienie si" - wraz ze stanami pochodnymi - niepokojem, gorycz&, niecierpliwo!ci&, osch%o!ci&, sk%onno!ci& do os&dzania i pot"piania - atakuj& cia%o na poziomie komrkowym. Trudno zachowa$ zdrowie w takich warunkach. Podobnie - cho$ w mniejszym stopniu - do choroby czy utraty dobrego samopoczucia prowadz& pr#no!$, zarozumia%o!$ i rozpasanie. Choroba powstaje w umy!le. Jak to? A infekcje? Na przyk!ad przezi%bienie czy nawet AIDS? W #yciu nie mo#e zaistnie$ nic, co najpierw nie by%o my!l&. My!li s& niczym magnesy, przyci&gaj& skutki. Mog& nie zawsze by$ !wiadome i w sposb jawny sprawcze: Mam zamiar zarazi$ si" jak&! straszn& chorob&" czy co! w tym rodzaju. Pierwotna my!l jest daleko bardziej subtelna. (Nie zas%uguje na to, aby #y$.") (Nic mi w #yciu nie wychodzi.") (Jestem przegrany.") (Bg mnie ukarze.") (Mam ju# do!$ takiego #ycia.") My!li cho$ tak ulotne, kryj& w sobie pot"#ny %adunek energii. S%owa s& mniej ulotne, bardziej zbite. Najwi"ksz& g"sto!$ posiadaj& czyny. Czyny to energia zakl"ta w ci"#k& zyczn& posta$, puszczona w ruch. Kiedy obmy!lasz, wypowiadasz i odgrywasz negatywny scenariusz w rodzaju: Jestem przegrany", wprawiasz w ruch ogromn& energie. Nic dziwnego, #e %apie ci" przezi"bienie. To dopiero przedsmak tego, co mo#e si" zdarzy$. Trudno odwrci$ nast"pstwa negatywnego my!lenia, kiedy ju# przyj"%y zyczn& posta$. Nie jest to rzecz niemo#liwa - ale nader trudna. Trzeba niezwyk%ej wiary. Ogromnej ufno!ci w dobroczynn& pot"g" wszech!wiata - oboj"tnie, czy nazwiesz j& Bogiem, Bogini&, Pierwsz& Przyczyn&, Pierwotn& Si%a, Nieruchomym )rodkiem. Taka wiar" posiadaj& uzdrowiciele. Graniczy ona 2 Absolutna Wiedza. Oni wiedz(, #e przeznaczona ci jest pe%nia, doskona%o!$ w tej w$a!nie chwili. Wiedza ta stanowi my!l, pot"#na, zdoln& poruszy$ gry, nie mwi&c o cz&steczkach twojego cia%a. Dlatego uzdrowiciele cz"sto potra& leczy$, nawet na odleg%o!$. Dla my!li odleg%o!$ nie istnieje. Obiega !wiat i przemierza kosmos szybciej, ni# zd&#ysz wypowiedzie$ s%owo. Powiedz tylko s%owo, a mj s%uga b"dzie uzdrowiony." I tak si" sta%o, w tej samej godzinie, nawet zanim pad%o ostatnie s%owo. Taka by%a wiara rzymskiego setnika. Lecz wy jeste!cie niczym tr"dowaci na umy!le. Z#eraj& was od !rodka z%e my!li. Niektre

s& wam narzucane. Wiele jest jednak waszym wytworem - powo%ujecie je do istnienia i hodujecie, godzinami, tygodniami, latami. ...i dziwicie si", sk&d u was te choroby. Mo#esz upora$ si" ze swoimi zdrowotnymi k%opotami", jak to uj&%e!, uzdrawiaj&c swoje my!lenie. Tak, mo#esz wyleczy$ niektre dolegliwo!ci, na ktre ju# zapad%e! (sprowadzi%e! na siebie), jak rwnie# zapobiec rozwini"ciu si" nowych. Mo#esz tego wszystkiego dokona$ przez zmian" my!lenia. Poza tym - a mwi" to niech"tnie, poniewa# w ustach Boga zabrzmi to nieco przyziemnie, ale - na mi%o!$ Boska, dbaj o siebie bardziej. Traktujesz swoje cia%o po macoszemu, zwracasz na nie uwag" dopiero, gdy nabierzesz podejrze', #e co! si" w nim psuje. Nie stosujesz #adnej prolaktyki. Lepiej troszczysz si" o swj samochd ni# o cia%o. Nie udaje ci si" zapobiec za%amaniom pomimo regularnych bada' i wizyt u lekarza (po co w%a!ciwie chodzisz do lekarza, skoro i tak nie stosujesz si" do jego zalece'? Czy mo#esz Mi odpowiedzie$?) - a w przerwach miedzy tymi ja%owymi wizytami dopuszczasz si" wobec swojego cia%a karygodnych wykrocze' i zaniedba'. Nie $wiczysz, wiec cia%o wiotczeje i co gorsza, s%abnie. Nie od#ywiasz go w%a!ciwie, co jeszcze bardziej je os%abia. Potem pakujesz w. nie toksyny, trucizny i najbardziej niedorzeczne substancje, ktre uchodz" za #ywno!$. A mimo to ten wspania%y silnik ci&gle ci s%u#y, prze do przodu na przekr tej zniewadze. To straszne. Wymagasz od swego cia%a sprawno!ci w tak okropnych warunkach. I nie zrobisz nic, aby to poprawi$, a je!li w ogle, to i tak niewystarczaj&co. Przeczytasz te s%owa, przyznasz mi ze smutkiem racje i zaraz powrcisz do swych wyniszczaj&cych nawykw. A wiesz dlaczego? Boj% si% zapyta'. Poniewa# nie ma w tobie woli %ycia. To ci%#kie oskar#enie. Nie jest Moim celem ci" oskar#a$. Ze s%owem oskar#enie" kojarzy si" wina", a z wina" wykroczenie. Wykroczenie nie ma tu nic do rzeczy, wiec nie ma #adnej winy ani oskar#enia. Po prostu stwierdzi%em prawd". Jak wszystkie stwierdzenia prawdy, dzia%a trze(wi&co. Ale niektrzy ludzie nie chc& wytrze(wie$, a w%a!ciwie wi"kszo!$. Wol& roi$, !ni$ na jawie. )wiat znalaz% si" w obecnym po%o#eniu, poniewa# niemal wszyscy chodz& po nim jak we !nie. A co si" tyczy Mojego stwierdzenia, to w czym sk%ama%em? Przecie# nie ma w tobie woli #ycia. A przynajmniej nie by%o do tej pory. Zreszt&, mia%o ono tob& wstrz&sn&$. Gdy kto! !pi, czasami trzeba nim potrz&sn&$, aby wyrwa$ go ze snu. Dawa%e! ju# w przesz%o!ci dowody na to, #e niewiele mia%e! w sobie woli #ycia. Teraz mo#esz si" wypiera$, ale twoje czyny przemawiaj& dobitniej ni# s%owa. Je!li cho$ raz w #yciu zapali%e! papierosa - a tym bardziej, przez dwadzie!cia lat wypala%e! paczk" dziennie - to wniosek stad, #e nie zale#y ci na #yciu. Nie obchodzi ci", co wyprawiasz ze swoim cia%em. Ale przecie# rzuci!em palenie dziesi%' lat temu! Dopiero po dwudziestu latach morderczej walki. I je!li kiedykolwiek wzi&%e! do ust alkohol, nie zale#y ci na #yciu. Pij% w umiarkowanych ilo&ciach. Cia%o nie jest przeznaczone do przyjmowania alkoholu. To m&ci umys%. Ale Jezus pi! alkohol! Na weselu zamieni! wod% w wino!

Kto mwi, #e Jezus by% doskona%y? Och, na mi!o&' Bosk$. Czy#bym wyprowadzi% ci" z rwnowagi? Gdzie#bym &mia! zdenerwowa' si% na Boga? To znaczy, by!oby to zuchwalstwem, prawda? Ale mimo wszystko uwa#am, #e to przesada. Ojciec uczy! mnie: wszystko w rozs$dnych granicach". I tego si% trzyma!em, je&li chodzi o alkohol. Cia%o szybciej dochodzi do siebie, je!li uderzenie by%o o umiarkowanej sile. Dlatego z tej zasady mo#e by$ jaki! po#ytek. 'Niemniej, obstaj" przy swoim pierwotnym stanowisku: cia%o nie jest przeznaczone do przyjmowania alkoholu. Ale spirytus wchodzi nawet w sk!ad niektrych lekarstw! Nie mam wp%ywu na wasza medycyn". Podtrzymuj" to, co powiedzia%em. Ale& Ty sztywny. S%uchaj, prawda jest prawd&. Gdyby kto! powiedzia%: Troch" alkoholu ci nie zaszkodzi" i odnis% to stwierdzenie do #ycia, jakie obecnie prowadzisz, musia%bym przyzna$ mu racje. Ale to w niczym nie zmienia prawdy tego, co powiedzia%em. Po prostu pozwala ja pomin&$. Zastanw si" jednak. Obecnie wy, ludzie, zu#ywacie swoje cia%a przeci"tnie miedzy pi"$dziesi&tym a osiemdziesi&tym rokiem #ycia. Niektre cia%a trwaj& d%u#ej, inne przestaj& funkcjonowa$ szybciej, ale nie wi"kszo!$. Zgadzamy si" co do tego? Tak. W porz&dku, mamy wiec jaki! punkt wyj!cia. Ot#, kiedy powiedzia%em, #e mg%by uzna$ za s%uszne stwierdzenie, #e troch" alkoholu ci nie zaszkodzi", doda%em zastrze#enie w odniesieniu do #ycia, jakie obecnie prowadzisz". Wy ludzie wydajecie si" zadowoleni ze swojego obecnego #ycia. Mo#e was to zdziwi, ale nie tak mia%o wygl&da$ wasze #ycie. A wasze cia%a mia%y wystarczy$ na d%u#ej, o wiele d%u#ej. Czy#by? Tak. Na jak d!ugo? Niesko'czenie d%ugo. Co to oznacza? Znaczy to, mj synu, #e twoje cia%o mia%o ci s%u#y$ bez ko'ca. Bez ko)ca? Tak. Po wsze czasy. Chcesz powiedzie', #e nie mieli&my umiera'? Nigdy naprawd" nie umieracie. *ycie jest wieczne. Wy jeste!cie nie!miertelni. Nie umieracie, po prostu zmieniacie posta$. Ale nawet tego nie musieli!cie robi$. Sami tak postanowili!cie, nie Ja. Ja stworzy%em dla was cia%a wiecznotrwa%e. Czy naprawd" uwa#asz, #e szczytem Boskich mo#liwo!ci jest cia%o, ktre prze#ywa 60, 70, mo#e 80 lat, a potem si" sypie? Czy na tym, w twoim wyobra#eniu, Moja moc twrcza si" wyczerpuje? Nie uj$!bym tego w ten sposb... Wymy!li%em dla was cia%o na wieczno!$! I pierwsi ludzie w istocie #yli w cia%ach, ktre nie zna%y blu, wolni od leku przed tym, co teraz nazywacie !mierci&. Wasze'mity odzwierciedlaj& zakodowana w komrkach waszego cia%a pami"$ o tych pierwszych przedstawicielach rodzaju ludzkiego, ktrym nadali!cie imiona Adam i Ewa. Byli oni, rzecz jasna, znacznie liczniejsi. Mj Boski plan wymaga%, aby wasze wspania%e dusze mia%y szans" pozna$ siebie, jakimi naprawd" s&, na drodze do!wiadcze' zdobytych w ciele zycznym, w !wiecie wzgl"dno!ci t%umaczy%em to ju# tobie nie raz. Tworzenie materii, w%&cznie z ta, ktr& okre!lasz jako cia%o zyczne, dokonywa%o si" przez wyhamowywanie pr"dko!ci wibracji. *ycie rozwin"%o si" etapami, w mgnieniu oka, ktre wy mierzycie w miliardach lat. l w jednej chwili pojawi%e! si" ty, wyszed%e! z wody, kolebki #ycia, na lad, w swym obecnym kszta%cie. Wi%c ewolucjoni&ci si% nie myl$!

Zabawne, #e wy, ludzie, odczuwacie taka potrzeb" rozgraniczania wszystkiego, ustalania, po ktrej stronie stoi racja. Nigdy nie przychodzi wam do g%owy, #e sami stworzyli!cie te wyznaczniki. Nie mie!ci si" wam w g%owach (jedynie w co zna-komitszych umys%ach), #e co! mo#e by$ zarazem s%uszne i nie, #e wybr miedzy jednym a drugim jest wy%&cznie w%a!ciwo!ci& !wiata wzgl"dno!ci. W !wiecie absolutu, czasu-bezczasu, wszelkie rozr#nienia znikaj&. Nie ma tego, co #e'skie i tego, co m"skie, nie ma przedtem i potem, szybko i wolno, tu i tam, na grze i w dole, po prawej i po lewej - nie ma te# rzeczy s%usznych i mylnych. Czego! zbli#onego doznali wasi astronauci. Wyobra#ali sobie, #e lec& do gry, w kosmos. A gdy znale(li si" w kosmosie, okaza%o si", #e patrz& na "Ziemie z do$u. Ale czy naprawd"? Mo#e patrzyli na Ziemi" z gry! A gdzie by%o s%o'ce? Na grze? W dole? Nie, tam po lewej. Nagle odniesienia w gr#, w d$ straci%y racje bytu - istnia%o tylko z boku ...i wszelkie rozr#nienia znikn#ly. Podobnie jest w Moim !wiecie - w naszym - w naszym prawdziwym !wiecie. Ze wzgl"du na te nie-okre!lono!$ trudno uj&$ go w s%owa. Religia stanowi prb# opisania tego, co opisa& si# nie daje. I nie jest to prba udana. Nie, mj synu, ewolucjoni!ci si" myl&. Stworzy%em to wszystko w mgnieniu oka, w jednej Boskiej chwili - dok%adnie tak, jak twierdza kreacjoni!ci. Ale... odby%o si" to na drodze ewolucji, w waszej skali trwaj&cej miliardy lat; tak jak twierdza ewolucjoni!ci. Oba pogl&dy s& na swj sposb s%uszne". Jak przekonali si" astronauci, wszystko zale%y, jak na to spojrze&. Ale w gruncie rzeczy, jedna Boska chwila czy miliardy lat, co za r#nica? Czy nie mo#na po prostu przyj&$, #e pewne tajemnice #ycia s& po prostu nieprzeniknione, nawet dla was? Uzna$ tych tajemnic za !wi"te? W ich !wi"to!ci pozostawi$ je w spokoju, nie dr&#y$? Przypuszczam, #e mamy nienasycony g!d wiedzy. Ale ty ju# wiesz! W%a!nie ci powiedzia$em! Ale ty nie chcesz zna$ Prawdy, ty chcesz prawdy, takiej jak ty j( pojmujesz. To najwi"ksza przeszkoda na drodze do o!wiecenia. Wydaje ci si", #e znasz prawd". Wydaje ci si", #e rozumiesz, jak jest naprawd". Wi"c zgadzasz si" ze wszystkim, co mie!ci si" w obr"bie twego rozumienia, za! odrzucasz to, co do niego nie przystaje. I to jest wed%ug ciebie poszerzanie wiedzy, otwarto!$ na nowe nauki. Niestety, nigdy nie b#dziecie otwarci na nowe nauki, dopki pozostaniecie zamkni#ci na wszystko inne, co nie jest wasz( prawd(. Dlatego okrzykniecie t" ksi&#k" blu(nierstwem, a nawet dzie%em Szatana. Lecz ci, ktrzy maj& uszy, niechaj s%uchaj&. Powiadam ci: Nigdy nie by$o ci przeznaczone umrze&. Twoja zyczna posta$ zosta%a pomy!lana jako wspania%e narz"dzie, cudowny aparat, za po!rednictwem ktrego mo#esz do!wiadcza$ rzeczywisto!ci powo%anej do #ycia przez umys%, pozna$ swa Ja(', ktra wymy!li%e! w duszy. Zamys% w duszy, tworzenie w umy!le, do!wiadczanie w ciele. Kr&g si" zamyka. Wwczas dusza poznaje siebie w do!wiadczeniu. Je!li nie odpowiada jej to, czego do!wiadcza, albo z jakiego! powodu #yczy sobie innych dozna', po prostu zmienia koncepcje, wymy!la nowe do!wiadczenie Ja(ni. Wkrtce cia%o pogr&#a si" w nowym do!wiadczeniu. (Jam jest zmartwychwstanie i *ycie", to wspania%y na to przyk%ad. Jak ci si" wydaje, #e Jezus tego dokona%? A mo#e nie wierzysz, #e to wydarzy%o si" naprawd"? Wydarzy$o si#! Uwierz!) Lecz na tym udzia% duszy si" ko'czy: nigdy nie zmusi cia%a ani umys%u do uleg%o!ci. Ja ci" uczyni%em jako istot" troista, trzy w jednym, na obraz i podobie'stwo Mnie. Te trzy aspekty Ja(ni s& rwnorz"dne; ka#dy ma zadanie do wykonania, #adne nie jest wa#niejsze od pozosta%ych, ani ich nie poprzedza. S& wsp%zale#ne i dok%adnie rwne sobie. Zamys% - tworzenie - do!wiadczenie. Co zamy!lasz, tworzysz; co tworzysz, do!wiadczasz; co do!wiadczasz, zamy!lasz.

Dlatego jest powiedziane, #e je!li zdo%asz sprawi$, aby cia%o zazna%o czego! (na przyk%ad, obto!ci), wkrtce poczucie to zago!ci w twojej duszy, ktra zacznie my!le$ o sobie inaczej, jako bogatej. W ten sposb podana zostanie twojemu umys%owi nowa my!l, a z nowej my!li wy%oni& si" dalsze do!wiadczenia i cia%o zacznie na sta%e #y$ w nowej rzeczywisto!ci, rzeczywisto!ci obto!ci. Cia%o, umys% i dusza (duch) s& jednym. Jeste! mi-krokosmosem, ktry odzwierciedla Mnie - Boska Ca%o!$, )wi"te Wszystko, Sum" i Osnow" Istnienia. Rozumiesz teraz, w jaki sposb jestem pocz&tkiem i kresem Wszechrzeczy, Alfa i Omega. Teraz wyjawi" ci tajemnic" najwi"ksza: zwi&zku, jaki naprawd" nas %&czy. JESTE) MOIM CIA+EM. Jak twoje cia%o ma si" do twego umys%u i duszy, tak ty si" masz do Mojego umys%u i duszy. Tote#: Cokolwiek do!wiadczam, do!wiadczam przez ciebie. Jak jedno!ci& s& twoje cia%o, umys% i duch, tak i s& Moje. Tak wiec Jezus z Nazaretu, jeden z wielu, ktrzy zg%"bili ten sekret, wyrazi% niezmienna prawd" mwi&c: Ja i mj Ojciec to Jedno". Zapewniam ci", #e nadejdzie dzie', w ktrym objawione ci zostan& inne, jeszcze donio!lejsze tajemnice. Gdy# tak jak ty jeste! Moim cia%em, tak Ja stanowi" cia%o innego. To znaczy, #e nie jeste! Bogiem? Jestem Bogiem, w twoim tego rozumieniu. Jestem Bogini&, w twoim tego pojmowaniu. Jam Jest Stwrca wszystkiego, co poznajesz i czego do!wiadczasz, a wy jeste!cie Moimi dzie$mi... tak jak Ja jestem dzieckiem innego. Chcesz powiedzie', #e nawet nad Bogiem jest jaki& Bg? Powiadam ci, #e twoje postrzeganie ostatecznej rzeczywisto!ci jest bardziej ograniczone, ni# my!lisz, a Prawda bardziej nieograniczona, ni# mo#esz sobie wyobrazi$. Daj" ci w ten sposb przedsmak niesko'czono!ci - i niesko'czonej mi%o!ci. (Wi"kszej dawki nie pomie!ci%by! w swojej rzeczywisto!ci. I tak ledwo udaje ci si" upchn&$ to.) Chwileczk%! To znaczy, #e tak naprawd% nie rozmawiam wcale z Bogiem? Mwi%em ci - je!li pojmujesz Boga jako swojego stwrc" i pana - jak ty jeste! stwrca i panem swojego cia%a - jestem dla ciebie Bogiem. I rozmawiasz z Nim, nie bj si". Pysznie nam si" gaw"dzi%o, prawda? Mniejsza o to. Wydawa!o mi si%, #e rozmawiam z prawdziwym Bogiem. Bogiem Bogw. No, wiesz - facetem na samej grze, wielkim wodzem. I tak jest. Uwierz mi. Naprawd". Mimo to twierdzisz, #e w hierarchii rzeczy jest jeszcze kto& nad Tob$? Porywamy si" tu na niemo#liwe - mianowicie, prbujemy ubra$ w s%owa to, co niewys%awialne. Jak mwi%em, jest to d&#enie wszelkich religii. Zobacz", mo#e uda mi si" to jako! zobrazowa$. Na zawsze to d%u#ej, ni# jeste! w stanie ogarn&$. Wiecznie to d%u#ej ni# na zawsze. Bg przerasta twoj& wyobra(ni". Bg to energia, ktr& nazywasz wyobra(nia. Bg to tworzenie. Bg to pierwsza my!l i ostatnie do!wiadczenie. Bg to wszystko, co jest pomi"dzy. Czy patrzy%e! kiedy! przez silnie powi"kszaj&cy mikroskop, albo ogl&da%e! pogl&dowe lmy o przebiegach procesw na poziomie molekularnym, my!l&c sobie przy tym: Wielkie nieba, tam w dole rozci&ga si" ca%y wszech!wiat, przy ktrym ja, obserwator, tu i teraz, musze wydawa$ si" Bogiem1." Czy prze#y%e! kiedy! co! takiego? Moim zdaniem, ka#dy my&l$cy cz!owiek do&wiadczy! czego& podobnego. W%a!nie. W ten sposb zyskujesz jakie! poj"cie o tym, co Ja ci tu pokazuje. A jakby! przyj&% wiadomo!$, #e ta rzeczywisto!$ nie ma ko'ca?

Poprosi!bym o wyja&nienie. Wyja&nij mi to. We( najmniejszy okruch wszech!wiata, jaki zdo%asz sobie wyobrazi$. Wyobra( sobie t" drobink" materii. Mam. Teraz podziel ja na p%. Mam. Co otrzyma%e!? Dwie mniejsze po!wki. Dok%adnie. Teraz je podziel na p%. No i co? Jeszcze mniejsze po!wki. S%usznie. Powtarzaj to dalej! Co zostaje? Coraz mniejsze drobinki. W%a!nie. Ale na czym to si" ko'czy? Ile razy trzeba podzieli$ materie do jej zaniku? Nie wiem, materia chyba nigdy nie znika. Chcesz powiedzie$, #e nie mo#na jej zniszczy$ do ko'ca? Mo#na co najwy#ej zmieni$ jej posta$? Na to wychodzi. Powiadam ci wiec: pozna % e ! w % a ! nie sekret wszelkiego # ycia i wejrza % e ! w niesko'czono!$. Teraz ja mam do ciebie pytanie... S!ucham? Sk&d u ciebie przekonanie, #e niesko'czono!$ rozci&ga si" tylko w jedna stron"? Czyli... mo#na bez ko)ca posuwa' si% w gr% podobnie jak w d!. Nie ma gry ani do%u, ale rozumiem, co masz na my!li. Ale skoro znikomo&' nie ma kresu, to znaczy, #e wielko&' te#. S%usznie. Ale skoro wielko&' nie ma kresu, wwczas nie ma rzeczy najwi"kszej. W szerszym wymiarze oznacza to, #e nie ma Boga! Albo - wszystko jest Bogiem, nie ma nic poza nim. Powiadam ci: JAM. JEST, KTRY JEST. I TY) JEST, KTRY JEST. Nie mo#esz nie by$. Mo#esz zmienia$ posta$ do woli, ale przesta$ by$ nie mo#esz. Zdarza si" jednak, #e zapomnisz, Kim Naprawd" Jeste! - wskutek czego do!wiadczasz siebie tylko po%owicznie. Na tym polega piek!o. Zgadza si". Ale nie jeste! na nie skazany. Nie jeste! pot"piony na wieki. Aby wydosta$ si" z piek%a, czyli niepami"ci, wystarczy tylko odzyska$ utracona wiedze. Mo#na tego dokona$ na wiele sposobw i w r#nych wymiarach. W jednym z takich wymiarw przebywasz obecnie. W waszym rozumieniu, jest to trzeci wymiar. S$ jeszcze inne? Czy# nie mwi%em ci, #e Moje Krlestwo obejmuje liczne w%o!ci? Nie wprowadza%bym ciebie w b%&d. Wi%c piek!a nie ma, naprawd%... To znaczy, nie ma #adnego wymiaru, na ktry byliby&my skazani po wsze czasy! Czemu to mia%oby s%u#y$? Mimo to zawsze podlegacie ograniczeniom - swojej wiedzy, gdy# nale#ycie do istot, ktre same siebie tworz&. Nie mo#esz by$ tym, o czym nie wiesz, #e mo#esz by$. Dlatego dano ci to #ycie - aby! mg% pozna$ siebie w do!wiadczeniu. Wwczas mo#liwe staje si" wymy!lenie Ja(ni i tworzenie siebie w do!wiadczeniu wed%ug tego zamys%u - ko%o si" zamyka... tyle #e wy#ej. Podlegasz wiec procesowi nieustannego wzrastania - czy jak to w tej ksi&#ce ujmowa%em -

stawania si". Mo#esz sta$ si" czymkolwiek, nie ma tu #adnych ogranicze'. To znaczy, #e mog% sta' si% nawet - nie chce mi to przej&' przez usta - Bogiem? Tak jak Ty? A jak sadzisz? Nie wiem. Jak d%ugo nie wiesz, nie mo#esz. Pami"taj o Trjcy: Duch )wi"ty, Ojciec i Syn; duch, cia%o, umys%. Zamys%, tworzenie, do!wiadczenie. DUCH )WI-TY = NATCHNIENIE = ZAMYS+ OJCIEC = RODZICIELSTWO = TWORZENIE SYN = POTOMSTWO = DO)WIADCZENIE Syn do!wiadcza tworu rodzicielskiej my!li, ktra poczyna si" z Ducha )wi"tego. Czy jeste! w stanie pomy!le$, #e ktrego! dnia b"dziesz Bogiem? W naj&mielszych marzeniach. )wietnie, gdy# Ja o!wiadczam ci: Ju# jeste! Bogiem. Tylko o tym nie wiesz. Czy# nie mwi%em wam: Jeste!cie Bogami"? 14 No i prosz". Wy%o#y%em ci wszystko. O #yciu. Na czym polega. Czemu s%u#y. W czym jeszcze mog" ci pomc? Nie mam wi%cej pyta). Jestem Ci wdzi%czny za ten niesamowity dialog. Zaszli&my tak daleko, poruszyli&my tyle zagadnie). Kiedy patrz% na list% moich pocz$tkowych pyta), widz%, #e uporali&my si% z pi%cioma pierwszymi - dotycz$cymi #ycia, zwi$zkw, pieni%dzy i kariery oraz zdrowia. Zosta!o jeszcze kilka, ale w &wietle tych rozwa#a) wydaj$ si% nieistotne. Ale je zada%e!. Za%atwmy wiec to szybko. 6. Jak$ karmiczn$ nauk% mam st$d wynie&'? Co prbuj% opanowa'? *adnej nauki wynosi$ nie masz. Nie masz niczego si" uczy$, masz tylko sobie przypomnie$. Czyli zwrci$ si" do Mnie. Co prbujesz opanowa$? Sama sztuk" opanowy-> wania. 7. Czy istnieje reinkarnacja? Ile mam ju# za sob$ przesz!ych #ywotw? Czym by!em poprzednio? Czy karmiczny d!ug" to prawda? Trudno uwierzy$, #e to jeszcze podlega dyskusji. Doprawdy, nie pojmuje. Do!wiadczenia przesz%ego #ycia s& tak dobrze udokumentowane. Niektrzy podaj& dok%adne szczeg%y zdarze', dane, ktre mo#na sprawdzi$, aby nikt nie mg% posadzi$ ich o to, #e wyssali to wszystko z palca, czy w jaki! sposb uda%o im si" wywie!$ w pole badaczy i swoich najbli#szych. Masz za sob& 647 przesz%ych #ywotw, skoro tak ci zale#y na !cis%o!ci. Obecny jest 648. Zasmakowa%e! ju# wszystkiego. By%e! krlem, krlowa, pacho%kiem. Nauczycielem, uczniem, mistrzem. Kobieta, m"#czyzna. Wojownikiem, pacysta. Bohaterem, tchrzem. Zabjca, zbawicielem. Medrcem, g%upcem! Wszystkim! Nie, karmiczny d%ug nie istnieje - nie w takim sensie, jak zak%ada pytanie. D%ug to co! co trzeba sp%aci$. Ty za! do niczego nie jeste! zobowi&zany. S" jednak pewne rzeczy, ktre chcesz robi$, ktrych z w%asnego wyboru pragniesz do!wiadcza$. A pewne wybory wynikaj& z uprzednich do!wiadcze'. Oto do!$ wyczerpuj&cy, na tyle, na ile pozwalaj& s%owa, opis zjawiska, ktre nazywasz karma. Je!li przez karm" rozumiesz ch"$ doskonalenia si", rozwijania i wedle tej miary osadzania przesz%ych zdarze', wwczas owszem, karma istnieje. Ale nie stawia przed tob& #adnych wymaga'. Jeste! przecie# i zawsze by%e! istota wolna. 8. Czasami odczuwam wra#liwo&' pozazmys!ow$. Czy jest co& takiego jak wra#liwo&' pozazmys!ow$"? Czy to w!a&nie odczuwam? Czy ludzie obdarzeni t$ wra#liwo&ci$ wchodz$ w konszachty z diab!em"? Tak, jest co! takiego jak wra#liwo!$ pozazmys%ow&. Masz taka wra#liwo!$. Ka#dy ma. Bez

wyj&tku. S& tylko ludzie, ktrzy jej nie u#ywaj&. Wra#liwo!$ pozazmys%ow& jest niczym wi"cej jak dodatkowym zmys%em. Oczywi!cie, #e to nie s& konszachty z diab%em", w przeciwnym razie nie wyposa#y%bym was w w zmys%. Zreszt&, diab%a nie ma i nie ma z kim wchodzi$ w konszachty. Kiedy! - mo#e w drugiej cz"!ci - wyt%umacz" ci, na czym polega wra#liwo!$ pozazmys%ow&. Wi%c b%dzie cz%&' druga naszych rozmw? Tak. Ale najpierw sko'czmy te. 9. Czy jest w porz$dku przyjmowanie pieni%dzy za czynienie dobra? Na przyk!ad, je&li postanowi% zaj$' si% uzdrawianiem - Bo#ym dzie!em - czy mog% to robi' i jednocze&nie wzbogaci' si% nansowo? Czy te dwie rzeczy wzajemnie si% wykluczaj$? To ju# sobie wyja!nili!my. 10. Czy seks jest w porz$dku? O co tak naprawd% chodzi w tym ludzkim do&wiadczeniu? Czy seks s!u#y wy!$cznie prokreacji, jak g!osz$ niektre religie? Czy prawdziw$ &wi%to&' i o&wiecenie osi$ga si% przez wyrzeczenie si% - lub sublimacj% - energii seksualnej? Czy mo#na i&' z kim& do !#ka bez mi!o&ci? Czy samo zyczne doznanie stanowi wystarczaj$ce uzasadnienie tego aktu? Oczywi!cie, #e seks jest w porz&dku". Gdybym nie chcia%, aby!cie si" w pewne rzeczy bawili, czy dawa%bym wam do tego zabawki? Czy wy dajecie dzieciom zabawki, je!li nie chcecie, aby si" nimi bawi%y? Bawcie si" seksem! To takie przyjemne! Cia%o nie mo#e chyba dostarczy$ wam wi"kszej rozkoszy, je!li mowa o czysto zycznych doznaniach. Ale dlaczego kalacie niewinno!$, rado!$ i czysto!$ tej intymnej sfery nadu#ywaj&c jej do innych celw? W%adzy, umocnienia ego, dominacji? Niechaj daje wam sama rozkosz, doprowadza do ekstazy, wsplnej, dzielonej, ktra jest mi%o!ci&, z ktrej bierze si" nowe zydel Czy# mog%em wymy!le$ jeszcze przyjemniejszy sposb na to, aby was przybywa%o? Co do wyrzeczenia ju# si" wypowiada%em. Nic !wi"tego z wyrzeczenia jeszcze nigdy nie wynikn"%o. Niemniej, zmieniaj& si" pragnienia w miar" poznawania wy#szych rzeczywisto!ci, tote# nie jest niczym niezwyk%ym stopniowe wygasanie pragnie' w sferze erotycznej - czy je!li o to chodzi, w ka#dej innej sferze do!wiadczenia cielesnego. Do!wiadczenia w sferze duchowej wysuwaj& si" na czo%o - i staj& si" (rd%em jeszcze wi"kszej rozkoszy. Co kto lubi i nie sad( drugiego - oto nasze has%a. Na ostatnia cze!$ twego pytania odpowiem tak: Nie potrzebujesz uzasadnia$ niczego. Nie szukaj powodu, lecz b&d( przyczyn& swojego do!wiadczenia. Pami"taj, do!wiadczenie wp%ywa na koncepcje Ja(ni, koncepcja prowadzi do tworzenia, tworzenie urzeczywistnia do!wiadczenie. Chcesz do!wiadcza$ siebie jako kogo!, kto uprawia seks bez mi%o!ci? )mia%o! Oddawaj si" temu, a# ci przejdzie ochota. Jedyn& rzecz&, jaka mo#e ci" sk%oni$ do zaprzestania tego lub ka#dego innego zachowania, jest tylko i wy%&cznie nowo powstaj&ca w tobie my!l o tym, Kim W Istocie Jeste!. Nic prostszego - i nic bardziej z%o#onego. 11. Dlaczego uczyni!e& sfer% erotyki tak rozkosznym i pot%#nym doznaniem, je&li mamy trzyma' si% od niej z daleka ile tylko si% da. Dlaczego skoro ju# o tym mowa, wszystkie przyjemne rzeczy s$ albo niemoralne, nielegalne albo tucz$ce"? Na to ostatnie przed chwil& odpowiedzia%em. *adne przyjemne rzeczy nie s& ani niemoralne, nielegalne ani tucz&ce". Wasze #ycie jednak stanowi ciekawy eksperyment w deniowaniu przyjemno!ci. Dla niektrych oznacza ona doznania cielesne. Innym mo#e wydawa$ si" czym! zupe%nie odmiennym. Wszystko zale#y od tego, za kogo si" uwa#asz i jak postrzegasz swj pobyt na Ziemi. Na temat seksu wypada%oby zreszt& powiedzie$ o wiele wi"cej - niemniej najistotniejsze jest to: seks to rado!$, za! wy skutecznie ja w nim zabili!cie. Seks jest !wi"ty - tak. Rado!$ i !wi"to!$ w rzeczywisto!ci id& w parze (s& w%a!ciwie

jednym i tym samym), cho$ wielu jest przeciwnego zdania. Wasz stosunek do seksu stanowi odbicie waszej postawy wobec #ycia. *yciem trzeba si" radowa$, delektowa$, wy za! uczynili!cie ze' do!wiadczenie zatrute lekiem, niepokojem, niedoborem (za-ma%o!ci&"), zawi!ci&, gniewem i rozpacza. To samo dotyczy erotyki. St%umili!cie seksualno!$, tak jak st%umili!cie #ycie, zamiast pozwoli$ rozkwitn&$ waszej Ja(ni, bujnie, nieskr"powanie. Okryli!cie wstydem erotyzm, tak jak okryli!cie wstydem #ycie, pi"tnuj&c jako niecne i nieczyste, zamiast wychwala$ jako najwi"kszy dar niebios, najwy#szy rozkosz. Nim zd&#ysz temu zaprzeczy$, przyjrzyj si" powszechnym postawom wobec #ycia. Cztery pi&te ludzi na !wiecie, uwa#a, #e #ycz% to udr"ka, okres prby, d%ug karmiczny, ktry trzeba sp%aci$, szko%a, z ktrej trzeba wynie!$ surowe nauki, w sumie do!wiadczenie, ktre trzeba znie!$ oczekuj&c prawdziwej rado!ci, ktra ma nast&pi$ po !mierci. To wstyd, #e tylu z was tak my!li. Nic dziwnego, #e przenie!li!cie wstyd na akt, ktry daje pocz&tek #yciu. Energia seksualna to energia #ycia; to #ycie. Poci&g, nieodparta ch"$ zbli#enia si" do drugiego, z%&czenia si" w jedno, to podstawowa dynamika rz&dz&ca #yciem. Wszczepi%em ja ka#demu przejawowi i poziomowi #ycia. Jest wrodzona, ukryta we wn"trzu Wszystkiego, Co Jest. Zasady moralne, religijne zakazy, spo%eczne tabu i konwencje uczuciowe, jakimi ob%o#yli!cie seks (nawiasem mwi&c, mi%o!$ te#, i ca%e #ycie), uniemo#liwiaj& wam wr"cz radowanie si" istnieniem. Od niepami"tnych czasw cz%owiek zawsze pragn&% tylko jednego: kocha$ i by$ kochanym. I od niepami"tnych robi% wszystko, co w jego mocy, aby sta%o si" to niewykonalne. Erotyzm to niezwyk%y wyraz mi%o!ci - do drugiego cz%owieka, do siebie, do samego #ycia. Powiniene! wiec uwielbia$ seks! (I uwielbiasz - tylko nie mo#esz si" z tym zdradzi$, bo zaraz uznaj& ci" za zbocze'ca, ale prawda jest taka, #e to sama idea seksu jest wypaczona.) W naszej nast"pnej ksi&#ce zajmiemy si" erotyka bli#ej; zg%"bimy szczeg%owo dynamik" seksu, poniewa# jest to zjawisko o dalekosi"#nych skutkach w skali ca%ego !wiata. Na razie - szczeglnie do twojej wiadomo!ci - powiem tylko tyle: Nie da%em wam nic, czego powinni!cie si" wstydzi$, a zw%aszcza cia%a i jego funkcji. Nie ma powodu otacza$ cia%a i jego funkcji tajemnic& - ani ukrywa$ swojej do niego mi%o!ci, czy do siebie nawzajem. Telewizja nie widzi nic zdro#nego w ukazywaniu bez os%onek przemocy, a wystrzega si" nagiej prawdy o mi%o!ci. Ca%e wasze spo%ecze'stwo odzwieciedla taki porz&dek rzeczy. 12. Czy istnieje #ycie na innych planetach? Czy mieli&my ju# go&ci z kosmosu? Czy przygl$daj$ nam si% teraz? Czy za naszego #ycia ujrzymy niepodwa#alne dowody na istnienie pozaziemskiej inteligencji? Czy ka#da odr%bna forma #ycia ma swojego Boga? Czy Ty jeste& Bogiem Wszechrzeczy? Na pierwsze, na drugie i na trzecie pytanie odpowied( brzmi tak. Nie mog" odpowiedzie$ na czwarte, poniewa# musia%bym wybiec w przysz%o!$ - a tego robi$ nie chce. 13. Czy spe!ni si% kiedy& na Ziemi utopia? Czy Bg objawi si% ludzko&ci zgodnie z obietnic$? Czy nast$pi Powtrne Przyj&cie? Czy nastanie koniec &wiata - albo apokalipsa, ktr$ wr#y Biblia? Czy jest jaka& jedna prawdziwa religia? Je&li tak, to ktra? Wysz%oby z tego ca%a ksi&#ka, w istocie stanowi to przedmiot trzeciego tomu naszego cyklu. Stara%em si" ograniczy$ ksi&#k" pierwsza do zagadnie' osobistych i bardziej praktycznych. Do spraw donio!lejszych, o nast"pstwach w skali oglno!wiatowej i kosmicznej przejdziemy w dalszych odcinkach. Czy to na teraz wszystko? Czy na tym ko)czy si% nasz obecny dialog? Czy#by! ju# za Mn& t"skni%? A #eby& wiedzia!. Dobrze si% tym wszystkim bawi!em. Wi%c na jaki& czas si% rozstajemy?

Potrzebny ci odpoczynek. Tak jak twoim czytelnikom. Tyle trzeba sobie przyswoi$. Tyle przetrawi$. Rozwa#y$. Zrb sobie urlop. Przemy!l to raz jeszcze. Ale nie czuj si" opuszczony. Ja zawsze jestem przy Tobie. Je!li najd& ci" pytania zwyczajne pytania - mo#esz si" do Mnie zwrci$, nie jest konieczna do tego forma ksi&#ki. Ja przemawiam na r#ne sposoby. Nas%uchuj Mnie w prawdzie swojej duszy. W uczuciach serca. W wyciszonym umy!le. S%uchaj Mnie na ka#dym kroku. Ilekro$ zechcesz Mnie zapyta$, wiedz, #e Ja ju# odpowiedzia%em. Otwrz szeroko oczy i spjrz na !wiat. Ma odpowied( znajdziesz w artykule ju# wydrukowanym. Kazaniu ju# u%o#onym, ktre niebawem zostanie wyg%oszone. W lmie w%a!nie powstaj&cym. W piosence skomponowanej wczoraj. W s%owach, ktre wypowie twoja ukochana. W sercu nowego przyjaciela, jakiego pozyskasz. Moja Prawd" obwieszcza szept wiatru, paplanina potoku, grzmot pioruna, stukot deszczu. To ziemia, ktra czujesz pod stopami, przyci&ganie ksi"#yca, zapach lilii, ciep%o s%oneczne. Moja Prawda - niezawodna dla ciebie pomoc w potrzebie - jest tak przejmuj&ca jak nocne niebo i tak naiwnie ufna jak gaworzenie dzieci"cia. Jest tak g%o!na jak dudni&ce bicie serca - i tak cicha jak oddech wzi"ty w jedno!ci ze Mn&. Nie zostawi" ciebie, nie mog", gdy# jeste! Moim tworem, Moim dzie%em, Moja crka i Moim synem, Moim celem i Moim... Ja. Przywo%uj Mnie wiec, ilekro$ i gdziekolwiek utracisz spokj, ktry jest Mn&. B"d" jak zawsze. Z Prawda. Mi%o!ci&. )wiat%o!ci&. Uwagi (go'cowe Odk$d przyst$pi!em do g!oszenia bez rozg!osu otrzymanych prawd, wiele osb skierowa!o pod moim adresem zapytania dotycz$ce sposobu, w jaki te prawdy otrzyma!em. Szanuj% ich ciekawo&' i powoduj$c$ nimi szczero&'. Ludzie chc$ po prostu dowiedzie' si% czego& wi%cej o okoliczno&ciach powstania tej ksi$#ki i to ca!kiem zrozumia!e. +a!uj%, #e nie mog% odpowiedzie' na ka#dy telefon i osobi&cie odpisa' na ka#dy list, to zycznie niemo#liwe. Co wi%cej, przez wi%ksz$ cz%&' czasu powiela!bym odpowiedzi na zasadniczo takie same pytania. Wymy&li!em wi%c sposb na sprawniejsz$ wymian% informacji i zaspokojenie ciekawo&ci, ktr$ szanuj%. Postanowi!em wydawa' miesi%czny biuletyn nawi$zuj$cy do pyta) i komentarzy na temat tego dialogu. W ten sposb mog% odpowiedzie' na wszystkie nadchodz$ce pytania i ustosunkowa' si% do wszystkich uwag, bez potrzeby odpisywania na ka#dy list oddzielnie. Zdaj% sobie spraw%, #e nie jest to doskona!a forma komunikacji, a tym bardziej osobista, ale, niestety, jedyna mo#liwa w obecnej sytuacji. Miesi%czny biuletyn jest dost%pny na #yczenie pod adresem: ReCreation Posta! Drawer 3475 Central Point, Oregon 97502 Pocz$tkowo biuletyn ten by! bezp!atny, ale zainteresowanie nim przesz!o nasze naj&mielsze oczekiwania. Z uwagi na rosn$ce koszty, zmuszeni jeste&my wprowadzi' roczn$ minimaln$ sk!adk% w wysoko&ci dwudziestu pi%ciu dolarw, aby&my mogli dociera' do mo#liwie najwi%kszej liczby zainteresowanych. Je&li nie jeste&cie pa)stwo w stanie wesprze' nas nansowo, prosimy ubiega' si% o specjaln$ subskrypcj%. Ciesz% si%, #e mo#emy dzieli' si% ze sob$ tym niezwyk!ym dialogiem. *ycz" wam, aby&cie doznali obtych b!ogos!awie)stw, jakie niesie z sob$ #ycie, a tak#e &wiadomo&ci obecno&ci Boga w waszym #yciu, ktra wprowadza do niego spokj, rado&' i mi!o&'. Neale Donald Walsch